Rodzina Poszepszyńskich - fanklub im. Kaprala Jedziniaka
Inne utwory satyryczne => Inne => Wątek zaczęty przez: Leon74 w 30 Grudnia 2007, 14:07:44
-
W imieniu Baadera przesyłam list Toma (tego od nowych odcinków RP), zawierający kilka przemyśleń o twórczości Jacka Fedorowicza, oto on:
Witam,
Chciałbym aby twórczość Zembatego zabłysła, ale jestem w tym wypadku
umiarkowanym optymistą. Teraz z trochę innej beczki. Zawsze lubiłem
Fedorowicza i ceniłem przez długie lata jego artystyczne dokonania ale
to jest już zamierzchła historia. Co się z nim stało? Dla mnie to dziś
zupełnie inny człowiek. Czy to możliwe, że podeszły wiek zmienił go aż
tak bardzo? To co dziś sobą reprezentuje jest w praktyce zaprzeczeniem
całej jego poprzedniej twórczości. Co tu jest grane? Czy Fedorowicz był
sobą 30 lat temu czy jest sobą dziś? Co o tym myślicie?
Czekam z niecierpliwością na następny odcinek Alberta aby odbudować w
sobie zachwianą nieco ostatnimi czasy wiarę w talent i pracowitość
Zembatego.
Pozdrawiam,
Tom
-
Bravou Yasiu! (znaczy Tomie)
W końcu ktoś odważył się to powiedzieć.
Federowicz (a nawet Fedorowicz) stoczył się w tempie tak błyskawicznym, razem zresztą z Tymem i innymi kolegami.
Dla mnie jego twórczość zamyka rok 1989 definitywnie.
No ale nie ma się mu co dziwić - salon ma swoje (he he) wymagania, a żyć z czegoś trzeba.
Zresztą top samo odnosi się do Tyma, (żeby wspomnieć ostatnią - nam nadzieję - jego produkcję typu Ryś). Promowana ona była w sposób niedostępny nawet dla Wajdy (a wszsystko za nasze pieniądze) na i odniosła wiadomy skutek, znaczy znalazła się tam, gdzie jej miejsce (takie niedomówienie).
Wuj Albert - to nie Poszepszyńscy, nie wiem czemu mają służyć te wulgaryzmy (sam od nich co prawda nie stronie) ale...
To tak jakby w każdej scenie była goła baba (i to bez dżemu).
Reasumując - potwierdzam w pełni twe obserwacje.
-
To tak jakby w każdej scenie była goła baba (i to bez dżemu).
Bez dżemu może, ale od razu GOŁA?! ;)
-
Goła baba zdecydowanie zwiększa poczytność/oglądalność publikacji - więc czemu nie? Mnie tam nie przeszkadza, ale też specjalnie nie ekscytuje. Wiadomo bowiem, że najbardziej ekscytuje to co słabo dostępne, a w przeciwieństwie do szanownych kolegów ja dostęp do gołej baby mam w zasadzie nieograniczony, wystarczy, że znajdę jakieś odbijające Bruxę lustro. ;D
A propos on topic, dla mnie ekstra klasą w zorbingu (staczanie w stylu dowolnym) jest ostatnio niejaka Czubaszek Maria. Strasznie to bolesne, zwłaszcza jeśli ktoś się na czubaszkowni wychował...
No ale mamy chyba jeszcze paru niestoczonych? Z naocznych obserwacji (znów dom kultury Białołęka) wynika, że Daukszewicz daje radę, zwłaszcza biorąc pod uwagę życiowe perypetie (i dość poważne przeziębienie)... Z tym, że trzeba wziąć poprawkę, że on to się już dawno stoczył, a właściwie zmenelił :D Żeby nie było, ze tylko chwalę, dodam, że tej przeróbki nohavicowego "Pane Prezidente" to ja mu chyba nie wybaczę...
-
Od dawna miałem to odpisać, ale jakoś umknął mi ten wątek. Dlaczego nie podoba się nam twórczość naszych niegdysiejszych uwielbianych twórców? Przyczyn jest wiele i przenikają się nawzajem na różne sposoby. Pierwsza to taka, że jak zaczynaliśmy słuchać 60-tki, to byliśmy nie tylko młodzi, ale i czyści pod względem kabaretowym jak przysłowiowa tablica. Chodzi mi o pewne zjawisko. Od tego czasu minęło 30 lat i tysiące wysłuchanych skeczy i piosenek. Gust już więc nie ten co kiedyś, tzn. teraz jest wyrobiony. Druga sprawa to „nasi” twórcy. Wiemy o nich znacznie więcej. Nie są już dla nas tylko twórcami/odtwórcami kabaretowymi. Widzieliśmy ich w różnych rolach, poznajemy ich poglądy, widzimy zachowania. To także powoduje, że – powiedzmy to wdzięcznie – nabieramy do nich pewnej perspektywy. Zaczyna nam nie odpowiadać co taki twórca robi, co mówi poza kabaretem, z kim się spotyka, z kim pije wódkę itp. itp. Do tego dochodzi kolejny problem, najbliższy poruszonemu przez Toma. Nasi „ulubieńcy” coraz częściej mają problemy z tfurczością. Większe lub mniejsze, ale jest to chyba naturalne.
Oczekujemy od takiego Fedorowicza ciągle nowych rewelacyjnych pomysłów, a tu albo dotychczasowa formuła się wyczerpała, albo nowa nam nie odpowiada, także ze względów, o których mowa powyżej. Na dodatek w pogoni za tzw. kasą (każdy musi z czegoś żyć, a menadżer i sponsorzy maja swoje wymagania) trzeba schlebiać tu i ówdzie...
Teraz o Fedorowiczu i innych. Biorąc pod uwagę powyższe uwagi nie do końca się z wami zgadzam. Fedorowicz generalnie robi to samo od 30 lat, raz lepiej, raz gorzej. W ubiegłym roku widziałem go na Mazurskiej nocy kabaretowej w Mrągowie, był zupełnie niezły.
Tym – moim zdaniem bardzo dobry aż do Rysia, na którego rzeczywiście szkoda słwów.
Zembaty w Wuju Albercie – wiadomo, piszemy o tym w innym miejscu. Nadal nie rozumiem, dlaczego postawił na wulgaryzmy.
Daukszewicz – nic nie wiem o jego osobistych problemach, natomiast formę utrzymuje.
Poniedzielski – jest moim zdaniem coraz lepszy. Widziałem go w ubiegłym roku w dwóch programach, w tym jeden z Magdą Umer – po prostu rewelacja.
Czubaszek – osobny temat. Potrafi być bardzo słaba, jak w AZR, a potrafi bardzo dobra, jak niekiedy w Przechowalni.
Krótko mówiąc wszystko płynie, jak powiedział Pan Tarei.
-
Ja bym jednak nie popadał w "hura optymizm" i z drugiej strony popatrzył na całą sprawę. W radiu już poziom nie ten, a w telewizji...no cóż - jeśli o kabaret chodzi, to parę jest fajnych, ale puszczają w tv takiego (za przeproszeniem) Marcina Dańca. O żesz w mordę. Ostatnio miałem "zaszczyt" oglądac jego program... tego się nie da opisać. A najgorsze jest to, że sala była pełna, a ludzie się smiali! :/
Dalej - poziom przedstawiania kabaretów w radiu spada na łeb na szyję - nowych dobrych (wiem że to subiektywne ale tak myśle) materiałów jak na lekarstwo (a wogóle audycji nowych wcale!), a stare puszczane bez ładu (patrz Poszepszyńscy, choć chwała, że wogóle puszczają). A mogliby przecież puszczać całe ITR-y czy ZGRYZ-y sprzed lat, co nie?
Dalej - Ross w Opolu... bez komentarza.
Dalej - (wspomniany) Ryś... what the fuck?
Dalej - Dylematu 5... gorszej chały nie mogli chyba zrobić.
I na koniec - Ci, których sluchaliście kiedyś, są dzisiaj, no... starzy, a co dalej? Jest nieliczne grono młodych twórców, którzy mogą pociągnąć to dalej, że wymienię:
Maciej Sthur, ludzie z Potema, KMN, Mru-Mru i Łowcy.b, czy nawet Jachimek, ale poza nimi raczej słabiutko chyba.
aha - i jeszcze Mumio, ale oni się jakoś wypalają chyba trochę... chociaż nadal potrafią mnie rozśmieszyć do łez jeszcze.
-
NIe ma mowy o hura optymiźmie. Generalnie z rozrywka jest słabo. Zastanawiałem się "głosno" nad przyczynami. Z drugiej jednak strony, dobrze, że jest Hrabi i kilka innych, nie podejmując na razie dyskusji, których. Może tak musi być?
Co do jednego zgoda. Podupadło to wszystko.
-
No ręce opadły mi jak płetwy...
To jeszcze napiszę wstęp, zakończenie i bedzie studium analizy moczu - może nie doktorat, ale taki malutki magisterek można zrobić.
Kontynuujcie kursanty, kontynuujcie...
-
No ręce opadły mi jak płetwy...
Uważaj, żeby sie nie potłukły.
Dodam, dla podniesienia płetw, że Elita mimio strat nie do odrobienia w postaci Waligórskiego i Kaczmarka, nadal trzyma sie nieźle, że wspomne choćby początkujaca dziennikarkę.
-
To jeszcze napiszę wstęp, zakończenie i bedzie studium analizy moczu - może nie doktorat, ale taki malutki magisterek można zrobić.
Kontynuujcie kursanty, kontynuujcie...
A są takie studia - kierunek "kabaretologia"? Ja bym się chętnie zapisał... ;D
(pewnie profesor Stanisławski tam wykładał)
-
To jeszcze napiszę wstęp, zakończenie i bedzie studium analizy moczu - może nie doktorat, ale taki malutki magisterek można zrobić.
Kontynuujcie kursanty, kontynuujcie...
A są takie studia - kierunek "kabaretologia"? Ja bym się chętnie zapisał... ;D
(pewnie profesor Stanisławski tam wykładał)
A nic właśnie. Sikor miał katedrę w WSP? (czy tam innym uniwersytecie) w ZG