Autor Wątek: a może tak "Piwem i mieczem"?  (Przeczytany 3451 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Psiakostka

  • Hydraulik
  • Zaawansowany Bułczarz
  • *
  • Wiadomości: 300
  • słoiki dżemu truskawkowego +17/-2
  • Płeć: Mężczyzna
    • Grafika z dżemem
a może tak "Piwem i mieczem"?
« dnia: 21 Grudnia 2007, 09:13:41 »
"Piwem i mieczem" to opowiadanie z legendarnego pisma Top Secret - pierwszego polskiego pisma o grach, które w czasach 8 bitów pełniło nawet rolę namiastki internetu.

________________________________________
Poniżej pierwsza odsłona tego opowiadania:

Słońce stało w zenicie i jego promienie padały poprzez gałęzie na ściółkę leśną, na której leżał skacowany zezwłok Kopalnego. Kolejna szyszka rzucona przez leśnego skrzata siedzącego na gałęzi pobliskiego drzewa trafiła w nieogoloną szczękę śpiącego. Kopalny otworzył przekrwione oczy i... kolejny pocisk trafił go w czoło.

- Co jest, kurde balans? Kto chce klapsa w dziąsło?

Rozejrzał się wokół i ujrzał małego stworka na drzewie mierzącego w niego szyszką.

- Ej ty, nawet nie próbuj bo oberwiesz. Maminsynku jeden zaraz ci natrę u... UAAAAAA! - kolejna szyszka wylądowała precyzyjnie na nosie.

- Dobra sam tego chciałeś, idę po ciebie. gdzie twoi rodzice ty smarkaczu?

Skrzat patrzył z politowaniem na Kopalnego i gładził swoją siwą brodę płynnym ruchem dłoni.

- Zatrzymaj się czubku niewydarzony, chyba że chcesz żeby spotkała cię kara.

- Co, jeszcze mi się odgrażasz? Zaraz cię stamtąd ściągnę i zrobię kotlet mielony.

Skrzat wyciągnął w jego kierunku palec wskazujący i wyszeptał kilka słów. To co nastąpiło po tym przeszło wszelkie oczekiwania Kopalnego. Wśród dzikich dźwięków, syczenia i wycia, powietrze wokół nóg nieszczęśnika zawirowało szalonym kręgiem i ku swojemu przerażeniu Kopalny stwierdził że właśnie lewituje około pięciu metrów nad ziemią przybierając komiczne pozy ciała.

- Co jest kurza stopa? Nieważkość czy jak?

- Kara - padła odpowiedź - Teraz mnie wysłuchasz, a jeżeli spróbujesz być niegrzeczny to popatrz w dół i pomyśl co cię może spotkać po takim upadku.

- No co ty, nie puszczaj mnie. Będę grzeczny jak aniołek.

- Tak lepiej. No to teraz słuchaj, za to że tak źle obszedłeś się ze mną zostaniesz ukarany...

- Dwa razy za to samo się nie ka...

- Popatrz w dół.

-...

- Zostaniesz ukarany czasowym przeniesieniem w inny strumień czaso - przestrzenny.

- Że co? Nie rozu... AJ! - zetknięcie z poziomem gruntu było wyjątkowo nieprzyjemne.

Kopalny zerwał się na równe nogi rozcierając tę część ciała gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Rozejrzał się wokół, skrzata nigdzie nie było.

- Chromolenie smutów - splunął na ziemię, otrzepał się z igliwia i ruszył na północny - zachód przez las. Po kilkunastu minutach spaceru wyszedł nad brzeg jeziora. Woda leniwie lizała brzeg, pieniąc się w przybrzeżnych sitowiach niczym piwo. Skojarzenie to dodało Kopalnemu sił w nogach i wyciągnął krok chcąc jak najszybciej dojść do drogi, która nieomylnie poprowadzi go do miejscowości Jeleń. Minęła niespełna godzina od drobnego incydentu ze skrzatem leśnym, gdy wyszedł na drogę.

- O psia go w ząb. Asfalt zwinęli, czy jak?

Droga była w tym miejscu, tylko brakowało słupków, twardej nawierzchni i słupów telefonicznych. Wzruszył ramionami i poszedł na wschód gdzie miał niewątpliwie dojść do wsi Jeleń. Zapewne doszedłby bez przeszkód gdyby nie rozwiązało mu się sznurowadło w REEBOK'u. Schylił się aby je zawiązać i w tym samym momencie coś ze świstem przeleciało nad jego pochylonymi plecami i - SZTUMBRRRR (Wiewiór) - wbiło się w pobliskie drzewo. Chwilę potem z krzaków po przeciwnej stronie dało się słyszeć ludzki głos :

- Czarownik jakowyś?

Kopalny podniósł wzrok i zauważył że w jego stronę podążają dwie postacie ubrane w resztki łachów i skóry zwierzęce. Wyższy z nich trzymał w rękach ogromną maczugę najeżoną żelaznymi kolcami, a niższy, ale za to zdecydowanie szerszy w ramionach, coś co kiedyś Kopalny widział w Muzeum Wojska Polskiego z etykietką "ŚREDNIOWIECZNY OBOSIECZNY MIECZ PÓŁTORARĘCZNY".

- O kurde balans. Psychiczni, czy tu film kręcą?

Obawy co do zdrowia umysłowego okazały się całkiem nie na miejscu. Obaj dżentelmeni patrzyli teraz z odległości nie większej, jak zamach maczugą i całkowicie trzeźwym wzrokiem na Kopalnego. W dodatku okazali się ludźmi nie lubiącymi trwonić czasu i od razu przeszli do interesów.

- Oddajcie nam panie mieszek i idźcie zdrowi.

- Co? Jaki mieszek? - Kopalny wybałuszył oczy ze zdziwienia.

Przybysze popatrzyli po sobie a jeden z nich wykonał niedwuznaczny gest wskazującym palcem na czole.

- Dawaj pieniądze dobrodzieju, a czerep wyniesiesz cało.

Kopalny wytrzeszczył jeszcze bardziej oczy i już chciał zaprotestować, ale zdecydowana postawa rozbójników mówiła sama za siebie o konsekwencjach takiego czynu.

- No dobra już daję. - wystękał gdy niższy przysadził się do miecza i wyciągnął z portfela banknoty. Rozbójnikom opadły szczęki.

- Pergaminy jakie - rzekł niższy.

- Ani chybi znaki magiczne - wyszeptał wyższy.

- Pewnie wam mało. Dam wam jeszcze zegarek elektroniczny z dwunastoma melodyjkami. Wodoszczelny.

Wyższy wziął do ręki elektronika z którego popłynęła muzyczka.

- Ratuj się kto może!

- Ani chybi czarownik, w nogi. - wydali z siebie obaj okrzyki zgrozy i krzycząc na zmianę: diabeł, czarnoksiężnik, rzucili wszystko co mieli w rękach na ziemię. Po czym nie zwlekając ani chwili uciekli.

.- Świry. Jak boniedydy, jednak świry. - parsknął Kopalny, po czym schylił się i pozbierał swoje rzeczy. Jego uwagę przyciągnął miecz. Podniósł go i zważył w rękach.

- Zabiorę go do Warszawy i powieszę nad biurkiem na ścianie w redakcji. - pomyślał i znów ruszył w drogę.

Było już po południu, gdy gościńcem do sioła Jeleń dotarł jakiś człowiek. Dwóch parobków siedzących przed gospodą spoglądało na obcego.

- Patrzajcie kumie, rycerz jakowyś. Zbóje go musi złupili bo ostało mu się jeno mieczysko.

- Ej tam rycerz. Pewnikiem sam zbójec.

- Co wy kumie ględzicie? Spojrzyjta na przyodziewek, skoro widok że to rycer zamorski.

Tym czasem zamorski rycerz herbu "REEBOK" z rodu Kopalnych z Warszawy dotarł do nich powłócząc nogami. Na kmieci spojrzały spod brwi dwa kufle.

- Piwo. Macie tu piwo?

Kmiecie popatrzyli na rycerza.

- Wejdźcie panie rycerzu do izby. Tu karczmę mamy co się "Pod Baryłką" zowie. A tam i piwa dostać i posilić się można.

Rycerz Kopalny pchnął niskie drzwi i schyliwszy się wszedł do środka.

- Wszystko mi jedno jaki to strumień czaso - przestrzenny, ale chcę się napić piwa. - pomyślał rozglądając się po słabo oświetlonej izbie.

We wnętrzu, przy surowo ciosanych stołach i ławach siedziało kilku miejscowych kmieci, zaś w kącie przy samym szynkwasie zajmowało miejsce dwóch mężczyzn którzy wyróżniali się spośród ciżby ubiorem. Kopalny skierował się właśnie ku nim uważając że będą dla niego odpowiednią kompanią do wypicia kilku kufeleczków piwka.

- Czołem waszmości. Siądnijcie z nami panie rycerzu. Widać po przyodziewku co wy nie tutejsi. Pierwszy raz zapewne w tych stronach? - spytał pierwszy z nich na powitanie.

- Cześć. Jestem redaktor Kopalny z TOP SECRET. Przyjechałem pociągiem z Warszawy a wy tu mieszkacie?

- Ho, ho. To chyba kawał drogi mości dobrodzieju. Nigdy my nie słyszeli o Topsecretlandzie. Ja jestem Sir Gawronek a to jest Sir Haszak. Obaj my służbę pod jedną chorągwią dzierżymy u kasztelana Emiliusa Trzaska Pierwszego i Ostatniego co nam tu miłościwie panuje nad nami. Pójdźcie z nami mości panie Kopalny do kasztelana, on bardzo lubi słuchać o zamorskich krajach i każden obcy który tu zawita mus co by go odwiedzić i w gościnę wstąpić. - rzekł Sir Gawronek.

- No nie dajcież się molestować waszmość. Kasztelan nie skąpy i suto was podejmie a za gędźbę o obcych i dalekich landach trzosem ciężkim zapłaci. - dodał rycerz zwany Sir Haszakiem.

- Co mi tam. Aby piwo było to mogę i pogadać. - odparł dziarsko Kopalny.

- Więc nie psowajmy czasu i ruszajmy w konie co by na wieczerzę zajechać. - skwitował Sir Haszak i zaczęli się zbierać do drogi.

Po jakże bolesnej i ciężkiej drodze Kopalny znalazł się na dworze kasztelańskim w Lidzbarku. Jakich to odważnych i przedziwnych sposobów zsiadania z konia przez zad, przez łęk, na boki i między nogi pokazał swoim nowym znajomym. Obydwaj rycerze nie mogli wyjść z podziwu jak to rycerstwo z TOP SECRET'landu opanowało konną jazdę do perfekcji.

- Musisz waszmość nas nynie nauczyć tego wyskoku przez łeb koński z dwudziestometrowym lotem. Toż to fortel w każdej potyczce doskonały. Każden rycerz da się na to podejść. - Sir Haszak nie mógł ochłonąć z zachwytu.

- Uf. Tak, oczywiście. Panowie to dla mnie drobnostka. Lecz skoro jesteśmy na miejscu to może odłożymy naukę na inny dzień bo te sztuczki okropnie mnie zmordowały i spróbujmy dostać tu jakiś choćby mały kufel piwka.

Kopalny z ulgą nie dającą się opisać pozbył się pożyczonego w gospodzie konia i kontynuował podróż na własnych jakże potłuczonych nogach.

- Więc chodźmy do stołapa kasztelańskiego aby zasiąść przy stole i przy piwie i jadle wysłuchać twych opowieści które już mnie męczą ciekawością wielką.

Sir Gawronek wskazał ręką wieżę stojącą w głębi grodziska. Ruszyli dziarskim (oprócz Kopalnego) krokiem w stronę schodów prowadzących do środka stołapu. Gdy weszli do gościnnej izby na pięterku, przybyłych powitał kasztelan Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni.

- Witajcie moi dzielni woje. Rzeknijcie mi kogóż to Bogi niosą w moje progi?

- Wasza miłość gość to nie byle jaki a sam redaktor Kopalny rycerz z dalekiego TOP SECRET'landu, mistrz miecza i konnej akrobacji napowietrznej jakiego u nas jeszcze nie bywało. - rzekł Sir Gawronek chyląc nisko głowę przed kasztelanem. - czynów dokonywał na naszych oczach niebywałych.

- A jakby mało tego było wasza miłość to sam jeden nieużywszy żadnej broni bandę Krwawego Mścikryka przegonił, chłopi gadali. - dodał Sir Haszak również chyląc głowę.

- Ale jak pokazał nam jak skacze ponad dwadzieścia jardów bez łęk siodła, my poznali jaka moc straszliwa w tym rycerzu. - dodał Sir Gawronek i ukłonił się raz jeszcze.

- Toż w rzeczy samej rycerz z waszmości musi być okrutny co nie zna strachu ani w boju ani przy kielichu. Kasztelan wskazał ręką na ławę przy długim stole.

- Siadajcie a wy rycerzu z rodu Kopalnych gędźbę jakową zaczynajcie, bom okrutnie ciekawością męczony o zamorskich krajach. Hej, pacholęta! Piwa i jadła a przedniego co by nam w gębach się nie nudziło przy gędźbie!

Kopalny popijając piwo, opowiadał co mu ślina na język przyniosła a czym więcej pił piwa tym jego opowieść stawała się bardziej fantastyczna. Opowiadał o swoich bohaterskich a nie byłych czynach, godnych Conana barbarzyńcy, Draconusa z podziemi a przynajmniej Kapitana Klossa. Trójka wójtów słuchała tej lipnej opowieści jak bajki o Beholderze. Gdy Kopalny już zaniemógł i procenty skondensowane w krwiobiegu pozbawiły go władzy w jakimkolwiek członku ciała zaczynało wschodzić właśnie Słońce. Kasztelan i jego dzielni woje również posnęli potwornym tempem spożywania piwa jakie narzucił gość. Nie przeczuwając nawet że przez głowę dzika która stanowiła trofeum wiszące na ścianie patrzyły oczy i słuchały uszy będące osobistą własnością (baczność) naczelnika cechu złodziejskiego w Lidzbarku i nie tylko.

- Karamba! Takiego faceta mi potrzeba. Pora zacząć działać bo czas bieży okrutnie szwartko. - pomyślał Król Złodziei Borekiusz i pognał do cechu niczym Indiana Jones.

- Do licha! Ależ z tego Kopalnego to prawdziwy heros. - zamyślił się kasztelan. - Trzeba go wykorzystać z rozumem, bo taka okazja nieprędko się wydarzy po raz wtóry. Niech zgładzi tego smoka co nam tu już od pięciu lat życie zatruwa i potem wrzuci się bohatera do lochu.

A stamtąd nikt nie wraca. Hm, już wiem! Obiecam mu pół zamku i rękę mojej córki. A ponad to skrzynię srebra której i tak nie ujrzy nigdy na oczy. Ha, ha, ha!.

Kopalny po doprowadzeniu swojego ciała do stanu trzeźwości i ponownym "włączeniu filmu" został doprowadzony przed oblicze kasztelańskie w celu złożenia mu propozycji godnej jego sławy rycerskiej.

- Waszmość redaktorze Kopalny z dalekiego TOP SECRET'landu, czy bywają tam u was smoki? - zapytał w pierwszych słowach kasztelan.

- Och wasza miłość to u nas rzecz powszednia. Sam usiekłem ich co najmniej ze dwa tuziny. Dla nas smoki to nie nowość. - przechwalał się Kopalny nie przeczuwając wcale jakiego piwa sobie nawarzył.

Kasztelan uśmiechnął się szeroko.

- To świetnie się składa bo właśnie mamy tu smoka który okrutne szkody nam wyrządza w plonach i zwierzętach. Mniemam mości rycerzu, że to nie będzie dla was żadnym problemem zgładzić go (w tym momencie Kopalny zakrztusił się

piwem) lub przegnać stąd na cztery wiatry, co by nam się spokojnie i dostatnio żyło (Kopalny opanował kaszel). A nagrodą za ten czyn będzie ręka mojej córki, pół zamku i kufer pełen srebra. Hę? - Kasztelan odwrócił się do służby - Hej!

- Ależ wasza miłość to zbyt wielki dla mnie zaszczyt. - Kopalny dopiero teraz zrozumiał co grozi jego pięknej fizjonomii i nie mógł opanować drżenia rąk. - Kasztelańskiego smoka bić? Na pewno wśród twoich wojów znajdzie się godniejszy rycerz ode mnie. Lecz Kasztelan był człowiekiem nad wyraz uprzejmym.

- Ależ waszmość do tego zadania widzę tylko jedną osobę, która może podołać. Ciebie mój drogi.

Do izby weszła Mira.

- O kurtka na wacie. MAŁOLATA! - wysapał Kopalny.

A rzeczywiście było na co popatrzeć no i nie tylko. Po dwóch godzinach Kopalny wyszedł przed stołp kasztelański całkiem zabujany w córeczce kasztelana i przekonany, że jedyną metodą na zdobycie Małolaty jest wykonanie zadania naznaczonego przez jej ojca. I tak z

mieczem u lewego boku i małym trzosikiem srebra Kopalny stanął przed wyjściem z grodu zastanawiając się czy od razu ruszyć na poszukiwania straszliwego gada przez miejscowych zwanego niewinnie smokiem, czy udać się do karczmy.
« Ostatnia zmiana: 21 Grudnia 2007, 09:17:45 wysłana przez Psiakostka »
Szeregowy Psiakostka melduje powyższe

Offline 666

  • Łeb-Majster
  • Młodszy Techniczny Telewizyjny
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • ***
  • Wiadomości: 4910
  • słoiki dżemu truskawkowego +668/-666
  • Płeć: Mężczyzna
    • 4915610
    • Maciej Zembaty - strona nieoficjalna
Odp: a może tak "Piwem i mieczem"?
« Odpowiedź #1 dnia: 21 Grudnia 2007, 13:45:08 »
Ja znam tylko "Secret Service" (taki cóś czytałem w "młodości" ;)).
nie graj ze mną...

Offline Psiakostka

  • Hydraulik
  • Zaawansowany Bułczarz
  • *
  • Wiadomości: 300
  • słoiki dżemu truskawkowego +17/-2
  • Płeć: Mężczyzna
    • Grafika z dżemem
Odp: a może tak "Piwem i mieczem"?
« Odpowiedź #2 dnia: 21 Grudnia 2007, 23:11:50 »
Top Secret i Secret Service mają wspólnych ojców. TS nr. 9 ma nietypowy jak na ten magazyn rozmiar oraz szatę graficzną, (bardziej Service niż Top).  Po tym numerze TS wrócił do starej szaty graficznej ale co poniektórzy założyli nowe pismo i redagowało je po swojemu.

____________________
Kopalny nie wahał się zbyt długo w podjęciu decyzji o historycznym bez mała znaczeniu. Jego nogi zdecydowały za niego same i skierowały go do tawerny "Pod Śpiącym Trollem". Wnętrze gospody było zadymione i wypełnione gwarnym tłumem ludzi wszelakiego pokroju. Nasz bohater schylił głowę w niskich drzwiach wejściowych i ruszył do szynkwasu. Z tłumu obserwowały go oczy ukryte pod szerokim rondem kapelusza. Jedno i drugie było osobistą własnością naczelnika cechu złodziejskiego w Lidzbarku. Kopalny ciężko opadł na ławę, przy kolebiącym się stole, dzierżąc w garściach dwa potężne kufliska piwa. Obok na tej samej ławie zasiadł olbrzymi osiłek o mocy tura, a na przeciwko drobny pryszczaty facet, wyglądający na zbója.

- No mości rycerzyku, jesteś tu nowy i zapewne nie wiesz kto tu rządzi - rzekł pryszczaty jegomość o zadartym nosie.

- Jestem nietutejszy, ale o ile mi wiadomo to rządy tu trzyma jaśnie pan kasztelan Trzask Pierwszy i Ostatni - Kopalny zrobił przerwę w sączeniu piwa.

- Ejże, od razu widać żeś to od niedawna. Prawdziwe rządy w tym mieście trzyma król złodziei i naczelnik cechu złodziejskiego, mistrz Borekiusz Przebiegły. Wiesz li co to złodziej rycerzu?

- Eeee, tak to taki łobuz co starym babciom bieliznę kradnie ze strychu - odpowiedział roztropnie Kopalny.

Pryszczaty poczerwieniał ze złości i z zakamarków płaszcza wydobył długi nóż o szerokim ostrzu.

- Urwę ci łeb i nasikam do szyi rycerzyku! - wysyczał przez zaciśnięte zęby, a następnie starym saraceńskim sekretnym pchnięciem w serce zaatakował Kopalnego. Ten nie tracąc zimnej krwi, grzmotnął złodzieja tradycyjnym starym i sekretnym uderzeniem barów piwnych

kantem kufla w nasadę nosa. Pryszczaty jęknął cicho i nieprzytomny poleciał pod najbliższy stół.

W tawernie zaczęła się zabawa.

- Biją naszych! - wykrzyknął jakiś dziesiętnik wskakując na stół i wywijając zydlem nad głową. W odpowiedzi z głębi sali nadleciał kufel bojowy, który skutecznie zgasił jego zapał na kilka najbliższych godzin. Reszta gości złapawszy co poręczniejsze narzędzia do bójki, rzuciła się do walki. Borekiusz przezornie wycofał się poza tawernę. Zaczęła się zaciekła bitwa. Ponad tłumem unosiły się okrzyki wojenne i przelatywały kufle, puste butelki i wybite zęby, a pod nogami walczących przemykał się na czworakach Kopalny. Kiedy dotarł do drzwi, wyskoczył na zewnątrz i pognał jak oparzony w stronę bramy wjazdowej do Lidzbarku. Już spokojnym krokiem opuścił miasto i ruszył traktem na wschód. Pogoda była

wprost wymarzona na pieszą wędrówkę. Słoneczko grzało cudownie, a wiaterek chłodził oblicze. Idąc traktem na Jeleń Kopalny pogwizdywał sobie pod nosem i trzymał ręce w kieszeniach. Zapewne droga do sioła obyłaby się bez niespodzianek, gdyby uważając na drogę nie zboczył z niej, nie wszedł na teren który każdy inny człowiek mający choć trochę oleju w głowie ominąłby dużym łukiem, aż w końcu... nagle stracił grunt pod nogami ,poleciał głową w dół, po czym upadł na coś miękkiego, ciepłego, falującego równym rytmem. Z góry padał snop dziennego światła oświetlający podłożę pieczary zasypane przeróżnymi odpadkami. Wśród potrzaskanych gnatów walały się połamane miecze, porozbijane zbroje i tarcze, oraz wiele innych śmieci. Gdy Kopalny zaczynał dochodzić do siebie po przebytym szoku, coś na co był upadł zaczęło siadać i Kopalny sturlał się na zaśmiecone podłoże.

- Co jest? Kto tu się mniota? Aaaa, tu cię mam!

Ruchome podłoże okazało się być potworem o obrzydliwym wyrazie pyska i zielonobrunatnej, pooranej głębokimi bruzdami skórze.

- Co bhatku? Wpades hycezyku. Skhabów sie zaciewa, co? Zahaz stoczemy sthaszne bithe o skhaby hycezyku.

Kopalny rozdziawił szeroko usta i patrzył na trolla w niemym podziwie.

- Juz tu eden tahi bul, alem mu cehep joy'em hozcepił. Jeheli ces sobroć skhaby mus tobi phac se zemno na pały - poinformował troll z groźną miną i podniósł z ziemi swoją maczugę nabijaną krzemieniami.

- Hej, zaraz, zaraz! - Kopalny opanował się na tyle aby móc cokolwiek wykrztusić.

- Zahaz to taka oghomna baktehia - odpowiedział roztropnie troll.

- Mam gdzieś te twoje skarby i pranie się na pały!

- Co ty? Ne bedemy sa phali? Necesz skhabów? O psia khew. To co ja ma z tobo zhobić?

- Mam nietuzinkowy pomysł. Napijmy się piwa - zaproponował Kopalny.

- Hmmm...

- Pomyśl tylko, po co mi twoje skarby skoro mam zgładzić smoka i za to kasztelan ma mi dać swoją córkę za żonę.

- Smoka powadah. To cuś inhego.

Okazało się, że troll ma u siebie spory zapas trunku o złocistym kolorze i czas do rana naszej dwójce minął miło przy pijackich piosenkach. Gdy nad światem wzeszło słońce, troll z Kopalnym byli już w dobrej komitywie.

- Wies, jo sezwom Bed, a to je mój joy - troll wskazał na swoją ogromniastą maczugę - a te skhaby to taken bajeh co by miać phace.

- To po co ty tu siedzisz? Przecież nie ma czego tu pilnować.

- Wies to taka thadycja. No, mój phadziad sedzal, dziad sedzal, otet sedzal, to i ja sedzal.

- Wiesz co Bed, rzuć to zajęcie bo ludzie zaczęli się ciebie bać. Jak nie masz co robić, to możesz kosić trawniczki. Żebyś wiedział jakie to rozwijające zajęcie. Albo chodź ze mną, mnie będzie raźniej a i ty będziesz miał do kogo gębę otworzyć.

Południe zastało ich na drodze prowadzącej na północ wzdłuż brzegu jeziora. Bed niósł swoją ogromną maczugę i olbrzymią baryłkę z pięknie rzeźbionym szpuntem w kształcie łba kaczora, wypełnioną piwem. Kopalny niósł swój miecz i cały czas konwersował ze swoimnowym kompanem.

- Wiesz, taki gad co to ludziska go smokiem nazywają to nie byle kto. Na pewno ogniem umie przysmażyć, albo co jeszcze gorszego.

- Et tam. Smahne go w czhehep moim joy'em i thyle go widziali.

Droga ubywała im w miłej atmosferze i nie zauważyli jak zaczęło się zmierzchać. Tuż przed zachodem dotarli do miejscowości Dwór w której na szczęście była karczma "Pod Śpiącym Rycerzem". Nie tracąc czasu zameldowali się na nocleg w tym właśnie miejscu. Kopalny śmiało wkroczył w progi gospody i zamówił piwo dla siebie i Beda, oraz coś na ząb. Przybycie nowych gości do oberży dało temat do rozmów.

- Widzieli wy kumie? Rycerz a z trollem się kuma.

- Jo rasistą nie jestem, ale nie pozwolę co by troll, lebo elf w naszej karczmie siedział niże u się.

Rozmowy przybierały na temperaturze i coraz częściej kmiecie spoglądali na Kopalnego i Beda. Troll zauważył wrogie spojrzenia skierowane w ich stronę i nachylił się do swego kompana.

- Coś na nas za bahdzo łypią. Zda sie że bede mus kogo sphać moj joy'stick.

- Eeee, zdaje ci się. Tutaj są po prostu takie a nie inne obyczaje - ledwie Kopalny skończył, kiedy do ich ławy podeszło kilku osiłków.

- No mociem pan. My tu takich to nie chcewa, my lud spokojny i draby so tu u nas niwidziane ładnie. Prosiem po dobroci, idźta se dzie inszej bo zlejem okrutnie - przemówił młodzian wyglądający na przywódcę tłuszczy.

- Mówił że cóś łypią nie tak - zauważył Bed.

Kopalny spojrzał na Beda i na kmieci.

- Ależ panowie co jest? To spokojny okaz trolla, w dodatku melancholijny i lubi śpiewać. Bed zaśpiewaj coś tym facetom, bo gotowi nas stłuc na kwaśne jabłko.

- Wynocha! - powiedział ktoś z ciżby.

Bed podniósł się z ławy na całą swoją dwumetrową wysokość.

- Zphywajta. Co to ghostynosty nie znata hamy jedne? Nie wyjdemy nim zjemy za co my placyli shebhem. Zhozumieli?

Miejscowi jakby na to czekali.

- Lać ich chłopy. Nie bedą psie syny nas tu lżyci obelgować - zakrzyknął młodzian i ruszył na Beda mocno pochylony. Troll zgarnął go jednym zamachem prawej łapy i wpasował w zamknięte drzwi wejściowe. Kolejny przekroczywszy barierę dźwięku opuścił gospodę poprzez okno. Kopalny wykorzystał stary fortel, który kilkakrotnie ratował go z podobnych opresji i opuścił gospodę na czworakach. Dookoła przelatywały kufle, puste... Bed nie opuścił placu boju i postanowił nie oddać pozycji za żadną cenę. Jego olbrzymie ręce zwinięte w pięści spadały z głuchymi pacnięciami na głowy nacierających. Kiedy tylko ustały odgłosy bitwy, Kopalny zebrał się na heroizm i zajrzał do gospody. Na środku sali stał jedyny cały stół przy którym siedział Bed i opróżniał kolejną miskę z kaszą, a wokół walały się porozbijane sprzęty i niezdatni do czegokolwiek miejscowi kmiecie.

- No hycezu i po awantuze. Mozem tehas skoncyć posyłek.

- Ano możemy. Wiesz Bed wszystko pięknie i ładnie tylko ja nie wiem gdzie szukać tego smoka.

- Je to phoblem do hozhyzienia. Znam takeho edneho dhuida, on nam pomohe.

- To świetnie. Chodźmy spać, a jutro skoro świt poszukajmy druida.

- OK - powiedział troll i ruszył w kierunku wyjścia z gospody.

- Dobhanuc.

Kopalny popatrzył za Bedem.

- Ej, łóżka są na górze.

- Jo woleh czesthwe powiethe - odparł Bed.

- No cóż. Ja wolę zdecydowanie łóżko i pierzynkę - pomyślał (brawo!!!) sobie nasz bohater i poszedł spać w ciepłym i miękkim łóżku.

Nastał świt następnego dnia. Zapowiadała się urocza pogoda. Kopalny przekręcił się na drugi bok i otworzył oczy. To co stwierdził po przebudzeniu, to po pierwsze brak miecza pod zagłówkiem, po drugie w izbie na jednym z dwóch zydli stojących przy stole siedział jakiś delikwent i popijał piwo, po trzecie i ostatnie na stole stał cały antałek tego napoju.

- Nareszcie się obudziłeś - powitał Kopalnego nie kto inny jak sam Borekiusz Przebiegły, Mistrz Cechu Złodziejskiego w Lidzbarku i nie tylko. - Długo trzeba było czekać. Mam dla ciebie propozycję, korzystną dla nas obu.

- Dobra, dobra, dzisiaj jest niedziela i nie koszę żadnego trawniczka - odpowiedział zaspany jeszcze i lekko skacowany Kopalny.

- Nie wiem o jakim trawniczku mówisz, ale nie o to mi chodzi. Chcę żebyś wiedział, że kasztelan Trzask Pierwszy i Ostatni chce sobie przy twojej pomocy umyć ręce. Jak tylko wykonasz robotę jaką ci zlecił i pojawisz się na dworze w Lidzbarku, to zaraz myk do lochu - Borekiusz nalał sobie piwa do kufla i wypił jednym haustem.

- Jak to? Przecież miał mi dać Mirę za żonę, jak pokonam smoka.

- Terefere, obiecanki macanki a głupiemu radość.

- No to co ja mam teraz biedny zrobić? - Kopalny przyssał się do trzeciego już kufla piwa. Powoli zaczynało mu się rozjaśniać w głowie.

- Zrób tak jak polecił ci kasztelan, a potem odezwij się do mnie, to damy tęgiego łupnia temu Trzaskowi. Co powiesz na tę propozycję?

- Chyba się dogadamy - Kopalny odstawił od ust pusty kufel już po raz siódmy.

- Więc słuchaj, zrobimy tak...

Trochę później Kopalny pogwizdując wesoło szedł za Bedem, prowadzącym do druida. Już po kwadransie marszu dotarli do grobli prowadzącej przez bagno. Na wiodącej grzbietem grobli ścieżce stał jakiś koleś ubrany w powłóczystą czarną szatę, oraz szpiczastą czapkę tegoż koloru haftowaną w srebrne gwiazdy i księżyce. W lewej ręce trzymał kostur.

- Stójcież, bo kulę płomienistą cisnę - zaskrzeczał koleś i podniósł prawą rękę do góry. - Jam wielki adept czarnej magii, Wiewióriusz Bezlitosny. Przez groblę przejdzie tylko ten kto zgadnie moją zagadkę. Czy jesteście gotowi?

- Te onyś to czahownik. Co tehaz?

- Poczekaj, mam pomysł - Kopalny uśmiechnął się słodko. - Mości czarodzieju ja też znam zgadywanki.

- To świetnie, powiedz mi zaraz jakąś.

- Zgoda, ale jak nie zgadniesz to nas przepuścisz.

- No dobra, niech i tak będzie.

- Jak to pijesz to od tego tyjesz?

- Eeee, nie wiem.

- Piwo! - krzyknął Kopalny i ruszyli z Bedem dalej.

- Hej! Ale to ja miałem zadawać zagadki! - Wiewióriusz złapał się za głowę. - Poczekajcie! Co ja mam teraz zrobić?

- Zmień zawód. Zostań zabójcą smoków.

- Ale gdzie mi szukać smoka? - zafrasował się magik.

- My idema na smoha - rzucił Bed. - Choda s name - i poszli razem.

Po sforsowaniu bagna dotarli do lasu i już po kilku minutach trafili na chatkę druida. Siwy facet ogromną chochlą mieszał w wielkim garze, mrucząc cały czas coś pod nosem. Gdy ekspedycja zbliżyła się do niego, podniósł głowę.

- Czego się tu szwędacie, nie macie innego miejsca? Idźcie sobie stąd, bo zawołam niedźwiedzia.

Kopalny podszedł bliżej i na wszelki wypadek ukłonił się nisko.

- Szanowny panie druidzie...

- Nazywam się Kaczoramix - żachnął się druid.

- Szanowny mistrzu Kaczoramixie, przybyliśmy tu abyś nam pomógł odnaleźć smoka, który pustoszy okolicę i sieje postrach - Kopalny zwietrzył zapach wywaru i poczuł okropny głód. Gdy druid odwrócił się na chwilę, aby podnieść z ziemi kolejną porcję ziół nasz bohater zaczerpnął całą warząchwie i wypił jednym tchem. - Ale jestem przebiegły. - pomyślał sobie. Gdy Kaczoramix wrócił do kotła i wrzucał zioła do wywaru Kopalny zapytał

- To zupka grzybowa?

- Nie. To nasiadówka na "wilka". - poinformował druid.

Kopalny zbladł i wytrzeszczył oczy.

- To co z tym smokiem? Chcecie go znaleźć? Są dwa miejsca gdzie gad może teraz przebywać. Pierwsze to jaskinia w górach a drugie południowe rubieże moczarów. Jest jeszcze jedna możliwość, ale mało prawdopodobna. Smok poleciał na górę zwaną "Szczytem tajności".

- O chohoba. To ono hesce lata. - Bed nie był najwyraźniej uszczęśliwiony tą wieścią.

- No cóż, takie są smoki. W dodatku nie tylko latają ale i zieją ogniem - druid starał się pocieszyć jak tylko umiał. - Od biedy mogę z wami iść i pomóc.

- Dobra - powiedział na głos Kopalny, a po cichu pomyślał "przyda się kucharz". - Tylko gdzie iść?

- Dla mnie sphawa je phosta idziewa...
« Ostatnia zmiana: 21 Grudnia 2007, 23:23:05 wysłana przez Psiakostka »
Szeregowy Psiakostka melduje powyższe

Offline Bruxa

  • ^,..,^
  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 39134
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-65535
  • ja tu tylko sprzątam...
Odp: a może tak "Piwem i mieczem"?
« Odpowiedź #3 dnia: 22 Grudnia 2007, 10:13:54 »
A potem mu powiesz, że nieładnie tak pisać po sobie  ;D

Oj, co racja to racja, to jeden z nielicznych postów, jakich nie przeczytałam na tym forum, żeby nie powiedzieć - jedyny. Przyznaję się bez bicia.
Nie przeszkadza mi brak światła tylko jego nadmiar - za długo trzeba się wślepiać w lampę monitora (nazwijmy to dla uproszczenia lampą).
Chyba sobie wydrukuję i przeczytam we pociągu - dziesięć godzin na uzupełnienie zaległych lektur, courtesy of PKP  ;D

PS: Przeczytałam jeszcze raz mój post i Stefana i przypomniało mi się dwóch zgryźliwych tetryków z Muppet Show.
Nie wiem czemu  ;D
Brawo! To było super! Świetne! Całkiem dobre! Może być! Ujdzie w tłoku! Takie sobie! Słabe! Fatalne! Żenada! Porażka! Buuuuu!!!!
 ;D
« Ostatnia zmiana: 22 Grudnia 2007, 10:18:19 wysłana przez Bruxa »
Rude and not ginger

Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until you hear them speak.


Stefan

  • Gość
Odp: a może tak "Piwem i mieczem"?
« Odpowiedź #4 dnia: 22 Grudnia 2007, 10:21:54 »
Rada od edytora (trochę doświadczonego):
Jak chcesz, by to ktoś przeczytał, podziel na mniejsze części, bo tak to raczej kaczka z kulawą nogą... :)
Twój post/tekst nie ma światła i jako taki jest nieczytelny.
Edit
Ten migrujący post, a raczej jego migracja  powstała z powodów błędów MS (c)
Post Bruxy jest odpowiedzą na mój post, co nie zmienia faktu że głupio to wygląda.
Ale co na tym forum głupio nie wygląda?
« Ostatnia zmiana: 22 Grudnia 2007, 10:24:01 wysłana przez Stefan »

Offline Cezarian

  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 52774
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-32
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ja tu tylko bałaganię...
Odp: a może tak "Piwem i mieczem"?
« Odpowiedź #5 dnia: 22 Grudnia 2007, 11:21:04 »
Rada od edytora (trochę doświadczonego):
Jak chcesz, by to ktoś przeczytał, podziel na mniejsze części, bo tak to raczej kaczka z kulawą nogą... :)
Twój post/tekst nie ma światła i jako taki jest nieczytelny.
Edit
Ten migrujący post, a raczej jego migracja  powstała z powodów błędów MS (c)
Post Bruxy jest odpowiedzą na mój post, co nie zmienia faktu że głupio to wygląda.
Ale co na tym forum głupio nie wygląda?

Powiem krótko. Ja przeczytałem i mi się podoba. Żeby zaś nie było za słodko, bo to grozi cukrzycą, to mam jedynie zastrzeżenia, że wkljamy coś, co nie jest naszym dziełem, a cytatą. Ale w końcu ja też jestem stetryczłym tetrykiem grającym w tetris.
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam.

Stefan

  • Gość
Odp: a może tak "Piwem i mieczem"?
« Odpowiedź #6 dnia: 22 Grudnia 2007, 12:22:55 »
Powiem krótko. Ja przeczytałem i mi się podoba. Żeby zaś nie było za słodko, bo to grozi cukrzycą, to mam jedynie zastrzeżenia, że wkljamy coś, co nie jest naszym dziełem, a cytatą. Ale w końcu ja też jestem stetryczłym tetrykiem grającym w tetris.
Cezarian to zawodowiec, nie takie głupoty czytuje.
Gdzie nam amatorom (it - diletanti) przyrównywać się do niego?
Ale odpowiedź jest krótka i to jest jej (bodaj jedyna) zaleta  ;D

Offline Psiakostka

  • Hydraulik
  • Zaawansowany Bułczarz
  • *
  • Wiadomości: 300
  • słoiki dżemu truskawkowego +17/-2
  • Płeć: Mężczyzna
    • Grafika z dżemem
Odp: a może tak "Piwem i mieczem"?
« Odpowiedź #7 dnia: 08 Stycznia 2008, 17:52:11 »
Wiem że jeden odcinek to trochę za dużo do czytania za jednym zamachem w forumowym układzie ale w końcu to tekst elektroniczny można go sobie skopiować i dowolnie sformatować, ew wrzucić do jakiegoś programu do co czyta wszelkie napisy.

A wracają z ziemi offtopicowej do wolski... echem znaczy wracając do tematu to komentarzy owszem sporo i to od zacnych osób ale jeszcze nigdy tak wiele nie powiedziało tak niewiele na temat samego opowiadania - czy się podoba czy wzbudza nostalgię czy pobudza do uderzenia na niewierzących.
Szeregowy Psiakostka melduje powyższe