Autor Wątek: Odcinek nr 13 czyli Dziadek Trzynasty (szczęśliwy i poniekąd jubileuszowy)  (Przeczytany 2428 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Baader

  • Hydraulik
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 3308
  • słoiki dżemu truskawkowego +24/-2
  • Płeć: Mężczyzna
W przygotowaniu / uogonkowieniu odcinek #14. Wszelkie błędy ogonkowe są zawinione wyłącznie przeze mnie, jak zwykle w zasadzie zresztą.

===================================


Maryla: Maurycy, możesz przesunąć Dziadka bardziej w lewo, bo nie mogę wyjść na balkon? Znowu zatarasował całe przejście.
 
Maurycy: No dobrze, ale w tej chwili nie mogę, bo jestem zajęty.
 
Maryla: Ciekawe co ty takiego robisz, że właśnie w tej chwili nie możesz? Zawsze masz dużo wolnego czasu a wiec nie opowiadaj że coś robisz.
 
Maurycy: Właśnie kończę zgniatać puszki po piwie i muszę jeszcze zapakować je do worka. Naprawdę nie wiem skąd dziadek Jacek ma tyle pustych puszek i słoików po dżemie truskawkowym. Ostatnio bardzo mu się polepszyło i cały jego pokój zawalony jest pustymi słoikami
 
Dziadek Jacek: Pamiętajcie nieroby, kto pracuje ten ma, jak mawiał Sebek Sewastopolski.
 
Maryla: No ciekawe jak pracuje i gdzie, bo ostatnio jakoś nie widziałam żeby ojciec nawet wyszedł na chwile z domu. Ciągle ojciec leży w tej swojej trumnie brzuchem do góry i wpatruje się bezmyślnie w sufit. Naprawdę trudno to nazwać pracą, a już w żadnym wypadku zaliczyć tego do pracy zarobkowej najprawdopodobniej nie można!
 
Dziadek Jacek: Co wy tam wiecie o mojej pracy? Zawsze byłaś i do końca życia będziesz bezmyślnym garkotłukiem i nawet znajomość że Ślepym Leonem nic tu nie zmieni. Ciekawe gdzie on miał oczy....?
 
Maryla: O, wypraszam sobie takie insynuacje. Wiele lat pracowałam w prosektorium i najlepiej wiem co to ciężka praca i to na dodatek w warunkach szkodliwych dla zdrowia! Czy ojciec wie jak głośno skrzypiały kółka wózków i jak wiało z otwieranych lodówek, że już o nieprzyjemnych zapachach nie wspomnę przez delikatność? A praca na drabinie gdy trzeba było wyciągnąć denata z górnej półki chłodni to się już całkiem nie liczy?
 
Dziadek Jacek: No właśnie!
 
Maryla: Co właśnie? Proszę mnie tu nie obrażać
 
Dziadek Jacek: A czy ja ciebie obrażam? Ja tylko stwierdzam, że ty nie znasz innej pracy jak tylko nisko płatna, prymitywna praca fizyczna.
 
Maryla: też mi się znalazł znawca. Wyleguje się ojciec całe dnie w ciepłej trumnie na słoneczku i jeszcze ma do mnie pretensje, że ja jestem fizyczna! A jaka mam być? Moja babka była fizyczna, matka fizyczna to i ja jestem taka sama.
 
Dziadek Jacek: Nie mam do ciebie Marylko pretensji tylko chciałem ci powiedzieć, że trzeba pracować nie tylko rękami, a głowa nie musi służyć tylko do noszenia czapki. Głową też powinno się pracować
 
Maryla: No wiem o tym, bo Ślepy Leon nigdy nie pracował rekami a ma wszystko, ale to trzeba mieć głowę do interesu a jeszcze lepiej dobrze ustawionych znajomych.
 
Dziadek Jacek: Do interesu to ja mam nie tylko głowę ale, za przeproszeniem, i to miejsce gdzie plecy tracą swa szlachetna nazwę a zaczynają się nogi.
 
Maurycy: No co ja słyszę? Jak powiem Sylwii to na pewno nie uwierzy, że ktoś może jeszcze polecieć na Dziadka wdzięki. To zaczyna wyglądać jak najczystsza nekrofilia! Ciekawe czy to Dziadkowi płacą czy też to Dziadek musi płacić za takie ekstrawaganckie numery?
 
Dziadek Jacek: A żebyś wiedział, że tym można zarobić grube pieniądze Pamiętam jak mój najlepszy przyjaciel Sebek Sewastopolski postanowił w bardzo krótkim czasie zbić fortunę na usługach dla wojska. W tym celu wypuścił publiczne obligacje przeznaczone na budowę Domu Publicznego. Wszyscy żołnierze chętnie dawali po parę rubli licząc że wkrótce będą współwłaścicielami tego nowo powstającego burdelu i wtedy za darmo będą mogli sobie poużywać w tym przybytku rozkoszy. Jak wiecie, ruble w złocie są bardzo ciężkie i nieporęczne do transportu, a wiec Sebek doszedł do porozumienia z naszym bezpośrednim przełożonym kapralem Jedziniakiem i za niewielką opłatą udało mu się wymienić worek złotych rublówek na poręczną paczkę papierowych rubli. Dwa dni po tej operacji finansowej, ruble Kiereńskiego przestały mieć jakąkolwiek wartość i Sebek został zmuszony zwrócić pieniądze wszystkim akcjonariuszom. Umowy dotrzymał, sprawę załatwił honorowo, a akcjonariusze swoje oszczędności mogli włożyć w buty, co z powodu niedostatku onuc niezmiernie wzmocniło wartość bojową naszych wojsk. Kapral Jedziniak jako gratyfikację dla Sebka za pomyślną transakcję finansową, zafundował mu miesięczny abonament do znanego oficerskiego lokalu "Wojskowa Rozrywka" gdzie bawił się beztrosko tak długo aż dywizyjny felczer Wiktor Woronow umieścił go w szpitalu na przymusową, trzymiesięczną kurację, bo zaraził wstydliwą chorobą siedmiu generałów, majora kawalerii i jego konia Gniadosza. Kapral Jedziniak wkrótce zaś skończył służbę wojskowa, wyjechał na Karaiby i żył tam długo i szczęśliwie chwaląc do końca życia pomyślne interesy prowadzone z Sebkiem Sewastopolskim.
 
Maryla: No nie! Ja tego nie przeżyję! Mój ojciec na stare lata dorabia w ten niehonorowy sposób! Czy ojcu czegoś brakowało? Ma swój pokój, emeryturę, nawet kopiliśmy mu własną, mało używana trumnę, a on robi nam taki numer? Jak się o tym dowie pani Bożenka to ta plotkara obsmaruje nasza rodzinę na całej klatce schodowej i nawet w warzywniaku nie będę mogła się najprawdopodobniej pokazać Taki wstyd. Taki wstyd!
 
Maurycy: Jaki tam wstyd? Pan Włodek by powiedział, że żadna praca nie hańbi Jak dziadkowi dobrze płacą to wszystko jest w najlepszym porządku Dla mnie odpowiedzią na to pytanie jest to, że w pokoju dziadka znalazłem masę pustych opakowań po dżemie, puszkę po śledziach w pomidorach i piwie. Dziadek Jacek nigdy jeszcze tak dobrze się nie odżywiał a jak mi wiadomo od dwunastu lat jego emerytura wzrosła tylko o 3 złote. Dziadku, a może i dla mnie znalazłoby się podobne zajęcie? Wprawdzie wolę Sylwię ale jak trzeba to zmienię orientację bo jak mawia Ślepy Leon do życia trzeba mieć elastyczne podejście!
 
Dziadek Jacek: Ty też jesteś głupi jak twoja matka. Niedaleko pada jabłko od jabłoni i jak widzę nawet góralskie geny Grzegorza niewiele tu zmieniły. Czy wy naprawdę myślicie, że ja na stare lata aż tak nisko upadłem? Ja stary doświadczony żołnierz, weteran wojny japońskiej miałbym pracować, że tak powiem "w ten sposób"?
 
Maryla: To ja już nic nie rozumiem. Sam ojciec to sugeruje a potem wszystkiemu zaprzecza. To mi wygląda na Alhammera w najczystszym wydaniu.
 
Dziadek Jacek: Sama masz Alhammera, bo ja z pewnością nie. Ja wiem dokładnie co robię i co mówię, a pamięć mam doskonałą. Pamiętam jak w niezapomnianym roku 1905 mój osobisty dowódca, legendarny już dziś kapral Jedziniak...
 
Maryla: To w końcu gdzie Ojciec najprawdopodobniej pracuje?
 
Dziadek Jacek: Ja pracuje dla Unii Europejskiej a tak dokładnie to jestem chłopem.
 
Maryla: No naturalnie jeśli ojciec jest moim ojcem to nie może być kobietą, a musi być chłopem czyli mężczyzną. Do tej pory zawsze tak było, choć ostatnio dużo się na tym polu zmienia.
 
Dziadek Jacek: Pozwólcie w końcu mi dojść do słowa, bo inaczej niczego się nie dowiecie. Powiem wam cala prawdę. Zgłosiłem do Brukseli, że jestem właścicielem niewielkiego pola mieszczącego się na Placu na Rozdrożu Jako rolnik dostaję. dopłaty i za to kupowałem dżem truskawkowy i śledzie w pomidorach a od czasu do czasu i piwko marki "Żywiec". Kupiłbym więcej ciekawych puszek ale niestety nie mogę wychodzić i opuszczać swego stanowiska pracy. Zakupy robi mi ostatnio panna Inga ale jej nie chce się daleko chodzić i dlatego moje wyżywienie jest takie monotonne. No nie powiem czasem wypiłbym i Okocim albo i coś mocniejszego ale muszę oszczędzać, bo nie wiem jak długo będą jeszcze wpływały te pieniądze
 
Maryla: Spadł mi ciężar z pleców Zgadzam się mieć ojca oszusta i aferzystę bo to dodaje splendoru całej naszej rodzinie. Ksywa "Dziadek" w dzisiejszych czasach zaczyna brzmieć dumnie nawet w kręgach polityków i dyplomatów. Mógł być "Baranina" czy "Dziad" z Wołomina to może być i "Dziadek" z Placu na Rozdrożu !
 
Maurycy: No dobrze, ale czemu Dziadek powiedział, że zarabia miejscem gdzie plecy tracą swa szlachetna nazwę?
 
Dziadek Jacek: Pozwólcie mi wyjaśnić wszystko do końca. Kiedy dowiedziałem się że Polska ma organizować Mistrzostwa pojechałem na spacer z panna Inga na Pragę aby zobaczyć jak wyglądają prace budowlane na Stadionie Dziesięciolecia. Nic tam się nie dzieje i tylko paru znudzonych robotników snuje się po budowie. Panna Inga była rozczarowana tym co zobaczyła ale ja postanowiłem wspomóc prezydenta Warszawy i nie dopuścić do totalnej kompromitacji władz stolicy. Wracając do domu na Rondzie przy Nowym Świecie zobaczyłem palmę i w tym momencie doznałem oświecenia. Wszystko w mojej głowie zaczęło się układać w logiczna całość Za ostatnie pieniądze panny Ingi kupiłem dwa dorodne orzechy kokosowe i szybko wróciliśmy do domu. Plan budowy największego warszawskiego obiektu sportowego wygląda następująco Ja siadam na orzechach i będę tak długo na nich siedział aż wysiedzę z nich palmy kokosowe. Wszystkim jest wiadome, że to drzewo z tropików i dlatego wymaga wysokiej temperatury do wzrostu. myślę, że 36.6 stopnia wystarczy. Chociaż chwilami mam stan podgorączkowy to myślę, że przegrzanie kokosom nie zaszkodzi. Oczywiście najważniejsze jest aby nie dopuścić do przeziębienia orzechów. Teraz wiecie dlaczego siedząc w trumnie nie nakładam spodni. Zrozumiałe staje się też to, że nie opuszczam swojej trumny na długo bo może się to źle odbić na rozwoju kokosów we wczesnym okresie ich wysiadywania.
 
Maurycy: A po co komu palma kokosowa i co to ma wspólnego z Mistrzostwami?
 
Dziadek Jacek: Banda niedouczonych ignorantów. To chyba jasne jak słońce. Gdy wyhoduje palmy to z ich pni zrobi się pale do wzmocnienia grząskiego terenu pod budowę nowego stadionu. I tu pojawia się następna sprawa a mianowicie taka że podpisałem już z władzami stolicy kontrakt na dostawę materiałów budowlanych niezbędnych dla tej prestiżowej inwestycji. To prawie mój patriotyczny obowiązek i co tu dużo ukrywać dość przyjemny, bo płacony hojnie z kieszeni podatników. Z Brukselą też podpisałem kontrakt i uzyskałem urzędową akceptacje podpisana przez tamtejszych ekspertów na eksperymentalna hodowlę palm kokosowych czyli wytwarzanie żywności, a przy okazji produkcję krajowych, ekologicznych materiałów budowlanych. Jako rolnik mam ustawowe dopłaty a jak wyhoduję palmy to je jeszcze z niezłym zyskiem sprzedam władzom Warszawy! Jak widzicie ciężko pracuję i to nie tylko głową No co, nieźle pomyślane? Jak widzicie tumany za jednym zamachem uzyskałem parę korzyści i to przy minimalnych inwestycjach własnych!
 
Maurycy: Ależ to wszystko nie ma sensu. To jest jeden wielki przekręt, który w końcu musi z wielkim hukiem paść i wszystkich nas ośmieszyć
 
Dziadek Jacek: Jaki przekręt, też wymyśliłeś? Wszystko jest robione zgodnie z obowiązującym prawem i europejskimi przepisami. Panna Inga czytała że dokładnie tak samo robią Hiszpanie. Tam, pod szyldem rozwoju rolnictwa hoduje się nawet ryż pomimo tego, że cała Hiszpania cierpi na brak wody, a ryż sprowadzany z Azji jest dwudziestokrotnie tańszy i lepszy. Cala sprawa jest czysta jak łza, bo wszyscy tak robią i wszyscy przed wszystkimi udają, że nie widza w tym niczego nienormalnego. Jak ktoś bogaty, lekka ręką rozdaje pieniądze biedniejszym, to takich dotacji się nie odrzuca, bo nie wypada obrażać ofiarodawcy.
 
Maurycy: A jak tam czuja się Dziadka orzechy kokosowe? Czy już urosły choć trochę?
 
Dziadek Jacek: Właściwie to trudno powiedzieć. No wiecie nabawiłem się choroby zawodowej to jest paru odcisków bo pozycja nie jest zbyt wygodna, ale gdy tak siedzę i patrze na nie z góry, wydaje mi się, że już wystaje z nich jakiś mały korzonek...
 
Maurycy: No faktycznie korzonek jest mały, ale czuje że sukces będzie przeogromny!
Hochsztapler pan jesteś panie starszy! Zwykły hoch... hochsztapler!!!

Online Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 44822
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-30
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Rozwija nam sie tfurczość, że ho-ho. Zembaty, zanim weźmie sie do następnych części Alberta mógłby sobie przypomnieć, jak pisze się takie rzeczy.
Te puszki i słoiki, czy to aby nie sugestia, że pojawiły sie juz na rynku dżemy w puszkach półlitrowych?
Wysiadywanie takich orzechów musi chyba swędzieć?
Tania sieć zamtuzów wojskowych. To może być pomysł na biznes. Na wzór Biedronek - sieć dyskontowa, zamiast łóżek, palety, od czasu do czasu wyprzedaż na mieście. Oczywiście sedno powodzenia leżałoby w natychamistowym otwieraniu takich zamtuzów w miejscach konfliktów, a jeszcze lepiej, potencjalnych konfliktów. Wyobrażam sobie miny Amerykanów, gdy w 2003, na 2 tygodnie przed inwazja na Irak, powstaje w całym południowym Iraku oraz w Kuwjcie i Arabii Saudyjskiej sieć zamtuzów. To mogłoby zniweczyć przewagę zaskoczenia strony atakującej.
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.