Rodzina Poszepszyńskich - fanklub im. Kaprala Jedziniaka
Inne utwory satyryczne => Inne => Wątek zaczęty przez: andrzej74 w 29 Listopada 2007, 10:19:57
-
W „Dzienniku" przeczytałem, że nareszcie ruszyły prace nad wydaniem na CD pełnych audycji „Nie tylko dla orłów". Rozwiązano jakimś cudem problem praw autorskich (piosenki) i niezadługo rzucą to na rynek (a potem bach, bach przeróbka na mp3 i na serwerek).
-
W „Dzienniku" przeczytałem, że nareszcie ruszyły prace nad wydaniem na CD pełnych audycji „Nie tylko dla orłów". Rozwiązano jakimś cudem problem praw autorskich (piosenki) i niezadługo rzucą to na rynek (a potem bach, bach przeróbka na mp3 i na serwerek).
Jak rozumiem jest to deklaracja z Twojej strony?
Cieszymy się niezmiernie.
-
Co to jest "mp3" i "serwerek"?
-
to są tajne hasła agenturalne, w Moskwie na Placu Czerwonym spotkasz grubą kobietę w różowym paletku i do niej w te słowa... A dalej wiadomo.........
-
(a potem bach, bach przeróbka na mp3 i na serwerek).
Niczego nie przenoszę, to zaczyna przypominać syzyfowe prace. A ja Żeromskiego nie trawię.
Jak nas zamkną, to może chociaż umieszczą wszystkich razem w Białołęce? Dla zaostrzenia kary...
-
Co to jest "mp3" i "serwerek"?
Serwerek to chyba taki sweterek w szpic po szyją.Najprawdopodobniej.
-
serwerek posłanki Pitery...
-
Sweterek - taki pies, jak bulgot czy inny jajnik.
-
Czyli taki seter może mieć sweter w serwerki?
Właśnie, swetr, czy sweter?
Zaś wiadomość o NTDO jest fajna, może wreszcie zdobedziemy ten 1% nagrań, których nie mamy...
-
A ja tego całego NTDO nigdy nie słuchałem i nie wiem co to jest w ogóle...nie mogę tego rozgryźć...nie wiem od której strony się do tego zabrać i z czym to się je. Bez bicia się przyznaję z ręką na sercu.
-
Jest to absolutna rewelacja i bierz się za to jak najszybciej, wszystko jedno od czego, bo i tak są to luźne skecze.
-
Z tego co udało mi się znaleźć (nie ukrywam - wikipedia), to tworzyły to zacne osoby, w tym nawet ... Monika Olejnik, Beata Michniewicz(?) - osoby raczej nie kojarzące się z kabaretem (chyba że politycznym).
Muszę się zapoznać jak najszybciej (jutro).
-
(nie ukrywam - wikipedia),
No i jak one te studia kończą?
Zmysłowa Sowa, Elka Gra, Miłka Elektryczna...
ech...
-
A doktor Wycior?
A Tryjo?
A Mann? Mówi ci coś takie nazwisko? ;D
I jeszcze pani Alicja, której nadludzkich rozmiarów fizys ozdabiała (?) fasadę dawnego Komitetu Centralnego? ;)
-
Niczego nie przenoszę, to zaczyna przypominać syzyfowe prace. A ja Żeromskiego nie trawię.
Ja też, szczególnie za te zbiórki na remontig lokomotywy i szklane domy, których w okolicy coraz więcej...
Jak nas zamkną, to może chociaż umieszczą wszystkich razem w Białołęce? Dla zaostrzenia kary...
... i będą puszczać na okrągło i do znudzenia te popularne, ogólnodostępne nagrania, które Państwo Mecenasostwo sztuki kabaretu zruca zamiast gromadzić rarytasy!
-
A Mann? Mówi ci coś takie nazwisko? ;D
To duże dziecko? :P
p.s.
zapoznałem się z NTDO i takie spostrzeżenia:
- formy króciutkie, wręcz expressowe,
- NTDO z dżemem palce lizać,
-
no i to stepowanie z kadetem Krupieszczatowskim w restauracji "Carski Konik"
Szukam pracy!
-
taa nie ma jak Żelazny Wasyl i latający słój, który mówi
-
Dokąd lecisz słoju?
Do banku...
A po co?
Bo nie mam własnego kąta... ;D
-
Dla mnie nieprzemijające jest:
Dokąd lecisz słoju?
Do... jasnej... choleeeryyy...
;D
-
Albo:
Do Breedy!
(...)eee... breedzisz!
-
A usłyszeć o północy zwierzę mariackie,to było coś!
Wie ktoś czy pani Elka gra dalej?
-
Elka GRA !
Jak ci leci słoju ?
... Jak się nachylęęęęę.
-
Sposób na domowe przetwory.
Idziemy do sąsiadki (o której wiemy, że robiła przetwory) i pytamy:
- Pani Kowalska, potrzebne są pani przetwory?
- Nie
I jej zabieramy :)
W taki sposób mamy przetwory na zimę
-
Sposób na domowe przetwory.
Idziemy do sąsiadki (o której wiemy, że robiła przetwory) i pytamy:
- Pani Kowalska, potrzebne są pani przetwory?
- Nie
I jej zabieramy :)
W taki sposób mamy przetwory na zimę
O dzięki,no to ja zapytam czy mojej sąsiadce potrzebny 46 calowy tv,jak nie to zaoszczędzę z 11 tys..Chyba to nie przestępstwo jak sobie wezmę.Przecież pytałem.Czyż nie? ???
-
bierz stary
-
Doktor Wycior
Poniedziałek
Wczoraj po ostrym dyżurze ordynator polecił mi abym sobie uciął drzemkę. Ale z
tego zmęczenia uciąłem sobie chyba coś innego, bo potwornie krwawiłem.
Wtorek.
Bardzo silnie uderzyłem się w twarz butlą tlenową. Nigdy by do tego nie doszło,
gdybym nie zrobił sobie omyłkowo zastrzyku ze spirytusu. Przypuszczam, że
spirytus podrzucił mi pielęgniarz Gniady z zemsty za to, że zamiast od bólu
głowy, dałem mu na przeczyszczenie. Kiedy go czyściło, zrobiłem mu trepanację i
napchałem do głowy gazet.
Myślę, że bredzę. Dobranoc, kochany dzienniczku. Chyba już w tym tygodniu nic
nie napiszę.
Środa. Po południu.
Dzisiaj rano otworzyłem pana Bielinka, tego spod czternastki. Już od tygodnia
skarżył mi się, biedaczek, że mu coś leży na wątrobie. A jednak niczego nie
znalazłem. Ciekawe, dlaczego chciał mnie wprowadzić w błąd. Podobnie zresztą,
jak pan Paprotka, który usiłował mi wmówić, że ma zimną krew. A kiedy
przetoczyłem mu ją do butli, to się okazało, że jej temperatura wynosi grubo
powyżej zera. A ściślej mówiąc, 36 i 6, czyli razem 42. A ten Paprotka,
widocznie ze wstydu, już się więcej do mnie nie odezwał.
Czwartek.
Popadłem w konflikt z naszym anestezjologiem, doktorem Zegrzyńskim. Zegrzyński
uważa, że przekraczam swoje kompetencje usypiając bardziej kłopotliwych
pacjentów bez jego wiedzy i na dłużej. A ja pytam co to znaczy dłużej? Te dwa,
trzy miesiące zdrowego snu tylko wzmocnią organizm chorego i obsługi.
Piątek.
Konflikt trwa. Nie miałem innego wyjścia. Uśpiłem doktora Zegrzyńskiego.
Sobota.
Dzisiaj przywieziono czterech pacjentów z wypadków. Po ich uśpieniu i
długotrwałej operacji wyszło mi dwóch. Zdecydowałem się ich uśpić.
Niedziela.
Zbudzili Zegrzyńskiego, żeby mnie uśpił.
Sobota.
Jestem trochę niespokojny. Wczoraj zacząłem dość zawiłą operację na panu
Łukaszu spod siódemki. Nie zauważyliśmy, jak czas zleciał i zrobiła się
szesnasta i koniec roboty. Pan Łukasz został na stole do poniedziałku. Martwię
się, że będzie próbował sam się zaszyć.
Poniedziałek.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. W czasie weekendu była przerwa w dostawie
prądu. Urządzenia przestały działać i pan Łukasz też.
Dzisiaj miałem tylko dwa wyrostki. Dziwne, że u jednego pacjenta. No, ale
poniedziałek jakoś zleciał, tym bardziej, że siostra Kulanka znalazła między
protezami podręcznik anatomii. Bardzo ciekawy. Nigdy bym nie przypuszczał, że
aż z tylu części składa się człowiek.
Wtorek.
Od rana pech. Podczas operacji plastycznej znów zabrakło skóry. Pożyczyłem co
prawda kawałek ceraty od ajenta bufetu, no ale jak długo można nadużywać dobrej
woli człowieka nie związanego przecież ze służbą zdrowia?
Środa.
W dalszym ciągu pechowa passa. Siostra Narcyza potrąciła mnie podczas operacji,
kiedy akurat zerkałem na siostrę Honoratkę. Wszystko stało się bardzo szybko.
Rodzina pana Korytko, który był na stole chce mnie skarżyć o to, że mu
przyszyłem butlę z tlenem do pleców.
Kiedy już ochłonąłem, to zrobiłem sobie na próbę zastrzyk nową jednorazówką z
tego transportu, który dopiero co nadszedł. Bardzo bolesny, dwa razy zemdlałem,
zanim wprowadziłem wszystko dożylnie. Siostra Jola powiedziała, że
niepotrzebnie się męczyłem, bo igły do tych strzykawek przyjdą w przyszłym
tygodniu i iniekcje mają być ponoć łatwiejsze. Eee, pożyjemy - zobaczymy.
Czwartek.
Dzisiejszy dyżur na oddziale reanimacji minął nadspodziewanie spokojnie.
Praktycznie przez cały czas nie było prądu, więc aparatura nie hałasowała. Na
szczęście włączyli fazę i zdążyłem jeszcze wypełnić wypiski. Natomiast mocno
zastanawiająca historia przytrafiła mi się podczas porannego obchodu. Otóż
spotkałem mojego sąsiada z bloku, inżyniera Bazydło. Powiedział, że przyszedł
do naszej kliniki do Rentgena. Ciekawe to o tyle, że nikt z pracowników naszej
placówki, ani też żaden, żaden z jej pacjentów nie nosi takiego nazwiska. No i
kto mi teraz wytłumaczy, dlaczego inżynier Bazydło ukrył przede mną prawdziwy
cel swojej wizyty?
Piątek.
Obchodzę mały jubileusz. Właśnie dziś wykonałem moją setną operację. Radość tym
większa, że dzisiejszy zabieg był pierwszym udanym. Coraz częściej, szczególnie
podczas trepanacji czaszki, odzywa się moje najskrytsze marzenie: chciałbym
kiedyś rozpocząć studia medyczne. I może nawet je skończyć.
Sobota.
To był naprawdę ciężki tydzień. Jestem już bardzo zmęczony. Dosłownie
przewracam się o każdego leżącego.
-
ależ by się chciało posłuchać w oryginale :-(
-
ależ by się chciało posłuchać w oryginale :-(
Nie ukrywam, że podobno wszystko na tym świecie jest możliwe... Co tu zresztą kryć, wystarczy zapytać dowolnego księdza, najpradopodobniej dowolnego wyznania.
-
ależ by się chciało posłuchać w oryginale :-(
Nie ukrywam, że podobno wszystko na tym świecie jest możliwe... Co tu zresztą kryć, wystarczy zapytać dowolnego księdza, najpradopodobniej dowolnego wyznania.
Pytam
-
Nie Doktór, ale w oryginale ;)
Folk Trio (http://www.bluesmanniak.olsztyn.pl/FolkTrio.mp3)
-
Nie Doktór
A u nasz Doktur.
Chyba.
-
Pan Profesor (Profesór? Profesur?) się na folk przerzucił? W sumie nic dziwnego, wszak to korzenie bluesa ;D
PS: Jak nie doktór, jak po gumnie? No musi - młoda lekarka...
-
Dochhhhtór Paa-a-a-jąk... Raaatunku!
-
No to ja usztywnie stanowisko.
Doktur. Motur. Gumno. Gomułka. Kopernik.
No dobra, żartowałem...
Chyba.
-
No to ja usztywnie stanowisko.
Doktur. Motur. Gumno. Gomułka. Kopernik.
No dobra, żartowałem...
Chyba.
To Gomułka też była kobietą? ??? Jak ona się nie wstydziła? Do ludzi, bez peruki?
-
No to ja usztywnie stanowisko.
Doktur. Motur. Gumno. Gomułka. Kopernik.
Zara! Zara! jakby to było naprawdę sztywne stanowisko, to powinno być Kupernik.
-
No to ja usztywnie stanowisko.
Doktur. Motur. Gumno. Gomułka. Kopernik.
Zara! Zara! jakby to było naprawdę sztywne stanowisko, to powinno być Kupernik.
Oj, chyba nie, bo Kuper-waizer to był doktor, doktór, doktur w Seksmisji i chyba też był kobietą.