Rodzina Poszepszyńskich - fanklub im. Kaprala Jedziniaka
Kategoria ogólna => Dyskusja ogólna => Wątek zaczęty przez: Bruxa w 23 Lipca 2015, 16:40:40
-
Ale tak było, pamiętam jak dziś. Ile to rzeczy można było załatwić za kartki na wódkę...
Zwłaszcza, jak się ich nie potrzebowało, bo po sąsiedzku mieszkał odpowiedni fachowiec, wysokiej klasy specjalista.
-
Specjaliści zawsze i wszędzie są w cenie.
-
Potwierdzam, bo dobrze znam szwagra ;)
-
Specjaliści zawsze i wszędzie są w cenie.
No masz. Na ile wymiar sprawiedliwości wycenił jego fachowość, to nigdy się nie dowiedzieliśmy, ponieważ zaistniała przeszkoda procesowa, kiedy z magazynu zniknęło główne corpus delicti, czyli zatrzymana aparatura.
Najwyraźniej jego talent okazał się być bezcenny ::)
-
Teraz pędzi u prokuratora i sędziego?
Od dawna w Podlaskiem krąży urban legend, że prokuratorzy i policja zamykają tylko słabe bimbrownie.
-
Aparatura, jeśli zadbana, to pędzi u tego, kto ją, hmmm, zabezpieczył. Fachowiec pędzi u świętego Piotra...
Na szczęście zostawił po sobie bezcenny spadek, który do tej pory nam doskonale służy.
-
Baco, gdzie pędzisz?
W piwnicy!
-
Aparatura, jeśli zadbana, to pędzi u tego, kto ją, hmmm, zabezpieczył. Fachowiec pędzi u świętego Piotra...
Na szczęście zostawił po sobie bezcenny spadek, który do tej pory nam doskonale służy.
Jakaś degustacja?
-
Nawet nie pamięta... Znaczy - dobre było ;D
Ale zapraszam na repetę, czemu nie.
-
Degustacja recepty? Będziemy pijani od takiego widoku. I głowa będzie po tym boleć? To może poczytajmy lepiej etykiety na wyrobach szeroko rozumianego Polmosu. w 8/10 przypadkach zdecydowanie lepsze nie tylko w czytaniu.
-
Nie recepty, tylko receptury. Różnica kolosalna.
Nie pamiętam, żeby kogoś głowa po odpowiednie przeprowadzonej degustacji bolała.
To może poczytajmy lepiej etykiety na wyrobach szeroko rozumianego Polmosu. w 8/10 przypadkach zdecydowanie lepsze nie tylko w czytaniu.
Nie obrażaj pamięci fachowca.
Bo nie zaproszę na degustację!
-
Przecież napisałem, że 8/10 i zostawiłem mu margines niebłędu.
-
W tym wypadku śmiem stwierdzić, że proporcje będą co najmniej odwrotne.
-
Nie obrażaj pamięci fachowca.
Bo nie zaproszę na degustację!
Właśnie!
Rzecznik Polmosu się znalazł...
-
Nie obrażaj pamięci fachowca.
Bo nie zaproszę na degustację!
Właśnie!
Rzecznik Polmosu się znalazł...
Od prawie 4 lat tam nie pracuję, więc jestem poza podejrzeniami.
Co nie zmienia faktu, że większość bimberków ma się do wyrobów polmosowych jak... wieprze przed perły.
Piłem w życiu naprawdę sporo tego typu produktów, nie bez racji liczne lasy umożliwiają przetrwanie tego jakże pożytecznego zawodu. Jednak naprawdę dobry to moim zdaniem unikat i pewnie na palcach jednej ręki mogę policzyć takowe.
-
Jednak zwolnili...
Było do przewidzenia.
-
Jednak zwolnili...
Było do przewidzenia.
Pociąg, czy Ciebie? Bo nie wiem, czy się denerwować.
-
Co nie zmienia faktu, że większość bimberków ma się do wyrobów polmosowych jak... wieprze przed perły.
Chyba, kurna, u was.
Nie mówimy o większości bimberków.
Mówimy o destylacie z własnych owoców (zazwyczaj, raz robiliśmy ze słodu jęczmiennego, też można) przepuszczonych przez aparaturę najwyższej próby.
Dojrzałe na słoneczku czarne porzeczki. Albo śliwki. Względnie winogrona, jeśli rok jest dobry.
Aronia jest w porządku, ale nie daje takiego aromatu... W tym roku będzie jeżynówka, bardzo obiecująco pracuje na bayanusach.
Z ciekawości popróbowaliśmy tego, co Palikot wypuścił jako gruszkówkę.
Faktycznie, również udało mu się zachować w gotowym produkcie cały bukiet aromatu surowca.
Zalatywało przeterminowanymi zielonymi spadami.
Dziękuję za takie perły, wracam do swoich wieprzy.
Aczkolwiek istotnie, Tata opowiadał, jak w Krzeczynie Wielkim lokalni sami swoi zacier w beczce po benzynie grzali na razówę.
Albo wspominał technikę destylacji na dwie miski uszczelniane chlebem.
Mnie to szczęśliwie ominęło, na tej imprezie akurat ja jedna zostałam trzeźwa. I, być może, ten ksiądz, co mnie chrzcił ;)
-
Co nie zmienia faktu, że większość bimberków ma się do wyrobów polmosowych jak... wieprze przed perły.
Chyba, kurna, u was.
Zgadzam się z przemówcą(czynią?)!
Dobry bimber jest lepszy od najlepszego polmosu.
@C
Ciebie zwolnili z tego polmosu...
-
Dobry bimber jest dobry, ale istnieje raczej z rzadka. A skoro istnieje w Kudowie, to tym lepiej.
A dla przykładu taka produkcja jak Śliwowica Łącka - nie piłem dobrej.
-
A dla przykładu taka produkcja jak Śliwowica Łącka - nie piłem dobrej.
To nie jest bimber - to jakaś komercyjna popierdułka!
-
A dla przykładu taka produkcja jak Śliwowica Łącka - nie piłem dobrej.
To nie jest bimber - to jakaś komercyjna popierdułka!
Lubię taką zgodność poglądów. ;) Byle nie za często.
-
A dla przykładu taka produkcja jak Śliwowica Łącka - nie piłem dobrej.
To nie jest bimber - to jakaś komercyjna popierdułka!
O to to!
Coś podejrzanie się ze sobą zgadzamy...
W temacie to jeszcze kiedyś trafiłam na tak zwanym jarmarku regionalnym (wyjątkowe paskudztwo) na "śliwowicę sudecką" bodaj z Międzylesia, w każdym razie - gdzieś spod Śnieżnika. Boru zielony, jak ja się wtedy za mój region zawstydziłam... :-[
-
Podsumowując, przekonać możecie mnie tylko trunkiem. ;D
-
Poczekaj, robi się...
-
Poczekaj, robi się...
Chciałaś powiedzieć: Już się robi ;)
-
Korzystając z uprawnień zawiadowcy skierowałam tę smakowitą część wątku na bocznicę.
Zgodnie z zasadą: piłeś - nie jedź!
-
Poczekaj, robi się...
Chciałaś powiedzieć: Już się robi ;)
Wszystko w rękach drożdży ::)
-
Hurrra! Mamy wątek bimbrowniczy! Drożdżowy chciałem powiedzieć.
I nie należy go mylić z wątkiem piwnym, jak mniemam?
-
To są zupełnie inne drożdże, obawiam się.
A i trunków nie należy mieszać @!
-
A i trunków nie należy mieszać @!
Niby racja, jednak ostatnio mi się z lekka udało i to z niejakim powodzeniem.
-
Kiedy i gdzie te zawody?
A może jakaś wysyłkowa możliwość?
Płace każde pieniendze...
-
Zawody w mieszaniu trunków?
Jakaś olimpiada barmańska?
-
Co to za zawody, ale piwo z czymś mocniejszym udało się z powodzeniem pomieszać.
-
Ciekawe w tej materii są różnice kulturowe. U nas panuje zwyczaj, żeby zaczynać od słabszych trunków i stopniowo podnosić poprzeczkę. U Anglosasów podobno odwrotnie, nawet czytałam jakieś uczone wywody, dowodzące jedynej słuszności takiego podejścia, ale teraz już nie pomnę...
Efekt końcowy jak przypuszczam i tak jednak zależy od całkowitej dawki przyjętych voltów...
-
Efekt końcowy jak przypuszczam i tak jednak zależy od całkowitej dawki przyjętych voltów...
I ich jakości.
-
Przy pewnej ilości jakość nie ma żadnego znaczenia. Niestety.
-
No ludzie - litości! Toż nie wolno ilością zabijać jakości!
-
No ludzie - litości! Toż nie wolno ilością zabijać jakości!
I to jest mediana rozsądku. ;)
-
No ludzie - litości! Toż nie wolno ilością zabijać jakości!
Hm...
A hitlerowcy?
-
No ludzie - litości! Toż nie wolno ilością zabijać jakości!
Hm...
A hitlerowcy?
To oni grzebali przy drożdżach?
-
Ilością zabijali jakość.
Na jednego roztrzeliwanego Polaka przypadało od 4 do 8 niemców sorry, faszytów.
-
Na jednego roztrzeliwanego Polaka przypadało od 4 do 8 niemców sorry, faszytów.
Jakoś, przepraszam, jakość u mnie nie ta, Niby rozumiem, ale coś mi się nie zgadza. Muszę to przemyśleć. Nie będzie to łatwa, bo na Kulczyka już nie ma co liczyć.
-
No ludzie - litości! Toż nie wolno ilością zabijać jakości!
No przecież o tym piszę?