Przerażająca Tfurczość Własna > Rodzina Rodzinie, czyli nasze własne odcinki

Odcinek 4: Kino bardzo domowe (cz. 2)

(1/1)

Urzędnik:
Dziadek: Jak już mówiłem w niezapomnianym roku 1905 próbowaliśmy pomimo porażek tak długo, aż dobra passa się nie kończyła. Czyli aż nie odniosłem sukcesu. I musisz wiedzie, Grzesiu, że niekiedy zajmowało to bardzo długo, wymagało to wielu prób, krwawych ofiar, nadludzkiego wysiłku a jak już się sukces objawiał to był on zazwyczaj niepowetowany i smucacy.

Grzegorz: Dobrze, z wami i tak się nie dojdzie do porządku. Więc pytanie drugie, kiedy spodziewany jest powrót Maryli?

Maurycy: Uprzejmie tacie komunikują, że mama nie raczyła naznaczyć godziny powrotu z załatwiania spraw urzędowych.

Grzegorz: A co on taki, taki...?

Dziadek: Elokwentny Grzesiu. Elokwentny. Elokwentny, bo uczony. Ty elokwentny nigdy nie byłeś, więc rzeczy nie znasz słowa elokwentny.

Grzegorz <zdenerwowanym, podniesionym głosem> Ja znam słowo koherentny! Ja jak najbrdziej jestem koherentny!

<odgłos otwieranych drzwi>

Maryla: Dzień dobry moi mili.

Dziadek: A coś ty, córuś, taka miła?

Maryla: A... jakoś tak. Miło mi było tak wyjść z domu. Załatwić coś. Rozwoju dokonać. O... Maurycy też widzę uprawia samorozwój, tak? Jednak żeś poszedł do szkoły?

Maurycy: Z cała stanowczością i godnością potwierdzam, że do szkoły się udałem.

Grzegorz: To ty wiesz? A czemu ja nic nie wiem?

Maryla <prychając>: A po co?

Grzegorz <zdenerwowany>: Ja, jako głowa domu...

Dziadek: Raczej, za przeproszeniem, dupa wołowa.

Grzegorz <wściekły>: Co ojciec powiedział?!

Maryla <całkowicie spokojnie>: Prawdę. Ja - jadę do pracy na wyspę. Maurycy - edukuje się. Dziadek - jest filarem i opoką transformacji w naszej podstawowej komórce społecznej. A ty? Nawet <z płaczem> nie mogłeś pomóc Murzyyynkooowi.

Grzegorz <żałosnym głosem>: Ja jestem po zawale...

Dziadek: Grzesiu, a właściwie to kiedy miałeś pierwszy zawał? Tak w ogóle?

Grzegorz: Tak w zasadzie... Kiedy Marusarz pierwszy raz skakał.

Dziadek: W 1929?

Grzegorz: Co? Nie.Wtedy kiedy nasz nauczyciel, pseudonim "Marusarz" pierwszy raz skoczył z okna naszej klasy. To było...

Maryla <zdenerwowana>: Dawno temu i dowodzi że doskonale się dostosowałeś do okresowych zawałów. Nic ci nie będzie

Dziadek: Jesteś, prawda, wręcz weteranem kardiologii. Wnosisz do domu cykliczne problemy, że tak, powiem, natury sercowej.

Grzegorz <zrezygnowany>: Czyli co? Nie poważacie mnie już?

Maryla: A to czy byłeś kiedyś poważany?

Dziadek: Szmata jesteś Grzesiu, zwykła szmata.

Maryla: Dziad proszalny.

Dziadek: Chroniczny i obiboczny bezrobotny truteń.

Maryla: I ty się dziwisz, że nie masz poważania.

Dziadek: Mnie w ogóle zastanawia, czemu ty myślałeś że miałeś poważanie.

Maryla: I to płaszczenie się przed każdym kolejnym przełożonym, jak już jakimś cudem jakiegoś miałeś. Polak, Japończyk;za komuny i za kapitalizmu, co za różnica dla ciebie, płaszczyłeś się jak jakaś płaszczka.

Dziadek: Jak kot bezdomny.

Maryla: Jak gad.

Maurycy: Jak płaz.

Dziadek: Jak płaziniec.

Grzegorz <bardzo zrezygnowany>: Dobrze, już dobrze...

Maryla: O nie mój drogi, nic nie jest dobrze. Albo jedziesz ze mną na wyspę, albo możesz sobie poszukać nowej rodziny. A właściwie, to jedziemy wszyscy, odjazd w kolejny piątek wieczór. Dziadek zresztą będzie potrzebny do przepłynięcia rzeki. Maurycy i tak ma wolną sobotę, dorobi sobie do kieszonkowego. Czy ktoś ma jakieś wątpliwości? Uwagi?

Dziadek: Nie, ale to mi przypomina niezapomniany rok 1905 i branie desantem łach na rzece Ussuri.

Maryla: Maurycy?

Maurycy: Jakże bym śmiał mamie odmówić? Przy okazji zrobię zadanie z gwiazdką o ssakach morskich.

Maryla: Obibok?   

Dziadek: Grzesiu, to o tobie.

Grzegorz <wzdychając> Trudno, pojadę.

===koniec cz. 2===

Cezarian:

Wiem, że to jest licencia poetica, albo nawet lirica poetica, ale wśród inwektyw opisujących Grzegorza dzwoni mi jeszcze "toaletowy" i "dziad klozetowy". Jednak ładne, a dziad proszalny, to tak jakby konkurencja dla Dziadka Jacka?
Ciekawość, czym oni na tę wyspę pojadą, wózkiem inwalidzkim Dziadka Jacka?

Urzędnik:
Dziadek Jacek jest już filarem gospodarczym domu, gdyż, prawda, ma w zasadzie w sumie wysokie jak na uwarunkowania ogólne świadczenia emerytalno-rentowe.

Nazywanie Grzesia od klozetowców gdy ten już jest niemal osiemdziesięcioletni i od dawna toalety innej niż prywatna nie widział jest trochę takie, ten, no - myszką trącające. Po drodze był kandydatem na kandydata na prezydenta i zaliczył bezrobocie. A że Grzesio się kłócić o swoje nie umie... a, tego jeszcze nie zdradzę.

Zdradzę za to, że Poszepszyńscy mają do dyspozycji własny, ekologiczny statek Przemek z funkcją odkurzacza i erosomana.

Cezarian:
Skoro już o zdradach, to zdradzę, że czekam, co dalej?

Urzędnik:
Aj, żem trochę zapomniał się i nie popełnił nowego werbalnego pomiotu.

Wybaczcie. Nie za długo naprawię to niedopatrzenie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

Idź do wersji pełnej