Rodzina Poszepszyńskich - fanklub im. Kaprala Jedziniaka

Kategoria ogólna => Wątki i wiadomości starego forum => Wątek zaczęty przez: deepblue w 28 Luty 2007, 18:26:54

Tytuł: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: deepblue w 28 Luty 2007, 18:26:54
początek
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Luty 2007, 19:28:37
Dobra
Mnie "fachowcy" tak wymierzyli drzwi, że prowadzę dom otwarty....
Jedyna pociecha w tym, że nie muszę wymyślać nic na turniej Łgarzy, wystarczy, że opiszę rzeczywistość (czy oczywizdość)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 01 Marzec 2007, 19:06:36
W niezapomnianym roku roku 1904 działo się tyle rzeczy, że wszystkie pozapominałem... szast prast i po wszystkim!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 01 Marzec 2007, 20:15:27
Dobra
Mnie "fachowcy" tak wymierzyli drzwi, że prowadzę dom otwarty....
Jedyna pociecha w tym, że nie muszę wymyślać nic na turniej Łgarzy, wystarczy, że opiszę rzeczywistość (czy oczywizdość)

E tam, i tak nikt ci nie uwierzy  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 02 Marzec 2007, 22:43:42
Ja tam mu wierzę, jak u sąsiadki jednej z moich żon zamocowali "drugie drzwi z zamkiem antywłamaniowym" na kołkach rozporowych to któregoś dnia otworzyła je wraz z futryną, chociaż drobna z niej niewiasta  :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 03 Marzec 2007, 15:15:48
A żeby tego było mało, zamówili złe drzwi zewnetrzne
Żeby było śmieszniej, najpierw wszystko rozpierdolili, a potem dopiero się "kapli", że to nie to skrzydło zamówili co potrzeba.
No i dymali do magazynu, by cokolwiek wstawić, bo groziło im całodobowe czuwanie.
Przez cały kraj, idziemy dwaj, czy słońce czy śnieżek czy słota...[/i]
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 03 Marzec 2007, 23:28:43
Przez cały kraj, idziemy dwaj, czy słońce czy śnieżek czy słota...

Znamy te skecze moderatorze łaskawco!

EDIT: a tak sobie pomyślałem że można by zmajstrować takie słuchowisko o moderatorze łaskawcy i userze Dziamdziaku :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Marzec 2007, 00:27:06
A taki paradoks?

Czy moderator sam się zmoderuje? A jeśli nie to kto to zrobi? ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Marzec 2007, 12:05:06
Klasówka z biologii, pytanie - narysuj komórkę.

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Marzec 2007, 12:39:52
Klasyczny przypadek jednokomórkowca - autor tej błyskotliwej odpowiedzi, oczywiście.

Nasuwa mi się jednakowoż palące pytanie - jest-li to komórka roślinna, czy zwierzęca? Na samożywną nie wygląda, chyba, że ma baterie słoneczne (fotosynteza)...

Edit: Gdzieś miałam znalezione w necie skany tej słynnej kartkówki z biologii cytowanej przez Andrusa (koleżanki mówią na mnie "Hormon"), jak znajdę, to podrzucę.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Marzec 2007, 21:54:42
Przypadek? A może nie?
(znalezione w wikipedii)
----------------------------------------------------------------------------------------------
Ina Benita, właściwie Janina Ferow-Bułhak (ur. 1 lutego 1912 w Kijowie, zm. w poł. sierpnia 1944 w Warszawie) – polska aktorka teatralna i filmowa.
[...]
Zadebiutowała w 1931 r. w teatrzyku "Nowy Ananas" w programie "Raj bez mężczyzn".
-----------------------------------------------------------------------------------------------

Czyżby pierwowzór Igi Korczyńskiej? ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 05 Marzec 2007, 22:17:53
Znajomy w niezapomnianym roku 2006 niechcący potraktował telefon szampanem, który jako nie przywykły raczył zdechnąć. Oddał go do serwisu i za parę dni przyszedł zapytać się co z telefonem i ile będzie kosztować naprawa. Tam mu zaśpiewali 300zł i jeszcze trochę. Na pytanie, czy sprawdzali baterię, powiedzieli, że nie bo nie mają...

Znajomy odebrał telefon w innym serwisie (50m dalej) kupił baterię i telefon okazał się byś sprawny, choć trzeba było wymienić wyświetlacz bo styki alkohol załatwił i kiepsko działał.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Marzec 2007, 22:25:20
Rodem z Poszepszyńskich.
występują: Grzegorz P. i Dziadek J.

(znalezione w "necie")
 ------------------------------------------------------------------------------------------
Gliwicki sąd aresztował 39-letniego mężczyznę, który fizyczne i psychiczne znęcał się nad swoim niepełnosprawnym 68-letnim ojcem; utrzymywał się z jego renty, jednocześnie odmawiając mu jedzenia. Wycieńczony starszy mężczyzna - po anonimowym zgłoszeniu sprawy policji - w ciężkim stanie trafił do szpitala.

68-latek, cierpiąc na poważne schorzenie nóg, pozostawał pod formalną opieką swego syna, utrzymującego się z renty ojca.

Według zeznań starszego mężczyzny, przeżył do tej pory tylko dlatego, że codziennie podkradał synowi - pod jego nieobecność - dwie lub trzy kromki suchego chleba (suche? a gdzie dżem?).

Policjanci interweniowali w mieszkaniu mężczyzn po anonimowej informacji telefonicznej. Funkcjonariusze, widząc wychudzonego pobitego człowieka, wezwali pogotowie, które przewiozło 68-latka do szpitala. Lekarze, prócz zewnętrznych obrażeń, stwierdzili u niego skrajne wyczerpanie organizmu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 06 Marzec 2007, 00:59:27
Rodem z Poszepszyńskich.
występują: Grzegorz P. i Dziadek J.

(znalezione w "necie")
 ------------------------------------------------------------------------------------------
Gliwicki sąd aresztował 39-letniego mężczyznę, który fizyczne i psychiczne znęcał się nad swoim niepełnosprawnym 68-letnim ojcem; utrzymywał się z jego renty, jednocześnie odmawiając mu jedzenia. Wycieńczony starszy mężczyzna - po anonimowym zgłoszeniu sprawy policji - w ciężkim stanie trafił do szpitala.

68-latek, cierpiąc na poważne schorzenie nóg, pozostawał pod formalną opieką swego syna, utrzymującego się z renty ojca.

Według zeznań starszego mężczyzny, przeżył do tej pory tylko dlatego, że codziennie podkradał synowi - pod jego nieobecność - dwie lub trzy kromki suchego chleba (suche? a gdzie dżem?).

Policjanci interweniowali w mieszkaniu mężczyzn po anonimowej informacji telefonicznej. Funkcjonariusze, widząc wychudzonego pobitego człowieka, wezwali pogotowie, które przewiozło 68-latka do szpitala. Lekarze, prócz zewnętrznych obrażeń, stwierdzili u niego skrajne wyczerpanie organizmu.

Wszelkie nasuwające sie podobieństwa są moim zdaniem absolutnie przypadkowe i powierzchowne. Jeszcze się taki nie urodził, jeśli nie liczyć urodzin (własnie, kiedy przypadają?) kaprala Jedziniaka, który dałby radę Dziadkowi Jackowi. Jakby to było odwrotnie... Poza tym, ten 39-letni młodzieniec (nawiasem mówiąc, świetny wiek dla młodego mężczyzny), nie jest za młody, jak na Maurycego?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 06 Marzec 2007, 13:37:01
Maurycy miał dopiero 15 lat 30 lat temu to teraz może mieć tak pi razy drzwi 39 lat :P no nie wiem jak ja to liczę ale co tam...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 17 Marzec 2007, 09:36:14
Cytuj
"Po anonimowym zgłoszeniu sprawy"
bardzo brawo - mogli powiedzieć przecież po anonimowym zgłoszeniu sprawy przez sąsiada Słowikowskiego zamieszkałego...

Żona zgłosiła swojego męża alkoholika do leczenia do "speca", który nie pomógł mu co prawda w zwalczeniu nałogu, ale za to powiedział kto jest jego anonimowym informatorem znacznie pożycie małżeńskie tym samym psowając.

Swego czasu zgodziłem się innemu "specowi" na przeprowadzenie testu polegającego na poukładaniu kolorowych kartoników od najładniejszego po najbrzydszy. Ponieważ po dwakoroć poukładałem je praktycznie tak samo (trudno, żebym zmienił w ciągu 15 sekund zdanie co do tego który kolor mnie się podoba, a który nie) stwierdził on, że nie jestem skłonny do kompromisów, przez co mam problemy w życiu. Ponieważ kartonik w kolorze kamizelki odblaskowej dałem jako przedostatni okazało się, że jestem nieśmiały, zagubiony  (niech mnie ktoś - najlepiej kobieta - przytuli chlip) i niepewny siebie.
Niby bzdura typu wróżenie kart z tarota, ale ten "spec" opiniuje przyznanie pozwolenia na broń...

Tyle na temat polskiej psychologii
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Marzec 2007, 22:32:20
Cytuj
"Po anonimowym zgłoszeniu sprawy"
bardzo brawo - mogli powiedzieć przecież po anonimowym zgłoszeniu sprawy przez sąsiada Słowikowskiego zamieszkałego...

Żona zgłosiła swojego męża alkoholika do leczenia do "speca", który nie pomógł mu co prawda w zwalczeniu nałogu, ale za to powiedział kto jest jego anonimowym informatorem znacznie pożycie małżeńskie tym samym psowając.

Swego czasu zgodziłem się innemu "specowi" na przeprowadzenie testu polegającego na poukładaniu kolorowych kartoników od najładniejszego po najbrzydszy. Ponieważ po dwakoroć poukładałem je praktycznie tak samo (trudno, żebym zmienił w ciągu 15 sekund zdanie co do tego który kolor mnie się podoba, a który nie) stwierdził on, że nie jestem skłonny do kompromisów, przez co mam problemy w życiu. Ponieważ kartonik w kolorze kamizelki odblaskowej dałem jako przedostatni okazało się, że jestem nieśmiały, zagubiony  (niech mnie ktoś - najlepiej kobieta - przytuli chlip) i niepewny siebie.
Niby bzdura typu wróżenie kart z tarota, ale ten "spec" opiniuje przyznanie pozwolenia na broń...

Tyle na temat polskiej psychologii
Bardzo mi się to podoba.
Tak samo jak rozpoznawanie kształtów na kartach, czy tez absolutny hit - amerykańska zabawa w skojarzenia.
Uważam za błąd, że w ten sposób nie bada się wszystkich decytentów - byłoby materiału, a i teczki szybko się się pogrubiły.
Nie łam się kolego, specjalisto od BHP (hmm, to brzmi znajomo), jak mnie chciał przebadać psychiatra to się poddał.
I dał mi papier podpisany in blanco żebym sobie wpisał co chcę.
Na razie nic nie wpisałem, ale zawsze się może przydać...
Tylko nie wiem co lepiej - wpisać czy jestem normalny (w co trudno uwierzyć) czy żem nienormalny (co znowu zbyt rzuca się w oczy)...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 19 Marzec 2007, 22:59:46
Niby bzdura typu wróżenie kart z tarota, ale ten "spec" opiniuje przyznanie pozwolenia na broń...

Tyle na temat polskiej psychologii

Raczej parapsychologii - nie mylić z Parafonią  ;D

A propos oglądania kartoników:

Podczas badania psycholog pokazuje pacjentowi kartonik z narysowanym kwadracikiem.
- Z czym sie to panu kojarzy?
- Z gołą babą.
Potem kartonik z trójkącikem
- Z gołą babą.
Potem z kółeczkiem
- Z gołą babą.
- Panie, pan jesteś erotoman!
- Ja erotoman? Ja? A kto mi tu takie świństwa pokazywał?!?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 27 Marzec 2007, 14:32:01

Podczas badania psycholog pokazuje pacjentowi kartonik z narysowanym kwadracikiem.
- Z czym sie to panu kojarzy?
- Z gołą babą.

Ponoć przedwojenna wersja tegoż kawału obejmowała również pokazywanie ówczesnych dostojników i Marszałek też się kojarzył. Dziś nie do pomyślenia, w zasadzie - ale by się wszyscy naindyczyli!!

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Marzec 2007, 16:03:12
Nawet Marszałek używał "Ollagum"!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Marzec 2007, 19:17:42
Bum, bum, bum, trum, trum, trum, kupujte OLLAGUM
to bracia Słowacy  ;D

A to nasze przedwojenne
firma produkujaca aspiryne wykupila na cmentarzu wielki plac, na srodku
ktorego postawila pomnik z takim napisem. "tu lezy piperman. dozyl 99
lat, bo uzywal aspiryny firmy bajer"
w odpowiedzi na to firma ollagum produkujaca prezerwatywy wykupila
jeszcze wiekszy plac i ostawila jeszcze wiekszy pomnik z napisem: "tu
nikt ie lezy, gdyz jego ocjiec uzywal prezerwatyw firmy ollagum"


Ale czy to te od "prędzej ci serce pęknie..."? Niedawno (w skali geologicznej, znaczy) widziałam ten slogan w reklamie żyłki wędkarskiej. Jakie tempora, takie mores  ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Marzec 2007, 23:46:28
Przykłady wielce zacne, ale nie popadajmy w złe mores, bo hasło "cukier krzepi", chyba nie jest zagrożone? A "pasta kiwi but ożywi"?
Tak na marginesie, to ciekawe, jaka jest temperatura krzepliwości cukru i czy zależy od zawartości cukru w cukrze? Czy krzepliwość cukru zależy od jego grupy i czy w związku z tym można używać cukru do transfuzji? Dlaczego honorowi dawcy cukru nie mogą liczyć nawet na tabliczke czekolady, że o uldze podatkowej nie wspomnę? A u nas na Podlasiu, to cukier jest nie w kostkach, a w Łapach. Czyli: "O temperatura o mores"
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 15 Kwiecień 2007, 08:31:36
Gdyby kartoniki z plamami pokazywać dycydentom to pewnie giertychowi wszystko kojarzyłoby się z aborcją i parnografią a kaczuszkom z układem (np. trawiennym) oraz mackami agenturalnymi...

ci "ludzie" naprawdę nie mają zmartwień.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Kwiecień 2007, 19:10:05
A propos wątku:
Za onetem:
- Sekcja zwłok czarnego kota, jakim rzucono w sobotę podczas manifestacji w Krakowie, zadecyduje o zarzutach, które mogą być postawione zatrzymanym w tej sprawie dwóm studentom - poinformował rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak.
Jeżeli okaże się, że kot był żywy i został uśmiercony, wtedy w grę wchodzić będą zarzuty z ustawy o ochronie zwierząt (zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności). Jeżeli rzucono martwym kotem - sprawcy odpowiadać będą za wykroczenie, jakim jest zaśmiecanie.


To moim zdaniem rzuca nowe światło na sprawę śmierci pewnego kota, którego zdjecie w reklamówce możemy ogladać w innym wątku. Znane jest zamiłowanie Stefka do zachowań nonprofitowo-nonkonformistycznych. Nie od dzisiaj wiadomo, że nic tak dobrze nie sprawdza się podczas demonstracji, jak martwy kot. Tak w końcu obalono komunę. Zaś Psiakostka pewnie jest w stanie nam niezbicie udowodnić, że tylko i wyłącznie dramatyczny niedobór martwych kotów przesądził o klęsce Polski w kampanii wrześniowej...
To otwiera nowe możliwości przed historykami, także tymi z IPN-u
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Kwiecień 2007, 19:16:35
A nie uważacie, że najjaskrawszym (hie, hie) przykładem polskiego czarnego humoru jest to, że odpowiadać mają karnie (lub cywilnie) ci co protestowali przeciw nielegalnej (jeśli jeszcze obowiązuje konstytucja*) demonstracji, a nie ci, co ją zorganizowali?

Boszszsz, ale długaśne zdanie skomponowałam... Wbrew pozorom, nie oznacza ono, że popieram rzucanie w kogokolwiek martwymi (czy też żywymi) kotami.
No chyba, że to ja kogoś szczuję swoim rudasem (7 kilo żywca) - to wtedy Boziu miej w opiece tego kogoś  ;D

*Edit: bo może już nie... :o
http://www.sejm.gov.pl/404/?url=/prawo/konstytucja/kon1.htm (http://www.sejm.gov.pl/404/?url=/prawo/konstytucja/kon1.htm)

No dobra, pożartowalim...  ;D
http://www.trybunal.gov.pl/akty/konstytucja/1.htm (http://www.trybunal.gov.pl/akty/konstytucja/1.htm)
Artykuł nomen omen trzynasty...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Kwiecień 2007, 19:49:45
My (Stefan) protestujemy!
Protestujemy stanowczo przeciw używaniu kotów (żywych czy nie) do celów politycznych.
Rzucajcie se mięsem, świniami czy TVN24/onet.pl
Precz z rzucaniem kotami!
Precz z onetem!
TVN to narzędzie szatana (na marginesie - co oznacza apage satanas?)
Uwaga do DeLoeve - nie, nie mam dostępu do internetu!
Precz z PKP
Przecz z PKS
Niech żyją poduszkowce!
UFF
Edit
Zaniepokojonym wyjaśniam, że mam już zamówioną wizytę u psychiatry.

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Kwiecień 2007, 20:02:28
A u okulisty też?  ;D
Bo to nie Zygfryd cię wysyłał do googla, tylko jeden taki pirat z Kaszub...

A zawracając wątek na właściwe tory:

Agresywny zając zaatakował emerytów
PAP 16:10

Policja w mieście Linz w Austrii musiała zastrzelić zająca, który rzucił się na parę emerytów, a następnie próbował atakować policjantów - podało austriackie radio.


Zając ugryzł w nogę 74-letnią emerytkę, która wieszała pranie w ogródku. Kiedy pojawił się wezwany na pomoc jej mąż, zając rzucił się także na niego, a następnie na policjantów.


Znamy przypadki byków, świń czy psów, które zrobiły się szczególnie agresywne. Ale zając - to pierwszy taki przypadek - powiedział rzecznik policji w Linzu, Alexander Niederwimmer.

Zastrzelonego 5-kilogramowego zająca wysłano do zbadania, by ustalić, czy nie chorował na wściekliznę.

Według miejscowego weterynarza Roberta Ferdiny'ego, wścieklizna jest mało prawdopodobna, ponieważ w rejonie Linzu nie notowano ani jednego przypadku od ponad 15 lat. Jego zdaniem agresywność zająca mogła być związana z fazą dojrzewania, dodatkowo wzmocnioną wysokimi temperaturami, jakie zapanowały wiosną w Austrii. (reb)


 ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Kwiecień 2007, 20:07:05
Jestem tym barzo zaniepokojony, albowiem wysyłam swoją ślubną w sekretnym celu właśnie do Linzu (dużego) na dniach.
Jakieś szczegóły? Adres?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Kwiecień 2007, 20:14:54
Jestem tym barzo zaniepokojony, albowiem wysyłam swoją ślubną w sekretnym celu właśnie do Linzu (dużego) na dniach.
Jakieś szczegóły? Adres?

WuWuWu? A proszę bardzo:
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8821649&rfbawp=1176744580.564 (http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8821649&rfbawp=1176744580.564)

Ale nie przejmuj się , te zające gustują w naprawdę dojrzałych kobietach  ;D Świerzynkom nic nie grozi, najprawdopodobniej...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Kwiecień 2007, 20:16:03
Ot baba
Adres zająca!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Kwiecień 2007, 20:19:10
Ha, przejrzałam cię na wylot! Ty się chcesz swojej połowicy pozbyć po prostu... Taka zbrodnia prawie doskonała - skonsumowanie przez niewściekłego zająca...
O nie! W tym kolaborować nie będę!  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 17 Kwiecień 2007, 08:07:47
Zając ugryzł w nogę 74-letnią emerytkę, która wieszała pranie w ogródku. Kiedy pojawił się wezwany na pomoc jej mąż, zając rzucił się także na niego, a następnie na policjantów.

Niezłe. W niezapomnianym roku 1993 kiedy to w wakacjie występowały straszliwe upały i wszystkim zaczynało z tego powodu hmmmm... odbijać, gdzieś podano, że na Mazurach (dziadek Jacek na pewno by to skomentował) cyt. "Wściekły szczupak ugryzł w pośladek amatora kąpieli". Facet pewnie pomyślał, że to pirania, jak te w Amu Darii :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Maj 2007, 22:39:49
Opowieśc majowa z 1985, choć nie internetowa, to zacna:
"Informator Bydgoski" donosi:
W Bydgoszczy 30.04.1985r. w porze dużego nasilenia ruchu, z mieszczącego sie przy głównej ulicy Klubu MpiK wymaszerowała świnia. Na prawym boku miała duży czerwony napis "PZPR", na lewym - "idę na pochód". Coraz gęstszy tłum płakał ze śmniechu. Zjawiła się milicja i po dłuższym przygotowaniu bojowym wzięła świnię szturmem. Po zwycięskiej bitwie zaczęły się narady, co dalej począć z jeńcem. Początkowo oddano ją do stołówki milicyjnej. Tam któryś ze startegów doszedł do wniosku, że ekstrema "Solidarności" mogła zatruć świnię, by w ten sposób rozprawić się z milicją. Zwierzę przkazano więc do Bydgoskiego Domu Starców.

Do domu starców? TO była chyba stara świnia, innaczej wysłanoby ją do Pałacu Młodzieży.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 07 Maj 2007, 14:33:46
Przyuważone w sieci, ja wiem, że tak on-topic niegrzecznie ale...

"Newsweek": Artur Zawisza domaga się kar dla kobiet, które przy drogach noszą minispódniczki i bluzki z głębokim dekoltem.
Od kilku miesięcy poseł Prawicy Rzeczpospolitej lobbuje w Ministerstwie Sprawiedliwości za wpisaniem do kodeksu karnego nowego rodzaju przestępstwa - biernego zachęcania do seksu. Miałoby ono polegać na noszeniu przez kobiety kuszących strojów i mocnego makijażu w okolicach dróg. Według posła taki paragraf pomoże zwalczyć prostytucję kwitnącą przy ruchliwych trasach.

Pozostaje problem jak odróżnić prostytutki od innych skąpo ubranych kobiet. - Może się zdarzyć, że atrakcyjna dziewczyna wracająca w mini z dyskoteki zostanie zatrzymana przez policję, ale takie przypadki byłyby rzadkie - powiedział "Newseekowi" Zawisza. Dodał, że wierzy w doświadczenie policjantów, które pozwoli im odróżnić porządne kobiety od panien lekkich obyczajów.


Zastanawia jedna kwestia: partia tego pana... hm... posła na jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym miejscu stawia - poprawcie mnie jeśli się mylę - rozmnażanie, odmieniając przez wszystkie przypadki lingwistycznego potworka jakim jest słowo "dzietność". Z drugiej strony chce karać za zachęcanie do seksu ("seksa u nas niet!" - skąd to?) i to nawet bierne. Biorąc pod uwagę że alternatywne sposoby rozmnażania (np. klonowanie) są - nomen omen - w powijakach, trochę to wszystko sprzeczne ze sobą.

Ciekawe swoją drogą, czy wkrótce zostanie wprowadzony obligatoryjnie tylko jeden rodzaj kostiumu kąpielowego? Mam oczywiście na myśli znany ze wspomnień dziadka Jacka kostium w stylu mandżurskim!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 07 Maj 2007, 21:30:40
Baader - no karmisz trolla, że polecę Bruxą...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 07 Maj 2007, 22:34:07
Baader - no karmisz trolla, że polecę Bruxą...

No dooobra, mogłem sobie darować komentarz. Ale od historii z życia wziętej - wara :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 11 Maj 2007, 10:05:19
No proszę, a ja myślałem że dziadek Jacek robił sobie, że tak kolokwialnie powiem, jaja z tymi papierosami "Wolność".

z www.joemonster.org
=================

Znajomy robił remont u swojego dziadka. Było to jakieś 7 lat temu. Podczas remontu znalazł dwie paczki papierosów ... z 1944 i 1945 roku. Obydwa opakowania po 100 szt, takie a’la popularne bez filtra, pierwsze nazywały sie "Sparta", a drugie "Wolność". Oczywiście, że zapaliliśmy... uczucie takie jakby się obuchem w łeb dostało.

To była chyba jednak wolność bez filtra....
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 12 Maj 2007, 03:01:05
Bo na tym polegała wolność, że jak chciałeś, to mogłeś się zatruć na śmierć. Teraz Ci nie wolno.
Żebyś znlazł "Biełomora", które jak wiadomo spowodowały upadek ZSRR.
Swoją drogą współczuję nałogu ;), ale jeszcze bardziej wspóczuję Ci tego, co Stefek teraz z Tobą zrobi. I bedzie miał rację. To my (że się tak wyrażę) walczymy z młodzieżą, żeby zachowywała się z wpisami poprawnie , a kolega taki "nurz" w plecy?
Chyba, że to miał być nóż w wodzie, a w wodzie plecy...bo przecież zdarzają się w wodzie plecy. Powiem więcej, lepiej mieć plecy w wodzie, niż w ogóle nie mieć.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Suri w 12 Maj 2007, 17:14:51
Bo na tym polegała wolność, że jak chciałeś, to mogłeś się zatruć na śmierć. Teraz Ci nie wolno.
Żebyś znlazł "Biełomora", które jak wiadomo spowodowały upadek ZSRR.
Swoją drogą współczuję nałogu ;), ale jeszcze bardziej wspóczuję Ci tego, co Stefek teraz z Tobą zrobi. I bedzie miał rację. To my (że się tak wyrażę) walczymy z młodzieżą, żeby zachowywała się z wpisami poprawnie , a kolega taki "nurz" w plecy?
Chyba, że to miał być nóż w wodzie, a w wodzie plecy...bo przecież zdarzają się w wodzie plecy. Powiem więcej, lepiej mieć plecy w wodzie, niż w ogóle nie mieć.
Oj Cezarku i znowu muszę Ci przyznać rację, nałóg papierosowy fuj!!! brzydka sprawa! Rozumiem taki chleb z dżemem, ale wolność w nikotynie...!!! I wogle to najlepiej mieć szerokie plecy, co nie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 18 Maj 2007, 19:53:41
A propos nałogów
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=62554628&v=2&s=0 (http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=62554628&v=2&s=0)
Wiem z autopsji, że jest to nałóg nieuleczalny  ;D Ja mam wszystkie opisane tu objawy, a może i więcej. Chociaż nigdy bym nie zabrała książki do wanny - to barbarzyństwo. Zostają więc opakowania od mydła i innych specyfików, których na szczęście jako przedstawicielka płci dbającej o urodę (a w tym wieku trzeba się już nieźle starać ;) ) mam sporo...
A taki na przykład regulamin MZA to przestałam czytać dopiero, jak się dorobiłam mp3ki. Sprytne to urządzenie rozwiązuje też problem podróży pieszo przez takie na przykład osiedle domków jednorodzinnych.  Książki przed nos nie wsadzę, bo dojdzie do katastrofy komunikacyjnej, a na niczym wzroku zawiesić się tam nie da. Ani słupa ogłoszeniowego, ani napisu "Fryzjer Bodzio", no skandal. Chociaż ostatnio trafiłam na tablicę reklamującą wulkanizatora - napis "Zmieniam gumy.Tanio" a obok pani, do której stroju poseł Zawisza miałby kilka uwag  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Maj 2007, 09:18:19
Co prawda moge moderować, ale admina nie zmoderuje (bo to tak jakby kopac się z koniem).
Mimo ukończonego IX stopnia kursu asertywności, pewnych linków nie zniosę.
A więc musisz wybrać - albo ja albo teściowa  ;D
A do meritum - bardo dobrze czyta się instrukcje obsługi proszków do prania, skład pasty do zębów czy co tam w łazience wpadnie w ręce.
Ostatnio miałem opis i budowę odtwarzacza mp3, po chińsku, na szczęście z obrazkami.
Dało się...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 02 Czerwiec 2007, 21:13:07
To brzmi zupełnie jakby Stefan napisał... A może napisał?  ;)

Ugryzł w nogę urzędnika skarbowego
IAR 10:47

Na północy Francji, w Dunkierce, zniecierpliwiony petent pogryzł w nogę pracownika urzędu skarbowego. Sprawca nie mógł się doczekać informacji, dotyczących zeznań podatkowych. Termin ich składania upłynął o północy 31 maja.

Pogryziony był ponoć anielskiego usposobienia, niemniej rana kąsana łydki wymagała interwencji chirurgicznej i przewieziono go do szpitala. Sprawca nie wytrzymał stresu związanego z ogromną kolejką jaka powstała w ostatnim dniu składania zeznań podatkowych. Większość Francuzów czeka z tym do ostatniej chwili.

Petent prosił o wyjaśnienie niezrozumiałych dla niego punktów. Dzieje się tak mimo, że formularze są wciąż upraszczane. Ich wysyłanie odbywa się jednak w sposób automatyczny. Na przykład mężczyzna może otrzymać pełnowymiarowy formularz z zaznaczeniem jego dóbr materialnych - na przykład akcji na giełdzie. Natomiast jego żona dostanie skróconą wersję tego druku. Francuzi uznają bowiem, że kobieta rzadko lokuje swoje pieniądze w akcjach. Tego typu działania są często źródłem nieporozumień i wątpliwości podatników.

W urzędzie w Dunkierce przedłużono termin składania zeznań podatkowych o jedną dobę, do piątku do północy. Nie zapobiegło to jednak pokąsaniu urzędnika przez zdesperowanego petenta. (aka)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Czerwiec 2007, 17:05:04
To brzmi zupełnie jakby Stefan napisał... A może napisał?  ;)

Ugryzł w nogę urzędnika skarbowego
IAR 10:47

Na północy Francji, w Dunkierce, zniecierpliwiony petent pogryzł w nogę pracownika urzędu skarbowego. Sprawca nie mógł się doczekać informacji, dotyczących zeznań podatkowych. Termin ich składania upłynął o północy 31 maja.

Pogryziony był ponoć anielskiego usposobienia, niemniej rana kąsana łydki wymagała interwencji chirurgicznej i przewieziono go do szpitala. Sprawca nie wytrzymał stresu związanego z ogromną kolejką jaka powstała w ostatnim dniu składania zeznań podatkowych. Większość Francuzów czeka z tym do ostatniej chwili.

Petent prosił o wyjaśnienie niezrozumiałych dla niego punktów. Dzieje się tak mimo, że formularze są wciąż upraszczane. Ich wysyłanie odbywa się jednak w sposób automatyczny. Na przykład mężczyzna może otrzymać pełnowymiarowy formularz z zaznaczeniem jego dóbr materialnych - na przykład akcji na giełdzie. Natomiast jego żona dostanie skróconą wersję tego druku. Francuzi uznają bowiem, że kobieta rzadko lokuje swoje pieniądze w akcjach. Tego typu działania są często źródłem nieporozumień i wątpliwości podatników.

W urzędzie w Dunkierce przedłużono termin składania zeznań podatkowych o jedną dobę, do piątku do północy. Nie zapobiegło to jednak pokąsaniu urzędnika przez zdesperowanego petenta. (aka)

Aaaa w Dunkierce... To wszystko jasne, oni mają tam jeszcze traumę po wizycie angielskiego żołdactwa, które w 1940r. nie tylko zapaskudziło im żelastwem i wszelkimi śmieciami plaże, ale zepsuło wspaniale zapowiadajacą się imprezę wojsk francuskich i niemieckich. Jak zaczęli sie wtedy gryźć, tak im zostało.

Zresztą to jeszcze małe piwo. Widziałem ostanio, jak czerwony kolor pogryzł się z zielonym...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 13 Czerwiec 2007, 09:09:36
Na północy Francji, w Dunkierce, zniecierpliwiony petent pogryzł w nogę pracownika urzędu skarbowego.

Się zastanawiam, czy da się w tym przypadku zastosować lekko zmodyfikowaną, starą definicję newsa. Jeśli tak, to opisane zdarzenie nie stanowi żadnej sensacji: news byłby wówczas gdyby urzędnik pogryzł petenta.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Leon74 w 14 Czerwiec 2007, 11:16:25
To moja manifestacja niezadowolenia z poziomu klasy politycznej - mówi Michał, student UW, który wywiesił za oknem swego mieszkania przy ul. Puławskiej płachtę z hasłem: "Roman przestań pieprzyć".

Tymi słowami dziennikarz Radia ZET Marek Starybrat kilka dni temu podsumował na antenie rozmowę z ministrem edukacji Romanem Giertychem. - Słuchałem tej audycji i uważam, że po tym, co mówił minister, takie słowa same cisnęły się na usta - mówi Michał. - Nie uważam, że takiego języka powinien używać dziennikarz. Ale przecież też jest człowiekiem i reaguje emocjonalnie - dodaje.

Dlaczego wywiesił transparent?. - Bo mam dość indoktrynacji nacjonalistycznej, której się obawiano jeszcze przed wyborem Romana Giertycha na ministra edukacji. Nie podoba mi się też, że ustala listę lektur, a nie czytał Gombrowicza.

Konsekwencji swego czynu się nie obawia. - Przecież to tylko cytat - zaznacza.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss (http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 14 Czerwiec 2007, 11:30:23
To moja manifestacja niezadowolenia z poziomu klasy politycznej - mówi Michał, student UW, który wywiesił za oknem swego mieszkania przy ul. Puławskiej płachtę z hasłem: "Roman przestań pieprzyć".

Tymi słowami dziennikarz Radia ZET Marek Starybrat kilka dni temu podsumował na antenie rozmowę z ministrem edukacji Romanem Giertychem. - Słuchałem tej audycji i uważam, że po tym, co mówił minister, takie słowa same cisnęły się na usta - mówi Michał. - Nie uważam, że takiego języka powinien używać dziennikarz. Ale przecież też jest człowiekiem i reaguje emocjonalnie - dodaje.

Dlaczego wywiesił transparent?. - Bo mam dość indoktrynacji nacjonalistycznej, której się obawiano jeszcze przed wyborem Romana Giertycha na ministra edukacji. Nie podoba mi się też, że ustala listę lektur, a nie czytał Gombrowicza.

Konsekwencji swego czynu się nie obawia. - Przecież to tylko cytat - zaznacza.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss (http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss)

Ha! To teraz się zacznie. Czyli wracamy do źródeł, acz, czyż na pewno wskazane źródło jest krynicą mądrości? :D Niezależnie zresztą od zdania o Romanie Dmowskim Giertychu, nie ma chyba dnia, żeby źródełko o nim nie zabiło.

Swoją drogą czy można pieprzyć nacjonalistycznie? Czy pieprzenie ze wzgledu na źródło pochodzenia surowca nie jest ex definitione internacjonalistyczne? W Indiach to chyba nie, ale oni to znani nacjonaliści... i raczej nie czytaja Gombrowicza. ;)

Co to sie porobiło... ::)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 14 Czerwiec 2007, 11:40:51
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss (http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss)

Oj, krew się może polać...oj może! ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Leon74 w 14 Czerwiec 2007, 11:54:08
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss (http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4224018.html?skad=rss)

Oj, krew się może polać...oj może! ;D

Ryzyk-fizyk, może poznam uroki prosektorium nad ranem, kto wie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 14 Czerwiec 2007, 12:17:09
No, stary, ty dopiero jesteś luzak... Tak w oczy Stefanowi świecić z tą GW... No, no, podziwiam kolegę...  ;D

A tak odnośnie tematy - ciekawe, że przestań pieprzyć jest wulgarne i obraźliwe, a takie na przykład spieprzaj dziadu już nie...
Może to po prostu objaw znanej już alergii wiadomego ministra... nie, nie na pieprz, na lektury szkolne. Ten wierszyk o Pietrze co to pieprzył wieprza pieprzem to już wyleciał z listy czy nie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Leon74 w 14 Czerwiec 2007, 12:36:18
No, stary, ty dopiero jesteś luzak... Tak w oczy Stefanowi świecić z tą GW... No, no, podziwiam kolegę...  ;D

Co tam źródło, o tym niedługo w Mandżurii będzie głośno, a zdjęcia zamieszczą nawet gazetki szkolne (te z podziemnego obiegu :D ).

A tak odnośnie tematy - ciekawe, że przestań pieprzyć jest wulgarne i obraźliwe, a takie na przykład spieprzaj dziadu już nie...
Może to po prostu objaw znanej już alergii wiadomego ministra... nie, nie na pieprz, na lektury szkolne. Ten wierszyk o Pietrze co to pieprzył wieprza pieprzem to już wyleciał z listy czy nie?

Tego nie wiem, ale ciekawe czy "Szewcy" wylecieli, pewnie tak :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 14 Czerwiec 2007, 23:43:06
Powinni do spisu lektur dołączyć "O dwóch takich, co ukradli..."...co oni tam nakradli? Rozliczą ICH, rozliczą - po następnych wyborach (jak zawsze ma to miejsce).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 15 Czerwiec 2007, 19:41:22
Zabezpieczenie czasu wolnego dla żołnierzy ZSW

(http://forum.edu.pl/index.php?PHPSESSID=7042fd93170cddf530cafbb55f7c1cf3&action=dlattach;topic=1056.0;id=349;image)

 ;D

Czyli chyba nie jest tak źle, jak nam się wydaje...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 15 Czerwiec 2007, 21:59:42
:D Chciałbym obejrzeć taką jedną dyskusję na żywo...
no bo włączyć się do dyskusji to chyba nie za bardzo :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Czerwiec 2007, 08:11:44
Co oznacza "komparatystyczne"?
Bo brzmi bardzo po wojskowemu
I tajemniczo...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Czerwiec 2007, 09:45:28
Brzmi podobnie do balistycznie. Albo może chodzi o to, że zajmuje się tym cała kompania...
To by musiała być spora świetlica, w obu wypadkach...  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Czerwiec 2007, 13:39:31
Ktoś sobie chyba robi, tzw., mówiąc kolokwialnie, jaja. No gdzież w wojsku takie tematy?? Był taki skecz, niestety nie pamiętam w czyim wykonaniu, gdzie przy podobnych tematach wojsko się zbuntowało i sarkało czemu nie ma tego co zawsze czyli zajęć ze znajomości regulaminu! :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Czerwiec 2007, 13:42:21
A nie intryguje was co też wyprawia kierownik klubu żołnierskiego pod zaczernionym prostokącikiem, między 16.30 a 21.00? To dopiero może być jazda...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Czerwiec 2007, 13:46:07
Akurat to jest proste.
On komparatystuje na dzień następny.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 16 Czerwiec 2007, 14:04:49
A czemu to zamazali - raz
Nie można generalizować, że żołnierze są za tępi na takie dyskusje, bo może są niektórzy mądrzy :P:P -dwa
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Czerwiec 2007, 14:08:26
No ale generalizować może tylko generał ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 16 Czerwiec 2007, 18:05:30
No ale generalizować może tylko generał ???
podążając tym kocim tropem:

major - majoryzować(marynować?)
kapral(jedziniak)-kapralować(ewentualnie kaprawieć)
porucznik-borewicz
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Czerwiec 2007, 18:49:17
Czyli najbardziej generalizować to mógł generał gubernator Generalnej Guberni? Zgodnie z nomenklaturą początkowych sojuszników gen Gengub.
Czy określenie na tym rozkładzie czasu fin de siecle nie oznacza przypadkiem, że żołnierze zapoznają się z literaturą dotyczącą teorii względności?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Czerwiec 2007, 19:32:33
ależ oczywiście że nie.
Określenie to dotyczy (zaprzyjaźnionych naturalmą) żołnierzy z bratnich fin, a konkretnie tylnego manewru okrążającego
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 16 Czerwiec 2007, 20:44:25
finka - taki nóż lub taka kobitka - to może być to lub to.
Tylko tego 'de siecle' nie umiem rozszyfrować, ale to musi być zapewne coś niecenzuralnego.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Czerwiec 2007, 23:49:22
ależ oczywiście że nie.
Określenie to dotyczy (zaprzyjaźnionych naturalmą) żołnierzy z bratnich fin, a konkretnie tylnego manewru okrążającego
Podejrzewam, że chodzi o ten słynny manewr okrążający ZSRR od północy zimą 1939r., okrzyczany jakże słusznie przez prasę radziecką jak bezprzykładna prowokacja fińskiej soldadeski.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 03 Lipiec 2007, 10:00:20
Z dziennika "Dziennik" via Wirtualna Polska

Mel Gibson wyreżyseruje film o prałacie Jankowskim?

Instytut Księdza Prałata Henryka Jankowskiego chce przekonać gwiazdę amerykańskiego kina Mela Gibsona do wyreżyserowania filmu biograficznego. Bohaterem ma być sam ks. Jankowski - dowiedział się "Dziennik". Wkrótce też na rynek może trafić linia kosmetyków "Henryk Jankowski".

Oprócz tego w 16 największych polskich miastach powstanie sieć klubo-kawiarni prowadzonych przez instytut, w których będzie można napić się wina z butelek z wizerunkiem księdza prałata i być obsłużonym przez piękne kelnerki legitymujące się zaświadczeniem od swojego proboszcza.


Wcale nie mam zamiaru się nabijać z pomysłu bo uważam, że każdy legalny biznes dobrym z definicji jest. Natomiast chciałem zwrócić uwagę, że wszystko już było: jeśli wierzyć autorowi (genialnej swoją drogą) książki "Zapiski oficera Armii Czerwonej", w latach 30-tych w ZSRR była dostępna woda kolońska "Oddech Stalina". Ale może to taka wczesna Urban Leg... o, izwinitie: gorodnaja liegienda?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Leon74 w 04 Lipiec 2007, 14:57:26
Czyżby Holandia też miała swoją Rodzinę Poszepszyńskich?
Wyczyn zasługuje na nagrodę im. dziadka Jacka  ;D

Holenderska policja zatrzymała w Alkmaar, na północ od Amsterdamu, mężczyznę siedzącego na rowerze na dachu samochodu.

Prawdopodobnie na wieziony autem rower pasażer na gapę wsiadł, gdy samochód zatrzymał się na światłach. Pomimo dochodzącego z góry hałasu kierowca samochodu i jego żona nie zauważyli nic nadzwyczajnego.

Jak się później okazało, 26-letni rowerzysta, który skorzystał z darmowej przejażdżki, był pod wpływem alkoholu. Policja ukarała go za nietrzeźwość w miejscu publicznym, brak dokumentów oraz ukrywanie swojego prawdziwego nazwiska.
(PAP)

http://wiadomosci.o2.pl/?s=258&t=380917 (http://wiadomosci.o2.pl/?s=258&t=380917)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 10 Lipiec 2007, 01:20:44
zasłyszane:

Maciej Zembaty zdobył w latach 80-tych pierwsze miejsce w jakimś festiwalu-konkursie satyryków, odbywającym się gdzieś "na prowincji". Dzień po imprezie satyrycy zapakowani w autobus wracali do domu, zaś Maciej Zembaty został jeszcze na miejscu. Traf chciał, że autobus minął kondukt żałobny, wówczas prof. Stanisławski swym monotonnym, lekko skrzekliwym głosem stwierdził:
- O! Zembaty wraca z nagrodą...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Tosia w 10 Lipiec 2007, 21:36:39
anto.blox.pl bo mi sie nie chce wszystkiego kopiować :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Lipiec 2007, 10:16:32
O! Biedne Wyspy! My mamy tylko dwa egzemplarze, dość felerne, i wystarczy...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 17 Lipiec 2007, 21:00:50
Nie dwoi wam się w oczach, to tylko ja piszę po sobie  ;D
No nijak mi nie pasuje to, co chciałam zreferować, do tych kaczek. Plastikowych, najprawdopodobniej...

Ekhm. W nawiązaniu do pewnych literackich wątków, jakie jeszcze niedawno pojawiały się na tym forum, donoszę uprzejmie:
http://www.allegro.pl/item215682742_gorzelnictwo_a_prawo_karne_wyrob_alkoholu_spirytus.html#photo (http://www.allegro.pl/item215682742_gorzelnictwo_a_prawo_karne_wyrob_alkoholu_spirytus.html#photo)
Ladies and Gentlemen, to ciągle jest do kupienia! A mniemam, że może zainteresować nie tylko Cezariana... Może sama nabędę... Chyba, że mnie ktoś z was przelicytuje  Na razie jest jak darmo, sam spis treści tyle wart ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Lipiec 2007, 22:53:37
Rzeczywiście, cymesik. Najlepsze jest - to jest dopiero wieloznaczność - okreslenie ze spisu treści: aparatura pojęciowa. Rozumiem, że chodzi o aparaturę, która przechodzi wszelkie pojęcie. Jakby nie teoretyzować, to dziedzina, której jest poświęcona książka często wymyka się racjonalnemu pojmowaniu, więc i o pojęcia niełatwo.
Rozumiem, że Waćpanna licytujesz?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 18 Lipiec 2007, 07:33:12
Na razie się wstrzymam, bo a nuż licytacja sięgnie rejonów niedostępnych dla zwykłego belfra?
Najbardziej zainteresował mnie rozdział drugi części trzeciej punkt  D. Sprawcy potajemnego gorzelnictwa i źródła ich wiedzy o metodach pokątnego wypędu alkoholu, oraz E. Sposoby działania sprawców bimbrownictwa... Albo w części czwartej punkt D. Metoda budowy ekonometrycznych modeli prognozowania zjawiska bimbrownictwa... Że o przypisach i tajemniczym Zusammenfassung nie wspomnę  :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Lipiec 2007, 10:59:49
Książka nad wyraz ciekawa. Przypominam, bo chyba już kiedyś o tym pisałem, że gdzieś wyczytałem, iż w Polsce nie można na własny rachunek pędzić bimbru od czasów powstania styczniowego. Carat chciał w ten sposób uderzyć w finanse szlachty, która - co jasne - rozpijała chłopstwo, pędząc wódę na potęgę.
Krótko mówiąc, a chatko mówić, do tej pory nie odzyskaliśmy do końca niepodległości, skoro zakazy zaborcy święcą triumfy.
W takiej Chorawacji na przykład, w każdym dobrym domu jest dobra śliwowica. Ma to jeszcze ten pozytyw, że do złych domów po prostu się nie zagląda, chyba, że mają dobrą śliwowicę. I komu to przeszkadza? Akcyzie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 18 Lipiec 2007, 12:32:27
Z tego co widziałem to nie ma tam opcji licytuj, a jedynie kup teraz. ;)
Więc kto pierwszy, ten lepszy...albo i gorszy. Zależy czy ta książka taka ciekawa rzeczywiście...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 18 Lipiec 2007, 15:57:23
Nie mogłem się powstrzymać, żeby zamieścić tu tego linka:
http://youtube.com/watch?v=3dzb-vZ2QmM :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 18 Lipiec 2007, 16:12:41
Nas to może zaszokować, a co dopiero takich Latynosów...
Beata Pawlikowska (blondynka z Ukajali) opisywała, jak jeden bodaj Peruwiańczyk został zaproszony przez znajomą polską rodzinę do domu. Wszystko szło dobrze, do momentu kiedy córeczka gospodarzy pochwaliła sie swoją ukochaną świnką (morską, oczywiście). Gość przyjrzał się zwierzątku badawczo, pomacał w strategicznych rejonach, po czym obwieścił, że świnka jest już "gotowa", bardzo tłusta, i że służy odpowiednimi przepisami kulinarnymi, palce lizać... A potem się dziwił, że już go więcej nie zapraszali...

A skoro o zwierzątkach mowa...
http://www.novinky.cz/krimi/za-utyrani-ovce-pujde-muz-do-vezeni_118938_kqao4.html (http://www.novinky.cz/krimi/za-utyrani-ovce-pujde-muz-do-vezeni_118938_kqao4.html)
Za utýrání ovce půjde muž do vězení. Jak się wyraził sam zainteresowany: "Šel jsem do salaše a pomilovali jsme se" , czyli jak to w piosence Zembatego: Zawinięty w stary koc, czekał aż nadejdzie noc, a i owca też czekała niecierpliwie...   ;D
Heeej, żebyś ty jeszcze gotować umiała...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Lipiec 2007, 18:34:48
Dyskusja bardzo ciekawa, szkoda tylko że moja organiczna niechęć do klikania w linki na podejrzanych forach (a nikt nie zaprzeczy, że nasze takie jest), pozbawia mnie meritum dyskusji.
No ale od czego wyobraźnia?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 19 Lipiec 2007, 18:42:49
Forum może i podejrzane, ale adres novinky.cz jak najbardziej szacowny. Można się tam na przykład dowiedzieć, że z ledovych napoju hrozi angina  ;D
I po co komu wikipedia...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 22 Lipiec 2007, 21:23:09
Psiakostka, zastanawiałem się czy to wrzucać. Żeby sprawa była jasna: na 99.9% uważam, że to - nomen omen - kaczka dziennikarska, zresztą sam ogólny tzw. wydźwięk to sugeruje. Istnieje jednak te 0.1% że ktoś w naszym zacnym parlamencie jest aż takiego kalibru idiotą i że spotkamy się wszyscy w gustownych kaniołkach przy kociełku z asfaltem :) ...

Tekst pochodzi z http://www.rmf.fm/fakty/?id=120864 (http://www.rmf.fm/fakty/?id=120864). RMF dokopało się ponoć do czegoś takiego:

Projekt ustawy o zmianie ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy oraz o zmianie niektórych innych ustaw.

Nowelizacja wprowadza nowy rozdział 16a zatytułowany: „Podejmowanie przez obywateli polskich pracy przy organizacji EURO 2012”.

Wg dodanych przepisów:
W celu obrony dobrego imienia Ojczyzny oraz w celu kształtowania jedynie słusznych postaw moralnych i obywatelskich, obywatele polscy oraz osoby fizyczne przebywające czasowo na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej zobowiązani są do pracy społecznej w ramach przygotowań do organizacji EURO 2012.

Dalej projekt przewiduje zasady wykonywania pracy społecznej przy EURO 2012. W projekcie czytamy m.in.:
Każdy obywatel polski w wieku od 18 do 60 roku życia (kobiety) i 65 roku życia (mężczyźni) zobowiązany jest do przepracowania w ramach przygotowań do organizacji EURO 2012 dwóch dni w każdym roku kalendarzowym począwszy od roku 2008.

Młodociani zobowiązani są do przepracowania w ramach przygotowań do organizacji EURO 2012 jednego dnia w każdym roku kalendarzowym począwszy od roku 2008.

Osoby fizyczne przebywające czasowo na terytorium Polski zobowiązane będą do pracy społecznej proporcjonalnie do czasu przebywania na terytorium Polski.

Projekt ustawy wprowadza również wiele zmian w innych obowiązujących ustawach np.:

w ustawie lustracyjnej sankcje za złożenie nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego (tzw. kłamstwa lustracyjnego) mogą zostać skrócone poprzez przepracowanie w ramach przygotowań do organizacji EURO 2012 dodatkowych 20 dni w każdym kolejnym roku kalendarzowym aż do roku 2012. Prace te wykonywane będą po uzyskaniu pisemnej zgody Ministra Koordynatora ds. Służb Specjalnych oraz Prezesa IPN na wniosek kłamcy lustracyjnego. Dodatkowe prace wykonywane będą w miejscu wskazanym przez szefa biura organizacyjnego EURO 2012.

Zmiany nie ominęły również ustawy „Karta Nauczyciela”. Tam wśród kar dyscyplinarnych pojawiła się dodatkowa kara: praca w ramach przygotowań do organizacji EURO 2012 w określone przez komisję dyscyplinarną soboty lub niedziele.

Sankcje za uchylanie się od robót wpisane zostały do nowelizacji Kodeksu Wykroczeń:

Kto nie dopełnia obowiązków wynikających z rozdziału 16a ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy albo odmawia pracy w ramach przygotowań do organizacji EURO 2012:
- uważany będzie za niedojrzałego społecznie i będzie musiał przejść jednodniowe szkolenie patriotyczne w najbliższym Urzędzie Gminy. Następnie ma odpracować przewidziany limit w miejscu wskazanym przez szefa biura organizacyjnego EURO 2012.

Nowelizacja przewiduje, że osoba, która bez należytego usprawiedliwienia nie stawiła się na szkolenie, może zostać doprowadzona siłą do najbliższego Urzędu Gminy celem odbycia szkolenia lub obciążona karą pieniężną w wysokości do 10 000 złotych.

Projekt ustawy nowelizuje również przepisy ustawy „Prawo o ruchu drogowym”, zobowiązując Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji do zmian w rozporządzeniu w sprawie postępowania z kierowcami naruszającymi przepisy ruchu drogowego, poprzez wprowadzenie nowego taryfikatora, który będzie przewidywał za niektóre wykroczenia zamiast punktów karnych obowiązek prac przy organizacji EURO 2012.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Lipiec 2007, 21:45:04
bravoux2
1x dla Baadera za wklejke zamiast linka
1x dla ustawodawcy za pomysł, który mi się bardzo podoba.
Tym sposobem możemy (w przyszłości) zorganizować olimpiadę, puchar świata a nawet tour de france!!!

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 22 Lipiec 2007, 22:32:24
Tym sposobem możemy (w przyszłości) zorganizować tour de france!!!

Da się zrobić.Franców ci faktycznie u nas dostatek.Niektóre nawet ładne.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 22 Lipiec 2007, 23:26:37
Właściwie tą metodą mozna zrobić dokładnie wszystko np. zorganizować załogowy lot na Marsa. Jestem już całkiem pewien że to fałszywka. Ale jaki cel miał (miau!) w jej puszczaniu RMF?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Lipiec 2007, 00:09:59
Stara, chińska (a my się nie boimy dobrych wzorców), metoda wysłania człowieka na Księżyc... "Bo my tak jeden na drugiego, jeden na drugiego, jeden na drugiego..."
Oczekuję rozporządzenia powołującego oddziały hunwejbinów, którzy po zdyscyplinowaniu nauczycieli zajmą się wyłapywaniem wróbli.

A za najcięższe przewinienia kierować się będzie do organizacji prac nad Euro. Każdy wie, że fizyczna robota to pikuś, zorganizować czyn społeczny to inna broszka...

I trzecia myśl na niedzielę - dolar ma pokrycie w złocie, a złotówka znów będzie miała pokrycie w cynie.
Społecnym...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Lipiec 2007, 01:40:32
Nas to może zaszokować, a co dopiero takich Latynosów...
Beata Pawlikowska (blondynka z Ukajali) opisywała, jak jeden bodaj Peruwiańczyk został zaproszony przez znajomą polską rodzinę do domu. Wszystko szło dobrze, do momentu kiedy córeczka gospodarzy pochwaliła sie swoją ukochaną świnką (morską, oczywiście). Gość przyjrzał się zwierzątku badawczo, pomacał w strategicznych rejonach, po czym obwieścił, że świnka jest już "gotowa", bardzo tłusta, i że służy odpowiednimi przepisami kulinarnymi, palce lizać... A potem się dziwił, że już go więcej nie zapraszali...

A skoro o zwierzątkach mowa...
http://www.novinky.cz/krimi/za-utyrani-ovce-pujde-muz-do-vezeni_118938_kqao4.html (http://www.novinky.cz/krimi/za-utyrani-ovce-pujde-muz-do-vezeni_118938_kqao4.html)
Za utýrání ovce půjde muž do vězení. Jak się wyraził sam zainteresowany: "Šel jsem do salaše a pomilovali jsme se" , czyli jak to w piosence Zembatego: Zawinięty w stary koc, czekał aż nadejdzie noc, a i owca też czekała niecierpliwie...   ;D
Heeej, żebyś ty jeszcze gotować umiała...
Czyli nakryli go na kryciu? Przerażające...
Co zaś do informacji Baadera, to mnie tam nie dziwi. Kiedyś - nie tak dawno przecież - pasożytów społecznych uchylających się od pracy goniono do niej administracyjnie, samochody ciężarowe nie mogły mieć pustych przebiegów (Wrona czuwała), że o subotnikach nie wspomnę.
Ja się nie boję, mieszkam w puszczy, nie znajdą mnie, a jak znajdą, to mnie ekolodzy ochronią
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Lipiec 2007, 10:00:18

I trzecia myśl na niedzielę - dolar ma pokrycie w złocie, a złotówka znów będzie miała pokrycie w cynie.
Społecnym...

A tak tak, znany to dowcip. Zwykle jednocześnie z nim opowiadano taki: "jaka jest wzajemna relacja kursów funta, rubla i dolara? Funt rubli jest wart jeden dolar" :) Niektóre kawały polityczne w czasach PRL były niesamowicie celne przy znikomej objętości.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Lipiec 2007, 10:07:45
Co zaś do informacji Baadera, to mnie tam nie dziwi. Kiedyś - nie tak dawno przecież - pasożytów społecznych uchylających się od pracy goniono do niej administracyjnie,

No ba. Pasożytów owych nazywano też "niebieskimi ptakami" - rzadki to przypadek, że ludowa władza posiłkowała się cytatem z Biblii w (pół)oficjalnej terminologii (jest tam wszak mowa o ptakach niebieskich co nie sieją i nie orzą o ile pamiętam). Był na ten temat skecz w Bezalkoholowej Audycji Rozrywkowej BAR. Redaktor pytał tego faceta co dubbingował Gargamela w Smurfach:

- No a jakie konkretnie niebieskie ptaki pan zwalcza?
- A niech pan popatrzy na tamte gołębie: nic nie robią tylko siedzą i za przeproszeniem paskudzą!
- No to co? Pogonimy?
- A jak! Sio! Do łopaty! Do miotły! Do... do... do budy!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: anoosia w 23 Lipiec 2007, 20:36:20
A ja znów napisałąm jedno z moich pokręconych opowiadań o aniołach. Takie Sleeping with ghosts tyle, ze z aniołami tym razem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 25 Lipiec 2007, 12:52:06
Jak wykształciuchy wiedzą, rzymski cesarz Kaligula zrobił był w swoim czasie senatorem swojego konia. U nas może być niebawem zupełnie podobnie. A oto pierwsza - nomen omen - jaskółka tego trendu. Informacja pochodzi z http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/news/pies-dorna-domaga-sie-przeprosin-od-tvn,949658 (http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/news/pies-dorna-domaga-sie-przeprosin-od-tvn,949658)


Pies marszałka Dorna domaga się przeprosin od TVN
Środa, 25 lipca (07:35)

Ludwik Dorn domaga się, aby portal TVN24 przeprosił jego sukę Sabę, która poczuła się dotknięta zamieszczonym na portalu materiałem filmowym "Problemy Saby" - informuje dzisiejszy 'Dziennik".

Zażalenie Saby, napisane przez rzecznika marszałka, znalazło się na stronach internetowych Sejmu.

Pies miał poczuć się dotknięty filmikiem z komentarzem Bronisława Komorowskiego ws. Komisji Śledczej ds. CBA.

"Takie działanie ma znamiona zorganizowanej akcji dyfamacyjnej zarówno przeciwko psu pana Marszałka jak i psom w ogóle. Jeśli sugestie, jakoby pies pana Marszałka Dorna miał coś wspólnego z akcją CBA bądź powołaniem komisji śledczej, będą się powtarzały, to Marszałek będzie zmuszony powiadomić o tym Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, ponieważ Saba nie bierze łapówek, ani na komendę "bierz" nie "wzięłaby" dziennikarza TVN24, autora tej insynuacji. [...] I chociaż nie istnieje prawny obowiązek przewidziany w prawie prasowym, to jednak Ludwik Dorn jako Marszałek Sejmu oczekiwałby przeprosin w stosunku do swojego psa" - można przeczytać na sejmowych stronach.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Lipiec 2007, 20:23:20
A wywadało się taki inteligentny...
Co Waszeć nasz taką papką karmisz co i raz?
To my mamy wymyślac takie informacje, a nie je cytować
I to mimo nazwy wątku...
A poza tym, TVN to telewizja DeLoeve!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 25 Lipiec 2007, 20:36:53
A poza tym, TVN to telewizja DeLoeve!
Co to ma być?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Lipiec 2007, 20:42:15
Stefan się po prostu mało orientuje na rynku mediów. To nie TVN, to Polsat jest z Wrocławia  ;D

A które z, nomen omen, mediów są narzędziami szatana, to już chyba ty lepiej wiesz, Zygfryd, co?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 25 Lipiec 2007, 22:30:59
Stefan się po prostu mało orientuje na rynku mediów. To nie TVN, to Polsat jest z Wrocławia  ;D
No!
A które z, nomen omen, mediów są narzędziami szatana, to już chyba ty lepiej wiesz, Zygfryd, co?
Szatańskie, to nie wiem, ale żydo-masońskie i owszem. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Lipiec 2007, 23:13:13
A żydo-masońskie to nie szatańskie? Logiki trochę. Weźmy prostą konstatację logiczną:
zamknięte przeterminowane konserwy psują się znacznie wolniej, niż otwarte konserwy nieprzeterminowane. Dodajmy, że niezależnie od temperatury otoczenia. :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 26 Lipiec 2007, 00:01:25
A żydo-masońskie to nie szatańskie?
Fakt....ups wyrwało mi się ;D :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 29 Lipiec 2007, 04:47:26
...
zamknięte przeterminowane konserwy psują się znacznie wolniej, niż otwarte konserwy nieprzeterminowane. Dodajmy, że niezależnie od temperatury otoczenia. :D
Idąc tym tropem, można stwierdzić, że niejeżdżone lokomotywy (zgadnijcie do kogo pije) psują się wolniej niż używane. W ogóle niejeżdżone lokomotywy się nie psują. Rulez!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 30 Lipiec 2007, 18:46:32
A wywadało się taki inteligentny...
Co Waszeć nasz taką papką karmisz co i raz?
To my mamy wymyślac takie informacje, a nie je cytować
I to mimo nazwy wątku...
A poza tym, TVN to telewizja DeLoeve!

Ajajaj, no to mi się dostało. Że zacytuję klasyk pt "Mucha": "Człowiek by chciał, żeby coś ten, no, fajnie było, a tu się (...) nie da. No nie da". :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 01 Sierpień 2007, 20:29:44
Reklamy Google czasem ustawiają się w logiczne ciągi. Oto ciekawy przykład (www.autentyki.pl, były tam co prawda jeszcze dwie skrajne, bez związku):

===================
Jesteś singlem?
Szukasz singla?
fotoflirt.pl - giełda kontaktów.

===================
International Randka
Wygraj Wakacje W Tropiku.
Znajdź miłość, przyjaźń forever!

===================
Strefa Taty
Wszystko co chciałbyś
wiedzieć o ojcostwie

Jak mówi przysłowie "od rzemyczka do koniczka".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 16 Sierpień 2007, 22:52:14
Jedna z macek mojej rodziny od pokoleń wojuje z wrogą rodziną. Ostatnią odsłoną był spór sądowy o mur graniczny, który pijana ekipa murarska wynajęta przez wrogą rodzinę zamiast na granicy obu posesji postawiła "nieco" w poprzek blokując wjazd.

Ale nic to - historią palce (u nóg) lizać jest jest wiekowa legenda mówiąca o tym iż służący jednej z rodzin dostał rozkaz narobić przed drzwiami drugiej. Gdy pan domu stanął w drzwiach wycelował  nabitą dwururkę w wypięty zad intruza i spytał:
- Cóż waść robisz najlepszego na mym progu?
- Mój jaśnie pan, kazał mi bym jaśnie wielmożnemu panu nakupał przed drzwiami.
- To rób spokojnie swoje. Ale jak choć jedna kropla moczu spadnie na mój ganek to ci z zada sito zrobię!

Niestety legenda milczy o tym co było dalej
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Sierpień 2007, 00:19:59
Czyli służący mógł bez przesszkód lizać sobie palce u nóg. Swoją drogą robić TO pod taką presją?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: pablo w 17 Sierpień 2007, 21:45:26
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4394508.html

cytat -
"- Około jedenastej jechałam ul. Legionów. Przed bramą Szpitala Morskiego w Gdyni zobaczyłam młodą kobietę w kałuży krwi - opowiada Dorota Sobieniecka. - Zatrzymałam się. Przechodnie opowiadali, że spadła z roweru i uderzyła się w głowę. Leżała zalana krwią, nogi wplątane w rower, jęczała z bólu. Koło niej stali ludzie w białych fartuchach, wracający z zakupów w sąsiednim sklepiku. Kiedy prosiłam o pomoc, powiedzieli, że mam dzwonić po pogotowie. "


jeszcze troche a Zembaty z Janczarskim wejdą do panteonu największych proroków.

(dla niezorientowanych - polecam  przesłuchanie odcinka 5. Sagi.)

pozdrawiam
pablo
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Sierpień 2007, 23:55:38
Najprawdopodobniej ci ludzie w białych fartuchach to byli ekspedięci lub pracownicy gabinetu ginekologicznego, którzy wybrali sie na miasto, aby w terenie aplikować szczepionkę combo: przeciwko tężcowi i rakowi szyjki macicy.
Poszkodowana najprawdopodobniej była już zaszczepiona, nie znaleźli więc dla siebie niszy szczepowej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 31 Sierpień 2007, 14:33:41
A nic właśnie!
Jeżyli poszkodowana (lub kto inny) zadzwoniłby na rzeczone pogotowie, to byłby ślad w postaci nagrania.
Na ustną, werbalną prośbę nikt nie był przygotowany.
A jak wiemy, bez nagrania ani rusz.
Koniec wykładu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 02 Wrzesień 2007, 18:56:09
A nic właśnie!
Jeżyli poszkodowana (lub kto inny) zadzwoniłby na rzeczone pogotowie, to byłby ślad w postaci nagrania.

To mogła być większa cwaniara,zadzwoniła pewnie dzwonkiem u drzwi i z nagrania nici.(chirurgiczne zresztą-najprawdopodobniej)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Wrzesień 2007, 22:53:38
Jęczała z bólu, bo najprawdopodobniej złamała lewą szyjkę macicy/prostaty (niepotrzebne skręcić).
A może przewidywała, że dzwonek jest pod napięciem i zostanie porażona. Zadzwoniła więc cwaniara na pogotowie dzwonkiem na zaś, żeby zdążyli do niej dojechać, jak już nie będzie mogła dzwonić.
Pomyślcie, leżeć pod rowerem, zlany krwią z zaplątanymi nogami, jęczeć z bólu i dzwonić w celu porażenia się prądem. To nie mógł być przypadek. Wiadomo przecież, że do prądu pogotowie przyjeżdża tak szybko, jak do pożaru.

Dużo miała szczęścia, że nie trafiła na dzwonek loretański. Wtedy dopiero by ją kopnęło.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 10 Wrzesień 2007, 10:31:42
Starszym dla przypomnienia, narybkowi ku nauce (a i niekiedy przestrodze)... Oto lista jednozdaniowych streszczeń lektur wygrzebana na www.joemonster.org. Nie sposób nie zgodzić się, że w większości przypadków mniej więcej wszystko się zgadza...


Bułhakow "Mistrz i Małgorzata" - Facet pisze książkę o Bogu, którą pomaga mu sprzedać diabeł. Na końcu rozpierducha w wykonaniu kota z miotaczem ognia

Camus "Dżuma" - niezła rozpierdziucha w mieście. Wielu ginie.

Coelho "Alchemik" - znudzony życiem facet ma sen o skarbie. Jedzie szukać go do Egiptu, ale nie znajduje (albo znajduje, zależy jak patrzeć).

Conrad "Jądro Ciemności" - jeden facet szuka drugiego w dżungli, gdy go znajduje tamten umiera.

Czechow "Trzy Siostry" - Trzy siostry chcą pojechać do Moskwy. Debatują przez trzy akty. Nie pojechały.
Dostojewski "Zbrodnia i Kara" - było mu smutno, wziął siekierę, zabił, było mu jeszcze bardziej smutno.

Fiedler "Dywizjon 303" - nasi spuszczają wpie**ol Niemcom

Fowles "Mag" - znudzony życiem nauczyciel angielskiego wyjeżdża na grecką wyspę, gdzie przeżywa tyle niesamowitych wydarzeń, że żałuje, iż nie został w nudnej Anglii.

Gogol "Ożenek" - On chce,ale nie chce. Ona chce,ale nie chce. W końcu ona chce,on chce,nie chce,chce nie,chce,chce,nie chce,chce,w końcu nie chce. Rozpierdziuchy nie ma,ale skacze przez okno.

Hemingway "Stary człowiek i morze" - wypływa stary człowiek w morze, łowi rybę ale inne ryby mu ją zjadają i wraca. Niestety tu rozpierdziuchy nie ma.

Homer "Odyseja" - facet 10 lat wraca do domu, na miejscu zabija kolesi, którzy chcieli mu przelecieć żonę.

Homer "Troja" - książe Troi porywa dupę, w której się zakochał, mąż porwanej zbiera armię, przypływa do Troi robi klasyczną, rozpierduchę ale z naprawdę dużym impetem i odpływa.

Kafka "Proces" - Józef K. jest o coś oskarżony, ale nie wie o co. Idzie więc do sądu, ale zamiast robic rozpierduchę, stara się grzecznie wszystko wyjaśnić. I szkoda, bo ginie.

Kochanowski "Odprawa posłów greckich" - bulwersująca opowieść o posłach, którzy dostają 14 pensji jako odprawa.

Lem "Opowieści o pilocie Pirxie" - gwiazdolotem leci z kosmodromu na księżyc, pelenguje, różniczkuje, strzela promieniami laserowym. Koniec.

Mickiewicz "Dziady" - Wszyscy piją i mają zwidy, ale niestety nie ma rozpierduchy.

Mickiewicz "Grażyna" - Baba przebiera się w strój męża, robi rozpierduchę i ginie.

Moczarski "Rozmowy z Katem" - Trzech facetów siedzi w więzieniu. Jeden z nich opowiada o tym, jaka była rozpierdziucha. Na końcu ginie.

Mrożek "Tango" - kto czytał ten trąba...

Orwell "Rok 1984" - IV RP w roku 2014

Palahniuk "Podziemny Krąg" - znudzony życiem facet zakłada razem z innym gościem klub miłośników ogólnej rozpierduchy. Na końcu okazuje się, że ten inny gość to jego alter ego.

Pisarski "Pies, który jeździł koleją" - przejmująca opowieść o psie, który jeździł na miesięcznym z 48%-ową zniżką

Prus "Kamizelka" - on sobie zacieśnia kamizelkę, ona mu zacieśnia kamizelkę, on umiera. Koniec. (Dopisek: W ogóle z nowelami pozytywistycznymi jest prosta sprawa - wszyscy na końcu umierają na suchoty, poza dziewczynką z "Katarynki",która zaczyna widzieć jak źle tańczy).

Prus "Lalka" - Wokulski poznaje niezłą lalę, ale ona z niego robi pajaca, i wtedy Wokólskiemu odbija...

Redliński "Konopielka" - młoda nauczycielka trafia na zapadłą wieś i dzięki uprawianiu pozamałżeńskiego seksu w pozycji "na jeźdźca" przyczynia się do unowocześnienia technologii zbioru zbóż.

Reymont "Chłopi" - Rozpierdziucha przez 4 pory roku

Sienkiewicz "Quo Vadis" - Neron porywa Ligię, ukochaną Winicjusza. Na końcu pożar Rzymu i rozpierdziucha. Neron ginie

Sienkiewicz "W pustyni i w puszczy" - Arabowie porywają Stasia i Nel, przyszłą ukochaną Stasia. Rozpierdziucha. Arabowie giną. Na końcu słoń.

Sienkiewicz "Janko Muzykant" - Janko chce grać na skrzypcach. Janko ofiarą rozpierdziuchy. Ginie.

Sienkiewicz "Krzyżacy" - Krzyżacy porywają Danuśkę, ukochaną Zbyszka z Bogdańca. Na końcu rozpierdziucha pod Grunwaldem. Krzyżacy giną.

Sienkiewicz "Latarnik" - Skawiński siedzi w latarni morskiej, czyta książki, zapomina zapalić światło, co skutkuje rozpierdziuchą statku,

Sienkiewicz "Ogniem i mieczem" - Bohun (Ukrainiec) porywa Helenę, ukochaną Skrzetuskiego. Na końcu rozpierdziucha, Bohun nie ginie, ale znika.

Sienkiewicz "Pan Wołodyjowski" - Azja Tuchajbejowicz porywa Baśkę, ukochaną Wołodyjowskiego. Na końcu totalna rozpierdziucha. Azja ginie na palu.

Sienkiewicz "Potop" - Książe Radziwił porywa Oleńkę, ukochaną Kmicica. Na końcu rozpierdziucha.

Sienkiweicz "Potop" - Kmicic jest warchołem i hulaką, ale poznaje fajną dupę, dostaje w cymbał szablą od kurdupla, zostaje patriotą i Babiniczem, w wyniku czego wysadza szwedulcom kolubrynę. Dupa się wzrusza i zostaje jego łajfą.

Sun Tzu "Sztuka wojny" - Chińczyk, generał, żyjący w Okresie Wiosen i Jesieni opowiada jak zorganizować rozpierdziuchę, żeby się udała.

Szczypiorski "Początek" - Przewija się mnóstwo osób mieszkających w okupowanej Warszawie. Ale nikt nie robi rozpierduchy, tylko wszyscy kolaborują albo uciekają.

Słowacki "Kordian" - facet dużo myśli, wymyśla że zabije cara, ale się rozmyśla.

Tolkien "Władca pierścieni" - Pewien hobbit chce zniszczyć pierścień i po wielu perturbacjach mu się to w końcu udaje.

Tołstoj "Wojna i Pokój" - walczą, a potem przestają.

Witkiewicz "Szewcy" - Latają gołe baby, a inteligencja nudów robi rozpierduchę.

Wypiański "Wesele" - Rydel, miastowy żeni się z chłopką i od samogonu dostaje wizji...

Żeromski "Ludzie Bezdomni" - Judym coraz częściej spotykał się z Wacławem. Mimo to był zaskoczony jego śmiercią.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 10 Wrzesień 2007, 12:26:37
No to "Wokulski" czy "Wokóliski"? Ogulnie mondre.

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Wrzesień 2007, 15:43:26
No widzisz, nie czytałeś, to nie wiesz  ;D
Podziękuj Baaderowi za ściągę, za rok się przyda jak znalazł...

edit: chciałam jeszcze z kronikarskiego obowiązku dodać, że u Tolkiena to na końcu jest dopiero zarąbista rozpierdziucha  ;D
A jeszcze lepsza jest na końcu Biblii, zresztą tam to rozpierdziucha jest od samego początku...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 10 Wrzesień 2007, 23:42:27
No widzisz, nie czytałeś, to nie wiesz  ;D
Podziękuj Baaderowi za ściągę, za rok się przyda jak znalazł... 

Nie, nie i nie :) ;D

Po raz - czytałem, wiem - tylko się droczę

Po dwaz - za rok się nie przyda, bo polski zdałem...śpiewająco ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Wrzesień 2007, 14:51:14
Po dwaz - za rok się nie przyda, bo polski zdałem...śpiewająco

O,to tak jak Tytus de Zoo.On też zdawał śpiewająco. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Wrzesień 2007, 19:45:28
Ja też się droczę  ;D
Ciągnąc dalej ten wątek: Mity greckie - na początku chaos, potem rozpierducha za rozpierduchą (rozpierducha z Tytanami, rozpierducha z Gigantami, rozpierducha na Kaukazie - Operacja Złote Runo, rozpierducha na Bliskim Wschodzie - Operacja Koń Trojański). Wszyscy śpią ze wszystkimi, niektórzy molestują zwierzątka.

O,to tak jak Tytus de Zoo.On też zdawał śpiewająco. ;D

A ja dzisiaj w piątej klasie miałam lekcje o Tytusie. Zadziwiająca rzecz, niektóre dzisiejsze jedenastolatki jednak kojarzą, co to za zwierz  :D
Z Papciem Chmielem to już ciut gorzej, ale jednak duch w narodzie nie ginie!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 11 Wrzesień 2007, 20:26:51
Ja kiedyś kupiłem na straganie w...chyba Ciechocinku jedną księgę...bodaj XIII-tą, ale już tego nie mam, nie wiem co się stało. I to cała moja przygoda z Tytusem niestety.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 12 Wrzesień 2007, 13:44:42
Ja kiedyś kupiłem na straganie w...chyba Ciechocinku jedną księgę...bodaj XIII-tą, ale już tego nie mam, nie wiem co się stało. I to cała moja przygoda z Tytusem niestety.

Mus nadrobić zaległości.Dobry Tytus nie jest zły (szczególnie do poduchy przed snem)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 13 Wrzesień 2007, 11:30:48
czas na opowieść of topic która mnie zdumiała ostatnio

Nie mogę się pogodzić z aktywnością Bagsika na odcinku boksu zawodowego, wykiwał on samego Dona Kinga, który mógł sobie w internecie sprawdzić kto zacz

jak tak dalej pójdzie, to Samson po wyjściu z mamra założy gabinet porad dla dzieci i odniesie sukces
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Wrzesień 2007, 10:17:35
Tekst poniżej jest dość stary i być może część z Was już go kiedyś czytała, niemniej zamieszczam ze względu na ogólną celność obserwacji i humor. Oryginał znajduje się na

http://www.joemonster.org/art/1507/Boydrome (http://www.joemonster.org/art/1507/Boydrome)

Boydrome

Boydrome to mały fragment śródmieścia Poznania, trójkąt ulic 27 grudnia, Mielżyńskiego, Ratajczaka, który głównie w piątki i soboty staje się miejscem spotkań towarzyskich boyków (dresiarzy, samochodziarzy, karków, baobabów, gumbasów, plastikowych laluń, smurfetek, barbie, dyskoboli itp.) Integralną częścią boydromu jest szeroki chodnik (pit stop) u podnóża Okrąglaka, naprzeciw McDonalds. Jest to w zasadzie Mekka boyasów, wyznacznik ideologiczny tej grupy. Gdyby jeszcze ktoś wywiesił na okrąglaku telebim i wyświetlał tam na żywo VIVE, byłoby to miejsce święte.
Teoretycznie boydromem można nazwać każde takie miejsce, które spełnia pewne założenia techniczno - ideologiczne. W każdym większym mieście w Polsce na pewno można takie znaleźć.

Podstawową sprawą na boydromie są oczywiście wózki. Im bardziej stunowane tym lepiej (tuning - przystrajanie samochodu czasem odpadającymi elementami, nadającymi mu przeważnie charakter sportowy). Najpopularniejsze modele to: BEJCA 3-ka,VW GOLF, OPEL KADETT, FIAT 126p.(uszeregowane wg prestiżu). Przy tym ostatnim właśnie tuning nabiera szczególnego znaczenia...

Temat tuningu można zostawić obserwacjom własnym, ponieważ jest to zjawisko nadzwyczaj dynamiczne i zróżnicowane terytorialnie, chociaż pewne elementy można uznać za swoiste must have, czyli standard (szyby dymki, szyby prądy, grzany zydel, kolorowa skórka na kierownicy, spoilery, felgi aluśki, lusterkowy CD).

Skoro wiemy już coś o sprzęcie czyli hardware, teraz coś o stronie behawioralnej boydromu. Pewne tendencje są na boydromie temporary (tymczasowe) np. białe czapeczki adidasa w sezonie letnim, ale jest mnóstwo zasad i zwyczajów, które pozostają ponadczasowe. Na przykład styl prowadzenia samochodu:
- incognito - ciało mocno pochylone w prawo, prawa ręka na manetce zmiany biegów, lewa wyprostowana, trzymając kierownicę spełnia funkcje osłony przed wzrokiem osób siedzących w Macu, lub idących po ulicy,
- zimny łokietek - lewy łokieć wsparty o drzwi, okno otwarte,
- zegarek - okno otwarte, ręka wysunięta, wisząca swobodnie (przejęte od taksówkarzy, rodowodem sięgające krajów arabskich)
- cogito ergo tune (na myśliciela) - prawa ręka prosto na kierownicy lewa wsparta o podłokietnik na drzwiach, palce gmerające wokół ust lub nosa dla podkreślenia bogatego wnętrza.

W zależności od ilości osób w samochodzie, rozróżniamy jazdę na:
- Loun Rejndżer (1 osoba) - pośród tej grupy najczęściej można spotkać pozycje cogito (patrz wyżej)
- Rebound (2 osoby) - na reboundzie (pasazerze) ciąży obowiązek wnikliwej obserwacji ulicy, pit stopu, w poszukiwaniu plastików, ewentualnie rywali w konkurencji tuningu lub racingu. Przeprowadza analizę konkurencji, przekazuje rekomendacje kierowcy: "nie daj się chujowi", "pociśnij",albo "puść go, to jakiś wypas".
- Center (3 osoby) - charakterystyczna pozycja osoby siedzącej z tyłu, z rękami obejmującymi zagłówki foteli z przodu, głowa jak najdalej wysunięta do przodu - w jednej linii z drugim reboundem i kierowca. Center ma za zadanie klejenie wózków, które chcą podjąć manewr wyprzedzania, poza tym spełnia normalna funkcje rebounda.
- Strefe (4 osoby) - kierowca daje, pozostała trójka klei
- Full team (5 osób) - wygląda groźnie.

Jak należy się poruszać po boydromie? Oto program obowiązkowy:

I. - presentation lap - (wg szkoły behawioralnej rownież: warm-up lap) Pierwsze kółko na boydromie rozpoczyna się piskiem na rogu Ratajczaka i 27 grudnia. Na maksymalnej pycie podjeżdża się 30m i hamowanko przed pasami dla pieszych na wysokości Maca. Przed oknami Maca przejeżdża się nie szybciej niż 25 km/h, wnikliwie obserwując wnętrze lokalu, bądź pit stop i wózki prezentowane tego wieczoru. Celem przejazdu jest zapoznanie uczestników boydromu z własnym sprzętem oraz rozpoznanie terenu, dlatego też prędkość przejazdu m u s i być maksymalnie zredukowana. Minąwszy lukiem Okrąglak, wjeżdża się z jak najgłośniejszym piskiem w ulice Mielżyńskiego, co traktowane jest jako zapowiedź qualifying lap.
II. - qualifying lap - Maksymalna pyta przez całą trasę przejazdu. Z powodu niemożności wyrobienia zakrętu w Mielżyńskiego, stosuje się manewr tzw. Boydromu przedłużonego - po minięciu Okrąglaka jedzie się prosto w ulice Fredry, aby po wymanewrowaniu na Aleje Niepodległości przez Plac Cyryla R. powrócić spokojnie na boydrom, gdzie parkuje się w pit stopie i zażywa odpoczynku (zjeżdża się "do boxu").
III. - rest - Stojąc w pit stopie, boykowie najczęściej pozostają w samochodach, otwierają szyby i słuchając muzyki dance, kleją.

Dochodzimy do muzyki, która stanowi osnowę działań na boydromie. Istotnym elementem wyposażenia fury u szanującego się Boyka jest tzw. Sprzęcicho, czyli zaplecze muzyczno-techniczne wózka. To właśnie ono daje możliwość bycia słyszalnym w terenie - do kanonów należą kilkusetwatowe głośniki, CD ze zmieniaczem, wzmachol oraz tuba. Ażeby jakość sprzęcicha miała odzwierciedlenie w muzyce należy "pizgać na maxa" Britney Spears, techno lub "Freestyler'a" (dla chcących podkreślić bogate wnętrze). Kierowca klejący i przebywający w furze nie może pod żadnym pozorem dawać ponosić się muzie najmodniejszy jest brak reakcji na bodźce dźwiękowe i wzrok twardo wbity przed siebie. Uwaga! Pod żadnym pozorem nie wolno mieć zamkniętych szyb oraz rozmawiać z Team’em aktualnie siedzącym w furze. Dodając do muzy pełna pytę i dobrze opracowaną pozycję za kierownicą możemy być pewni, że Barbie same zlecą się do fury.

Sposób, w jaki odpoczywają bywa bardzo różnorodny:
posiłek w McDonaldzie, bądź papieros przy samochodzie są rzeczą zupełnie normalną. Widziano również ekipę, która ustawiła sobie koło samochodu grilla i smażyła kiełbaski. W pit stopie wlłaśnie nawiązuje się kontakty z płcią przeciwna (głównie jednak z wszelkimi izotropami disco-plastiku), załatwia interesy, rozmawia przez telefon, pije piwo itp. Odpoczynek w boksie jest raz po raz przerywany startem któregoś z bolidów (pasy dla pieszych przed McDonaldem pokryte są grubą warstwą czarnej gumy zostawionej przy takim "typowym" starcie).

No i mały słowniczek

tuning - współgrający lub nie zestaw elementów upiększających samochód, nadających mu sportowy lub luksusowy charakter.
kleić - uważnie obserwować
dawać - szybko jechać
pełna pyta - gaz do dechy
na fiolecie – jakiś element samochodu upiększony jarzeniówką ultrafioletową
szyby dymki - szyby pokryte przyciemniającą okleiną
szyby prądy - elektrycznie otwierane
grzany zydel - grube, chromowane zakończenie rury wydechowej
lusterkowy CD - kompakt zawieszony na lusterku (powoli wychodzi z mody, widziany jeszcze w samochodach niższej klasy, np. maluchach)
jazda na zderzaku - dwa samochody jeden za drugim, jadące z dużą "V"
smurfetki - dziewczęta chodzące w białych butach na koturnach i wysokich obcasach
boykowie - chłopcy w wieku 15-25 lat (czasami więcej), krotko obstrzyżeni, ćwiczący na siłowni, dużo czasu i energii poświęcający swoim samochodom. Z reguły ubrani na sportowo; dopuszczalne są dżinsy, t-shirty , zawsze adole, często czapeczki baseballowe (zresztą nieważne, i tak najważniejsza jest fura i komóra). Preferowane firmy to adidas i nike.
fura, wózek - samochód
bejca, BMW - generują w znacznym stopniu image dla całego Boydromu.
rebound - pasażer wózka, jego zadaniem jest klejenie.
pizgać na maxa - puszczać
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Wrzesień 2007, 20:54:13
czas na opowieść of topic która mnie zdumiała ostatnio

Nie mogę się pogodzić z aktywnością Bagsika na odcinku boksu zawodowego, wykiwał on samego Dona Kinga, który mógł sobie w internecie sprawdzić kto zacz

Zaiste niezłe to było, stare umiejętności nie rdzewieją. A kto pamięta taką historię, że jakiś domorosły hochsztapler z - no właśnie: Zamościa, Lublina - wykiwał jakąś piłkarską sławę z Ameryki Południowej?? Temat na film równie dobry jak sławny konsul Silberstein i jego przypadki :)

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 20 Wrzesień 2007, 10:28:09
To, że ktoś kogoś okantuje raz to rozumiem, ale kolejny raz to przesada. Podobno w dalszym ciągu są jacyś kretyni korzystający z usług legendarnego detektywa Rutkowskiego.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 25 Wrzesień 2007, 13:33:47
Zwykle cytuję w całości znalezione w sieci "kwiatki" ale tym razem nie ma to sensu ze względu na silnie powiązaną z treścią grafikę. Niemniej zachęcam do poczytania/obejrzenia - są to najgorsze (zdaniem autorów tekstu, osobiście nie z każdą opinią się zgadzam) loga klubów piłkarskich w Polsce:

http://www.sport.pl/sport/1,74696,4371584.html

... i Europie:

http://www.sport.pl/sport/1,74696,4515571.html

Oraz mniej już przemawiające do nas, ale na pewno budzące sporo emocji za oceanem zmiany znaków graficznych rozmaitych tamtejszych drużyn:

http://www.sport.pl/sport/1,74696,4333380.html

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Wrzesień 2007, 17:11:18
Sorry, ale doszłam tylko do tego z żabą (nothing personal, Leon), i dalej nie mogę. Spadłam z krzesła, a stąd mam kiepki widok na monitor...
Swoją drogą, z herbami miast/dzielnic/ powiatów też bywa zabawnie. Zwłaszcza powiaty, które o herby musiały się postarać dość niedawno (w heraldycznej perspektywie) miewały zmienne szczęście do domorosłych heroldów grafików.
Daleko nie szukając, kojarzycie może obecny herb Ursusa? Nie? To może i dobrze...
(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/7c/Warsaw_district_Ursus_coa.png)
A co dopiero poprzedni, przedstawiający skrzyżowanie niedźwiedzia z kołem zębatym...
Ale przynajmniej wiadomo co z czym. A taki na przykład Piastów ma herb z cyklu "o co kuna, chodzi?"
(http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e9/POL_Piast%C3%B3w_COA.svg/120px-POL_Piast%C3%B3w_COA.svg.png)
I dziwić się, że po dziesięciu latach nadal nie czuję sie tutejsza...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 26 Wrzesień 2007, 23:26:29
skrzyżowanie niedźwiedzia z kołem zębatym...
Pisze się "zembatym".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Wrzesień 2007, 07:59:26
Racja, racja, o ortografię trzeba dbać  ;D

Zwłaszcza, że udało mi się znaleźć ten zembaty herb, w wersji związanej (ściśle) z logo fabryki traktorów. A nie było to łatwe (poszukiwania, bo związek dość naturalnie wyszedł jak widać), bardzo się tu wszyscy starają, żeby o tym zapomnieć... Z jednej strony,trochę szkoda, z drugiej - to ja im się nawet nie dziwię  :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Wrzesień 2007, 11:23:11
Ursus_machine_factory_billboard
Ach jakie to piękne i wielemówiące...
Wzruszyłem się
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 27 Wrzesień 2007, 12:48:46
Ten herb musi mieć jakieś głębokie, metaforyczne znaczenie... buahaha tacy graficy to skarb!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Wrzesień 2007, 16:09:01
Jak mówi moja druga połowa, a wie co mówi, bo jest z Ursusa, jest to niedźwiedź kołem zembatym mocny  ;D Mnie się raczej kojarzy z misiem na biegunach.
Do tego jest jeszcze herbowe zawołanie (a jakże!) spisane z ursuskiego graffiti: Pijąc piwo, jedząc śledzie będziem silni jak niedźwiedzie!  ;D
Ursus_machine_factory_billboard
Najważniejsze, że PL  :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 27 Wrzesień 2007, 17:30:12
Billboard znakomity.
A może ten niedźwiedź nie jest kołem zembatym mocny, ale tym kołem łamany?
Czy podwarszawski Ursus nie ma przypadkiem coś wspólnego z Ussuri? Może to jest ussuryjski niedźwiedź?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Październik 2007, 21:56:05
W nawiązaniu do ostatniego posta wygrzebane z sieci z nóg zwalające odkrycie syberyjskiej techniki:

Wiktor Stiepanowicz Griebiennikow, zmarły w 2001 roku entomolog z Akademii Rolniczej w Nowosybirsku, odkrył efekt antygrawitacji wytwarzanej przez pancerzyki chitynowe pewnych owadów syberyjskich.

Według uczonego, antygrawitacja - a także inne efekty, na przykład czasowa niewidzialność - powstaje dzięki regularnej strukturze mikroskopowej owadzich pancerzyków. W toku dalszych prac okazało się, że podobne własności mają wszelkie struktury przestrzenne przypominające plaster miodu, nawet te zbudowane sztucznie. Dzięki nim można również osiągnąć zahamowanie wzrostu bakterii, przyśpieszenie wzrostu roślin i liczne inne zaskakujące efekty. To ten właśnie fenomen sprawia, że organizm człowieka sypiającego zwykle na materacu z naturalnych włókien z trudem przyzwyczaja się do spania na materacu z gąbki.

Opierając się na swych odkryciach, Griebiennikow skonstruował latającą platformę antygrawitacyjną, którą - jak twierdził - z powodzeniem wykonywał długie loty nad Nowosybirskiem. Uczony napisał książkę, w przystępny sposób wyjaśniającą jego odkrycia i ilustrowaną własnoręcznymi - nota bene bardzo urokliwymi - rysunkami.


A tu, z książki, którą można przeczytać tutaj http://www.sinor.ru:8100/~che/grebennikov.htm (http://www.sinor.ru:8100/~che/grebennikov.htm) lub tutaj http://www.keelynet.com/greb/greb.htm (http://www.keelynet.com/greb/greb.htm), zdjęcie autora:

(http://www.keelynet.com/greb/223d.jpg)

I co wy na to, niedowiarki?  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 11 Październik 2007, 14:13:16
Kiedyś, w latach 60-70 modny był taki hinduski hochsztapler Mahariszi coś tam, uczył on na specjalnych, baaaardzo drogich kursach lewitacji. Pokazywane były absolutnie autentyczne zdjęcia siedzących w kucki ludzi co to lewitowali tak na 10 cm do góry. Tak więc ten geniusz z Syberii mnie nie zadziwił, mu ze szwagrem po pijanemu nie takie numery robili!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Październik 2007, 15:14:41
ze szwagrem po pijanemu nie takie numery robili!!!

zwłaszcza w paint shopie  ;D

Ja myślę, że go ta beretka podnosi...

Z dziedziny transcendencji mogę jeszcze podać dziś przeczytany z życia tym razem wzięty przykład. Otóż w programie naprawczym dla klasy 4 c (co się tak patrzycie, to spadek po Giertychu) znalazłam taki postulat do spełnienia przez nauczyciela matematyki : spowodowanie pamięciowego opanowania tabliczki mnożenia.
Już widzę naszego matematyka, jak staje przed klasą i zaczyna: Smotritie w moi głaza... Adin, dwa, tri, czetyrie...   ;D Przypuszczam, że tylko metoda Kaszpirowskiego pasuje do tak sformułowanych założeń...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 11 Październik 2007, 20:18:51
ze szwagrem po pijanemu nie takie numery robili!!!

zwłaszcza w paint shopie  ;D

Ja myślę, że go ta beretka podnosi...

A nie pomyśleliście, że wystarczy zamienić kolejność tych zdjęć? ;D :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Październik 2007, 20:29:20

A nie pomyśleliście, że wystarczy zamienić kolejność tych zdjęć? ;D :D
I oto ochwiara polskiego szkolnictwa...
A co to da?????????
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 11 Październik 2007, 20:35:13

A nie pomyśleliście, że wystarczy zamienić kolejność tych zdjęć? ;D :D
I oto ochwiara polskiego szkolnictwa...
A co to da?????????

Odwrócimy grawitację. A właściwie przywrócimy. :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 12 Październik 2007, 12:41:50
Otóż w programie naprawczym dla klasy 4 c

Zadziwia precyzja z jaką organ nadrzędny zajmuje się wspomnianą wyżej naprawą polskiej szkoły. Czy inne klasy też mają programy naprawcze czy tylko czwarte-ce, za to w całej Polszcze?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Październik 2007, 14:53:48
Nawet nie wiesz, jak wielka jest ta precyzja. Każda klasa, która tego wymaga, ma mieć napisany taki program. Czyli chyba wszystkie   ;D Żebyś wiedział, jak szczegółowy jest taki program... Normalnie żartów się odechciewa.
Ciekawa jestem kto będzie nauczał, jak wszyscy się zajmiemy pisaniem tych programów. No i jeszcze trzeba napisać sprawozdanie z realizacji... A potem sprawozdanie z Rady Pedagogicznej, na której przedstawiono i przyjęto to sprawozdanie... A potem program naprawy programu naprawczego... I sprawozdanie... I...

To chyba miał na myśli Roman, jak nam obiecywał, ze zrówna status nauczyciela ze statusem urzędnika publicznego, czy jakoś tak...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 15 Październik 2007, 08:13:42
To chyba miał na myśli Roman, jak nam obiecywał, ze zrówna status nauczyciela ze statusem urzędnika publicznego, czy jakoś tak...

Nieźle. Nie są mi te sprawy całkiem obce, bo miałem nauczycieli w całej rodzinie a nawet w pokoleniu n-1 z tym, że za ich czasów to wszystko dopiero nabierało prędkości. Zawsze jednak mogło być gorzej. O ile pamiętam, były minister oświaty miał w planie (względnie tylko się nad tym zastanawiał, nie pamiętam) wprowadzić mundurki również i dla nauczycieli. Zapewne tak naprawdę nie było to nic strasznego - chyba chodziło jeno o garnitury czy cuś, ale... w momencie gdy to usłyszałem wyobraziłem sobie kilku swoich nauczycieli w mundurach formacji w której służył pewien niesłuszny noblista :) Ciekawe czy w dalszej perspektywie przewidywane było również noszenie broni krótkiej?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 15 Październik 2007, 10:43:34
...w mundurach formacji w której służył pewien niesłuszny noblista :) ...
Mówisz o trawce (byłym) czy chmurce, obecnym nobliście?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Październik 2007, 08:33:33
Mówisz o trawce (byłym) czy chmurce, obecnym nobliście?

Trawce trawce :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Październik 2007, 22:41:20
Mówisz o trawce (byłym) czy chmurce, obecnym nobliście?

Trawce trawce :)
Czyli militaryzacja życia społecznego jedank postępuje. Kiedyś to w mudurkach były ziemniaki, a teraz także trawka.
Ten od chmurek to podobno dostał nobla pokojowego z fizyki, za to że spadł po schodach do góry. Nobel jest zaś o tyle kontorwersyjny, że upadek nastąpił jeszcze na schodach w korytarzu, a nie w pokoju. Mimo to, Chmurnik (skąd my to znamy, i czy noblista nie powinien sie znaleźć zasłużenie w wątku o koniu?) zdążył akademii norweskiej przekazać znak pokoju, a ta go jak widać odczytała.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 18 Październik 2007, 22:18:27
No proszę. Wszystko co się obecnie dzieje było przewidziane już dawno przez mistrza Zembatego.

Ciężko chory pacjent szpitala w Grodzisku Mazowieckim wezwał karetkę na ratunek. Jak twierdzi, ani dyżurujący lekarz, ani pielęgniarka nie chcieli mu pomóc.

(...)

Dyspozytorka nie mogła uwierzyć własnym uszom. Szef grodziskiego pogotowia, doktor Grzegorz Riemer, zadzwonił do szpitala, by sprawdzić, czy wezwanie karetki pogotowia do szpitala nie jest makabrycznym żartem. Dopiero po jego interwencji dyżurny lekarz zajął się chorym

(...)

Całość tu:

http://wiadomosci.onet.pl/1625825,11,1,0,120,686,item.html (http://wiadomosci.onet.pl/1625825,11,1,0,120,686,item.html)

Smutne ale i makabryczno - zabawne. Ciekawe czy tamtejszy dziadek Jacek z rodziną też nie miał złotóweczki i czy w końcu pogotowiem pojechał tamtejszy pan koordynator?

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: wichura1 w 18 Październik 2007, 22:37:31
Im częściej słucham RP tym bardziej jestem pewien, że politycy używają scenariusza RP do prowadzenia swoich działań. :-\ :-\ :-\
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Październik 2007, 09:32:02
No proszę. Wszystko co się obecnie dzieje było przewidziane już dawno przez mistrza Zembatego.

Ciężko chory pacjent szpitala w Grodzisku Mazowieckim wezwał karetkę na ratunek. Jak twierdzi, ani dyżurujący lekarz, ani pielęgniarka nie chcieli mu pomóc.

(...)

Dyspozytorka nie mogła uwierzyć własnym uszom. Szef grodziskiego pogotowia, doktor Grzegorz Riemer, zadzwonił do szpitala, by sprawdzić, czy wezwanie karetki pogotowia do szpitala nie jest makabrycznym żartem. Dopiero po jego interwencji dyżurny lekarz zajął się chorym

(...)

Smutne ale i makabryczno - zabawne. Ciekawe czy tamtejszy dziadek Jacek z rodziną też nie miał złotóweczki i czy w końcu pogotowiem pojechał tamtejszy pan koordynator?
Powiem jedno - jako przedstawiciel podforumeczka - zżarła mnie zazdrość...
Różne rzeczy tam wymyślają, no ale na takie coś to nawet ja bym nie wpadł  :(
BTW Czemu kolega B cytuje wiadomość przetworzoną, a nie z oryginalnego źródła (der) www.dziennik.pl ?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 19 Październik 2007, 09:50:58
BTW Czemu kolega B cytuje wiadomość przetworzoną, a nie z oryginalnego źródła (der) www.dziennik.pl ?

Każdy chce być manipulatorem rzeczywistości. A najlepiej manipuluje się wiadomość zmanipulowaną.
BTW mówili o tym wczoraj w Trójce. Okazuje się, że sprawa ma dalszy ciąg, który podkręca jeszcze (wydawałoby się, że to niemożliwe) spiralę absurdu. Otóż dyrekcja szpitala chce podać do prokuratury kierownika pogotowia, który zadzwonił do nich z pytaniem o pacjenta, pod zarzutem naruszenia dobrego imienia lekarza dyżurnego. Czego to PIS nie zrobi, żeby PO mogło wygrać wybory...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 19 Październik 2007, 10:01:26
BTW Czemu kolega B cytuje wiadomość przetworzoną, a nie z oryginalnego źródła (der) www.dziennik.pl ?

Tak "się mię wpisało" - usłyszałem tę historię w Trójce (chyba) i wklepałem pierwszy serwis jaki mi przyszedł do głowy by móc wkleić lineczka tudzież treść. Faktycznie pierwotnie podano to na dziennik.pl.

Ciekawe swoją drogą jaka kolejna tragikomiczna historia z R.P. "ciałem się stanie"??
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 23 Październik 2007, 16:13:45
Tymczasem w Waszyngtonie, przed  białym domem...

Latający Holender lewituje w Waszyngtonie
Niecodzienny widok zaskoczył turystów i mieszkańców Waszyngtonu. Przed Białym Domem mężczyzna z uśmiechem na twarzy, bez żadnego wysiłku unosił się swobodnie nad ziemią.
To jednak nie czary, a wieloletni trening. Bohaterem widowiska okazał się pewien młody Holender Wouter Bijdendijk, który tej sztuki uczył się od indyjskich joginów.

- Nie mogę powiedzieć, jak to robię, ale prawie wszystko zależy od treningu - mówi Bijdebdijk. - Może dzięki temu trochę ludzi zainteresuje się indyjskimi joginami - dodał.

http://wiadomosci.onet.pl/1628321,69,item.html

A ja widziałem to osobiście...w TV. ;P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Październik 2007, 08:18:55
W tivi (jak oglądałem) to ja widziałem nawet szczęśliwych *******
W miejsce gwiazdek proszę sobie wpisać co tam chcecie (oprócz indian)
Telewizja kłamie, nie wiedziałeś?
Zresztą wszyscy kłamią, jak mawia mój ulubieniec Gregory House, M.D.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Październik 2007, 08:52:01
De Niro - postawa w filmie, czy ogólnie?
Pewnie tak, ale jaka moralność, takie nagany (lub rewolwery).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Październik 2007, 11:12:02
Niecodzienny widok zaskoczył turystów i mieszkańców Waszyngtonu. Przed Białym Domem mężczyzna z uśmiechem na twarzy, bez żadnego wysiłku unosił się swobodnie nad ziemią.

No i tu się pojawia dość oczywizde pytanie: a jakby mu tak, że polecę jezykiem środowiska metalowo - gotyckiego z kórym miałem kiedyś bliskie (oj bliskie...) źwiązki, "założyć z glana" w ten słupek? Albo po prostu wziąć lodóweczkę z kanapkami i piwem (co kto lubi) wędkarskie krzesełko, kamerkę lub aparat, siąść i cierpliwie zaczekać; nie dziś to jutro facet musi zakończyć, chłe chłe, lewitację... A potem wiadomo: filmik jak schodzi z kija up up na YouTube (pol. Ty Trąbo), a my nic nie wiemy, nie widzieliśmy i jesteśmy kompletnie pijani.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 24 Październik 2007, 19:13:27
Telewizja kłamie, nie wiedziałeś?
Pewnie, że wiedziałem. I właśnie dlatego podałem tego "niusa". ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 26 Październik 2007, 03:28:51
Wiem, że nie zabieramy się za politykę, bo polityka jest dla dużych dzieci ;), ale nie mogłaem sobie darować odrobiny politycznej poprawności:

W USA, kraju wydawałoby się w miarę normalnym, polityczna poprawność sięga już granic głupoty i absurdu. Doszło już do tego, że pewnego czterolatka ukarano "kozą", za... molestowanie seksualne nauczycielki.
Dziecko przytuliło się do biustu kobiety, co ta zinterpretowała jako zamach na jej nietykalność cielesną. A że to był biust, to taki czyn pachnie już molestowaniem seksualnym. Dopiero po interwencji rodzica, który przetłumaczył obwiniającym, iż takie małe dziecko nie może jeszcze wiedzieć co to jest molestowanie, zmieniono zarzut na niewłaściwe zachowanie.

Ciekawy byłby w tym przypadku wynik konfrontacji rzecznika praw dziecka z rzecznikiem praw kobiet. Szkoda, że sprawa jest tak oczywista, że zapewne nie trafi do sądu, który być może obnażyłby głupotę politycznej poprawności.
Ciekawe też kiedy (bo przy tym postępie głupoty zapewne kiedyś) znajdzie się pierwsza matka, który oskarży swoje dziecko o molestowanie podczas karmienia piersią. Albo jakiś ojciec w imieniu niemowlaka oskarży o to matkę.”
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 26 Październik 2007, 07:07:26
Wu Cezarian to jacyś nieprzystosowani jesteście.
PC (PP), parytety i tego typu inne duperele są już stałą częścią demokracji (łac demos - lud, kratos - władza) i wyśmiewanie się z politycznej poprawności świadczy tylko o waszej niedojrzałej osobowości oraz o tym, że nie nadajecie się to istnienia w demokratycznym społeczeństwie.
Wstydźcie się Czeglany, wstydźcie się! Jaki  przykład dajecie dzieciom (sprawdzić czy nie ksiądz)!.
I nie mówcie, że matka siedzi z tyłu!

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: wichura1 w 26 Październik 2007, 08:08:43
"Przede wszystkim nie popadajcie w panikę. Jakiś lepszy cwaniak. Matkę po szosie wozi, staruszkę, żeby nas tylko wrobić !"  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 26 Październik 2007, 21:20:10
W USA, kraju wydawałoby się w miarę normalnym...
Wydawałoby się? Jak możesz w ogóle wątpić? Przecież to większość stanowi o tym, co jest normalne. Niestety.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 26 Październik 2007, 22:34:47
Przecież to większość stanowi o tym, co jest normalne. Niestety.
Wiekszość? Pierwsze słyszę?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Październik 2007, 13:51:53
Przecież to większość stanowi o tym, co jest normalne. Niestety.
Wiekszość? Pierwsze słyszę?
No, no Cezarian - jakieś niecne insynuacje??? (a może cne?)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 27 Październik 2007, 14:56:34
Wiekszość? Pierwsze słyszę?

Święte słowa,u nas na treningu to my dwaj decydujemy co jest normalne. ;D ;D ;D
A reszta nie ma nic do gadania.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 31 Październik 2007, 01:09:44
Święte słowa,u nas na treningu to my dwaj decydujemy co jest normalne. ;D ;D ;D
A reszta nie ma nic do gadania.
Nie ma? Pierwsze słyszę. Mogą sobie gadać do woli. Pod nosem.
Mniejsza jednak o tem. Stefek poruszył problem o niebo ważniejszy. Niecny, czy cny? Chyba może się komuś cnić za niecnym czynem?

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 31 Październik 2007, 14:25:44
Niecny, czy cny? Chyba może się komuś cnić za niecnym czynem?

Może.Popełniłem niegdyś taki czyn i faktycznie cni mi się za nim.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 31 Październik 2007, 16:51:30
Niecny, czy cny? Chyba może się komuś cnić za niecnym czynem?

Może.Popełniłem niegdyś taki czyn i faktycznie cni mi się za nim.
Czyli: nie czyń drugiemu, co ci niecne? (lub nie niecne)
Nie niecne, to się pisze razem, czy osobno?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 31 Październik 2007, 17:24:55
]
Czyli: nie czyń drugiemu, co ci niecne? (lub nie niecne)
Nie niecne, to się pisze razem, czy osobno?
Piszę się nemocnice, gdzie powinieneś się jak najszybciej udać.
DO Bruxa
Jak będzie nemocnica od głowy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 31 Październik 2007, 17:54:23
Ponieważ na głupka mówi się Ty vole! to chyba najbardziej odpowiedni będzie zverzolekarz...
 ;D
Tytuł: Lingwiści do łopat, czyli o pewnym ogłoszeniu
Wiadomość wysłana przez: Baader w 09 Listopad 2007, 08:25:45
Znalezione przez kumpla:

Tłumacz przy kopaniu rowów

Pracodawca:
    POLISH STAFF
Branża:
    Produkcja, Praca fizyczna
Typ stanowiska:
    Pracownik fizyczny
Region:
    Zagranica
Miejsce:
    Wielka Brytania

Rodzaj pracy:
    Stała
Forma zatrudnienia:
    Inna

Opis firmy:
    Agencja Pośrednictwa Pracy POLISH STAFF poszukuje do pracy w Wielkiej Brytanii pracowników na stanowisko: Tłumacz przy kopaniu rowów

Obowiązki:
    Praca polega na pomocy przy kopaniu rowów pod nowe rury wodne i światłowody oraz tłumaczenie z języka angielskiego na polski i odwrotnie.
(brakuje "trzask prask i po wszystkim" - przyp. M.)
Kwalifikacje:
    - bardzo dobra znajomość języka angielskiego


Zadziwia brak podkreślenia w wymaganiach krzepy, potrzebnej wszak do kopania. Całość tu:

http://praca.gratka.pl/pracownik/szukaj/tresc/tlumacz_przy_kopaniu_rowow-588663.html
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: wichura1 w 09 Listopad 2007, 09:13:46
To szukają fachowca, niedość że musi znać języki to jeszcze slangi i regionalizmy. Przykładowo dla pracownika z Wlkp. polecenie :"Panie Zenku, proszę kopać bardziej w lewo." będzie brzmieć:  Zenek kurrrrteczka , kop w lewo kurrrteczka, bo jak spierniczysz to ci przypierniczę tej.  ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Listopad 2007, 13:10:34
Taaak, taki improper language use może prowadzić do wielu misunderstandings...
Przykład, nadesłany ze Szkocji, poniżej w załączniku. Minimalne wymagania: obsługa MSWord lub OpenOffice, znajomość podstaw angielskiego i biegła łacina  ;D
Tytuł: Dziadek Jacek?
Wiadomość wysłana przez: Baader w 12 Listopad 2007, 16:02:24
Kochani, po prostu miodzio:

Policja w Tokio zaaresztowała 73-letniego kierownika baru - jest on podejrzewany o złamanie praw autorskich grupy The Beatles i innych artystów. Oskarżenie zawiera zarzut nielegalnego grania na harmonijce (ustnej? - B.) 33 utworów, których prawa są zarządzane przez pewne japońskie stowarzyszenie (weteranów wojny japońskiej? - B.). Przestępstwa dokonał w barze w tym roku.

Oskarżenie ma charakter zarzutu kryminalnego z powodu wielokrotnego łamania praw autorskich przez tego mężczyznę w latach poprzednich (od roku 2001).

    * Elderly harmonica player arrested for performing copyrighted songs at bar]http://mdn.mainichi-msn.co.jp/national/news/20061109p2a00m0na018000c.html]Elderly harmonica player arrested for performing copyrighted songs at bar (http://mdn.mainichi-msn.co.jp/national/news/20061109p2a00m0na018000c.html)

No wypisz wymaluj dziadek Jacek! Tokio, harmonijka ustna, podeszły wiek!

Tekst pochodzi stąd:

http://blog.i64.pl/BlogPio/200611/09-zlamal-prawo-autorskie-bo-gral-beatlesow-na-harmonijce/ (http://blog.i64.pl/BlogPio/200611/09-zlamal-prawo-autorskie-bo-gral-beatlesow-na-harmonijce/)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Listopad 2007, 16:15:05
I jak już wcześniej gdzieś pisałam, że jak tak dalej pójdzie, to nie będzie można zanucić pod prysznicem, po pogłos po rurach niesie i sąsiad może usłyszeć, a to wypisz wymaluj nielegalne rozpowszechnianie. I za głośną imprezkę też polecą dwa paragrafy - z zakłócania spokoju i z łamania prawa autorskiego.
Ciekawe, kiedy zaczną zgarniać pijaczków wracających do domu ze śpiewem na ustach? No, ale oni to chyba opierają się głównie na Creative Commons  ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 12 Listopad 2007, 16:53:42
Stefana możecie rozpowszechniać  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 13 Listopad 2007, 11:06:56
Sam nie wiem co o tym myśleć...

Internet z miejsca, w którym prowadzone były inteligentne dyskusje na branżowe tematy stał się globalnym jarmarkiem gdzie każdy może krzyknąć “a pan jest ch…” (cytując aktora Holoubka), a biedny czytelnik nic nie może na to poradzić. To ma się zmienić dzięki inicjatywie Gabriela Ortiza i Paula Starra, którzy tworzą http://stupidfilter.org (http://stupidfilter.org) — filtr mający wyplenić głupotę z blogów, portali społecznościowych czy forów dyskusyjnych.

Rozwijany na otwartej licencji kod będzie wykorzystywał takie techniki jak filtr Beyesian oraz silniki przetwarzania reguł w celu wykrywania kretyńskich wypowiedzi i treści poniżej pewnego poziomu intelektualnego. Czy komputery zaszły już tak daleko? A może to internauci upadli tak nisko, że komputer jest w stanie stwierdzić prosty fakt “Trollujesz. Idź stąd.”?

Na efekty pracy (które mają być dostępne w postaci modułu do wdrożenia w popularnych silnikach blogowych, CMS-ach i forach) trzeba na razie jeszcze trochę poczekać.


Tekst pochodzi stąd: http://linuxnews.pl/stupidfilter-odfiltruje-glupote-w-internecie/ (http://linuxnews.pl/stupidfilter-odfiltruje-glupote-w-internecie/)

Myślę, że taka funkcja powinna z czasem zostać zaimplementowana w telewizorach: przełączałaby odbiornik z tokujących polityków na przykład na film o langustach :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Listopad 2007, 11:26:08
Ty sie zając śmiej, ale wyobrażasz sobie taki silniczek do np naszego forum?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Listopad 2007, 22:58:20
Ty sie zając śmiej, ale wyobrażasz sobie taki silniczek do np naszego forum?
Chyba nie miałby szans. Zresztą, czy my mamy na forum problem z głupimi wypowiedziami?
Cyk, cyj, bum tralala, brr, wrr, wątpię.   ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: wichura1 w 14 Listopad 2007, 08:29:29
Ty sie zając śmiej, ale wyobrażasz sobie taki silniczek do np naszego forum?

Ja sobie wyobrażam ;D

(http://www.mitsubishi-motors.co.jp/corporate/technology/performance/images/mivec_ph01.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 14 Listopad 2007, 17:17:35
No wyraz pyska ma toto bydlę nieszczególny  ;D

A propos pyska, zmieniwszy nieco temat. Na stronie bliskiego nam, najprawdopodobniej, radia jest sobie całkiem przyzwoita galeria zdjęć z koncertu Suzanne Vega. Zjdęcia jak zdjęcia, ale jak sie ślicznie powiększają po kliknięciu  ;D ;D ;D ;D ;D ;D

http://www.polskieradio.pl/trojka/galeria/ (http://www.polskieradio.pl/trojka/galeria/)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Listopad 2007, 17:42:16
No wyraz pyska ma toto bydlę nieszczególny  ;D

A propos pyska, zmieniwszy nieco temat. Na stronie bliskiego nam, najprawdopodobniej, radia jest sobie całkiem przyzwoita galeria zdjęć z koncertu Suzanne Vega. Zjdęcia jak zdjęcia, ale jak sie ślicznie powiększają po kliknięciu  ;D ;D ;D ;D ;D ;D
No to zależy. Niektórym bliżej na Malczewskiego, a niektórym to nawet (łoj) na krakowskie przedmieście.
A Toruń? To Warmia czy może raczej Kujawy? No bo nie Pomorze (jak mógłby pomóc)?
Pytam, bo ja z Karpatami też nie za wiele mam wspólnego...
Vega? Znam Lope de Vega.  Ale z niego to jest raczej pies ogrodnika...
No tak. Ale nie miało być o seksie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 15 Listopad 2007, 23:31:04
Rzeczywiście, ma dziewczyna powiększenie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Styczeń 2008, 18:00:21
Się dzieje na tym świecie. Zdaję sobie sprawę że sam fakt nie jest zabawny. Niemniej...

We wtorek Federacja Lekkoatletyczna Kenii poinformowała, że kolejny zawodnik, maratończyk Wesley Ngetich, zginął, ugodzony zatrutą strzałą, we własnym domu w Trans Mara.

Reszta tu:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1715,wid,9588100,wiadomosc.html?ticaid=153ca (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1715,wid,9588100,wiadomosc.html?ticaid=153ca)

A tyle razy ostrzegał Kajko z Kokoszem: strzały, nawet niezatrute i we własnym domu, przechowujemy w koł-cza-nie. Inaczej nieszczęście gotowe! ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 24 Styczeń 2008, 18:39:15
Taki kenijski maratończyk, to najprawdopodobniej nie sprinter, żeby przed taką, w zasadzie strzałą uciec.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Styczeń 2008, 21:42:15
Z niezawodnego joemonster.org:

Jeśli planujesz mieć dzieci to mamy dla ciebie niezbędny poradnik każdego młodego rodzica, a przy okazji być może odkryjesz, że twoi rodzice robili coś nieprawidłowo...
Przekaz obrazkowy jest na tyle czytelny, że chyba nie wymaga tłumaczenia...
Oto 28 bezcennych porad, patrz i ucz się jak robić to prawidłowo:


Jedna na zachętę, reszta tu:

http://www.joemonster.org/art/8612/Instrukcja-obslugi-dziecka (http://www.joemonster.org/art/8612/Instrukcja-obslugi-dziecka)

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 25 Styczeń 2008, 08:55:12
Ktoś pokusi się o wyjasnienie cóż to za napój "xxx"?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Styczeń 2008, 09:53:18
Relaksacyjno-uspokajająco-rozgrzewający 0=0  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Styczeń 2008, 15:04:44
Z niezawodnego joemonster.org:

Jeśli planujesz mieć dzieci to mamy dla ciebie niezbędny poradnik każdego młodego rodzica, a przy okazji być może odkryjesz, że twoi rodzice robili coś nieprawidłowo...
Przekaz obrazkowy jest na tyle czytelny, że chyba nie wymaga tłumaczenia...
Oto 28 bezcennych porad, patrz i ucz się jak robić to prawidłowo:


Jedna na zachętę, reszta tu:

http://www.joemonster.org/art/8612/Instrukcja-obslugi-dziecka (http://www.joemonster.org/art/8612/Instrukcja-obslugi-dziecka)
Jak nie klikam, to tam kliknąlem. No ładne cacko, że polece klasykiem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Styczeń 2008, 15:09:42
Jak nie klikam, to tam kliknąlem.

Ranyboskie, to i ja kliknę  :o

Edit: Kliknęłam. Szkoda, jednakowoż, że nie ma nic o obsłudze młodzieży w wieku szkolnym. Może bym podniosła kwalifikacje  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 25 Styczeń 2008, 22:18:21
No to jeszcze coś.

Oryginał jest tutaj: http://www.joemonster.org/art/8616/Po-czym-poznac-ze-benzyna-jest-juz-droga (http://www.joemonster.org/art/8616/Po-czym-poznac-ze-benzyna-jest-juz-droga)

Po czym poznać, że benzyna jest już droga?
Rekordy cen ropy na giełdach, szalejące ekobojówki w Europie, wyczerpywanie się surowców naturalnych. Zanosi się, że będzie jeszcze drożej. Co nas czeka - zapytał na forum Bulleterier_K?

1. Na stacjach benzynowych pojawią się oferty sprzedaży ratalnej
2. Dresiarze na szybie zamiast naklejek Pioneer umieszczają napis "tankuję do pełna".
3.  Pojawiają się konkursy typu - do każdych 10 tankowań Golf II gratis.
4. W dobrym tonie zamiast koniaku jest podarować 5 litrowy kanister z benzyną.
5. Jeżdżący Polonezem polscy studenci prowadzą szkolenia dla studentów z innych krajów - "Jak przejechać cały rajd bez tankowania"
6. Gdy idziesz do bogatych znajomych, widzisz u nich zamiast drogich alkoholi elegancką karafkę z benzyną.
7. Banki oferują pożyczki pod zastaw hipoteki na zakup benzyny.
8. Największym hitem ostatniej gwiazdki w Sephorze i innych Rossmanach jest Eau De Pb95.
9. Ubrań poplamionych benzyną już się nie wyrzuca, ale sprzedaje za ciężkie pieniądze.
10. Ktoś w końcu wymyśla perpetuum mobile.
11. Na wodzie samochody tez mogą jeździć.
12. Wzrasta popyt na rowery.
13. Wskaźnikiem prestiżu nie jest marka samochodu, lecz ilość benzyny w baku.
14. Wczasy w Egipcie nie robią takiego wrażenia jak wyjazd na Mazury. Własnym samochodem..
15. Kiedyś tankując do pełna można było podwoić wartość malucha... teraz Seata Toledo rocznik 2000...
16. Już nie uważasz, że alkohol jest najważniejszym płynem w twoim życiu.
17. Zapalniczka benzynowa to szczyt ekstrawagancji.
18. Już nie boisz się, że jak przytrzymasz spust za długo, będziesz miał do zapłaty dwa grosze końcówki. Teraz boisz się, że nie będziesz miał jak zapłacić.
19. Kiedy ludzie widzą na filmie efekty specjalne, przedstawiające wybuch cysterny, mówią : Łał, wyobrażasz sobie tyle benzyny na raz?!
20. Giełda nowojorska zmieniła kwotowania ropy z baryłek na uncje. I tak złoto jest tańsze.
21. Na stacjach benzynowych nalewaczy zastąpili kelnerzy we frakach.
22. Orlen przejął Microsoft....
23. Nawet szejków nie stać na zatankowanie do pełna.
24. Przetrząsasz dom w poszukiwaniu starych zapalniczek jednorazowych, żeby mieć za co kupić większą chatę.
25. Marynarki wojenne montują w spalinowych okrętach podwodnych reaktory atomowe, bo tak jest taniej.
26. Rządowa kolumna skraca się do dwóch samochodów.
27. Ropa naftowa przypływa do rafinerii jachtami w kanistrach po 5 litrów
28. Kancelaria Sejmu RP i Kancelaria Rady Ministrów ogłosiły przetarg na dostawę rowerów.
29. Kupujesz nowe auto i od razu wycinasz dziury w podłodze by bawić się w Freda Flinstona. Oprócz tego nie wozisz zbędnych rzeczy. To jest siedzeń, foteli, silnika, a już broń Boże teściowej. Wiadomo, że auto jak lżejsze to w prowadzeniu łatwiejsze. Dla extremalistów polecam demontaż drzwi klap i odcięcie dachu oraz wymianę kół na szprychowe od roweru.
30. Rzucasz palenie - nie stać cię na zapalniczki.
31. Za każdą posiadaną akcję Petrolinvestu możesz sobie kupić dom w Konstancinie lub litr benzyny.
32. Bimbrownie przerzucają się na produkcję biopaliw.
33. Gdy dentysta mówi, że masz zaropiałe zęby, występuje o koncesję na odwiert, a ty dzielisz w myśli kasę z wydobycia.
34.Przerabiasz auto na biogaz i żywisz sie wyłącznie fasolką po bretońsku i kapustą z grochem.
35. Jacyś ludzie nasłani przez ministerstwo robią ci odwierty w twoim własnym ogródku poszukując złóż ropy.
36. W 20 - tysięcznych miasteczkach władze otworzyły komunikację tramwajową.
37. Wszyscy twoi znajomi sprzedali już swoje samochody - ty też byś chciał, tylko nikt nie chce go kupić.
38. Po katastrofie tankowca ratuje się ropę, a nie środowisko; ekolodzy wyżymają zwierzęta do wiader.
39. Prezydent USA grozi wprowadzeniem demokracji w Arktyce. (ponoć tam są jeszcze jakieś złoża)
40. Gdy przyjeżdżasz na stację, obsługuje cię pracownik w smokingu z nienagannym francuskim akcentem
41. Murzyńscy raperzy zamiast złotych łańcuchów noszą na szyi buteleczki z 98 oktanową benzyną
42. Zmieniono proporcje w paliwie. Nie ma już benzyny ołowiowej, tylko ołów benzynowy
43. Modny staje się napęd hybrydowy. Słoneczno-wodny.
44. Alarm samochodowy ma czujniki wyłącznie w baku.
45. Mercedes staje się wiodącym producentem lektyk.
46. Sprzedając samochód wyskrobujesz resztki benzyny z baku, instalacji i silnika.
47. Ze sprzedaży wycofano tworzywa sztuczne ropopochodne. Wprowadzono ropę
 tworzywosztucznopochodną.
48. Upada cywilizacja; ponieważ wszyscy lali etanol zamiast benzyny, podniesiono odpowiednio akcyzę na wódkę, co wywołało globalną rewolucję.
49. Poszukuje się zatopionych okrętów w celu opróżnienia zbiorników.
50. Polskie kopalnie węgla są wreszcie rentowne - rozwinięto produkcję benzyny syntetycznej.
51. Karetki pogotowia są tylko w opcji ubezpieczenia super-VIP.
52. Arabowie przerabiają auta na gaz.
53. Po tankowaniu oblizujesz pistolet dystrybutora.
54. Czołgi całego świata zamiast pancerzy mają baterie słoneczne.
55. Zarząd komunikacji miejskiej ogłasza Ogólnonarodowy Dzień Pieszego Pasażera. Obowiązuje do odwołania.
56. Silniki parowe wracają do łask.
57. LOT ogłasza przetarg na szybowce.
58. Kupujesz litr benzyny i umierasz z głodu.
59. Mają miejsce napady na bank z butelką benzyny. Napastnicy grożą, że ją wyleją.
60. Polscy politycy-populiści poszli na piechotę z wizytą dyplomatyczną... do USA
61. W Łącku pędzą ze śliwek benzynę.
62. Samochody są napędzane na papierosy.
63. John Rockefeller zostaje symboliczni skazany na karę śmierci, za zbrodnie przeciwko ludzkości.
64.Tankowce są na gaz.
65. Na Allegro można kupić używaną benzynę.
66. Platformy wiertnicze są napędzane wiatrem.
67. Amerykanie zaczynają kupować diesle.
67. Ojciec dyrektor zamawia rower model "Maybach".
68. Pierścionek z kropelką benzyny to ostatni krzyk mody wśród par młodych
69. Ryszard Krauze twierdzi, że nic tak nie poprawia samopoczucia jak poranna przejażdżka rowerem do pracy
70. Orlen otwiera sieć sklepów spożywczych.
71. W koszmarnych snach widzisz jak oszczędności twojego życia wyciekają, kropla po kropli, z dziurawego kanistra...
72. Udajesz się do sklepu na stację benzynową, a tu znienacka oślepiają cię reflektory, wyją syreny, w niebo strzelają race, a wszystko zagłusza wszechogarniający głos:
"Gratulacje!!! Jesteś naszym 9.999 gościem!!!...."
73. Panowie w swych męskich rozmowach w ogóle nie poruszają tematów dotyczących sportu! Interesują ich wyłącznie najnowsze marki riksz
74. Spóźniasz się na autobus. Zostajesz opier**lony przez kierowcę, że się spóźniłeś bo nie było komu popchać i on będzie miał problemy.
75. Mistrzostwo świata w Formule 1 zdobywa zawodnik kenijski.
76. Politycy już nie obiecują rozbudowania sieci autostrad. Teraz w modzie jest mówienie o "sieci chodników".
77. Przestają budować stacje benzynowe przy hipermarketach, zaczynają budować Hipermarkety przy stacjach benzynowych.
78. Drogówka zamiast mandatów spuszcza paliwo z baku i wlewa do radiowozu
79. Na historii w szkołach dzieci uczą się o koktajlach Mołotowa, a na fizyce, jak w garażu zbudować reaktor jądrowy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 28 Styczeń 2008, 19:12:24
Najmocniej przepraszam, że zmieniam temat  ;) , ale właśnie wyjęłam ze skrzynki list z ubezpieczalni (takiej z lwem). Cytuję jak następuje:


Szanowny Panie

W nawiązaniu do poprzedniej korespondencji informuję, że po rocznicy polisy wpłacił Pan drugą składkę w wysokości 100.00 zł, tj. obowiązującą w poprzednim roku polisowym. Przypominam, że obowiązująca składka z tytułu umowy ubezpieczenia jest równa 100.00 zł.

Proszę zatem o wpłacenie w możliwie najkrótszym terminie brakującej kwoty, tj.:
0.00zł
na nasze konto bankowe wskazane na załączonym formularzu.

S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Styczeń 2008, 20:06:27

Proszę zatem o wpłacenie w możliwie najkrótszym terminie brakującej kwoty, tj.:
0.00zł
na nasze konto bankowe wskazane na załączonym formularzu.

S:)
Dlaczego?
S:)
jak mawiał klasyk
Pero, perooo itd.
Może właśnie śpiewał o tym zerze (trudne słowo)?
Edit
Sprawdziłem, nie da się przelać 0.
A więc musisz iść do okienka, albo podeślj mi, ja podejdę (i tak mam tam kredyt, a więc będzie mi po drodze).

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 28 Styczeń 2008, 20:07:51
No ba, kiedy odsetki rosną...
 ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 28 Styczeń 2008, 21:02:30
Zero? To chyba chodzi o Zbigniewa Ziobrę? Musisz im wysłać Zbigniewa Ziobrę.
("panie pośle, pan jest zerem")
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Styczeń 2008, 21:53:06
Zero? To chyba chodzi o Zbigniewa Ziobrę? Musisz im wysłać Zbigniewa Ziobrę.
("panie pośle, pan jest zerem")
Wole być zerem niż milerem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: PiesMurzyn w 28 Styczeń 2008, 22:29:05
Najmocniej przepraszam, że zmieniam temat  ;) , ale właśnie wyjęłam ze skrzynki list z ubezpieczalni (takiej z lwem). Cytuję jak następuje:
Proszę zatem o wpłacenie w możliwie najkrótszym terminie brakującej kwoty, tj.:
0.00zł
na nasze konto bankowe wskazane na załączonym formularzu.

S:)

To sie w pale a nawet secamie nie mieści. ::)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 29 Styczeń 2008, 08:03:26
Proszę zatem o wpłacenie w możliwie najkrótszym terminie brakującej kwoty, tj.:
0.00zł
na nasze konto bankowe wskazane na załączonym formularzu.

No nie ma rady, dura lex sed lex: trzeba wyskoczyć z zera złotych oraz ustawowych odsetek (jak mniemam około 0.00 PLN). Wcale bym się nie zdziwił jakby za brak wpłaty zera złotych trafiało się na listę dłużników i do windykacji... trzask prask i po wszystkim...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 29 Styczeń 2008, 09:47:15
To może coś takie, jakże pasującego do pewnego odcinka Rodzinki.

Znajomy lekarz zapisywał co ciekawsze wrzuty pacjentów oto jedna z nich:
Lekarz do pacjentki:
- Prosze wyjąć protezę.
Pacjentka:
- Czyją?
L: - No jak to czyją?! Swoją! A ma pani jakąs inną?
P: - No bo wie pan doktor... Górną to ja mam swoją... Ale dolną zięcia...
L: - I pasowała?!!!
P: - A watą podłożyłam i jakoś pasuje!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 29 Styczeń 2008, 14:59:18
Wpisanie na listę dłużników to jeszcze nic, zaraz mnie najprawdopodobniej zamkną za naubliżanie pracownikowi na infolinii  ;D

Od wczoraj bawię się w ciuciubabkę z UPSem. Wróciwszy z Rady Pedagogicznej ciemnym wieczorem zastałam na drzwiach nalepione awizo. Żółte. Awizo nie chciało się odlepić, więc mam na drzwiach żółtą plamę. Kurier był o 11tej, wtedy to ja mam lekcje z 6E. Zadzwoniłam grzecznie pod wskazany numer i poprosiłam, żeby się postarali dostarczyć dziś między 15 a 17.
O 14 wracam do domu i widzę na drzwiach awizo. Żółte. Kurier był o 12.35. Dopisał na awizo, że może jeszcze ewentualnie być jutro przed 14.Zadzwoniłam pod wskazany numer. Mam nadzieję, że rozmowa się nagrywała, bo szkoda by było żeby tak piętrowe wiązanki zaginęły w pomroce dziejów.  ;D
Uprzejma pani z infolinii wyjaśniła mi, że tak być musi, bo oni tylko w tych godzinach dostarczają do Piastowa. Czyli moja wina, bo nie wpadłam na to, że mam sobie wziąć urlop, żeby odebrać paczkę.  0>[

Wniosek 1: Nie psioczyć bez powodu na Pocztę, oni przynajmniej nie nalepiają żółtego awiza na drzwi.

Wniosek 2: Pięknym absurdalnym akordem się nowy rok zaczyna - a mamy dopiero styczeń...  :o

PS: Czytam sobie właśnie po raz n-ty Trzech panów w łódce i cisną mi się na klawiaturę takie klasyczne Jerome'owe frazy jak positively furious i good, substantial, old fashioned curses  Jak to dobrze móc się podeprzeć w trudnych chwilach literaturą ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 29 Styczeń 2008, 22:03:03
PS: Czytam sobie właśnie po raz n-ty Trzech panów w łódce i cisną mi się na klawiaturę takie klasyczne Jerome'owe frazy jak positively furious i good, substantial, old fashioned curses  Jak to dobrze móc się podeprzeć w trudnych chwilach literaturą ;D

Eberhardt Mock z książek pana Krajewskiego tak miał - aby się uspokoić dokonywał w pamięci analizy zdań łacińskich, ale jak to nie pomagało to... trzask prask i po wszystkim... Może i dobry sposób!!

Ja przeszedłem jednak jakiś czas temu z PP na kurierów. A to dlatego, że pewnego dnia odkryłem w skrzynce złowieszcze Awizo. Nie wskazywało ono jednak, tak jak dotychczas, pobliskiej poczty, a krakowską Pocztę Główną. Cóż, że wrześniowy wieczór pięknym był niewymownie, pomaszerowałem te 35 minut tam i drugie tyle nazad. Zadziwiające że wnętrze Centralnej Odbiorowni Paczek i Podobnych Przesyłek nijak nie kojarzy się na pierwszy rzut oka z pocztą: można tam bez problemu nabyć kosmetyki, środki czystości, prasę i takie tam... Usiłowałem znaleźć w tym wszystkim pozytywy: w końcu mogło być "...nasz donosiciel nie zastał Pana ... do odbioru po 18 w UP 1 Warszawa...".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 29 Styczeń 2008, 22:59:00
UP 1 Warszawa to sympatyczne skądinąd miejsce jest. Bardzo popularne zwłaszcza w okresie tzw last minute jeśli idzie o wysyłanie PITów do skarbówki.  ;D

Co do mojego poprzedniego posta - imaginujcie sobie, że jednak dostarczyli jeszcze dziś wieczorem. Kurier nr 748 (ten od nalepiania awizo) miał jakiś taki dziwny lęk w oczach...  >;D
Zawsze twierdziłam, że grunt to się dogadać...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 30 Styczeń 2008, 08:23:49
Co do mojego poprzedniego posta - imaginujcie sobie, że jednak dostarczyli jeszcze dziś wieczorem. Kurier nr 748 (ten od nalepiania awizo) miał jakiś taki dziwny lęk w oczach...  >;D
Zawsze twierdziłam, że grunt to się dogadać...
No ba, ale ty znasz języki! A co ma zrobić szary obywatel  :'(
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 30 Styczeń 2008, 11:40:24
Podstawy łaciny to chyba każdy Polak zna. Biegle  ;D Wystarczy trochę inwencji twórczej w łączeniu podstawowego słownictwa i już. Polszczyzna jest zresztą wyjątkowo elastycznym językiem pod tym względem, wystarczy zacząć zdanie od "TY... !" i uzupełnić dowolnym rzeczownikiem, ewentualnie dodać przymiotnik na okrasę... Np: "Ty kaloryferze!" "Ty słoju niemyty!" "Ty gruszko parchata!"  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 31 Styczeń 2008, 09:05:27
Nie dość, że Bruxa, to kobieta. Przecież takiej to się nawet diabeł nie oprze, a co dopiero mówić o biednym doręczycielu, pocztowym lub nie.
Zaś Twoją zdolność do słowotówrstwa znamy i podziwiamy od dawna. Doręczyciel na pewno do tej pory czuje się zaszczycony, że otworzyłaś przed nim nieznane obszary lingwistyki, składni, frazeologii, że o łacinie w kilkunastu egzotycznych językach nie wspomnę ;).
"Gruszka parchata"? Chodzi oczywiście o gruszkę irygacyjną?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 31 Styczeń 2008, 09:09:13
... Np: "Ty kaloryferze!" "Ty słoju niemyty!" "Ty gruszko parchata!"  ;D
Och jak przyjemnie  0:)  Mów do mnie jeszcze...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 31 Styczeń 2008, 13:12:42
Nie dość, że Bruxa, to kobieta.

No co Ty!Dopiero teraz mówisz! ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 31 Styczeń 2008, 15:10:35
Wy to jesteście najprawdopodobniej pijak i złodziej. Bo każdy pijak to złodziej.
A wątek schodzi na (he he) psy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 05 Luty 2008, 12:45:38
Coś drgnęło. Oto edukacyjny zestaw do robienia świątecznej zapiekanki z mąki i... No właśnie: przyglądając się uważnie mozna znaleźć dość nieortodoksyjny, ale jakże w duchu Maryli P., skład ciasta :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Luty 2008, 14:18:14
No ale skąd u Poszepszyńskich sól? Chyba, że pożyczyli od sąsiadów, przez dziurę w ścianie  ;D

Swoją drogą, jak to cudownie być dziewczynką. Można dostać w prezencie stolnicę z wałkiem. Albo żelazko i deskę. Ba widziałam nawet zabawkowy zestaw składający się z mopa i wiadra (i to nie byle gdzie, bo w głównym Smyku, przy Kruczej)... Wszystko po to, aby wprowadzić dziecko w tajemniczy i fascynujący świat kobiet. Pranie, sprzątanie, prasowanie... Przygodo, ahoj!  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 05 Luty 2008, 14:48:54
No ale skąd u Poszepszyńskich sól? Chyba, że pożyczyli od sąsiadów, przez dziurę w ścianie  ;D
Ba, a skąd oni tyle szklanek by wzięli? Ciekawe czy ten przepis da się przerobić z wykorzystaniem słoików  :-\
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Luty 2008, 15:14:35
No ale skąd u Poszepszyńskich sól? Chyba, że pożyczyli od sąsiadów, przez dziurę w ścianie  ;D
Ba, a skąd oni tyle szklanek by wzięli? Ciekawe czy ten przepis da się przerobić z wykorzystaniem słoików  :-\

Połowa szklanki by się może znalazła ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Luty 2008, 19:40:13
No ale skąd u Poszepszyńskich sól? Chyba, że pożyczyli od sąsiadów, przez dziurę w ścianie  ;D

Swoją drogą, jak to cudownie być dziewczynką. Można dostać w prezencie stolnicę z wałkiem. Albo żelazko i deskę. Ba widziałam nawet zabawkowy zestaw składający się z mopa i wiadra (i to nie byle gdzie, bo w głównym Smyku, przy Kruczej)... Wszystko po to, aby wprowadzić dziecko w tajemniczy i fascynujący świat kobiet. Pranie, sprzątanie, prasowanie... Przygodo, ahoj!  ;D
No no no!
Nie tylko kobiety się tym zajmują...
Co prawda czasowo, ale zawsze! (i najprawdopdobniej cyklicznie)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Luty 2008, 10:20:06
O porażającym piractwie wśród... księży donosi Interia:

Polscy księża coraz częściej ściągają gotowe homilie z internetu i odczytują wiernym jako własne. Ten proceder ma ukrócić wydana właśnie książka "Ściągać czy nie ściągać?".

Czego się z niej dowiedzą duchowni? Że przywłaszczanie cudzych tekstów jest nie tylko niemoralne, ale też karalne, pisze "Dziennik".

Brak pomysłów, przepracowanie skutkujące brakiem czasu na refleksję, zwykłe lenistwo - to powody, dla których polscy kapłani głoszą z ambony kazania znalezione w internecie lub specjalistycznych pismach. Robią to także dlatego, że nie mają świadomości, iż popełniają przestępstwo. "To zjawisko staje się coraz powszechniejsze", mówi współautor książki, ks. prof. Wiesław Przyczyna i tłumaczy, że "Ściągać czy nie ściągać?" ma budzić sumienia i świadomość kapłanów.


Całość tu:

http://fakty.interia.pl/news/siodme-nie-kradnij-takze-kazan,1058847/459fbcd9e6596ca30970c5d3af707ac0

Nieodparcie przypomina mi się tutaj fragment piosenki Czerwonych Gitar: "...kto Tuwima wiersze pisał, jako swoje tobie wysłał, la la lala la..." :) Ciekawe czy po wprowadzeniu wspomnianych w artykule obostrzeń, pojawią się licencje, patenty i kopyrajty na kazania?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Luty 2008, 10:22:32
O porażającym piractwie wśród... księży donosi Interia:

.... Ten proceder ma ukrócić wydana właśnie książka "Ściągać czy nie ściągać?".



Obowiązkowo zakupiona do wszystkich domów pu.. wróć agencji towarzyskich i stosowana jako instrukcja wewnętrzna.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 14 Luty 2008, 15:44:56
Może, tradycyjnie już, biją sie o złotą patelnię? ;)
Tytuł: Sport to... zdrowie?
Wiadomość wysłana przez: Baader w 26 Luty 2008, 22:28:31
Sezon się kończy i niektórzy próbują coś osiągnąć w skokach narciarskich w nieco nieortodoksyjny sposób:

http://www.sport.pl/skoki/1,65075,4966477.html (http://www.sport.pl/skoki/1,65075,4966477.html)

Osobliwie smakowita jest kwestia:

"Olli, będąc w stanie nietrzeźwym, publicznie obraził kierownictwo ekipy podczas rozmów z dziennikarzami."

Nie podano niestety co konkretnie powiedział. Ale i tak przypomina mi się niezapomniany "Dziennik Trenera" i takie zdanie:

"Zawodnik Maca Stefan skarcił kelnera nogą".

:)
Tytuł: Odp: Sport to... zdrowie?
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Luty 2008, 06:13:14
... Stefan skarcił kelnera nogą".
No no. No no no no!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 10 Marzec 2008, 11:00:37
No ale generalizować może tylko generał ???
Odgrzebuje stary wpis Stefka, bo mi sie przypomniał pewien dowcip, a ponieważ dzieje się w Rosji, więc jest najprawdopodobniej z życia wzięty.

Czy syn pułkownika może zostać generałem?
Nie może, bo generałowie także mają synów.


I teraz już wiemy, dlaczego liczba genarałów stale wzrasta, także podczas pokoju.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 11 Marzec 2008, 10:11:36
Sam nie wiem...  Czyżby to był... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Marzec 2008, 15:19:31
Nareszcie! Wiemy jak wyglada Stefek! Stwierdzam jednak autorytatywnie, że na tym zdjęciu jest nie za bardzo do siebie podobny... Może dlatego, że nie w płaszczu, a w garniturze?
Zaś żądaniai z plakatu, to zuprłnie nas nie zakoczył.
Stefek ma więc nową ksywę: chłopiec z plakatu?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Marzec 2008, 18:39:35
Faktycznie,z twarzy podobny zupełnie do nikogo.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 11 Marzec 2008, 18:56:49
Teraz uwaga. Będzie serio. Cisza tam w ostatnim... Dziękuję.

Współczesny świat stawia przed nami zupełnie nowe wyzwania. Rosnące zanieczyszczenie środowiska, przeludnienie naszej planety, narastający po raz kolejny wyścig zbrojeń czy wreszcie problemy związane z żywnością genetycznie modyfikowaną budzą coraz większe obawy. Jakże niesłusznie! Co najmniej ostatnie z ww. zagadnień dostarczyć nam może również prostej, niewybrednej i nieco koszarowej, ale jakże jednocześnie świeżej, ostrej i zabawnej rozrywki! Mały przykład *) :

http://www.allegro.pl/item324667002__ostre_pieprzenie_za_pol_ceny_papryfiutki.html (http://www.allegro.pl/item324667002__ostre_pieprzenie_za_pol_ceny_papryfiutki.html)

Swoją drogą to ciekawe czyich genów tutaj użyto?

*) Oglądajcie może po 23-ciej, czasy takie że nie wiadomo czy się ktoś nie przyczepi...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Marzec 2008, 20:56:17
Swoją drogą to ciekawe czyich genów tutaj użyto?

Ciekawe, kto zapylał?  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 12 Marzec 2008, 21:01:33
Ciekawe, kto zapylał?  ;D

To się robi tą, no... pepitką. Czy tam pipetką.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Marzec 2008, 22:18:39
Pierwszy raz słyszę, żeby to nazywać pipetką... No ale ja tam nie wiem, chłopaki, wy pewnie w tej materii macie więcej do powiedzenia  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Marzec 2008, 06:21:32
Maurycy! Nikt cie nie pyta o zdanie!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Marzec 2008, 18:52:58
Zgodnie z tematem wątku

Kobieta "przyrosła" do deski sedesowej na 2 lata
Trzydziestopięcioletnia kobieta, która tak długo siedziała na toalecie w mieszkaniu swego przyjaciela, że aż "przyrosła" do deski, cierpiała z powodu fobii. Jak twierdzi jej przyjaciel bała się wyjść z łazienki.
- Jest dorosła. Sama podejmuje decyzje. Przyznaję, powinienem wcześniej poprosić by ktoś jej pomógł. Ale po prostu za szybko przyzwyczaiłem się do takiego, a nie innego stanu rzeczy - powiedział Kory McFarren.

Przypadek kobiety odbił się szerokim echem w Stanach Zjednoczonych po tym, jak Bryan Whipple, szeryf hrabstwa Ness, w którym mieszkała kobieta opowiedział jej historię, dodając, że skóra kobiety, która przez dwa lata nie wstała z toalety, aż obrosła wokół deski sedesowej. - Musieliśmy podważyć deskę sedesową i oderwać ją od muszli. Była przyrośnięta do skóry kobiety. Usunęli ją dopiero operacyjnie lekarze w szpitalu. Trzydziestosześcioletni przyjaciel kobiety powiedział, że nie jest pewien jak długo Pam Bobcock nie wychodziła z łazienki, bo jak mówi "czas tak szybko płynął, że całkowicie stracił rachubę". Twierdzi także, że fobia, na którą cierpi jego przyjaciółka, to efekt tego, że w dzieciństwie była bita.

- To stało się bardzo szybko. Pewnego dnia weszła do łazienki i była w niej trochę dłużej niż zwykle. Następnego dnia jeszcze dłużej. A w końcu wbiła sobie do głowy, że już tam zostanie, bo to dla niej najbezpieczniejsze miejsce - powiedział Kory McFarren. Dodaje, że kobieta normalnie poruszała się po łazience, kąpała się, i przebierała w ubrania, które jej przynosił.

Przynosił jej także jedzenie i picie, rozmawiali i utrzymywali normalne kontakty – tyle, że wszystko odbywało się w łazience. McFarren zdecydował się zadzwonić na policję pod koniec ubiegłego miesiąca, gdyż zaczął się martwić. Według jego słów Babcock zachowywała się dziwnie, jakby zupełnie nie wiedziała co się wokół niej dzieje.

To co zastali ratownicy, gdy weszli do łazienki wprawiło wszystkich w osłupienie i wywołało prawdziwe poruszenie. Jak ujawnił szeryf Whipple ubrana kobieta, z szortami opuszczonymi do połowy ud siedziała na toalecie. Była wyraźnie zdezorientowana, a jej nogi wyglądały tak jakby cierpiała na zanik mięśni.

- Nie była przyklejona, nie była przywiązana. Jej ciało po prostu fizycznie tworzyło całość z deską sedesową. Wiem, że trudno sobie to wyobrazić. Mnie nadal trudno jest w to uwierzyć.

Początkowo kobieta nie chciała nawet słyszeć o pomocy lekarskiej, jednak ratownicy i jej przyjaciel wspólnie zdołali ją przekonać, że powinna pojechać do szpitala.

- Powiedziała, że nie potrzebuje żadnej pomocy, że czuje się dobrze, i że nie chce wychodzić z łazienki - powiedział Whipple i dodał, że prokurator stanowy rozważa, czy nie postawić zarzutów przyjacielowi kobiety. Kory McFarren, który pracuje w sklepie z antykami, twierdzi, że opiekował się swoją przyjaciółką przez szesnaście lat, które wspólnie spędzili. Zarzeka się, że codziennie próbował ją przekonać, by wyszła z łazienki. Zawsze ponoć odpowiadała mu to samo - "być może jutro".

Lekarze ze szpitala w Wichita określają stan kobiety jako dobry. Ma ona jednak infekcję nóg i tak poważne uszkodzenie nerwów, że niewykluczone, że do końca życia będzie się poruszać na wózku inwalidzkim. Kobieta nie chce na razie współpracować z policją i ekipami dochodzeniowymi.

James Ellis, sąsiad Babcock, który zna ją od dziecka, twierdzi, że nie widział jej przez co najmniej sześć ostatnich lat. Dodaje, że miała trudne dzieciństwo. Jej matka zmarła gdy była mała, a gdy była nastolatką bardzo rzadko pozwalano jej wychodzić z domu. - Nie dziwi mnie to co się stało. Dziwi mnie jednak, że zareagowano na to tak późno - dodaje Ellis.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 20 Marzec 2008, 19:28:20
Oto pochodząca z niezawodnego Joemonster.org politycznie poprawna wersja bajki o Czerwonym Kapturku:

http://www.joemonster.org/art/8912/Politycznie-poprawna--bajka-o-Czerwonym-Kapturku (http://www.joemonster.org/art/8912/Politycznie-poprawna--bajka-o-Czerwonym-Kapturku)

Na zachętę mały fragment:

Czerwony Kapturek powędrował główną ścieżką. Niestety, ponieważ status wyrzutka ze społeczeństwa uwolnił wilka od niewolniczej wierności sztampowemu, zachodniemu stylowi myślenia, znał on szybszą drogę do domku babci. Wtargnął do domu i pożarł staruszkę, co było czynem całkowicie przyjętym dla mięsożercy takiego, jak on. Następnie, nieskrępowany sztywnym, tradycyjnym sposobem postrzegania kobiecości i męskości, nałożył nocny strój babci i wpełznął do łóżka.

Oraz komentarz redakcji JM:

Jest fragment książki "Politically Correct Bedtime Stories" Jamesa Finn Garnera, który wpadł na szatańsko genialny  pomysł - w czasach szalejącej i zataczającej coraz szersze kręgi manii politycznej poprawności, zadał sobie pytanie jak wyglądałyby stare i znane bajki, które tworzyliby piewcy nowego ładu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 20 Marzec 2008, 21:16:51
Znalazłam to na ebayu. W opisie sprzedawca podał Age level: 8-12 
Wcześnie się ta młodzież na Wyspach rozwija... ;D

edit: drugi co prawda napisał, że książka jest dla Young Adults, ale za to umieścił w kategorii Nursery Rhymes  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Marzec 2008, 23:30:06
Tak, czy siak dobre. Chociaż, nie chwaląc sie, od dawna wykazujemy na tym forum polityczną niepoprawność politycznej poprawności.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 21 Marzec 2008, 00:48:53
A co to jest ta cała "poprawność"? Ktoś ją kiedyś widział? Naprawdę ona istnieje?  ???

   :-X
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Marzec 2008, 10:01:50
Właśnie dostałem takiego maila:
Dzień dobry!
    Dziekuję za informację! Niestety potrzebny mi jest adres meilowy i o
taki proszę. W przesłanej informacji adresu nie ma!
Pozostaję z szacunkiem.
...i

To nie jest żart.
Wysłałem gościowi maila żeby wiedział jak się kontaktować i dostałem taką odpowiedź.
Życie przerasta najśmielsze wyobrażenia
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Marzec 2008, 10:04:54
Cóż, może po prostu zapomniałeś dołączyć do postu ten adres mailowy? Sprawdź dokładnie... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 07 Kwiecień 2008, 22:20:56
Ta historia nie kończy się dobrze, ale pod pewnymi względami przypomina przygody dziadka JAcka w Mandżurii w niezapomnianym 1905...

Po godzinie 17.00 jeden z mieszkańców zadzwonił na policję z kolejną niepokojącą informacją. Jak wynikało ze zgłoszenia, w stodole znalazł zwłoki mężczyzny.

(...)

Według relacji Petera C., który wybrał się na wycieczkę do Polski i na Litwę, zgubił się na drogach powiatu łańcuckiego i dokładnie nie pamięta, jak znalazł się nad rzeką. Zszedł nad wodę, aby się umyć, ale poślizgnął się i wpadł do Wisłoka. Przepłynął pewien dystans z nurtem rzeki aż udało mu się wyjść na brzeg. Zdjął z siebie mokre ubrania, pozostawił je na brzegu i udał się w kierunku najbliższych zabudowań. Tu wszedł do stodoły i tam wyczerpany zasnął.

Obudził go dopiero właściciel budynku, który o niczym nie wiedząc chciał widłami nabrać słomy. Wystraszony i osłabiony, a w dodatku draśnięty widłami Niemiec leżał cicho, przez co gospodarz sądził, że są to zwłoki. Mężczyzna został przewieziony do szpitala.


Całość tu: http://wiadomosci.onet.pl/1725333,11,item.html (http://wiadomosci.onet.pl/1725333,11,item.html)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 07 Kwiecień 2008, 22:40:21
Typowa w świecie przyrody strategia surwiwalowa - jak te żuczki, co udają trupa żeby ich ptaszek nie zjadł. Jestem nieświeży, nie ruszaj mnie, nie warto.  :P
A może ten Niemiec rzeczywiście był trochę nieświeży? Skoro nie pamięta jak wpadł do Wisłoka to musiał być co najmniej wczorajszy  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 08 Kwiecień 2008, 06:18:18
Gdzie Litwa, a gdzie Łańcut?
A zresztą Niemiec w Łańcucie? To prowokacja i kolejny antysemicki incydent!
No chyba że Niemiec skosztował wyrobów miejscowej fabryki.
Oj tam, Łańcut, Leżajsk - jaka to różnica?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 08 Kwiecień 2008, 12:47:09
Gdzie Litwa, a gdzie Łańcut?

To on szedł w końcu na Malbork czy na Frombork?  ;D
http://youtube.com/watch?v=ieRvg_gBJuo&feature=related (http://youtube.com/watch?v=ieRvg_gBJuo&feature=related)



No chyba że Niemiec skosztował wyrobów miejscowej fabryki.
Oj tam, Łańcut, Leżajsk - jaka to różnica?

Co najmniej trzydzieści parę procent ;D
http://www.polmoslancut.com.pl/ (http://www.polmoslancut.com.pl/)
http://www.grupazywiec.pl/grupa/glowne_marki/?f=403 (http://www.grupazywiec.pl/grupa/glowne_marki/?f=403)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 09 Kwiecień 2008, 10:14:09
Na niezawodnym joemonster.org znajdujemy dziś listę najciekawszych zawodów.

Preambuła:

Plucik pisze: Pracuję w firmie, gdzie na co dzień spotykam się z zaświadczeniami o zatrudnieniu. W tych właśnie zaświadczeniach jest ręcznie wpisywany zawód. Oto jedne z ciekawszych, które udało mi się zebrać wraz z moimi współpracownikami

Kilka najciekawszych (jak dla mnie):

monster instalacji
zatacznik
właściwy słodownik
kierowca zwiadowca
monter pucharów
pomocnik kalibracji jelit
walcownik gumy (sic!)

Więcej tu: http://www.joemonster.org/art/9010/107-najdziwniejszych-polskich-zawodow (http://www.joemonster.org/art/9010/107-najdziwniejszych-polskich-zawodow).

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Kwiecień 2008, 16:48:08
A kierowca bombowca?  ;D
Że nie wspomnę o sekserze, jednym z najmniej seksownych zawodów na świecie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 09 Kwiecień 2008, 18:08:47
A ja przypomnę za Kabaretem Elita inny ciekawy zawód:
ciągarka drutu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 12 Kwiecień 2008, 13:39:45
Z innej acz pokrewnej beczki. Dość przypadkowo udało mi się jakiś czas temu zobaczyć swego rodzaju "księgę kodową" rozmaitych schorzeń z numerami do celów - chyba - statystycznych. Zwykle człowiek styka się z kilkoma tego rodzaju numerami gdy pan doktor wpisuje mu je na L4. Jednak lista zawiera również pozycje wielce egzotyczne. Mój nr 1 to "Rana zadana mieczem, szpadą lub sztyletem". Co ciekawe, mimo że są tam rany od broni palnej, to nie ma takich zadanych bronią obuchową (maczuga, morgenstern, cep bojowy czy współczesny bejsbol).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 12 Kwiecień 2008, 20:50:08
A czy nasza pospolita, przaśna siekiera to także broń obuchowa?
A jak buch babe w brzuch to jak to można zakwalifikować?
Podrzuć księgę kodów chopie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Kwiecień 2008, 01:42:07
A czy nasza pospolita, przaśna siekiera to także broń obuchowa?
To chyba zależy z której strony spojrzeć lub chwycić, przy czym uchwyt ze strony obuchowej powoduje spojrzenie na stronę ostrą i odwrotnie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 30 Kwiecień 2008, 07:52:12
Dzisiaj w wiadomościach o 7:00 w Trójce był wywiad z żołnierzami w Afganistanie. Narzekali oni otóż, iż nic lub niemal nic się im nie dostało przy rozdziale nagród, a wszystko "zagarnął bezpośredni przełożony jednego z nich" (sic! - ciekawe jaki miał stopień?). Gdyby słuchali pouczającego odcinka "R.P." o znalezieniu bodajże trzydziestu wyjątkowo rozciągliwych japońskich prezerwatyw i ich podziale przez kaprala Jedziniaka, to wiedzieliby, że bezpośredni przełożeni tak już niestety mają, co najmniej od niezapomnianego roku 1905 włącznie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 30 Kwiecień 2008, 12:21:09
Kurcze Baader zadziwiasz mnie.

Te hasła na pedii, których istnienia bym nawet nie podejrzewał, a teraz wątek o prezerwatywach, którego w tej chwili nie mogę umiejscowić w żadnym z odcinków. Muszę więcej i częściej słuchać Rodziny... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 30 Kwiecień 2008, 13:15:35
Kurcze Baader zadziwiasz mnie.

Te hasła na pedii, których istnienia bym nawet nie podejrzewał, a teraz wątek o prezerwatywach, którego w tej chwili nie mogę umiejscowić w żadnym z odcinków. Muszę więcej i częściej słuchać Rodziny... ;)

Bardzo mnię jest miło. Fakt faktem, że nie pamiętam w którym konkretnie odcinku występowały wspomniane prezerwatywy. Pamiętam, że były żółte i kapral zatrzymał sobie lwią część, a dziadkowi dał jedną czy dwie. Reszta oddziału musiała się obejść, powiedzmy, smakiem :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 30 Kwiecień 2008, 23:46:51
Masz dżema - to jest konkretna sprawa, a nie jakieś pitu-pitu. Sam zapuściłem się ostatnio w dodawaniu czegokolwiek na pedię, ale to po tym, jak napisałem konkretne i całkiem (jak na mój gust) dobre streszczenie odcinka, co zajęło mi sporo czasu i... skasowało mi się bez zapisania :(
Ale jak trauma minie, to dodam parę hasełek może... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Maj 2008, 01:36:52
Fakt faktem, że nie pamiętam w którym konkretnie odcinku występowały wspomniane prezerwatywy. Pamiętam, że były żółte i kapral zatrzymał sobie lwią część, a dziadkowi dał jedną czy dwie. Reszta oddziału musiała się obejść, powiedzmy, smakiem :)
Również oddając Baaderowi, co baaderowskie, zastanawiam się jednak, który fragment prezerwatywy stanowi tę jej mityczną lwią część? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 20 Maj 2008, 22:40:41
Z policyjnego forum dyskusyjnego, via niezawodny joemonster.org

Miałem najśmieszniejszą interwencję w historii.
Noc około godz.1.00 dzwoni sołtys wsi odległej od fabryki z 10 km, że obok miejscowości siedzi UFO. Pakujemy się do Nysy i z ciekawości Pomocnik Dyżurnego (stary chłop o wielkiej posturze). Jedziemy do tej miejscowości a tam szok.Chyba cała wiocha wyległa i patrzą w pola. W odległości chyba 1,5 km na polu faktycznie siedzi UFO.  Widzę, że co jakiś czas się przemieszcza, jest super oświetlone, nawet zarysy chodzących ufoli widać. Z wioski każdy się boi więc ruszamy w kierunku UFO w trójkę. Jednak za nami zostaje w tyle bo z natury był strachliwy ten Pomocnik Dyż. W pewnym momencie zaczynamy biec. Nagle z tyłu słyszę głos Pomocnika-Ratunku chłopaki mają mnie Ratunku. Zawracamy świecimy latarkami a nasz Pomocnik siedzi po pas w jakimś bajorze. Cały mundur w błocie i drze się Ratunku. Pomogliśmy mu wyleźć i już jesteśmy blisko UFO. Skóra mi cierpnie. Podchodzimy a to Specjalny Pociąg Remontowy z Gdyni który w nocy naprawiał tory. Była to linia jednotorowa i mógł pracować tylko w nocy. Pomocnika odwieźliśmy do domu aby się przebrał. W domu żona do niego mówiła
- Taki stary a taki głupi.


Ciekawe czy ufoludki porozumiewały się "trt rrt ttrt trtr"??

Więcej tu:

http://www.joemonster.org/art/9218/Historie-z-forum-policyjnego-II (http://www.joemonster.org/art/9218/Historie-z-forum-policyjnego-II)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 21 Maj 2008, 06:16:56
No opowiastka palce lizać.
Można z niej zrobić prawie książkę...
Takie to lubimy!
Bravou Yasiu!
A duch może coś w tym temacie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 21 Maj 2008, 07:41:02
Wzruszył mnie poziom subtelności tego humoru. Zwłaszcza ta historia o pani Dance  ;D
Dobrze, że u nas woźne nie troszczą się aż tak bardzo o nauczycieli, bo by się nam zawód sfeminizował jeszcze bardziej...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 21 Maj 2008, 08:31:45
Wzruszył mnie poziom subtelności tego humoru. Zwłaszcza ta historia o pani Dance  ;D
No cóż, lubiła orzeszki ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Maj 2008, 18:19:04
Otrzymałem takie pisemko.
Zgaduj zgadula jaka to firma to mnie przysłała?
Edit
Nie ma wafla andruta - nie zgadniecie
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Maj 2008, 16:45:08
Nie zgadniemy, więc dyplomatycznie zmieniam temat.
Z cyklu Czego to ludzie nie wymyślą: http://www.nikkoamerica.com/nhe/dvd_projector_video.html (http://www.nikkoamerica.com/nhe/dvd_projector_video.html)


PS: Stefan, a nie jestże to nasz ulubiony zawijas &? Oni ostatnio tak bardziej frontem do klienta...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Maj 2008, 18:58:09
Ciepło, ciepło, nie spodziewałem się tego po Was (Bruksa)
A najśmieszniejsze jest to, że ja już nie jestem ich klientem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 29 Maj 2008, 09:19:24


http://pl.wikipedia.org/wiki/Polscy_samozwa%C5%84cy

Okazuje się, że obecnie też można otrzymać nadanie tytułu arystokratycznego albo i całe księstwo (łódzkie). Może byśmy tak zrobili zbiórkę, tak ze 60 złotych i nabyli akt nadania tytułu hrabiowskiemu obywatelowi Jackowi Marii Poszepszyńskiemu? Tytuł książęcy byłby zapewne trochę droższy, a „Jacek Maria hrabia Poszepszyński" brzmi akuratnie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 30 Maj 2008, 13:59:07
Jakże szlachetna, nomen omen, inicjatywa  ;D
Ja się mogę zrucić.

Swoją drogą porażająca jest skromność charakterystyczna dla (nie)prawdziwych arystokratów.
Jego Królewska Wysokość Wielki Książę Wierzchowski , z Łaski Boga i Woli Narodu Regent Polski i Polskiego Ruchu Monarchistycznego, Wielki Kniaź Ukrainy-Rusi, Kniaź Imperium Rosji, Emir Tatarów, Kawaler Orderu Regencji na Wielkiej Wstędze z Gwiazdą, Kawaler Wielkiej Wstęgi Orderu Świętego Stanisława I klasy, Wielki Mistrz Zakonu Rycerzy Polskiej Korony etc. etc.

LOL
Dziadkowi Jackowi do tytułu koniecznie trzeba by wpisać Kawaler Orderu Zaskrońca Elektrycznego na Wielkiej Tasiemce z Guzikiem.  ;D
Ale wszystkich przebija gościu skromnie i krótko nazywający siebie Zbawca  ;D Zawsze mi się zdawało, ze na ten tytuł to kto inny ma copyrighta. 
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 30 Maj 2008, 15:15:22
Boższsz... Nieprawdopodobne, że są tacy... Mnię się osobliwie podoba tytuł Wysoki Kapłan Słońca. Jakoś tak się aztecko - inkasko kojarzy. Ciekawe czy gdyby przejął w swoim czasie władzę to stolicę mielibyśmy w Machu... Macchu... No wiecie: makczu pikczu?

Widać też jednak bardziej realistyczne, rynkowe podejście do tematu:

Książę, VIII Wielki Mistrz Orderu Świętego Stanisława, działa w Colchester i zajmuje się przyznawaniem Orderu Świętego Stanisława. - no i wszystko jasne. Od czasu do czasu sobie przyzna i jakoś wiąże, by tak rzec, koniec (pasa słuckiego?) z końcem.

Fascynujące są też owe "etc. etc." po czterech linijkach tytułów. Co tam może być? Pewnie jakieś pomniejsze tytuły: Krajczy Nowojorski, czy Wielki Łowczy Powiatu Tarnowskiego.

Trudno też nie odnieść po lekturze wrażenia, że mija mnie jakaś wielka polityka, a ja (kawał powiedzmy sobie szczerze chama w porównaniu z licznymi wymienionymi Xiążętami) w ogóle tego nie zauważyłem. O proszę:

Uległy likwidacji księstwa : Księstwo Śląskie, Pomorskie, Cieszyńskie i Małopolskie. Pozostało tylko Wrocławskie, które obecnie jest wewnętrznie skłócone. - no proszę!

Baader (herbu Kot na Puszczy etc, etc)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 30 Maj 2008, 15:25:25
Jeeeezu, a co z Mazowszem? Ja tu tymczasowo mieszkam, niepokoi wiec mię jego nieuregulowany status. Na liście zlikwidowanych nie ma (swoją drogą, jak wy to odbieracie w Małopolszcze, że ją zlikwidowali?), a istnieć nie istnieje, bo wszak istnieje tylko Księstwo Wrocławskie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 30 Maj 2008, 15:32:18
To faktycznie pewien problem - wygląda na to, że staliśmy się po prostu na powrót dzikimi i niebezpiecznymi krainami niczyimi. I tu się pojawia z kolei pole do popisu dla (jeśli jest reaktywowana, a niemal na pewno jest, bo taki jest trynd) Ligi Morskiej i Kolonjalnej - można kolonizować aż miło. W Końcu zdaniem ministra J. Becka polskie kolonie zaczynały się przed wojną już w Rembertowie :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Czerwiec 2008, 13:57:40
Ciekawe rzeczy... na przykład niejaki Zbigniew Roliński (ur. 1949) założyciel i przewodniczący partii politycznej Praca Zdrowie Ekologia i Wolnego Radia Polska, które propagują idee ekonacjonalistyczne, antysyjonistyczne, antyglobalistyczne i antyklerykalne.
Fascynujące, co to są idee ekonacjonalistyczne?
Czyli Żyd, jak to sie zdarza, z przekonania globalistyczny syjonistyczny internacjonalista, który ma nieszczęście być klerykałem, ma absolutnie przechlapane u pana Rolińskiego? Biedy Alan Greenspan :'(
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 04 Czerwiec 2008, 20:38:54
Ba... Albo taki np Woody Allen, wg niektórych jedyny na świecie Żyd - antysemita... Pewnie ma u tego pana j.w.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 05 Czerwiec 2008, 10:37:20

ordynacja kaliska dla dziadka? a co!
Tytuł: Opowieść z życia wzięta (czyli z radia)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 18 Czerwiec 2008, 08:08:54
PR, program III
W związku z rosnącymi cenami ropy, rząd (a w jego imieniu JE Pawlak W.) zastanawia sie, nad opłacalnością otrzymywaniem benzyny z węgla kamiennego.
Powołana została komisja, która ma opracować koncepcje projektu instalacji zagazowywania węgla.
Fabryka ma powstać w... Oświęcimiu.
No tak, tradycje są...
Ciekawe tylko, czy do projektu zaproszeni zostaną niemieccy specjaliści.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Czerwiec 2008, 12:39:22
Byłbyż to dziadek Jacek??

64-letni Australijczyk, który zmotoryzowanym wózkiem inwalidzkim wybrał się autostradą z wizytą do przyjaciela, zasnął po drodze, najwyraźniej pod wpływem alkoholu - poinformowała w poniedziałek australijska policja.

Więcej tu:

http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/pijany-inwalida-na-autostradzie,1133284/e24f598ce971420de28e95f0de867f87 (http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/pijany-inwalida-na-autostradzie,1133284/e24f598ce971420de28e95f0de867f87)

Na szczęście nie natknął się na ciężarówkę marki Zubr!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z pracy)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Czerwiec 2008, 13:36:19
Kolega wrócił z Belgii i miał do oddania 246 euro.
Likwidatura przyjęła 245 euro, odmówiła przyjęcia monety 1 euro.
Kolega będzie obciążony na pasku kwotą 1 euro.
No bo wie pan, co my zrobimy z 1 euro?
Na pytanie jak w związku z tym rozliczyć się z kwoty 246 euro nie uzyskał odpowiedzi.
Mała rzecz, a cieszy... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z pracy)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 23 Czerwiec 2008, 14:14:16

Kolega będzie obciążony na pasku kwotą 1 euro.

No to jakoś da radę to nosić, nawet na szyi . Jakby go tak obciążyli 1kg  :o
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 23 Czerwiec 2008, 15:43:26
Na szczęście nie natknął się na ciężarówkę marki Zubr!!
I tak przejechałby pod spodem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z pracy)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Czerwiec 2008, 16:27:43
Kolega wrócił z Belgii (...)

Moja druga połowa wróciła niedawno od Żygabitów z konferencji. Przed wejściem na konferencję żygabiccy organizatorzy (les organisateurs) zażyczyli sobie zobaczyć dokumenty uczestników, celem wydania legitymacji uprawniającej do wejścia na teren (i konsumpcji w bufecie). Ponieważ jeden z kolegów mojej drugiej połówki nie mógł się  doszukać dowodu osobistego (bo najprawdopodobniej już się  zaczął aklimatyzować, mimo że jeszcze nie był w bufecie), więc nonszalancko rzucił na stół prawko. No i teraz może się pochwalić legitymacją, z której wynika, że jednym z uczestników konferencji był niejaki Messieur Prawo Jazdy, de Pologne  ;D

Jak to Stefan powiedział, mała rzecz, a cieszy  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Czerwiec 2008, 06:40:00
Oryginalne, Stefan nic od siebie nie dodał. Czysta vklejka

Koncern Fiat oficjalnie przeprosił w piątek Chiny za telewizyjną reklamę najnowszego modelu Lancii Delty z udziałem amerykańskiego aktora Richarda Gere'a, praktykującego buddysty, zaprzyjaźnionego z dalajlamą i głośnego krytyka chińskiej polityki wobec Tybetu. Fiat przyznał, że reklama może "urazić wrażliwość narodu chińskiego".

Piękne, nie?
A kto nas przeprosi za reklamy...
No właśnie, jakieś pomysły?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Czerwiec 2008, 08:22:53
Wszystkie koncerny piwne, za reklamy dzielone w swoim czasie na pół. To się nazywało w czasach szkolno - studenckich "robieniem smaka" i było uważane za wyjątkowo nieetyczne.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Czerwiec 2008, 08:40:26
Fiat właśnie, za niesławną reklamę o historycznych symbolach. Tę, w której okazało się, że mamy wspólną historię z Chińczykami właśnie (wmontowane zdjęcia z placu Tiananmen)  ;D
Były zresztą różne narodowe wersje tej reklamy - ciekawe, czy w chińskiej też użyto wiadomych zdjęć? Czy wmontowano im raczej skoty i koksowniki z Placu Defilad?  ;)
Tytuł: Opowieść z życia wzięta (czyli z pracy)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 30 Czerwiec 2008, 09:45:20
A u nasz w firmie ma być dziś JE panie Waldku, pan się nie boi
Niby firma prywatna, a przygotowania jak za Gierka.
Nie było takich, jak był nawet Edgar.
Dziś rano (przed 6) nie mogłem się dostać do biura, bo trawa jeszcze nie obeschła. (Nieqmatym dodaje, że nie obeschła od malowania, a nie od rosy).
Jedyne dobre to to, że jak prezes zajrzał do mojego biura, spojrzał na mnie i rzekł do swojej świty
- Tu nie, tu nie wprowadzamy.  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 30 Czerwiec 2008, 15:17:04
JE Panie Waldku to przecież w końcu wyższy urzędnik, od Gosia, znaczy. Od Gosia każdy urzędnik jest wyższy...
Ale żeby miał alergię na koty to nie wiedziałam.  ;)
Tytuł: Opowieść z życia wzięta (czyli z radia)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 01 Lipiec 2008, 07:23:35
Za Trójką:
W Holandii zakazano palenia papierosów (tytoniu) w lokalach. I teraz będzie ciekawe:
Marychę można palić dalej (byle nie była wymieszana z tytoniem).
Czy ja muszę coś jeszcze wymyślać???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 01 Lipiec 2008, 07:29:20
Ależ to logiczne - dym z marychy mniej szkodzi otoczeniu  ;D

Czy ja muszę coś jeszcze wymyślać???
Musisz. Bo skąd by świat brał takie genialne pomysły, jak nie od ciebie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 01 Lipiec 2008, 08:14:23
Jakkolwiek nic a nic psiakostka fajczorzy mi nie żal, to nie sposób dostrzec tu pewnego o...pienia. Niezależnie od ustroju, sojuszy, religii,  itp. państwa świata czerpią niemałe zyski z regulacji sprzedawania tytuniu, którego konsumpcję (i przy okazji absorbcję asfalciku w płucka) ograniczają prawami niemal takimi jak dotyczącymi posiadania broni. Gdzie tu sens, gdzie tu logika? Może można by na faje zamontować jakieś katalizatory?? Maurycy jako chomik (chemik) z pewnością cośtakiego by skonstruował, na bazie chemikaliów pana Sobieskiego :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 01 Lipiec 2008, 22:09:49
Ja tam też wolę Maryśkję, od papierochów, co to bez wątpienia szkodzą bardziej otoczeniu, a i samemu palaczowi chiba też...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 02 Lipiec 2008, 21:37:38
Pewnie!Ja też wolę Maryśkę,szczególnie jeśli będzie filigranowa,ładna i chętna. 0:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 03 Lipiec 2008, 11:57:08
Ortodoksyjny sąd rabinacki w Jerozolimie formalnie zakazał wiernym korzystania z przenośnych odtwarzaczy multimedialnych MP4. Zdaniem sędziów urządzenia to narzędzia szatana, które ten wykorzystuje do namawiania ludzi do grzechu.
Zygfryd - wiesz coś o tym?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 03 Lipiec 2008, 13:27:00
Ortodoksyjny sąd rabinacki w Jerozolimie formalnie zakazał wiernym korzystania z przenośnych odtwarzaczy multimedialnych MP4. Zdaniem sędziów urządzenia to narzędzia szatana, które ten wykorzystuje do namawiania ludzi do grzechu.
Zygfryd - wiesz coś o tym?
Oczywista! Rabini już kiedyś sprzedawali koszerne telefony komórkowe (bez możliwości wysyłania sms-ów), to teraz czas na MP4. A co jak ktoś (na przykład ja ;D) wrzuci na takie mp4 muzykę jakiegoś blek metalowego zespołu (co to obcinają głowy baranom i podpalają kościoły), albo nagra sobie jakieś nieprzyzwoite filmy?

Mp4-kowym skrytożercom, mówimy stanowcze i zdecydowane ...TAK!  >:D >:D >:D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 03 Lipiec 2008, 14:03:43
Ortodoksyjny sąd rabinacki w Jerozolimie formalnie zakazał wiernym korzystania z przenośnych odtwarzaczy multimedialnych MP4. Zdaniem sędziów urządzenia to narzędzia szatana, które ten wykorzystuje do namawiania ludzi do grzechu.

I bardzo dobrze, bardzo!
I dlatego używam tylko i wyłącznie bezpiecznych odtwarzaczy MP3  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Lipiec 2008, 18:43:19
Ortodoksyjny sąd rabinacki w Jerozolimie formalnie zakazał wiernym korzystania z przenośnych odtwarzaczy multimedialnych MP4. Zdaniem sędziów urządzenia to narzędzia szatana, które ten wykorzystuje do namawiania ludzi do grzechu.

I bardzo dobrze, bardzo!
I dlatego używam tylko i wyłącznie bezpiecznych odtwarzaczy MP3  ;D

Dodajmy, że koszernych i słuchamy tylko koszernej muzyki i słuchowisk.
Koszerny, to znaczy prawidłowo - zgodnie z regułami religii zabity. Jak się zabija/przyrządza koszernie pierwszy lepszy odtwarzacz mp3, żeby go potem używać zgodnie ze starozakonnym prawem religijnym?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 07 Lipiec 2008, 09:09:51
Aż sobie sprawdziłem (www.szukacz.pl - polecam, proszę mi tu nie zarzucać używania koszernych Googli :P ) listę dostępnych na polskim rynku koszernych produktów. Niektóre pozycje zadziwiają, w życiu bym nie podejrzewał o koszerność np pierwszych z brzegu moich ulubionych śledzi "Matjas". A tu proszę...

http://lauder.lodz.pl/images/stories/PDF/kosherlist.pdf (http://lauder.lodz.pl/images/stories/PDF/kosherlist.pdf)

Ale o odtwarzaczach i telefonach ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu nic nima. Zresztą zawsze podejrzewałem że mój iRiver nie jest kosher... Aj waj... :(.

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 07 Lipiec 2008, 13:18:51
Eeech... jako inżynier (starej daty) muszę wy(t)łuszczyć, że społeczeństwo ślepo zakłada iż MP4 = MP3, co jest zdecydowanie mylnym błędem i prowadzi m.in. do koszernych nadużyć!
A Rabinów należy pochwalić za doskonałe rozeznanie na rynku multimedialnym.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 07 Lipiec 2008, 16:29:24
a ja mam mp6.66 i siem nie chwalem. (chociaż co ja właśnie zrobiłem?)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Lipiec 2008, 08:31:06
Koszerne jest w zasadzie to, co rabin uzna za koszerne. Pytanie - czy ktoś musi wobec tego uznać najpierw rabina za koszernego? I kto by to miał zrobić? Ot, dylemat w stylu paradoksu golibrody...

Co by jednak o ortodoksyjnych Żydach nie mówić, trzeba ich pochwalić za bezkompromiowe przywiązanie do tradycji. Wszak praojciec Abraham żadnych tam mp3 czy mp4 nie używał. Za to na pewno wcinał matjasy i chodził w takiej czapce...

(http://cache.daylife.com/imageserve/03HIfyj5mReCI/610x.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Lipiec 2008, 09:30:41
Wszak praojciec Abraham żadnych tam mp3 czy mp4 nie używał.

A to zależy. Jeśli wierzyć teoriom popularnego drzewiej Ericha von Danikena (tak to się pisze?) to używał on rzeczy przy których mp4 to jest małe Miki. Otrzymanych oczywiście od braci z kosmosu.

Żal swoją drogą trochę różnych takich ekscytujących teorii / książek / filmów popularnych w schyłkowym PRLu - kto czytał przepisane ręcznie niesamowitym nakładem pracy "Życie po życiu" ten wie... Wspomniany E. v. Daniken, tajemnice Trójkąta Bermudzkiego, rozmaici cudowni uzdrawiacze przyciągający dzikie tłumy, odpis przepisu na Cudowne Panaceum Na Wszystko otrzymywane zdaje się z kwiatu paproci (nie no, żartuję: z pewnej niezwykle rzadkiej huby)...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Lipiec 2008, 09:50:45
Wszak praojciec Abraham żadnych tam mp3 czy mp4 nie używał.

A to zależy. Jeśli wierzyć teoriom popularnego drzewiej Ericha von Danikena (tak to się pisze?) to używał on rzeczy przy których mp4 to jest małe Miki. Otrzymanych oczywiście od braci z kosmosu.

Żal swoją drogą trochę różnych takich ekscytujących teorii / książek / filmów popularnych w schyłkowym PRLu - kto czytał przepisane ręcznie niesamowitym nakładem pracy "Życie po życiu" ten wie... Wspomniany E. v. Daniken, tajemnice Trójkąta Bermudzkiego, rozmaici cudowni uzdrawiacze przyciągający dzikie tłumy, odpis przepisu na Cudowne Panaceum Na Wszystko otrzymywane zdaje się z kwiatu paproci (nie no, żartuję: z pewnej niezwykle rzadkiej huby)...

Każdy chyba przechodził etap z tzw. historią alternatywną. Słynne książki Mostowicza i Znicza. Tyle, że teraz nie jest gorzej, a może nawet lepiej? Masa takich, za przeproszeniem, pozycji leży w księgarniach i to w różnych pozycjach. Tylko, kto to teraz ma czas czytać?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 17 Lipiec 2008, 09:57:54
E tam, Daniken, Mostowicz czy Znicz.
Rober Parzocha! To jest proza, ocierająca się o poezję.
A tak na poważnie, to najlepiej czyta się to, co się wcześniej samemu napisało  ;) ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 17 Lipiec 2008, 10:23:38
A dochtór Pająk? Przy jego tekstach nawet nasze forumowe gejzery kreatywności to twardy naukowy realizm  ;D A taki Daeniken to mu może najwyżej buty sznurować...

A pamięta ktoś cudowne tybetańskie grzybki hodowane w weku ze słodzonym mlekiem? Ech, to były czasy, dzisiaj za hodowlę podejrzanych grzybków...  :-\
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Lipiec 2008, 11:28:13
A dochtór Pająk? Przy jego tekstach nawet nasze forumowe gejzery kreatywności to twardy naukowy realizm  ;D A taki Daeniken to mu może najwyżej buty sznurować...

A pamięta ktoś cudowne tybetańskie grzybki hodowane w weku ze słodzonym mlekiem? Ech, to były czasy, dzisiaj za hodowlę podejrzanych grzybków...  :-\
Czy te grzybki to aby nie opieńki? pytam, bo ja się raczej specjalizuję w zbieraniu grzybów, a nie w ich hodowaniu.
Tybetańskie grzybki - specjalistami od hodowania byli zapewnie chasydzcy rabini. Oczywiście po uprzednim ukoszernieniu hodowli. To jak się wydaje, przesadza, że grzybki te nie mogły być z wieprzowiny. Zresztą, wieprzowina w Tybecie? Przecież tam to mają co najwyżej jakcinę?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 17 Lipiec 2008, 11:44:14
A dochtór Pająk? Przy jego tekstach nawet nasze forumowe gejzery kreatywności to twardy naukowy realizm  ;D A taki Daeniken to mu może najwyżej buty sznurować...

ech, jak cudnie, że są na forum sympatycy doktora Pająka, wzruszony jestem

Najbardziej lubię tę jego opowieść, jak prześladujący go kosmici puścili mu zimną (zamiast ciepłej) wodę w prysznicu a w jego głowie rozległ się diabelski śmiech. ha-ha-ha
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Lipiec 2008, 11:45:38
A dochtór Pająk? Przy jego tekstach nawet nasze forumowe gejzery kreatywności to twardy naukowy realizm  ;D A taki Daeniken to mu może najwyżej buty sznurować...

ech, jak cudnie, że są na forum sympatycy doktora Pająka, wzruszony jestem

Najbardziej lubię tę jego opowieść, jak prześladujący go kosmici puścili mu zimną (zamiast ciepłej) wodę w prysznicu a w jego głowie rozległ się diabelski śmiech. ha-ha-ha
Jeżeli diabelski śmiech to ha-ha-ha, to szatański najpewniej bedzie brzmiał 6ha-6ha-6ha? Zygfryd?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Lipiec 2008, 09:37:59
Abstrahując od diabelskiego śmiechu...  >;D
Z życia wzięte, czyli z katalogu wysyłkowego Quelle: Inhalator z powietrzem morskim. Z 60 g specjalnej soli himalajskiej.  ;D

Swoją drogą, coś dziwnego ostatnio dzieje sie z geografią środkowej Azji - niedawno McCain nadmieniał coś o kłopotach na granicy iracko-pakistańskiej... Przyjdzie nam zrewidować atlasy. Całe szczęście, że na granicy polsko-chińskiej nadal spokój  ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Lipiec 2008, 10:43:26
Abstrahując od diabelskiego śmiechu...  >;D
Z życia wzięte, czyli z katalogu wysyłkowego Quelle: Inhalator z powietrzem morskim. Z 60 g specjalnej soli himalajskiej.  ;D

Swoją drogą, coś dziwnego ostatnio dzieje sie z geografią środkowej Azji - niedawno McCain nadmieniał coś o kłopotach na granicy iracko-pakistańskiej... Przyjdzie nam zrewidować atlasy. Całe szczęście, że na granicy polsko-chińskiej nadal spokój  ;)
A pro po (apropo, a propo)/* geografii - Babrak O-bama też ma kłopoty z nią - nazwał Berlin miastem wolności.
Dobrze, że nie unii wolności.
A może?
Tak na marginesie, ciekawe czy amerykanie tak nienawidzą kaczyńskiego że wybiorą murzyna.
Napisałem kaczyńskiego? Miało być busha of course...
Taka Freudowska(?) pomyłka.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Lipiec 2008, 12:18:21
Taka Freudowska(?) pomyłka.

Taa, niektórym to się wszystko z kaczorem kojarzy.
Ciekawe, z czym się Freudowi mógł kojarzyć kaczor? No z czym?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 27 Lipiec 2008, 01:10:26
Taa, niektórym to się wszystko z kaczorem kojarzy.
Ciekawe, z czym się Freudowi mógł kojarzyć kaczor? No z czym?

To akurat jest proste ("Elementarne, Watsonie, elementarne") - koniec końców Freudowi wszystko kojarzyło się z jednym. Niczym temu poborowemu z przedwojennemu dowcipu - czy to plansza do badania daltonizmu, czy to portret Marszałka.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Lipiec 2008, 00:27:23
BTW i do tego a propos, to dowcip, nie mogłem się powstrzymać. W końcu wiadomo, jak zauważył Baader, że Freudowi wszystko kojarzyło się, wiadomo z czym, nawet homoseksulaizm:

Deszczowy wieczór. Londyn. Przy kominku na piętrze domu przy Baker Street 221b siedzą Holmes i Dr. Watson. Leniwie pykając fajkę Sherlock zagaja rozmowę:
- Watsonie, zauważyłem dzisiaj ziarenka piasku na twoich butach. Czy ty jesteś gejem?
- Niby dlaczego?
- A niby dlaczego by nie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 28 Lipiec 2008, 09:15:34
Jak pamiętamy, wobec perspektywy zwolnienia z pracy. Grzegorz swego czasu przykleił się do pana Kwoki. Pomysł nie zaginął i właśnie został zastosowany na Wyspach:

Student reprezentujący organizację ekologiczną przykleił się w ramach protestu do... brytyjskiego premiera Gordona Browna.

24-letni Dan Glass udał się do oficjalnej rezydencji na spotkanie z premierem we wtorek, ok. godziny 17. Najpierw pozdrowił szefa brytyjskiego rządu, a potem zapytał, dlaczego on i jego ministrowie odrzucili protesty londyńczyków przeciwko rozbudowie lotniska Heathrow.

W trakcie rozmowy chwycił rękaw marynarki premiera dłonią, którą uprzednio pokrył bardzo mocnym klejem. Tak przykleił się do premiera Browna na około 20 sekund, zanim został siłą odklejony - donosi portal zigonet.com.


Ciekawe czy gdyby wrócił do domu z premierem to co jakiś czas szukałby u niego potwierdzenia opowiadanych historii: "prawda, panie Brown?".

Całość tu:

http://fakty.interia.pl/news/w-ramach-protestu-przykleil-sie-do-premiera,1152699/2169c0897c710d05d45e2ea75e442b0f (http://fakty.interia.pl/news/w-ramach-protestu-przykleil-sie-do-premiera,1152699/2169c0897c710d05d45e2ea75e442b0f)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 05 Sierpień 2008, 14:40:08
Notatka na stronach Telewizji Na Którą Obraził Się Pan Prezydent:

Dwie młode panie, które bez staników opalały się na miejskiej plaży Arkonka w Szczecinie, zostaną osądzone dopiero za miesiąc. Przestępstwo, za które kobiety zasiądą na ławie oskarżonych, to "nieobyczajny występek".

(...)

Ostatnio podobne zdarzenie miało miejsce nad Wisłą. Plażowicze opalali się tam nago, a jeden z nich zasłaniał się immunitetem. Wystawiono wtedy jedynie mandat za... źle zaparkowany samochód.


Bardzo jestem swoją drogą ciekaw, CO mianowicie zasłaniał sobie immunitetem :) Ostatnie zdanie to z kolei ilustracja przysłowia mówiącego, że kto chce psa uderzyć kij zawsze znajdzie; najwyraźniej samochodu zasłonić się już immunitetem nie dało. A w ogóle wprowadzić obligatoryjnie na terenie całego kraju jako obowiązujący mandżurski kostium kąpielowy i nikt się nie będzie czepiał:)

http://www.tvn24.pl/-1,1559879.1,0,1,topless-bez-wyroku-bylo-za-duzo-kamer,wiadomosc.html (http://www.tvn24.pl/-1,1559879.1,0,1,topless-bez-wyroku-bylo-za-duzo-kamer,wiadomosc.html)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Sierpień 2008, 08:15:07
Z olimpiady:
Nakamura Nadżima/*  przegrał przez kokę
I nie chodzi tu o zażywanie ścieżki.
Po prostu judoka przegrał z rywalem przez  kokę (taka punktacja, jak słusznie poprawił mnie BM)  ;D

/*Nazwisko z powietrza
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 11 Sierpień 2008, 09:42:12
Z olimpiady:
Nakamura Nadżima/*  przegrał przez kokę
I nie chodzi tu o zażywanie ścieżki.
Po prostu judoka przegrał z rywalem przez rzut zwany koka
Nazwisko w porządku, ale koka to nie rzut, ino rodzaj punktów przyznawanych za pewne poprawnie wykonane techniki walki, niekoniecznie rzuty. Podobnież z yuko, waza-ari i ippon :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Sierpień 2008, 09:49:46
Z olimpiady:
Nakamura Nadżima/*  przegrał przez kokę
I nie chodzi tu o zażywanie ścieżki.
Po prostu judoka przegrał z rywalem przez rzut zwany koka
Nazwisko w porządku, ale koka to nie rzut, ino rodzaj punktów przyznawanych za pewne poprawnie wykonane techniki walki, niekoniecznie rzuty. Podobnież z yuko, waza-ari i ippon :)
Oki, masz recht, mój mistejk
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Sierpień 2008, 20:51:47
Wniosek jest prosty, kto z koką przesadzi, od koki ginie. Jak słusznie zwrócił uwagę Bluesmanniak, równie opłakane skutki wywołują takie specyfiki, jak yuko, waza-ari oraz ippon.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 18 Sierpień 2008, 22:40:21
Kontynuując niejako rozwijający się wątek - z życia wzięte, czyli z czeskiej lekarny...

Zapewne Cezar będzie mógł mnie oświecić ile mi grozi za taki przemyt  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 23 Sierpień 2008, 13:48:51
Kontynuując niejako rozwijający się wątek - z życia wzięte...

Z wakacji wrócił na własny pogrzeb,ale przeżył.

“Zaginiony” mężczyzna wrócił z przydługich wakacji w Australii i zastał swoich bliskich w żałobie.
Okazało się, że zapomniał powiedzieć im, że wyjeżdża.


Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 08 Wrzesień 2008, 15:37:00
Widzę w tym rękę dziadka Jacka & Maurycego - znów pewnie jakiś nieudany eksperyment...

Podjechały karetki pogotowia, straż pożarna usuwała szkody, a policja zabezpieczyła teren. Akcji przyglądał się tłum gości lokali przy pl. Na Rozdrożu, którzy próbowali dociec, co się stało. - Słyszałam tylko hałas. Okazało się, że złamało się drzewo - relacjonuje niedzielny wypadek pani Katarzyna, siedząca w tym czasie w Cafe Rozdroże

Więcej (choć niewiele) tu: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5668664,Konar_przygniotl_siedem_osob_w_kawiarni.html (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5668664,Konar_przygniotl_siedem_osob_w_kawiarni.html)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Wrzesień 2008, 17:25:34
A taka mogła być fajna meta, jakby już doszło do tego zlotu...


Kontynuując jednak on topic: http://www.publicprofiler.org/worldnames/Main.aspx (http://www.publicprofiler.org/worldnames/Main.aspx)
Na Poszepszyńskich się maszynka przewróciła, ale rezultaty dla query:Slowikowski są dość interesujące... Najwięcej na przykład Słowikowskich per milion jest w województwie... no, zgadnijmy?
 ;D
Nie bierz tego do siebie Bluesmanniaku, tyś prawy Warmiak, a ten swołocz to musi Mazur!

Dowiedzieć się też można, że jedno z najpopularniejszych imion dla nazwiska Dorożyński to Eduviges, Korczynskich zaś moc mieszka w Austrii. A kapral Jedziniak potomstwem swoim obdarzyć zdążył między innymi Japonię, co jakoś mnie nie dziwi  ;D

A na Amazonie obejrzeć można taką wiekopomną okładkę: Jedziniak (http://www.amazon.co.uk/dp/B000WDL25M?tag=httpwwwpublic-21&camp=526&creative=3906&linkCode=st1&creativeASIN=B000WDL25M&adid=1J1V7XQPY12EENDHSNEZ). Niestety popyt był tak duży , że nakład najwyraźniej wyczerpano...

Edit: A top city dla nazwiska Zembaty to: WROCLAW , LODZKIE , POLAND  ;D

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 09 Wrzesień 2008, 23:13:15
The Jedziniak Name in History , a w tle statua, czyżby wbrew mającym długoletnią tradycję, była to statua imienia Jedziniaka?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 10 Wrzesień 2008, 13:43:36
Spam ale przetłuamaczony - wot kultura
Drogi Przyjacielu
     Jesteśmy dużą firmą w sprzedaży hurtowej chiny. My sprzedajemy głównie elektryczne produktu. Takimi jak aparaty cyfrowe, telefon komórkowy, telewizor LCD, xbox, Laptopy, DV, Mp4, GPS, i tak on.All przedmioty pochodzą z 12 miesiące gwarancji międzynarodowej. Jeśli chcesz coś kupić, skontaktuj się z nami swobodnie, nasza firma chce zaoferować więcej rabaty i najlepszych usług dla biznesu współpracy z Tobą / company.Any swoje inne zainteresowania nie ma za co visite na naszej stronie internetowej: ..., proszę prosimy o kontakt pod adresem:

Automat tłumaczony automatem
tu oryginał
Dear friend
    We are a big wholesale company in china. We mainly sell  electrical product .such as digital cameras,mobile,LCD  TV,xbox, Laptops,DV,Mp4, GPS, and so on.All items come  with 12months international warranty . If you want to  buy something ,please contact us freely ,our company  would like to offer more discounts and best service for  business cooperation with you/your company.Any other  concern you are welcome to visite our website:  www.cdftc.com, please feel free to contact us at:

Idzie na lepsze, nie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 10 Wrzesień 2008, 14:24:40
Oni jak ulał pasują na nasze forum. Maja pisane. Moze ich zaprosić, dla równowagi, za równie niewielkie pieniadze.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 10 Wrzesień 2008, 16:28:40
Tłumaczenie i tak lepsze, niż lektor w Star Warsach na TVP.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Wrzesień 2008, 16:32:49
Widzę, że jak tak się będą rozwijały automatyczne tłumaczenia, to jeszcze długo nie zabraknie mi pracy. Z tym, że takich fajerwerków się po minie nie spodziewajcie  ;D
W tłumaczeniu automatycznym najzabawniejsza jest opcja return ticket, albo Hobbit (czyli tam i z powrotem). Po przejściu w obie strony oryginalnego tekstu zazwyczaj nawet rodzony autor nie pozna. Na takim babelfiszu to można było przepuścić tekst przez kilka języków - to dopiero była kinder niespodzianka  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 10 Wrzesień 2008, 19:44:09
Tłumaczenie i tak lepsze, niż lektor w Star Warsach na TVP.

To i tak o niebo lepsze niż dubbing ze Star Warsaów emitowanych na C+.Jak tam Anakin Skywalker przerobiony na Dartha Vadera się odezwał to aż mnię strząchło.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 10 Wrzesień 2008, 19:55:44
Tłumaczenie i tak lepsze, niż lektor w Star Warsach na TVP.

To i tak o niebo lepsze niż dubbing ze Star Warsaów emitowanych na C+.Jak tam Anakin Skywalker przerobiony na Dartha Vadera się odezwał to aż mnię strząchło.

Dubbing to jest zupełnie osobna sprawa... nawet nie wiem jak to coś opisać. Śmiesznie na pewno się ogląda... ale nie dłużej, niż 5min, bo potem można cholery dostać. Mój młodszy kuzyn właśnie Star Wars 2 miał z dubbingiem na kasecie, więc wiem czym to śmierdzi.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 10 Wrzesień 2008, 19:56:51
Tłumaczenie i tak lepsze, niż lektor w Star Warsach na TVP.

To i tak o niebo lepsze niż dubbing ze Star Warsaów emitowanych na C+.Jak tam Anakin Skywalker przerobiony na Dartha Vadera się odezwał to aż mnię strząchło.
Nie od dzisiaj wiadomo, jak łatwo się pies strzącha...
Trudno to się strzącha warząchiew.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Wrzesień 2008, 06:21:04
Trudno to się strzącha warząchiew.
Warząchwę chyba?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Wrzesień 2008, 08:57:27
Nie od dzisiaj wiadomo, jak łatwo się pies strzącha...

Dobrze mokry tego filmu nie oglądałem. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Wrzesień 2008, 10:24:18
Nie od dzisiaj wiadomo, jak łatwo się pies strzącha...

Dobrze mokry tego filmu nie oglądałem. ;)
Dlaczego, nie mozesz się strząchnąć na sucho?
Ćwiczenie czyni mistrzem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 11 Wrzesień 2008, 11:33:42
Widzę, że jak tak się będą rozwijały automatyczne tłumaczenia, to jeszcze długo nie zabraknie mi pracy.

Dawno dawno temu towarzysze radzieccy umówili się z towarzyszami amerykańskimi że zrobią eksperyment typu "return ticket" używając swoich lokalnych translatorów (jeszcze na komputerach zajmujących spore szafy - lata 60-te).

Amerykanie wysłali Rosjanom message: "The spirit is willing but the body is weak" ("duch jest wprawdzie ochoczy, ale ciało mdłe"
Po odesłaniu i ponownym przetłumaczeniu uzyskano: "The vodka is good but the meat is rotten" ("wódka jest dobra, ale mięso - zepsute").

Strach pomysleć, co by było, gdyby użyli tego wczesnego translatora w czasie kryzysu karaibskiego...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Wrzesień 2008, 15:11:30
Dlaczego, nie mozesz się strząchnąć na sucho?
Ćwiczenie czyni mistrzem.

Strząchać to ja się umiem na sucho i mokro,z tym że te drugie jest zdecydowanie mniej atrakcyjne dla otoczenia.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Wrzesień 2008, 15:34:43
Dlaczego, nie mozesz się strząchnąć na sucho?
Ćwiczenie czyni mistrzem.

Strząchać to ja się umiem na sucho i mokro,z tym że te drugie jest zdecydowanie mniej atrakcyjne dla otoczenia.
A od kiedy ty strząchając się masz szacunek dla otoczenia?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Wrzesień 2008, 18:14:32
A kto mówi o szacunku?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Wrzesień 2008, 14:20:14
Na Webhosting.pl wypatrzyłem taki oto news:

Niedawno Internet Standard podał, że ZAIKS zabrał się za serwis publikujące chwyty i tabulatury gitarowe. Od każdego serwisu żąda 10% z zysków, minimum to 1000 PLN miesięcznie i dokładnego raportu z dochodów. Wszyscy wiem, że rynek muzyczny w Polsce “maleje” - powodów tego stanu rzeczy może być wiele zaczynając od braku promocji młodych i dobrych zespołów a kończąc na braku adaptacji do nowych warunków i nowej rzeczywistości.

Niedługo to strach będzie gębę otworzyć - błyśniesz np jeden z drugim przed nowo poznaną panią cytatem, a ona znienacka blachę a kajdanki wyciąga, o naruszenie prawe autorskich oskarża, a do turmy srogiej prowadzi... Ale ja nie o tym. Jak niby ZAIKS ma się dostosować do nowej rzeczywistości... Popatrzcie sobie na zdjęcie w artykule.

http://webhosting.pl/ZAIKS.ZAIKS.nie.daj.sie (http://webhosting.pl/ZAIKS.ZAIKS.nie.daj.sie)

Ot takie luźne skojarzenia z trybuną na wiadomym Mauzoleum w Pierwomajskoj Prazdnik;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Wrzesień 2008, 22:05:17
Atak klonów Breżniewa  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Wrzesień 2008, 23:01:37
Chyba tę wiadomośc internetową należy na tym forum zamieścić.

Wraz z wprowadzeniem nowego hasła - "Palce lizać", personel KFC wycofał papier toaletowy z firmowych ubikacji.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Wrzesień 2008, 08:55:50
Ja gdzieś słyszałem, (nei chce mi się w to wierzyć, ale wieść wpisuje się w nasze forum).
Otóż podobno rząd (Żąd?) ma zakazać kupna akcji i obligacji osobom niemajętnym.
Czy ktoś może to potwierdzić? Znaczy czy ktoś to jeszcze gdzieś słyszał?
Bo jak to prawda, to ja zielenieje z zazdrosci.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 24 Wrzesień 2008, 09:55:54
Bo jak to prawda, to ja zielenieje z zazdrosci.
Zielony to kolor nadziei, więc będę ci zazdrościł. ale właściwie czego zamierzasz zazdrościsz? Rządowi odważnej decyzji?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Wrzesień 2008, 10:39:04
Nie, że ja na to nie wpadłem w swoim (chorym) podforumeczku
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Wrzesień 2008, 13:26:11
Tak jest. Informację tę podały wczoraj Wiadomości. Przy czym nie rząd bezposrednio, a Komisja Nadzoru Finansowego, czy coś podobnego.
Rząd natoamist przewiduje obowiazkowe (pod karą grzywny) badania cytologiczne dla kobiet.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 24 Wrzesień 2008, 14:57:57
Rząd natoamist przewiduje obowiazkowe (pod karą grzywny) badania cytologiczne dla kobiet.

Jak cyto-LOGICZNE to może lepiej od razu karę zapłacić.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: duch pedadoga w 24 Wrzesień 2008, 15:03:56
Cy to logiczne, cy to nielogiczne?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Wrzesień 2008, 16:30:55
A jak się będzie sprawdzało niemajętność danej osoby? Że o płci badanych kobiet nie wspomnę?

A jeśli jako nauczyciel, czyli osoba defaultowo niemajętna, posiadam kilka akcji, to co - zabiorą mi?  :o   ;D
Stefan, może ty się zatrudnisz w tym rzondzie, twoje pomysły sie przynajmniej kupy trzymają (za przeproszeniem).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Wrzesień 2008, 16:46:55
Po sobie, ale co tam...

Z życia wzięte, czyli z pracy (autentyk, przytrafił się koleżance przyrodnicy).
Przyrodnica: Jasiu, popatrz na planszę i powiedz, gdzie się odbywa rozwój zarodka kury?
Jasiu (po dłuższej kontemplacji obrazka przedstawiającego kurę siedzącą na, za przeproszeniem, jajach): W kurniku!    ;D

Z życia wzięte, czyli z książki o fikołkach Pilates. Tytuł rozdziału: Jak znaleźć dno miednicy.
Jakbyście mieli z tym problem, to mogę podesłać całą instrukcję, ale na priva, bo nie bardzo się nadaje na publiczne forum  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Wrzesień 2008, 17:32:08
no ja tak.
Czekam na instrucję.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 25 Wrzesień 2008, 17:49:52

ciekawe czy się buźka wklei?

(http://gify.klimacik.pl/mini/77.gif)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Wrzesień 2008, 17:51:50
Wkleić, to się wkleiła, ale jak mawia Bruxa, nie wypada, żeby na publicznym forum takie rzeczy wygadywała. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: andrzej74 w 25 Wrzesień 2008, 18:14:58
właśnie, bluzga jak diabli, to chyba kobita jest!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Wrzesień 2008, 18:27:43
no ja tak.
Czekam na instrucję.
A wysłać ci w wersji męskiej czy damskiej?
Wyślę ci jedną i drugą, nie wiem, która lepsza  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 09 Październik 2008, 23:39:42
Co się będę rozpisywał - źródło może nie jakieś wybitne, ale za to co za finezja ;)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pismo_Kozak%C3%B3w_zaporoskich_do_su%C5%82tana_Mehmeda_IV
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: pomiot pedadoga w 10 Październik 2008, 09:35:21
Od razu przypomniało mi się to:
http://arturandrus.bloog.pl/id,2128113,page,10,index.html (http://arturandrus.bloog.pl/id,2128113,page,10,index.html)

A może założymy sobie kącik twórczości samouwielbieńczej:

To ja, admirał wielki Togo,
Przed którym tylko klękać mogą.
Ozdoba kraju ciętej wiśni,
Co każdej pannie się w noc przyśni,
Japońskie Słońce, pół Księżyca,
Jedyna wyspy tej dziewica.
Uznajcie zaraz moją władzę
Bo wam pokażę kamikadze...
Poddajcie szybko Port Artura
Bo was zamęczę na torturach.

I uwłaczającej:

Heicośtam Togo, ty tak śmierdzisz,
Że aż się chce <expressis verbis>
Wypustku u kurzego mostka
Ty kur... cze pióro Ech! Psiakostka!
Ty nędzny sługo samuraja
Kopany co dzień w... różnych krajach.
Sponiewierana, nędzna gejszo
Zgnij przed Światową Wojną Pierwszą
Niech ci pancernik wjedzie w oko
Mam cię, jak Marian rów, głęboko
Śnić możesz o kapitulacji
Chyba, że dżem dasz - do kolacji.
DJ
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Październik 2008, 16:12:55
Nic na razie nie napiszę, dopóki nie dojdę do siebie po przeczytaniu tamtego expressis verbis...
Ale mu dołożyli, no  :o ...kołodzieju macedoński... Nawet ja bym na to nie wpadła, a mam się za dość biegłą w tej materii  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 10 Październik 2008, 17:57:36
Znakomite, znakomite. Zanim mowa mi wróci (w końcu mowa nie trawa, może powrócić), przypomnę słynny konkurs Rycerzy Waligórskiego - konkurs w lżeniu i obrażaniu przeciwnika, gdzie zdarzały się i kwiatki o tureckim szpiegu, co srywał w biegu.
Konkurs, przypomnę, wygrał Zagłoba mówiąc do Pana Muszalskiego Ty wuju, czy jakoś podobnie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 11 Październik 2008, 02:06:58
...wygrał Zagłoba mówiąc do Pana Muszalskiego Ty wuju, czy jakoś podobnie.
To właśnie dowodzi niezwykłej trudności sztuki lżenia i obrażania. Nie każdy może sobie od tak lżyć.
A ileż konfliktów to może wywołać?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Październik 2008, 10:16:50
Toż już romantycy o tym pisali: Chodzi mi o to, by język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa...
Ale prawdziwego mistrza poznać po tym, że jak pan Zagłoba, bez zbędnego owijania w bawełnę i mnożenia detali, potrafi odpowiednie dać Rzeczy - Słowo...  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Październik 2008, 14:46:57
to właśnie dowodzi niezwykłej trudności sztuki lżenia i obrażania

Mam doskonale opanowaną sztukę leżenia i obrażania.Przy oglądaniu meczy,szczególnie siatkówki.Wstyd się przyznać ale z naciskiem na damską.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Październik 2008, 18:59:03
to właśnie dowodzi niezwykłej trudności sztuki lżenia i obrażania

Mam doskonale opanowaną sztukę leżenia i obrażania.Przy oglądaniu meczy,szczególnie siatkówki.Wstyd się przyznać ale z naciskiem na damską.
Fasiol ma rację. Dzisiaj wieczorem z powodu naszych piłkarzy będą najprawdopodobniej świetne warunki do doskonalenia sztuki leżenia i obrażania.
Nic także nie stoi na przeszkodzie, aby wprawiać się w sztuce leżenia i obnażania się.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 11 Październik 2008, 19:12:27
to właśnie dowodzi niezwykłej trudności sztuki lżenia i obrażania

Mam doskonale opanowaną sztukę leżenia i obrażania.Przy oglądaniu meczy,szczególnie siatkówki.Wstyd się przyznać ale z naciskiem na damską.
Fasiol ma rację. Dzisiaj wieczorem z powodu naszych piłkarzy będą najprawdopodobniej świetne warunki do doskonalenia sztuki leżenia i obrażania.
Nic także nie stoi na przeszkodzie, aby wprawiać się w sztuce leżenia i obnażania się.
Dobra sztuka nie jest zła - choćby sztuka mięsa.
Sztuka sztuką, ale liczę na jakieś sztuczki w wykonaniu "naszych".
BTW - którzy to "nasi"?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Październik 2008, 20:37:28
BTW - którzy to "nasi"?
Ci co mają na sobie coś czerwonego i białego :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: zewłok pedadoga w 11 Październik 2008, 21:40:24
A ja dziś wyjątkowo nie jestem całkowitym ignorantem w sprawach meczowych bo jechałem pociągiem z Wrocka do Katowic i nie sposób się było nie dowiedzieć (choć lżenia i obrażania było wyjątkowo mało jak na tego typu ekipy).
A w przypadku kontaktów z Czechami o obrazę wcale nietrudno i to nawet przy dobrych intencjach - takie to już przypadki językowe.
Co do tzw "naszych" to polecam trochę elastyczności - to wcale nie jest oczywiste kto tu "nasz" :P W kręgach okołowrocławskich tym bardziej :P.
A we Wrocku byłem na tzw imprezie kolejowej, która nierzadko przy tzw "fotostopach" również obfituje w "lżyny" typu "<expressis verbis>, ty <expressis verbisie>, <wyexpressisuj verbis> z kadru!"
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Październik 2008, 21:53:50
Jakub Blaszczykovsky utekl naší obraně a chladnokrevným lobem přehodil Petra Čecha.

Jak na <expressis verbis> to marne jakieś  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Październik 2008, 22:07:59
Jakub Blaszczykovsky utekl naší obraně a chladnokrevným lobem přehodil Petra Čecha.

Jak na <expressis verbis> to marne jakieś  ;D
A ty za kim jesteś?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Październik 2008, 22:33:44
YES!YES!YES!

Chciałem dodać fajny załącznik ale:Katalog załączników jest pełny. Spróbuj wysłać mniejszy plik i/lub skontaktuj się z administratorem. :'(
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 11 Październik 2008, 22:34:55
Ktokolwiek by nie wygrał byłoby niby dobrze, ale wiadomo... Wrocław do Czech od paru ładnych lat już nie należy. ;D
Pozdrowienia dla pewnego Jaromira zza południowej granicy, który pewnie w tym momencie też nie może być specjalnie zasmucony. ;)

YES!YES!YES!
Kaziu byłby dumny. Ale że jednak jesteśmy w Polsce to odpowiem: Tak, Tak i jeszcze raz Ano! ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Październik 2008, 23:40:12
A ty za kim jesteś?

Za naszymi ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 12 Październik 2008, 00:15:56
My tu się cieszymy, a ja, muszę z radością przypomnieć, że NASI zepsuli nam długo przygotowywany wieczór lżenia i obrażania.
Przerażające!
PS Bruxa, wielkie dzieki za cytat. To powinno być clue sprawozdania z meczu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 12 Październik 2008, 08:58:14
Jakub Blaszczykovsky utekl naší obraně a chladnokrevným lobem přehodil Petra Čecha.
Cudne, no jak tu Czechów nie lubić :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 12 Październik 2008, 09:14:31
Najbardziej podoba mi się to chladnokrevným lobem.Palce lizać (jak to będzie po czesku?)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Październik 2008, 11:19:41
Prsty s dżemem lizat  ;D
(przepraszam za brak właściwej czcionki - dżem powinien być z haczkiem a nie z kropką)

Tu jest bardziej obszerny słownik tematyczny:
http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,5795975,Rozmowki_czesko_polskie__ktorych_sobie_zyczymy.html (http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,5795975,Rozmowki_czesko_polskie__ktorych_sobie_zyczymy.html)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Październik 2008, 17:58:33
Po sobie, ale temat, że tak powiem, na czasie...

W razie, gdybyście się zastanawiali, dlaczego Halloween się u nas raczej słabo przyjmuje... Tak się kończy bezkrytyczne powielanie zachodnich wzorców (przynajmniej w Japonii): http://www.cracked.com/article_15001_insane-japanese-halloween-costumes.html (http://www.cracked.com/article_15001_insane-japanese-halloween-costumes.html)

Strona jest w języku lengłydż, ale obrazki mówią same za siebie...

(http://cdn-i.dmdentertainment.com/cracked/img/articles/hallopan/150.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 27 Październik 2008, 22:28:52
W akademiku bywały karaluchy ale nie aż takie jak ten pan (?) na trzecim od góry obrazku. Koleś którego dusi własny... no nieważne, też jest niezły. Japończyki to w ogóle dziwne ludzie:

http://www.joemonster.org/art/9942/Japonski_pojedynek_na_swietlowki (http://www.joemonster.org/art/9942/Japonski_pojedynek_na_swietlowki)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: trzask pedadoga w 28 Październik 2008, 10:14:57
"Pasażer pociągu miał ogromnego pecha. Po pierwsze: komórka wpadła mu do toalety. Po drugie: gdy próbował ją wyjąć, zaklinowała mu się ręka. Po trzecie: okazało się, że nie można jej uwolnić. Francuza wyniesiono z pociągu razem z WC.
 
26-letni pasażer usiłował uratować własny telefon, który wypadł mu z kieszeni wprost do toalety - podaje BBC. System kanalizacyjny okazał się jednak wyjątkowo sprawny i ręka mężczyzny została wessana do środka.

Pociąg TGV musiał zatrzymać się na ponad dwie godziny. Tyle czasu zajęło strażakom wycięcie toalety. 26-latka wynieśli z pociągu ratownicy. Obok niego, na noszach leżało WC - strażacy uznali, że bezpieczniej będzie odseparować obydwa elementy poza pociągiem.

- Musieliśmy użyć piły, ale udało się. Poszkodowany wyszedł z tego cało, jeżeli nie liczyć kilku siniaków i nieprzyjemnego zapachu - mówił rzecznik straży pożarnej, którego cytuje "Daily Telegraph".

- Mieliśmy dwie godziny opóźnienia. Wszystkich pasażerów przepraszamy - dodał przedstawiciel francuskich kolei."

... podaje deser Gazety za Daily Telegraphem za rzecznikiem straży.
Nie wiem czy łatwo było Grzegorzowi wmówić komuś, że ma 26 lat ale coś mi tu śmierdzi Poszepszyńskimi (vide Grzegorz zaklinowany w muszli i Śmierdzący Grzegorz).
A to wszystko to pewnie akcja promocyjna przed wejściem "Rodziny" na rynek francuski (stąd to "przypięcie" do frhrhrancuskiej piosenki).

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 28 Październik 2008, 17:13:07
Bo to gdzieś na zgniłem zachodzie takie fanaberie... Komórka mu się w wucecie zaklinowała... Fuj!
W polskich kolejach nie do pomyślenia. Nie wyobrażam sobie, żeby wpadnięta komórka mogła się w pociągowym kiblu zaklinować. To by było za piękne  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 30 Październik 2008, 23:33:52
W polskim wagonie komórka mogłaby się także zaklinować - pomiędzy podkładami kolejowymi na przykład. Najgorzej, że z takiej komórki (toaletowej) nie można korzystać w trakcie postoju pociągu - wtedy najłatwiej ją odblokować, nawet z sedesu.
Zresztą komórkę najłatwiej odblokować podająć PIN, ewentualnie zapukać PUKiem. Francuz widać wszystko zapomniał.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 31 Październik 2008, 06:32:52
PIN,
Nie PIN tylko NIP
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 14 Listopad 2008, 09:05:06
http://s536.photobucket.com/albums/ff325/eday_2008/?action=view&current=IraqiWeddingg.flv

"...a żeby mi Witię od maleńkości z karabinem oswajał...."

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Listopad 2008, 10:20:07
"...a żeby mi Witię od maleńkości z karabinem oswajał...."

Aki pech... Jak pamiętamy karabin miał to do siebie, że z niego zamek wylatał, co uratowało swego czasu życie Kargulowi. A tu jak raz nie wyleciał..."
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 14 Listopad 2008, 11:24:10
"...a żeby mi Witię od maleńkości z karabinem oswajał...."

Aki pech... Jak pamiętamy karabin miał to do siebie, że z niego zamek wylatał, co uratowało swego czasu życie Kargulowi. A tu jak raz nie wyleciał..."
A bo to teraz taką tandetę robią, zamek nie wylata i są problemy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Listopad 2008, 11:40:30
ze wzgledu a nawet na wzgląd nie mogę komentować filmiku bo
This Error was produced by UKProxy Blocked according to UTC Policy
ale się nie zgadzam.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 14 Listopad 2008, 16:42:43
Przynajmniej jest gwarancja, że rodzina długo nie zapomni tego wesela. A, to u was Hasanek zastrzelił starostę weselnego...
I stypy nie trzeba było organizować -  goście i impreza od razu na miejscu...

Same korzyści  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 15 Listopad 2008, 09:48:25
A i jaki Mułła pewno był na miejscu to i taniej za ostatnią posługę skasował.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 15 Listopad 2008, 14:46:12
ze wzgledu a nawet na wzgląd nie mogę komentować filmiku bo
This Error was produced by UKProxy Blocked according to UTC Policy
ale się nie zgadzam.

Uwielbiam po prostu takie ograniczenia. Jeśli ludzie nie zobaczą filmiku gdzie pan A strzela do pana B to problem terroryzmu czy też przestępczości oczywiście zniknie, lub chociaż wydatnie się zmniejszy. Tylko czemu w takim razie nie są blokowane wypowiedzi niektórych tzw. polityków (z różnych stron) których wysłuchiwanie naraża niekiedy na poważną dewastację psychiki?

Swoją drogą programy blokujące na forach czasami działają w sposób nie do końca zamierzony, ponoć na pewnym portalu tego typu program blokował np posty ze słówkiem "NASŁUCHUJE" :) /*
Blocked by nasłuchujący Stefan ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Listopad 2008, 01:20:47
Blocked by nasłuchujący Stefan ;D

Taki program, to może zablokować nasłuchującego Stefana, niezależnie od tego, czy nasłuchuje przez samo "h", czy przez "ch" ("ch" jak Halina). Z innymi słowkami to pewnie będzie miał trudniej. Na przykład "dupa jasiu", vel "dópa jasiu"
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Listopad 2008, 07:57:57
Blocked by nasłuchujący Stefan ;D

Taaa... Taki sposób, czyli człowiek - usuwacz jest oczywiździe najlepszy. Ponoć dawniej (wczesne 90-te) w Warszawie parkometrem był na ogół model dwunożny w waciaku. który na przykład był nie do zniszczenia przez dresów, bo mógł w porę salwować się ucieczką. Jakiż automatyczny system takie cuś zapewni??
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Tosia w 24 Listopad 2008, 10:22:20
Potwierdzam.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: puch pedadoga w 24 Listopad 2008, 11:31:00
To Warszawa jest z tyłu (jak zwykle ;) ) W Katowicach, po erze parkomatów elektronicznych, niedawno powrócono do modeli dwunożnych, samobieżnych o wysokim albedo.

A co do filtrowania to jednym z przodowników jest oficjalne forum Kolei Mazowieckich, na którym w trosce o image zablokowano możliwość używania słowa "kibel", które jest zwyczajowym przezwiskiem EN57, najpopularniejszego w kraju elektrycznego zespołu trakcyjnego, modelu stanowiącego zdecydowaną większość ich taboru. Zablokowano rónież wszystkie słowa zbliżone wymową, znaczeniem itp. Nasz wielki nieobecny forumowicz dostałby tam bana (bahna) jak stamtąd do Poznania, Grzegorz poszepszyński też nie miałby tam czego szukać ze swoim zawodem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Listopad 2008, 22:54:04
A jeśli już o automatyce mowa. Swego czasu jako ciekawostkę podano gdzieś (Trujka?), że w Wiedniu ustawiono pewną ilość koszy na śmieci dziękujących wrzucającym ww. śmiecie. No nie wiem; jak raz w nocy na ul. Karmelickiej reklama Heyah wykryła moje zbliżanie się i blaszanym głosem zaskrzypiała "Bzzzz... gzzzhzzz HEYAH" to miałem ochotę z wrzaskiem skoczyć na środek ulicy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Listopad 2008, 11:13:01
to miałem ochotę z wrzaskiem skoczyć na środek ulicy.
Nie krępuj się...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 03 Grudzień 2008, 08:01:50
No to może dziś dla odmiany coś z rzyc... z życia. Zdjęcie jest zrobione u mnie w pracy. Kilka dni temu pojawiła się górna kartka, a że najwyraźniej nie wystarczała - dodano dolną. Miałem ochotę dokleić "Zapraszamy do pobliskiej dogodnie położonej umywalki" ale i tak jestem podpadnięty po tzw. Aferze Mlekowej (niewinna kartka w lodówce: "Mleka brak, najbliższe mleko w Biedronce" na którą natknął się prezes).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 18 Grudzień 2008, 00:40:51
Po sobie ale co tam. Zasłyszane w przelocie więc nie jestem pewien miejscowości:

W Łodzi reaktywowano plebiscyt na Bzdurę Roku - jednym z kandydatów jest burmistrz Sieradza który zakazał zespołowi ludowemu "Sieradzanie" wykonywania piosenek ludowych bo to - cyt. - "takie wsiowe".

Rozumiem, że powinni grywać raczej standardy Glenna Millera ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Grudzień 2008, 01:00:31

Rozumiem, że powinni grywać raczej standardy Glenna Millera ;)
Nie jestem przekonany. A z jakiej wsi był Glenn?
I co to jest wieś? Decyduje status prawny miejsowości?
A co jak wieś przyjedzie do miasta lub odwrotnie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 18 Grudzień 2008, 05:58:52
Rozumiem, że powinni grywać raczej standardy Glenna Millera ;)
Millelra tak, ale chyba nie Glena :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 05 Styczeń 2009, 12:31:45
Podpis pod jednym z postów na forum pewnego banku:

"Ostatnio edytowany 2008-12-29 21:43 przez Marek Jedziniak"

- czyżby TEN Jedziniak?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Styczeń 2009, 13:44:48
Powalające.
Zaniepokojonym wyjaśniam - nie wiem co mam na myśli. S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Styczeń 2009, 15:13:48
Pierdoza.

Zaniepokojonym wyjaśniam, że nie jestem fanem Włatców.

http://film.gazeta.pl/film/10,28313,4905109,Wlatcy_Moch___caly_trailer_.html

:(
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 05 Styczeń 2009, 21:29:12
Podpis pod jednym z postów na forum pewnego banku:

"Ostatnio edytowany 2008-12-29 21:43 przez Marek Jedziniak"

- czyżby TEN Jedziniak?
Nie TEN Jedziniak, tylko MAREK Jedziniak.
Naszemu Jedziniakowi było KAPRAL. Nic mi o innych imionach Jedziniaka nie wiadomo. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 05 Styczeń 2009, 22:48:36
Naszemu Jedziniakowi było KAPRAL. Nic mi o innych imionach Jedziniaka nie wiadomo. ;)

A racya, to tak jak np Redut Ordon, czy Natenczas Wojski!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 06 Styczeń 2009, 08:44:15
Nic mi o innych imionach Jedziniaka nie wiadomo.

Tak,to był jeden z wielu bezimiennych bohaterów.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 06 Styczeń 2009, 10:23:10
Nic mi o innych imionach Jedziniaka nie wiadomo.

Tak,to był jeden z wielu bezimiennych bohaterów.
Tat, tak, bezimiennych i punktualnych!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 08 Styczeń 2009, 07:30:14
Znalazłem taki wpis:
Prezydent pośmiertnie odznaczył Kuronia
i zastanawiam się, kto w tym układzie żyje a kto nie i kto kogo za co odznaczył.
Wg mnie prezydent umarł, ale z zaświatów odznaczył jeszcze Kuronia.
No ale który prezydent, bo obecny ma się dobrze, a poprzedni niestety też.
No chyba że chodzi o (Baader baczność!) Mościckiego (spocznij).
No ale wtedy Kuroń był w przedświatach.
Wielce trudne to y skomplikowane...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 08 Styczeń 2009, 08:40:12
Znalazłem taki wpis:
Prezydent pośmiertnie odznaczył Kuronia
i zastanawiam się, kto w tym układzie żyje a kto nie i kto kogo za co odznaczył.
Wg mnie prezydent umarł, ale z zaświatów odznaczył jeszcze Kuronia.
No ale który prezydent, bo obecny ma się dobrze, a poprzedni niestety też.
No chyba że chodzi o (Baader baczność!) Mościckiego (spocznij).
No ale wtedy Kuroń był w przedświatach.
Wielce trudne to y skomplikowane...
Jest jeszcze kilka możliwości:
1. Zmarły prezydent odznaczył zmarłego Kuronia.
2. Żywy prezydent odznaczył żywego Kuronia (wszystko jedno, którego), ale po śmierci innej, blizej nieznanej nam osoby.
3. Prezydent "odznaczył" Kuronia jako nieżywego - na przykład w systemmie PESEL.
Czy system PESEL jest w układzie SI?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 08 Styczeń 2009, 09:40:02
.....
Czy system PESEL jest w układzie SI?
Podejrzewam, że wg prezydenta wszystko i wszyscy są w układzie - nie bedziemy dla jakiegoś tam pesela robić wyjątków ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 08 Styczeń 2009, 10:21:56
No chyba że chodzi o (Baader baczność!) Mościckiego (spocznij).

A tak tak, zasalutowałem nawet, oczywiździe ten pan miał dla Tarnowa spore zasługi. Zakłady azotowe i takie tam. Nie jestem pewien czy i nie zaczątki Zakładów Mechanicznych gdzie krążył znany kawał "...no a ile płacą możesz powiedzieć? Pewnie, piątkę od granata".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 08 Styczeń 2009, 11:34:43
Gdyby to ode mnie zależało, wprowadziłbym trzylitrowy kufel do światowych standardów miar i wag. Nie zamierzam dowodzić, że ich wprowadzenie w skali globalnej rozwiązałoby od razu wszystkie problemy ludzkości, ale jestem przekonany, że połowę na pewno.
Spodobało mi się to to i dzielę się (tą słuszną skąd-inąd) myślą.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 08 Styczeń 2009, 15:47:26
Może być taki:
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 08 Styczeń 2009, 16:57:30
A bo też kto do piwa przykłada miarę metryczną? Toż nie od dziś wiadomo, że Anglicy może i dali by się przechrzcić na SI, gdyby nie to, że pół litrowy kufel od pintowego mniejszy.  0=0
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 08 Styczeń 2009, 22:29:47
A bo też kto do piwa przykłada miarę metryczną? Toż nie od dziś wiadomo, że Anglicy może i dali by się przechrzcić na SI, gdyby nie to, że pół litrowy kufel od pintowego mniejszy.  0=0
O właśnie! I jak tu nie lubić Anglików? Na dodatek funtowe kilogramy mają mniejsze, co ucieszy każdego z nadwagą.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 09 Styczeń 2009, 06:01:27
każdego z nadwagą.
no no. no no no! ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 12 Styczeń 2009, 12:34:40
Po sobie, ale co tam.
Szefem PZLA został ob. o nazwisku (nomen-omen) Skucha.
Wg mnie, to jest kuszenie losu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 12 Styczeń 2009, 16:00:45
Po sobie, ale co tam.
Szefem PZLA został ob. o nazwisku (nomen-omen) Skucha.
Wg mnie, to jest kuszenie losu.

Słusznie, może nawet skuszenie losu. :-X
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 14 Styczeń 2009, 16:56:53
http://esensja.pl/film/wiesci/tekst.html?id=6690 (http://esensja.pl/film/wiesci/tekst.html?id=6690)

Cicha woda z kolegi Baadera. Siedzi jak mysz pod miotłą, ani się zająknie, że do Oskara pretenduje  ;D Trzymajmy kciuki.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 14 Styczeń 2009, 23:23:53
http://esensja.pl/film/wiesci/tekst.html?id=6690 (http://esensja.pl/film/wiesci/tekst.html?id=6690)

Cicha woda z kolegi Baadera. Siedzi jak mysz pod miotłą, ani się zająknie, że do Oskara pretenduje  ;D Trzymajmy kciuki.
Nie wiem, czy mu gratulować, czy współczuć. Na jaw wyjdą wszystkie Baaderowskie kompleksy...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 15 Styczeń 2009, 06:42:25
eeeeeeeeeeeeeeee
Klikłem w nadziei że coś....
A tu takie....
Minus! 0>[
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 15 Styczeń 2009, 08:33:40
Jak ja to przeżyję... Idę się zakopać łopatką saperską w ogródku...  :'(

No dobrze, zrehabilituję się. Teraz lepiej?  http://pl.youtube.com/watch?v=WAyCi4cObmI (http://pl.youtube.com/watch?v=WAyCi4cObmI)
 ;D

Z tego co widać murowany kandydat do Oscara, powinno się amerykanom spodobać: wybuchy, pościgi, strzelaniny, epatowanie przemocą, momenty... I jeszcze ogrywa ulubioną amerykańską fobię. Baader, rób miejsce na kominku na statuetkę  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 15 Styczeń 2009, 08:53:41
Z tego co widać murowany kandydat do Oscara, powinno się amerykanom spodobać: wybuchy, pościgi, strzelaniny, epatowanie przemocą, momenty... I jeszcze ogrywa ulubioną amerykańską fobię. Baader, rób miejsce na kominku na statuetkę  ;D
Lub miejsce na statuetce na kominek.
Mogliby podczas tych gali oskarowych, Niedźwiedziowych, Globowych itp. wręczać także kominki. Gdzie stawiać takie statuetki?
Wszędzie jednak ten minimalizm i taniocha...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 15 Styczeń 2009, 10:41:39
Joj, nie miałem pojęcia że takie cuś się pojawiło w wątku. Oczywiździe bardzomiprzyjemnie.

Czas by zmienić nicka - coraz mniej znajomych pamięta kontekst jego powstania (na 1 roku pewien pan dr rozdał nam b. poważną listę z żądaniem wpisania sobie loginów i haseł do uczelnianej poczty a wszyscy wybrali sobie takie jakieś dwuczłonowe, wieloznaczne zestawy. Spowodowało to oczywiście wielką busl... bulserwację i przydzielenie czysto losowych nazw. Ale kilka osób tak już się podpisywało w mailach i na forach).

A co do statuetki. Statuetek ci u nas dostatek ale i tę przyjmiemy jakby co. Trochę jak St. Lem który nie lubił czemuś ruchu fanowskiego i gdy ww. fani dopadli go w domu a następnie wręczyli nagrodę (niestety nie pamiętam jaką) zaniósł ją do kuchni bo kojarzyła mu się z tłuczkiem. Oscarem jakby co mozna orzechy du... łupać.

PS. Jakie kompleksy? Jaaa??
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 15 Styczeń 2009, 16:06:34
Czy film Oskar, dostał Oskara? A jeśli tak to wersja z Luim, czy Sylwkiem? To takie już moje czysto takie techniczne rozważania, ale mnie osobiście bardziej oryginał...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Styczeń 2009, 17:20:43
Z życia wzięte, czyli najlepszy zasłyszany dzisiaj dowcip (live na stacji Wa-wa Zachodnia).
Pociąg z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy Wschodniej odjedzie z bliżej nieokreślonym opóźnieniem. Za opóźnienie przepraszamy.
Ha! normalnie baki zrywać jak świeże wiśnie! To kolejowe poczucie humoru...  S:)
Jednakowoż uważam ten skecz za lekko niedopracowany. No bo co to za dowcip utknąć pociąg na Zachodniej, skąd można się ewakuować byle autobusem? A mogli nas utknąć w średnicowym...   >:D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 04 Luty 2009, 00:32:35
Rozwodzący się facet chce dostać z powrotem nerkę (brzmi jak tytuł z podforumeczka Stefana B.):

http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/7818751.stm

Może i racja, ale jakoś tak... Nie lepiej dogadać się, by była żona kupiła mu gdzieś, jak to się mawia w Małopolszcze, ganc nową nerkę?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Luty 2009, 06:06:38
Czułem się upokorzony, zdradzony, disrespected lekceważone i dla mnie jako osoba, jako człowiek, jako mąż, jako ojca".

Dr Batista's lawyer, Dominic Barbara, said his client was "asking for the value of the kidney" that he gave his wife. Dr Batista adwokata, Dominika Barbara, powiedział jego klient był "z prośbą o wartości nerki", który dał jego żony.

A lawyer for Mrs Batista said: "The facts aren't as represented by Dr Batista. We will be addressing the issues before the judge within the next few days." Prawnik dla pani Batista powiedział: "Fakty nie są reprezentowane przez dr Batista. Będziemy kwestiami przed sędzią w ciągu najbliższych kilku dni.

To tak dla tych co nie lubią klikać :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Luty 2009, 07:00:27
Zawsze lubię sobie popatrzeć na takie maszynowe tłumaczenie. Daje mi jakieś takie poczucie, że jako tłumacz mogę spać spokojnie  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Luty 2009, 07:10:20
Zawsze lubię sobie popatrzeć na takie maszynowe tłumaczenie. Daje mi jakieś takie poczucie, że jako tłumacz mogę spać spokojnie  ;D
Dobra.
Obiegłem kamień --> kamień został przeze mnie obiegnięty.
Obszedłem kamień --> kamień został przez mnie ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 04 Luty 2009, 07:57:35
Obszedłem kamień --> kamień został przez mnie ???

Obejdziony. Nie mylić z podobnym w brzmieniu słowem "objedzony".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 04 Luty 2009, 08:30:01
a gdzie tam! zdecydowanie - obszednięty
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Luty 2009, 11:56:43
W przypadku Stefana - obleziony. Vide słynna kwestia Kobusza z kabaretu Wielokropek bodajże: Jakieś Kociniaki mnie oblazły...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 06 Luty 2009, 16:02:39
Po sobie, ale po prostu nie mogie...
Zresztą, tu jest chyba najbardziej odpowiednie miejsce na taki czarny (sic!) humor...

Nazywam się Popiełuszko. Ksiądz Popiełuszko...

(http://www.zakazanaplaneta.pl/images/articles/bur_popieluszko01.jpg)
(via Zakazana Planeta)

Gdyby ktoś myślał, że  to jakiś głupi internetowy dowcip, to się pomylił. To akurat jest oficjalny plakat do filmu. Fejk jest tutaj:
http://img4.imageshack.us/img4/3789/plakatix2.jpg (http://img4.imageshack.us/img4/3789/plakatix2.jpg)

Nawet komentować mi się nie chce. A picture is worth a thousand words, w zasadzie...

edit: jakby mnie kto jeszcze oświecił, co to jest to w prawym górnym rogu... Imperial ZOMO Troopers? ZOMO Ghost Busters?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 06 Luty 2009, 23:28:54
e tam.
Ulegacie hiterii.
A co ma powiedzieć białystkok ze swym logo?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 07 Luty 2009, 11:40:06
Jaka/Jaki Jej/Jego Królewska Mość takie i agienty... Genialny jest ten plakat. Ciekawe czy ta syrenka też ma takie fajne featuresy jak samochody Mr Bonda?? No wiecie, fotel wyrzucany, kaemy i rakiety w reflektorach a może i jaki laserek? Że w PRLu niemożliwe? E tam, niejeden bogaty badylarz miał nie takie rzeczy. I tylko jednej rzeczy mi brak, niczym napisu wieńczącego tort: ramionka tej fajnej pani z prawej wersji...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 07 Luty 2009, 12:52:17
Nazywam się Popiełuszko. Ksiądz Popiełuszko...
A jak kapelan Otto Katz mial figurkę (obraz?) Pana Jezusa trzymającego krzyż z gracją tenisity?
Ha?
To gdzie wtedy Bruksa była? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 07 Luty 2009, 16:17:16
A co ma powiedzieć białystkok ze swym logo?
Czy ja coś o wschodzących gejach pisałam?  ??? Choć spotkałam się w sieci i z takimi komentarzami na temat powyższego obrazka.

A jak kapelan Otto Katz mial figurkę (obraz?) Pana Jezusa trzymającego krzyż z gracją tenisity?
Ha?
To gdzie wtedy Bruksa była? ;)
A czy ten obrazek też, cytuję dystrybutora: (..) opracowany został w konwencji filmu akcji, hę?  S:)

Ciekawe czy ta syrenka też ma takie fajne featuresy jak samochody Mr Bonda?? No wiecie, fotel wyrzucany, kaemy i rakiety w reflektorach a może i jaki laserek? 
Obejrzyj trailer, to się zdziwisz  ;D

I tylko jednej rzeczy mi brak, niczym napisu wieńczącego tort: ramionka tej fajnej pani z prawej wersji...
Takie ujęcie by nie przeszło - główny bohater w basenie to jednak byłby za duży shocking.

No i nadal nie dowiedziałam się, co to za mroczny Sith w tym prawym górnym rogu...

edit: za to przyszedł mi nieuchronnie pomysł na fejka... 
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 08 Luty 2009, 01:48:58
I tylko jednej rzeczy mi brak, niczym napisu wieńczącego tort: ramionka tej fajnej pani z prawej wersji...
Takie ujęcie by nie przeszło - główny bohater w basenie to jednak byłby za duży shocking.
Nie takie rzeczy...

No i nadal nie dowiedziałam się, co to za mroczny Sith w tym prawym górnym rogu...
Tak naprawdę też nie wiem, ale coś z maską gazową na głowie, co rzeczywiście wygląda niczym postać z gwiezdnych wojen. Sam film może być dobry (po trailerze wszak nie zamierzam ferować wyroków ;) ), ale akcja promocyjna jest... genialna.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 09 Luty 2009, 08:04:48
A jak kapelan Otto Katz mial figurkę (obraz?) Pana Jezusa trzymającego krzyż z gracją tenisity?
Ha?

Obraz obraz. Był on częścią ontarza polowego produkcji pewnej wiedeńskiej firmy, który Otto Katz sprzedał przypadkowo razem z otomaną (należącą nb. do właściciela mieszkania). Było w nim zresztą więcej takich pikasów:jeden na przykład przypominał z daleka pociąg wjeżdżający na stację. Zdaniem autora całość przypominała tablice służące do badania daltonizmu u kandydatów do służby kolejowej. Jak się przyjrzeć niektórym pokrewnym współczesnym polskim dziełom (zwłaszcza architektury) to można dojść do wniosku że daleko od niezapomnianego 1914 nie odskoczyliśmy.

edit: za to przyszedł mi nieuchronnie pomysł na fejka... 

I to jest wicie, koleżanko Bruxa, słuszny kierunek. Ja bym zabezpieczył jeszcze okulary, nie muszą być jak u Neo, mamy własne wzorce, np model Jaruzel no i płaszcz taki bardziej skórzany.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 09 Luty 2009, 09:33:13
btw, strasznie ta wersja alego przycięta.
Fajna, ale przycięta że aż strach.
Straciłem nadzieję na to, że będzie zakończenie
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 09 Luty 2009, 12:20:21
btw, strasznie ta wersja alego przycięta.
Fajna, ale przycięta że aż strach.
Straciłem nadzieję na to, że będzie zakończenie
Jeśłi mówisz o tym o czym myślę, choć nie wiem o czym mówisz to jest całość.
Nie wiem czy chodzi Ci o tego AL-ego?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 09 Luty 2009, 13:01:09
Podejrzewam, że w związku z ciągłymi problemami z własnym adminem, Stefek pisze w tym wątku odpowiadając na inny wątek, bo w tej chwili jest to jedyny wątek z nasze strony, z jakim się może "połączyć". ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Luty 2009, 13:40:00
Szwejk w wersji zruconej przez Alego jest przycięty, nicht wahr?

I to jest a propos
A jak kapelan Otto Katz mial figurkę (obraz?) Pana Jezusa trzymającego krzyż z gracją tenisity?
Ha?
To gdzie wtedy Bruksa była? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 09 Luty 2009, 14:41:24
Szwejk w wersji zruconej przez Alego jest przycięty, nicht wahr?
Nauczycielka a kumata...
Odwykłem...;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 09 Luty 2009, 14:51:34
Szwejk w wersji zruconej przez Alego jest przycięty, nicht wahr?
Nauczycielka a kumata...
Odwykłem...;)
Jak odwykłeś, to się  ;) napij.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Luty 2009, 15:20:20
A ja przywykłam - do wykładania kawy na ławę. Ale dziś dzień taki, że najchętniej to tylko kawa po irlandzku, może być bez śmietanki. I bez kawy w zasadzie też. Za to w dużej szklance  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 09 Luty 2009, 18:54:29
Za to w dużej szklance 

Zdaje się że mamy nawet taką szklankę. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Luty 2009, 23:48:54
No i czego to ludzie nie wymyślą z desperacji...  0>[

(http://www.thinkgeek.com/images/products/zoom/b640_control_a_cat_remote_control.jpg)
via http://www.thinkgeek.com/ (http://www.thinkgeek.com/)

Przynajmniej ma nieskomplikowane instrukcje  ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 12 Luty 2009, 00:05:09
No i czego to ludzie nie wymyślą z desperacji...  0>[

Oj to to...

Jest wiele takich pilotów, ten to zapewne fake, ale ponoć są takie sprzedawane w róznych seks - szopach (u pani Buby?) jako wiele mówiące prezenty dla partnerek. Nie chce mi się szukać ale jest też wersja do sterowania facetami - tylko 2 przyciski: "unieś deskę klozetową" i "wynieś śmieci". Jak nas widzą tak nas... A za tego kota to czuję, że Wam się koleżanko B. dostanie jutro... ;)

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Luty 2009, 07:00:04
Wielce gustowny prezent   S:)  Zwłaszcza polecenie GOTÓJ bardzo wymownie przedstawia state of mind wynalazcy  ;D

za tego kota to czuję, że Wam się koleżanko B. dostanie jutro... ;)

Przypuszczam, że nasz lokalny Kot zareaguje na tego pilota typowo, jak każdy inny - po prostu to oleje  :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 12 Luty 2009, 07:56:35
Dwa satelity telekomunikacyjne zderzyły się na orbicie okołoziemskiej. Był to najpoważniejszy tego rodzaju przypadek - poinformowała agencja NASA.

Do zderzenia doszło we wtorek nad Syberią, na wysokości 805 km. Uczestniczył w nim amerykański komercyjny satelita Iridium, wystrzelony w 1997 r. i rosyjski satelita wprowadzony na orbitę 4 lata wcześniej, najprawdopodobniej już nieczynny (nieczynny, chłe chłe chłe, nieczynny - przyp. B.). Każdy satelita ważył ok. 450 kg.


http://wiadomosci.onet.pl/1915117,16,item.html (http://wiadomosci.onet.pl/1915117,16,item.html)

To przez tych młodych kontrolerów lotu. Dorwie się taki do satelity i prowadzi jak szalony. Poza tym oczywiście niedostosowanie prędkości do warunków na orbicie, mgła, chmury...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 12 Luty 2009, 08:42:10
A za tego kota to czuję, że Wam się koleżanko B. dostanie jutro

Jakoś tak dziwnie cicho i spokojnie.Przed burzą?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 12 Luty 2009, 11:34:49
A za tego kota to czuję, że Wam się koleżanko B. dostanie jutro

Jakoś tak dziwnie cicho i spokojnie.Przed burzą?
Nie, SZKOLENIE!!!
Ale jak się wyszkolę, to ja wam pagadi!!! ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 12 Luty 2009, 13:44:58
Uuuu,to kolega teraz wyszkolony będzie.Nie pogadasz. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 12 Luty 2009, 18:51:15
Jakby takie piloty działały naprawdę, to...   >;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Luty 2009, 19:06:42
Jakby takie piloty działały naprawdę, to...   >;D
... to może byś wreszcie wyniósł śmieci  ;)

A ciekawe, na jakiego pilota były te satelity, co to się rozpierdyknęły. Może też takiego co to, cytuję: POWERED BY POSITIVE THINKING a w ogóle to Press buttton and hope for the best  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 12 Luty 2009, 19:10:14
Jakby takie piloty działały naprawdę, to...   >;D
... to może byś wreszcie wyniósł śmieci  ;)
Oj oj oj..... wynoszę i bez tego!


(czasem)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 12 Luty 2009, 23:03:24
A może satelity walnęłay sie przez awarię świateł? Jak ten ruski zareagował na świató GO?
Stefek na szkoleniu? Widać jego żona wcisnęła na pilocie przycisk "wspólny wyjazd na weekend" i Stefek pojechał wspólnie z kumplami z pracy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Luty 2009, 06:29:54
- Mój tata jest pilotem!
- A mój tata używa pilota do telewizora!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Luty 2009, 09:00:10
- Mój tata jest pilotem!
- A mój tata używa pilota do telewizora!

A mama? Mama nie używa pilota?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Luty 2009, 13:58:56
Nie,pilot używa mamę.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Luty 2009, 14:47:38
Nie,pilot używa mamę.
Jedno nie przeszkadza drugiemu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 13 Luty 2009, 15:55:40
Nie,pilot używa mamę.
Jedno nie przeszkadza drugiemu.

Właśnie! Równouprawnienie jest!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Luty 2009, 22:10:54
Właśnie! Równouprawnienie jest!

Tak?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 13 Luty 2009, 23:07:54
A tak! Taki pilot na przykład może używać albo być używanym, jak se zechce. I co, zabronisz mu?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Luty 2009, 23:30:27
A tak! Taki pilot na przykład może używać albo być używanym, jak se zechce. I co, zabronisz mu?
Albo jej? Równouprawnienie jest!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 14 Luty 2009, 11:50:12
Sprawdziłem na Google,faktycznie jest.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Luty 2009, 21:23:38
Sprawdziłem na Google,faktycznie jest.
Nie cierple lewaków ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 15 Luty 2009, 09:22:01
Chyba lewarków?
No,ja też ich nie lubię,zawsze coś nie pasuje jak chcesz toto użyć.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 15 Luty 2009, 11:38:26
Sprawdziłem na Google,faktycznie jest.
Nie cierple lewaków ;)
To fakt, że lewak to chyba najsłabsza przeglądarka internetowa.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 15 Luty 2009, 12:47:22
Przeglądarka lewak jest tak słaba że u mnie wcale nie działa.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: zwłok pedadoga w 15 Luty 2009, 22:14:05
Uwierzę, że Stefan preferuje prawarki, prawatywę, prawopodę...
Ale odkąd go znam to nikt mi nie wmówi, że woli poprawać, doprawać, obprawać, naprawki i poprawki...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 15 Luty 2009, 23:19:10
(http://img232.imageshack.us/img232/135/sbaaspsm5.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 20 Luty 2009, 18:57:28
Z życia wzięte czyli z życia wzięte... Dziś na przystanku natknęłam się na plakat propagandowy takiej oto treści:

STOP WOJNIE!
STOP NATO!

Normalnie jakby mi dwadzieścia lat ubyło  ;D



Dla równowagi - z życia wzięte, czyli z roboty:

Belfer (mła): No ładnie wam ten sprawdzian poszedł, tylko jedna jedynka...
Jasiu: A to jeszcze nie wiadomo, proszę pani.
Belfer (mła): A to czemu, Jasiu?
Jasiu: A bo ja jeszcze nie pisałem...
 S:)
Jak ich nie kochać  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 20 Luty 2009, 23:02:08
Jak ich nie kochać  ;D
A nie miało być przypadkiem:
"Jak ich nie kopnąć ;D"?
:P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Luty 2009, 23:31:53
Jak ich nie kochać  ;D
A nie miało być przypadkiem:
"Jak ich nie kopnąć ;D"?
:P
Jedno nie wyklucza drugiego. Powiem nawet, że stare powiedzonko: bije, znaczy kocha, nabiera nowego znaczenia. ;)
Tytuł: Tasiemiec uzbrojony
Wiadomość wysłana przez: Baader w 25 Luty 2009, 11:05:15
W sumie widoczne na kartce pytanie samo w sobie też jest... nietypowe. Jakie niby funkcje?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 25 Luty 2009, 12:11:53
Brawo Piotrek!
Ale jak piszesz 'rence'? No jak?!!!

To ja dołoże obrazek z centralnej ulicy Braniewa, bo mnie wzruszył :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 25 Luty 2009, 15:55:39
Ale jak piszesz 'rence'? No jak?!!!

No jak!?
A może i dobrze.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 25 Luty 2009, 17:38:50
Ale jak piszesz 'rence'? No jak?!!!
Pewnie za to ta "pała". Bo za cóż innego?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 01 Marzec 2009, 15:23:03
Generalnie wszystkie przeróbki i parodie są dosyć durne, a nawet bardzo durne. Ta również.

http://www.youtube.com/watch?v=rZ6Ym-MFHy0
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Marzec 2009, 13:12:31
Pobili kolegę, bo zrzucił kota z kolan

41-letni mężczyzna został brutalnie pobity przez znajomych, z którymi wcześniej pił alkohol. Podczas libacji zrzucił na podłogę kota, który wszedł mu na kolana. Rozwścieczeni właściciele zwierzaka skatowali mężczyznę.

Trzech mężczyzn poznało się przed sklepem monopolowym. Postanowili razem skonsumować nabyte wcześniej trunki w mieszkaniu należącym do 42-letniego Roberta K. i 37-letniego Adama P. Podczas imprezy na stół, a następnie na kolana gościa wskoczył kot. Mężczyzna zrzucił zwierze na podłogę.

To zachowanie rozwścieczyło właścicieli kota. Stwierdzili, że nie pozwolą na takie zachowanie w swoim domu i rzucili się z pięściami na mężczyznę. Pokrzywdzony zaczął uciekać, ale oprawcy nie dali za wygraną. Dopadli 41-latka w śmietniku i tam go skatowali. Mężczyznę leżącego w altanie śmietnikowej znalazła kobieta, która poinformowała o tym policję.

Pobity niewiele pamiętał, z całego zdarzenia. Funkcjonariuszom udało się tylko ustalić, że sprawcy, którzy dodatkowo ukradli 41-latkowi portfel z pieniędzmi i dokumentami, mają kota i na ich klatce schodowej są drewniane schody. Mimo tak znikomych danych, udało się jednak namierzyć kocich miłośników.

Robert K. I Adam P. po zatrzymaniu wcale nie wypierali się tego, co zrobili. Z całym przekonaniem stwierdzili, że ofierze "należało się za kota!". Za pomszenie pupila w krwawy sposób mężczyznom grozi do 12 lat więzienia.


No strach się bać, nie fasiol?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Marzec 2009, 15:24:19
Po prostu przerażający jest terroryzm ekologów. Przez nich już nigdy nie bedę mógł wziąć na kolana psa, do serca przytulić kota lub odwrotnie.
Jest przecież oczywiste, że wzięcie kota na kolana musi się wiązać - wcześniej czy później - z jego mniej lub bardziej delikatnym zrzuceniem. Szkoda ryzykować, bo zanim człowiek wytłumaczy, że zrzucił kota z czułością, można już po skatowaniu leżeć w śmietniku. Tak oto, po raz kolejny, słuszne co do zasady hasła dobroci dla zwierząt zmutowały w sposób niebezpieczny dla podstawowych zasad życia społecznego.

Ja osobiście nie dam się już namówić na wzięcie na kolana nie tylko kota, ale także psa, królika, kozy (co oczywiste, zwłaszcza w Grecji), a może nawet własnej żony.
Nie ukrywam także jak bardzo bedzie mi ich na kolanach brakować :'(
Ja i tak mam łatwiej, bo nie mam kota, ale jak sobie poradzą nasi kotowaci - Bruxa i Stefek?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 04 Marzec 2009, 15:36:56
No strach się bać, nie fasiol?

I bardzo dobrze zrobili,biednym zwierzakiem szarpał będzie cymbał jeden.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Marzec 2009, 16:10:04
Widzę, że późno bo późno, ale i my tu w naszym zaścianku nie wypadlim kotu spod ogona... Chwilę temu przez światowy (czyt. hamerykański) internet przetoczyła się fala oburzenia w związku z filmikiem na tubie, na którym jakiś debil pokazywał jak dręczy kota. Ponieważ w sieci obowiązuje zasada każdemu jego porno, ale kotku się krzywdy nie robi, zbiorowe sumienie internetu zareagowało natentychmiast. Gościu został namierzony, jego poufne dane wrażliwe opublikowane na wszelkich możliwych facebookach i majspejsach, z mesydżem: to ten co zrobił kici kuku, łotr a może i zdrajca, obciąć mu... głowę. Powstały nawet specjalne strony domagające się sprawiedliwości dziejowej (krwiiiii, krwiiiiiiiiiiiiiiii!!!), na których można było wpisywać wyrazy poparcia. Stan zbiorowej świadomości dobrze obrazuje wymiana postów na jednej takiej stronie:
1) Jak on mógł to zrobić biednemu zwierzątku! Oskalpować mu jaja!!!
2)   j.w.
3)   j.w.
.
.
 ,^,
.
10)  j.w.
11) wy tu o kocie, a tu proszę, palestyńska dziewczynka, co jej dom bomba rozwaliła, ale was to nie obchodzi, tylko o jakimś kocie...
12) spierdalaj   
 >:D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Marzec 2009, 16:28:43
No właśnie. Może by tak społeczność internetowa równie szybko i sprawnie zadziałała na przykład w temacie filmików obrazujących obcinanie głów zachodnim zakładnikom przez arabskich porywaczy.
Ale kogo to obchodzi, jak kotka trzeba bronić.
Zresztą, może to i racja, przecież nawet taki Azja Melechowicz (chłe, chłe, Melechowicz) słynął z tego, iż nigdy, w najmniejszy sposób nie skrzywdził żadnego kotka.
A Fasiol mimo wszystko uważaj jak sadowisz się komuś na kolanach, bo po pierwsze, będziesz z nich musiał spaść (spadać), a po drugie, naród u nas jeszcze do końca nie uświadomiony, nie wszyscy mogą się wstawić za twoją niewątpliwą krzywdą. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 04 Marzec 2009, 16:54:33
naród u nas jeszcze do końca nie uświadomiony, nie wszyscy mogą się wstawić za twoją niewątpliwą krzywdą. ;)

Na Ciebie jednak liczę,bo uświadomiony jesteś że hej. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Marzec 2009, 17:06:16
No właśnie. Może by tak społeczność internetowa równie szybko i sprawnie zadziałała na przykład w temacie filmików obrazujących obcinanie głów zachodnim zakładnikom przez arabskich porywaczy.

To akurat jest przejaw zdrowej wolności mediów tudzież swobody wyznania. A kotku nie wolno kuku robić, bo przedstawiciel zdrowo oburzonej społeczności internetowej cię znajdzie i przy<ev>oli!   S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Marzec 2009, 17:18:19
naród u nas jeszcze do końca nie uświadomiony, nie wszyscy mogą się wstawić za twoją niewątpliwą krzywdą. ;)

Na Ciebie jednak liczę,bo uświadomiony jesteś że hej. ;)
Mimo wszystko, umiesz liczyć, licz na siebie. Ja, jako, że jestem uświadomiony, że hej nie wezmę cię na kolana. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Marzec 2009, 18:06:23
Odnoszę niejasne wrażenie, że zacytowana przeze mnie wiadomość odniosła skutek jakby odwrotny od zamierzonego...<???>
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Marzec 2009, 18:48:29
Odnoszę niejasne wrażenie, że zacytowana przeze mnie wiadomość odniosła skutek jakby odwrotny od zamierzonego...<???>

Ależ wodzu, co wódz? Ja tam się nie boję, mogę cię wziąć na kolana bo mam uczciwe zamiary - molestować nie będę  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Marzec 2009, 19:32:50
Odnoszę niejasne wrażenie, że zacytowana przeze mnie wiadomość odniosła skutek jakby odwrotny od zamierzonego...<???>

Ależ wodzu, co wódz? Ja tam się nie boję, mogę cię wziąć na kolana bo mam uczciwe zamiary - molestować nie będę  ;D
Jakie uczciwe wodzowo? Przecież nie chcesz chyba, żeby został ci na kolanach na zawsze? Będziesz musiała go zrucić, a wtedy, trzask, prask i po wszystkim.

Odnoszę niejasne wrażenie, że zacytowana przeze mnie wiadomość odniosła skutek jakby odwrotny od zamierzonego...<???>
Odnoszę niejasne wrażenie, że Twoje lub moje wrażenie rzeczywiście może być nieco zaciemnione. Powstaje bowiem pytanie, jaki był zamierzony skutek i czy skutek odniesiony (dlaczego nie odwieziony?) jest w związku z tym odwrotny do zamierzonego?
Jeśli zaś skutek jest odwrotny, to w jakiej proporcji i czy w związku z tym jest wprost, czy odwrotnie proporcjonalny do zamierzonego?
Teraz będzie nam już łatwiej dyskutować? S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Marzec 2009, 21:16:02
Sam w końcu zlezie, bo inaczej z głodu zdechnie.  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Marzec 2009, 21:45:02
Sam w końcu zlezie, bo inaczej z głodu zdechnie.  ;D
Ale, czy zdechnięcie kota na kolanach na pewno chroni przed pobiciem? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Marzec 2009, 22:38:03
Niemożliwe jest, żeby kot zdechł z głodu od siedzenia na kolanach. Wystarczy, że ktoś drzwi od lodówki otworzy i fruuu, tyle kota widzieli. To naukowo dowiedzione, działa za każdym razem  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Marzec 2009, 05:57:12
Niemożliwe jest, żeby kot zdechł z głodu od siedzenia na kolanach. Wystarczy, że ktoś drzwi od lodówki otworzy i fruuu, tyle kota widzieli. To naukowo dowiedzione, działa za każdym razem  ;D
POTWIERDZAM :)
Wystarczy jak ktoś idzie w kierunku kuchni w porze kociego jedzenia (czyli 24/7)

Odnoszę niejasne wrażenie, że Twoje lub moje wrażenie rzeczywiście może być nieco zaciemnione. Powstaje bowiem pytanie, jaki był zamierzony skutek i czy skutek odniesiony (dlaczego nie odwieziony?) jest w związku z tym odwrotny do zamierzonego?
Jeśli zaś skutek jest odwrotny, to w jakiej proporcji i czy w związku z tym jest wprost, czy odwrotnie proporcjonalny do zamierzonego?
Teraz będzie nam już łatwiej dyskutować? S:)
Ot Beł-KOT prawniczy rodem z Galicji... (czy innej Andaluzji)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 05 Marzec 2009, 08:23:51
W sprawie kota, to media podały, iż Prezes, ten od kota, założył (jednak!) konto w banku, przez internet!!! Media nie podały, co na to mama ani kot.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Marzec 2009, 09:28:11
ja bym prosił żeby nie wymieniać słów kot prezes i konto w tym kontekście,  ponieważ ja też jestem kotem od prezesa...
Niestety wyrażenie "konto" nie kojarzy mi się mile (bo puste)
ROZUMIEMY SIę!!!?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 05 Marzec 2009, 10:19:21
No to już wiemy, co na to kot - puste k.... gorsze niż pusta miska ;D

ps. z całym szacunkiem, ale czy my mówimy o tym samym prezesie (bez kontekstu oczywiście)?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Marzec 2009, 11:49:20
ps. z całym szacunkiem, ale czy my mówimy o tym samym prezesie (bez kontekstu oczywiście)?
NIE
"Mój" prezes dawno ma konto i to całkiem spore.
I mi się udało uszczknąć przy okazji...
A kontekst zawsze się znajdzie, gorzej z przepitką...
 0=0
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Marzec 2009, 08:34:43
Zabiła swego męża wersalką
Sąd w Sankt Petersburgu skazał kobietę, która zabiła swego męża wersalką. Tragiczna śmierć to wynik nauczki, jaką rozzłoszczona żona chciała dać swemu mężowi - informuje serwis funreports.com.
Do tragedii doszło latem 2008 roku. Mężczyzna, który poprzednią noc spędził na imprezie z przyjaciółmi, odpoczywał rano na wersalce cierpiąc z powodu sporego kaca. Gdy żona zobaczyła, że jej mąż jest nadal w stanie upojenia alkoholowego, postanowiła dać mu nauczkę.

55-letnia kobieta z furią kopnęła brzeg wersalki, w wyniku czego ta złożyła się nagle z ogromnym impetem, zabijając mężczyznę na miejscu. Śmierć nastąpiła w wyniku złamania kręgosłupa.

Sąd skazał kobietę na roczny pobyt w więzieniu – informuje serwis funreports.com.

W życiu bym do teatru nie poszedł i na wersalce położył się spać!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Marzec 2009, 11:56:00
W życiu bym do teatru nie poszedł i na wersalce położył się spać!
A ja na werandzie
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Marzec 2009, 13:21:24
A to już zależy od Wiera-ndy. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Marzec 2009, 23:40:35
A to już zależy od Wiera-ndy. ;D
Może być nawet Wiera Weranda. I do tego może być niezbyt wierna. W końcu nie każda Wiera to od razu Szarik i nie każda musi być wierna czterem pancernym.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Marzec 2009, 19:25:48
http://www.bosnianpyramid.com/

I co Koleżeństwo na to?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Marzec 2009, 19:29:32
jajco. w comy nie klikam.
Może własymi słowyma?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Marzec 2009, 19:32:54
A tak,zapomniałem.Zmień końcówkę na pl,może pójdzie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Marzec 2009, 20:47:32
Iiiii tam... Ślęży nie widzieli?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Marzec 2009, 21:54:55
Iiiii tam... Ślęży nie widzieli?
Właśnie, czym tu się podniecać, w Europie już dawno, dawno temu robiono wyższe piramidy, że wspomnę tylko Rysy, Mount Blanc, Gerlach, Łomnicę, a także Pico de Aneto w Pirenejach. Niektóre z nich powstały tak dawno, że nikt już nie pamięta, kto je budował i dla kogo. Warto tu przytoczyć ciągle kontrowersyjną teorię, zgodnie z którą piramidy te wraz z okalającymi je łańcuchami górskimi, zostały stworzone celem rozwoju w przyszłości turystyki narciarskiej i wspinaczkowej, zaś do tego czasu miały pełnić tradycyjne funkcje świątynno-obserwacyjno-funeralne.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 17 Marzec 2009, 16:02:12
Dzisiejszy stan umysłów mojego i moich "fumfli" z pracy odzwierciedla ta oto społeczna lista zapisów na obiadek. Co ciekawe, nie potrafiłem zrozumieć ostatniej linii: bynajmniej nie chodziło o kurczaka z ziemniakami. Jak autor wyjaśnił, rzecz jest nieco bardziej skomplikowana: zestaw symboli znaczy "mięso" [kurczak] kotlety [dwa okrągłe elementy]" razem - schabowy. Język jak u Majów...

No bo mój filet z pangi (pierwsza linia) jest chyba oczywizdy? :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Marzec 2009, 16:12:43
Ja mam jednak pewne wątpliwości co do poprawności Twojego zapisu. Nie wiedziałem, że panga jest rybą głębinową? Tym bardziej, że jest "uprawiana" na wietnamskich hodowlach. Może są to głębinowe hodowle na polach ryżowych bądź poryżowych?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 17 Marzec 2009, 18:20:03
A kolega co się dopisał na dole to chyba chciał hot-doga? Dobrze kombinuję?
Ale dlaczego kompot tylko do konsumpcji w lokalu? Dalibóg, z czegóż on, ten kompot?  ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 18 Marzec 2009, 11:24:09
Dmuchani kibice (tylko bez skojarzeń proszę)

http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,6392714,Dmuchani_kibice_na_ratunek_rugbystom.html (http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,6392714,Dmuchani_kibice_na_ratunek_rugbystom.html)

Zastanawiam się co się dzieje, gdy taki kibic się znienacka rozszczelni? Czy lata radośnie napędzany odrzutem nad boiskiem?

Druga refleksja to potencjalne inne zastosowania. Na przykład do robienia tzw quorum w parlamencie, klasie szkolnej, czy wreszcie w kościele.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 18 Marzec 2009, 16:28:07
Ale na tym obrazku to jest chyba dymany, za przeproszeniem, rugbysta?

(http://bi.gazeta.pl/im/8/6392/z6392738X.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 18 Marzec 2009, 17:41:40
Na to wygląda. Ale on jest chyba z zupełnie innej (jakiej?) historii. Zastanawia widoczne na oko (może mi się jeno zdaje) niskie ciśnienie w tym zawodniku. Myślałem, że rugbyści są napom... napakowani.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Marzec 2009, 06:01:03
Ale na tym obrazku to jest chyba dymany, za przeproszeniem, rugbysta?
Nie wiem, ale widzę cyferki 9 i 03, które to (03) nie jest cyferką, nie jest liczbą tylko jakąś amerykańską hybrydą.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 20 Marzec 2009, 03:42:34
(http://img217.imageshack.us/img217/3497/p026zoom1yf.gif)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Marzec 2009, 06:44:26
Hańba!
Widze pusty post!
Przypominam, że prowokować to ja mogę ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Marzec 2009, 09:30:09
Hańba!
Widze pusty post!
Przypominam, że prowokować to ja mogę ;)
Stefek stracił wzrok! Co robić? Jeśli to zaraźliwe, może stracić dowcip, a tego nie przeżyjemy!!! ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Marzec 2009, 09:33:41
Stefek stracił wzrok! Co robić? Jeśli to zaraźliwe, może stracić dowcip, a tego nie przeżyjemy!!! ;)
Byle nie stracił konceptu...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 20 Marzec 2009, 10:39:39
Hańba!
Widze pusty post!
Ciesz się, że jeszcze coś widzisz ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Marzec 2009, 13:43:30
Hańba!
Widze pusty post!
Ciesz się, że jeszcze coś widzisz ;)
Jakoś nie mogę...
Może jutro.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Marzec 2009, 14:17:13
Hańba!
Widze pusty post!
Ciesz się, że jeszcze coś widzisz ;)
Jakoś nie mogę...
Może jutro.
Niepokoję się o Stefka. Od czasu, jak żona mu wyzdrowiała, nic go nie cieszy. ;) Na dodatek żona jest poza wszelkimi podejrzeniami. Co robić? ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 20 Marzec 2009, 15:03:10
Ale chyba twoja?
Czyżbyście mieli wspólną żonę?  ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 20 Marzec 2009, 15:04:59
Czyżbyście mieli wspólną żonę?  ???

Tak,Stefek wziął od Cezariana w leasing. S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Marzec 2009, 22:12:48
Czyżbyście mieli wspólną żonę?  ???
Tak,Stefek wziął od Cezariana w leasing. S:)
Ale nie mogę wrzucić w koszty
:(
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 21 Marzec 2009, 00:54:29
Czyżbyście mieli wspólną żonę?  ???
Tak,Stefek wziął od Cezariana w leasing. S:)
Ale nie mogę wrzucić w koszty
:(
To nie wiem, moja żona oprócz innych zalet ma także tę, że kosztuje. 8)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 21 Marzec 2009, 09:12:09
To nie wiem, moja żona oprócz innych zalet ma także tę, że kosztuje.

O,to chyba jest z tej samej serii co moja.Musimy sprawdzić kody kreskowe.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 21 Marzec 2009, 12:30:39
To nie wiem, moja żona oprócz innych zalet ma także tę, że kosztuje.

O,to chyba jest z tej samej serii co moja.Musimy sprawdzić kody kreskowe.
Aż się boję zapytać..., a gdzie to się sprawdza?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 21 Marzec 2009, 13:48:01
Aż się boję zapytać..., a gdzie to się sprawdza?

Wszędzie gdzie czytniki mają. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Marzec 2009, 21:38:40
Zmieniając nieco tok dyskusji (chyba?) załączam w załączniku sekret długowieczności. W dalszej części artykułu bohaterka wyjawia, że wszystkie okoliczne smoki sama zeżarła, zacukawszy wprzódy siekierką. Znaczy, tak domniemywam, najprawdopodobniej...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Marzec 2009, 23:22:50
No nie wiem, czy niespodziewany zwrot tematu nie jest problematyczny. Pojawia się bowiem od razu pytanie, ilu uczestników(czek) naszego forum ma szanse na powtórzenie wyczynu jubilatki? Może zabraknąć nam podstawowego składnika długowieczności...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Marzec 2009, 06:12:52
Może zabraknąć nam podstawowego składnika długowieczności...
Czyli jak mniemam smoków?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 23 Marzec 2009, 09:07:01
Oj Stefan, chyba nie studiowałeś mniemanologii stosowanej? Nawet jak dożyjesz setki to dziewicą najprawdopodobniej nie będziesz ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Marzec 2009, 11:13:08
Ja?
Cytacik z dzisiejszej prasy (nie powiem jakiej, bo wstyd dla nich). Znaczy nie ta co się domyślacie. :)

Mamy złą wiadomość dla śpiochów, ale dobrą dla tych, którzy nie cierpią zimy. Już w ten weekend zmienimy czas zimowy na letni. Jest tylko jeden feler - w nocy z soboty na niedzielę pośpimy godzinę krócej, bo cofniemy wskazówki zegarów z godziny trzeciej na drugą.

Dla ułatwienia (jak ktoś chce zgadywać) dodam, że w tekście pojawia się pewne słowo, które jednoznacznie (powiedzmy dość jednoznacznie) określa wydawcę, a co za tym idzie i gazetę.

I kto się nie zna na cyferkach? ;)

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Marzec 2009, 19:05:19
Z życia wzięte, czyli z pracy mojej kochanej.
Pierwszy załącznik to praca uczennicy klasy szóstej w ramach tak zwanego zadania na szóstkę. Miały dzieci swoje hobby opisać, znaczy.

Druga praca, w formie pełnowymiarowego plakaty na brystolu, poprawia mi od miesiąca humor, wisząc sobie na gazetce na drugim piętrze, jako element pokłosia konkursu profilaktycznego "Stop przemocy".

Poza tym, dziękuję, wszyscy zdrowi.  S:)  A i mnie nic nie grozi, ja już od dawna jestem nienormalna. Inaczej nie mogłabym tam pracować. Zresztą - Normal Is Overrated, jak mawia pewien doktor.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Marzec 2009, 06:04:10
No ale jak one mają czytać?

O tym, że książki do biblioteki trzeba oddawać na czas, boleśnie przekonała się pewna mieszkanka słupska. Po 10 latach od wypożyczenia książki do jej drzwi zapukał komornik i upomniał się o prawie 1200 złotych.
Kogo na to stać? (Prócz mr Cz)?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: powtórka pedadoga w 27 Marzec 2009, 07:51:16
No ale jak one mają czytać?

O tym, że książki do biblioteki trzeba oddawać na czas, boleśnie przekonała się pewna mieszkanka słupska. Po 10 latach od wypożyczenia książki do jej drzwi zapukał komornik i upomniał się o prawie 1200 złotych.
Kogo na to stać? (Prócz mr Cz)?
Kolega to się powtarza po wszech mediach jak, nie przymierzając, pewien A.A.  :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 27 Marzec 2009, 07:56:39
Ale za wprowadzenie na antenę wiodącego tematu liczby pirszej - pochwała  :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: powtórka pedadoga w 27 Marzec 2009, 08:04:26
Najwyższy czas zdefiniować liczby trzecie...

Edit:
Google już coś o tym wie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Marzec 2009, 08:42:45
Kolega to się powtarza po wszech mediach jak, nie przymierzając, pewien A.A.  :P
Prą pana!
Tu było pierwsze. <owacja>
A poza tym, skąd mam wiedzieć co się red. Mann spodoba i co puści na antenę?
Całe szczęscie że nie wiecie pod jakimi nickami jeszcze występuję na antenie :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 27 Marzec 2009, 08:48:01
A może Stefek występuje w mediach pod nickami Wojciech Mann oraz, dla równowagi, Monika Olejnik?
A ja wam powiem, że nie mogę uwierzyć w tak okrutną pomoc domową, przepraszam, przemoc domową, jeszcze raz przepraszam, ludzką. Ludzie ludzim zgotowali tę pomoc, przepraszam, przemoc.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 27 Marzec 2009, 15:55:36
Druga praca, w formie pełnowymiarowego plakaty na brystolu, poprawia mi od miesiąca humor, wisząc sobie na gazetce na drugim piętrze, jako element pokłosia konkursu profilaktycznego "Stop przemocy".

Absolutna rewelacja!! Cóż za dynamika!! Wielka przyszłość przed autorem/torką :)

A jak już o plakatach. Z niezawodnego Joemonster.org:

http://www.joemonster.org/art/11155/Plakat_propagandowy_na_wesolo_rozwiazanie (http://www.joemonster.org/art/11155/Plakat_propagandowy_na_wesolo_rozwiazanie)

Niektóre naprawdę niezłe, mnie osobiście powalił obrazek delikwenta uciekającego z budowy z rękami w kieszeniach i dorobionym/przerobionym napisem: "DEWELOPER TO DEZERTER Z FRONTU WALKI O POKÓJ Z KUCHNIĄ DLA KAŻDEGO" :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 02 Kwiecień 2009, 13:54:30
No to dalej z życia wzięte, czyli z roboty. Ale tym razem nie mojej.
Koleżanka jest psorką od polskiego w liceum, znaną z zamiłowania do szczegółowego wałkowania twórczości Prusa, ze wskazaniem na "Lalkę". Otóż pewnego dnia wzywa ją dyrektor i mówi:
- Pani Agnieszko, jest taka sprawa, chłopcy z pani klasy lalkę przynieśli i zostawili w szatni...
- A tak, bo my właśnie Prusa przerabiamy...
- Ekhm... Ale nie taką, koleżanko, nie taką...

Jak się okazało, jeden z chłopaków obchodził osiemnastkę i mu kumple w ramach prezentu przynieśli lalkę. Przesypywaną talkiem  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Kwiecień 2009, 17:59:43
Nic dziwnego, że w takiej szkole z takim profilem w sprawie lalki od razu zwrócono sie do polonistki.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 02 Kwiecień 2009, 22:45:24
Taa, w końcu - żadna praca nie hańbi   >;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Kwiecień 2009, 22:57:20
Taa, w końcu - żadna praca nie hańbi   >;D
Nie tylko nie hańbi, ale jak to we współczesnym świecie, każda praca powinna rozwijać, zwłaszcza wrodzone predyspozycje literackie. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 03 Kwiecień 2009, 08:12:55
Nic dziwnego, że w takiej szkole z takim profilem w sprawie lalki od razu zwrócono sie do polonistki.

Tu pojawia się pytanie, jakie jeszcze kojarzące się z dziełami literackimi przedmioty codziennego, ekhm, użytku można przynieść do szkoły. Mnie się nasuwa (motyw znany zresztą z "Rycerzy") butelka Soplicy, w sam raz do wspomagania przyswajania "Pana Tadeusza". Zresztą jak się zastanowić to można alkohole powiązać z niemal całym zakresem materiału szkolnego: Belvedere przy omawianiu powstania listopadowego, Chopin - na zajęcia muzyczne (w dodatku rozwiązuje język i sprzyja chóralnym śpiewom), Sobieski - bitwa pod Wiedniem, J-23 - kultura popularna w PRL, Finlandia - geografia Skandynawii i tak dalej. No i jeszcze trudno definiowalne trunki spod znaku "1410".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Alexia w 03 Kwiecień 2009, 13:58:51
A takie wino ''Wampir'' to na jakie zajecia sie nada ?   
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Kwiecień 2009, 14:12:08
A takie wino ''Wampir'' to na jakie zajecia sie nada ?   
"Dziady" Mickiewicza, czyli język polski...
Podobnie, jak scena z Pana Wołodyjowskiego o braniu języka i przypiekaniu języka od strony nóżek, co, jak powszechnie wiadomo, powoduje, że język daje głos.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Kwiecień 2009, 09:43:40
Jest Księga, dzięki której zagubieni odnajdują drogę.
Pisz START BIBKIA na
tu numer telefonu(koszt zwykłego SMSa) a codziennie dostaneisz wskazówkę po 0.50/061 z VAT.
Nadawca:
BIBLIA

Jak myślicie, warto? ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 04 Kwiecień 2009, 12:07:41
Jak myślicie, warto? ???

Zapewne warto przeczytać wydanie papierowe. Jak mówią statystyki mamy (niczym poparcie dla Frontu Jedności Narodowej w latach 50-tych) coś 99.999 % ludzi którzy powinni teoretycznie ją znać, a na ogół wystarczy zapytać o imiona ewangelistów by odkryć spore rozbieżności. "Sztuka sztukom, życie życiem", nic nowego. Natomiast SMSy - wskazówki mogą być ciekawe, zwłaszcza te ze Starego Testamentu który jest, mówiąc delikatnie, miejscami dość okrutny ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 04 Kwiecień 2009, 12:39:09
Jak myślicie, warto? ???

My możemy Ci codziennie rano i to za darmochę udzielić wielu cennych wskazówek na nadchodzący dzień. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Alexia w 06 Kwiecień 2009, 20:38:30
Jest Księga, dzięki której zagubieni odnajdują drogę.
Pisz START BIBKIA na
tu numer telefonu(koszt zwykłego SMSa) a codziennie dostaneisz wskazówkę po 0.50/061 z VAT.
Nadawca:
BIBLIA

Jak myślicie, warto? ???

A jak napiszą ''mane ,tekel,fares''to co wtedy ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 06 Kwiecień 2009, 22:21:23
Jest Księga, dzięki której zagubieni odnajdują drogę.
Pisz START BIBKIA na
tu numer telefonu(koszt zwykłego SMSa) a codziennie dostaneisz wskazówkę po 0.50/061 z VAT.
Nadawca:
BIBLIA

Jak myślicie, warto? ???

A jak napiszą ''mane ,tekel,fares''to co wtedy ???
To wtedy wystarczy wysłuchać rewelacyjnego słuchowiska Macieja Rybińskiego o tym napisie na murze Komitetu Centralnego KC PZPR w latach 80-tych i wszystko jasne...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Kwiecień 2009, 07:59:50
Oj niedobrze koledzy niedobrze. Naprawdę niedobrze:

Amerykańscy naukowcy dowiedli, że kolonie mrówek żyjących w Amazonii składają się wyłącznie z samic. Ich zdaniem jest to pierwszy odkryty gatunek mrówek, który w procesie ewolucji pozbył się samców.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,6499759,Odkryto_jedyny_na_swiecie_gatunek__ktory_rozmnaza.html (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,6499759,Odkryto_jedyny_na_swiecie_gatunek__ktory_rozmnaza.html)

Jak to mówią "a za wami pójdą inni"...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Kwiecień 2009, 09:24:31
Wiadomość jak i źródło.
Bez komentarza :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Kwiecień 2009, 09:53:34
Oj, chyba się muszę zgodzić ze Stefanem. No co to za źródło... Rewelacje "amerykańskich naukowców" to nic innego jak współczesna wersja osiągnięć "radzieckich uczonych". Pierwszy gatunek składający się wyłącznie z samic - no prawdziwe Radio Erewań. Nie pierwszy, bo takie aksolotle to się już od dawna rozmnażają dzieworodnie, samców zatrudniając w celach głównie rozrywkowych. A i co do tego braku samców w badanej kolonii - można to chyba zrzucić na błąd pomiaru. Po prostu badacze z lenistwa policzyli i podglądali tylko te mrówki, które zapieprzały do pracy na zewnątrz mrowiska. A samce w tym czasie siedziały w środku, oglądając Polsat Sport.  ;D
Czego to się nie napisze, żeby zajumać granta... A może jeszcze na igNobla się człowiek załapie...

A taki pantofelek, to samczyk czy samiczka?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Kwiecień 2009, 10:14:50
Cóż, no chciałem dobrze. A Wam, proszę koleżeństwa, dobrze radzę nie krytykować "osiągnięć amerykańskich naukowców". W dzisiejszych czasach może to spokojnie zostać zaklasyfikowane jako osłabianie, obalanie siłą, tudzież godzenie w sojusze :P

aksolotle to się już od dawna rozmnażają dzieworodnie, samców zatrudniając w celach głównie rozrywkowych - podoba mię się :):):)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Kwiecień 2009, 13:34:52
Przepraszam, że wtrancam, ale to z ostatniej chwili... Fajnych mamy ostatnio gości (drugi od dołu)...  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Kwiecień 2009, 13:46:29
Chodzi Ci o to, że to jubileuszowy, zerowy gość?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 16 Kwiecień 2009, 14:03:10
Panie Gościu, pan jest zerem.

p.s.
Miller nie powiedział zerem. Brzmiało to w oryginale:
Panie pośle, pan jest serem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Kwiecień 2009, 15:44:56
Oj, chyba się muszę zgodzić ze Stefanem.

Luuudzie!Toż to musiało się coś stać!Miliiiiiiiicja! S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Kwiecień 2009, 22:01:01
Panie pośle, pan jest serem.

Idźmy dalej, hasło w sam raz na eurowybory: Nie bądź osłem! Zostań posłem!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 17 Kwiecień 2009, 09:58:57
Szukając info o bluesowym (jakże by inaczej) zespole OUTSIDER rzuciło mnie się na oczy takie coś:
(http://www.outsider.pl/oaza.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 17 Kwiecień 2009, 10:31:46
O, to ja tak mam, w piątej e na siódmej lekcji  !#!
 ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 17 Kwiecień 2009, 22:16:15
Znajomy bluesman popełnił zaangażowany bananowy song:
http://www.youtube.com/watch?v=WcFCAnVzElU
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 17 Kwiecień 2009, 22:51:39
O, nareszcie wiem, jak wygląda Jaromi.  ;D
Teraz już będę wiedziała jak go rozpoznać... Po bananie! 
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 18 Kwiecień 2009, 13:33:50
Wszędzie ta Unia... już nawet piosenki nam pisze.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Kwiecień 2009, 14:41:52
Wszędzie ta Unia... już nawet piosenki nam pisze.
Nie wiem tylko, czy ilość zwrotek i wersów w piosence jest zgodna z normami unijnymi? Bo przecież unia w tekst nie zamierza ingerować, absolutnie nie...
Unia broni, unia radzi, unia nigdy was nie zdradzi.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 22 Kwiecień 2009, 09:19:15
No proszę, wrzucimy sobie teraz kamyczek do ogródka prawniczego. Oto kuriozalny faks jaki nam się przytrafił w firmie. Jest to, jakby powiedział dziadek Jacek - ostatnie obstrzeżenie :) Z oczywistych powodów zamazałem podpis, jest am jednak podpisana osoba co najmniej polskiego pochodzenia :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Kwiecień 2009, 10:07:23
Masz rację!
Jak można pisać "koszta", no jak???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 22 Kwiecień 2009, 13:57:11
A co podkreślić szlaczkiem? Bo ja siem cały czas uczem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Kwiecień 2009, 21:56:44
No proszę, wrzucimy sobie teraz kamyczek do ogródka prawniczego. Oto kuriozalny faks jaki nam się przytrafił w firmie. Jest to, jakby powiedział dziadek Jacek - ostatnie obstrzeżenie
Genialne, acz raczej kamyczek wrzucasz (wszócarz) nie do ogródka, a do kamieniołomu. Nie żebym chciał bronić swój kamieniołom, ale mało prawdopodobne jest, żeby pisał to prawnik i to wcale nie ze względu na "wstrzęte". Praktykujący prawnik nie napisze, że "konto jest nie uregulowane". Chyba, że mamy doczynienia z prawnikiem jeszcze wierzącym, a już nie praktykującym, czyli kimś, kto studia prawnicze jedynie skończył. Najprawdopodobniej jednak mamy tu przykład typowego "niewiernego", czyli nie prawnika. Może jakaś księgowa, a i to raczej z tych księgowych jedynie praktykujących w dziale księgowości, bez natchnienia w postaci wykształcenia.
Rety, co ja nawypisywałem... Stefek znowu napisze, że nie rozumie i, co gorsza, znowu będzie miał rację. :'(
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Kwiecień 2009, 06:23:20
Rety, co ja nawypisywałem... Stefek znowu napisze, że nie rozumie i, co gorsza, znowu będzie miał rację. :'(
Akurat ten przekaz jest jasny, klarowny i bez sensu (sęsu)?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Kwiecień 2009, 09:14:21
Zgadzam się z przedmówcą. Ponadto zdaję sobie sprawę, że autor obstrzeżenia jest prawdopodobnie jedynie, jakby rzekł Ilion Tichy z opowiadań Lema "wyrobnikiem na niwie". Smutne jest tylko to, że nie wpadł na użycie sprawdzaczki w programie do edycji...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Kwiecień 2009, 14:06:11
Smutne jest tylko to, że nie wpadł na użycie sprawdzaczki w programie do edycji...
Nie on jeden. Nie ma się co czepiać w tej kwestii niedorobionego wyrobnika, skoro niektórzy (chłe chłe, niektórzy) wyrobieni użytkownicy internetowych forów też nie umieją na to wpaść  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Kwiecień 2009, 14:40:18
wyrobieni użytkownicy
Uff, myślałem że to o mnie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Kwiecień 2009, 15:12:18
wyrobieni użytkownicy
Uff, myślałem że to o mnie...
Ciekawe dlaczego? ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Kwiecień 2009, 13:09:59

Prawnicy powinni zarabiać tyle, ile fryzjerzy
Ich wynagrodzenia są za wysokie - twierdzi ponad połowa Polaków.
Tak wynika z sondażu TNS OBOB przeprowadzonego na zlecenie Krajowej Izby Radców Prawnych.
Polacy, bez uzasadnienia, chcą zrównać wynagrodzenia prawników z zarobkami np. fryzjerów i kierowców - mówi "Gazecie Prawnej" Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Izby Radców Prawnych.
A to dlatego, że, według nas prawnicy zarabiają zdecydowanie za dużo. 33 procent Polaków twierdzi, że wynagrodzenia prawników nie powinny przekraczać 5 tys. zł miesięcznie.
Tylko w wypadku najlepszych prawników, co trzeci Polak, jest skłonny zaakceptować wyższe zarobki - od 5-10 tys. zł - pisze "Gazeta Prawna".
Najchętniej obniżylibyśmy pensje radców prawnych i to aż dwukrotnie - wynika z badania TNS OBOP.
Z kolei aż 16 proc. ankietowanych uważa, że wszyscy prawnicy nie powinni zarabiać więcej niż 3 tys.

On się mnie czepia to niech ma...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Kwiecień 2009, 13:18:56

Prawnicy powinni zarabiać tyle, ile fryzjerzy
Ich wynagrodzenia są za wysokie - twierdzi ponad połowa Polaków.
Tak wynika z sondażu TNS OBOB przeprowadzonego na zlecenie Krajowej Izby Radców Prawnych.
Polacy, bez uzasadnienia, chcą zrównać wynagrodzenia prawników z zarobkami np. fryzjerów i kierowców - mówi "Gazecie Prawnej" Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Izby Radców Prawnych.
A to dlatego, że, według nas prawnicy zarabiają zdecydowanie za dużo. 33 procent Polaków twierdzi, że wynagrodzenia prawników nie powinny przekraczać 5 tys. zł miesięcznie.
Tylko w wypadku najlepszych prawników, co trzeci Polak, jest skłonny zaakceptować wyższe zarobki - od 5-10 tys. zł - pisze "Gazeta Prawna".
Najchętniej obniżylibyśmy pensje radców prawnych i to aż dwukrotnie - wynika z badania TNS OBOP.
Z kolei aż 16 proc. ankietowanych uważa, że wszyscy prawnicy nie powinni zarabiać więcej niż 3 tys.

On się mnie czepia to niech ma...
Ale o czym/kim to i po co? Kogo to obchodzi?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 28 Kwiecień 2009, 13:21:23
Ale o czym/kim to i po co? Kogo to obchodzi?

Fryzjerów??
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 28 Kwiecień 2009, 14:41:11
Ale o czym/kim to i po co? Kogo to obchodzi?

Fryzjerów??

Pisze się F.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 28 Kwiecień 2009, 15:29:35
Pisze się Ryszard F.Dostał 3,5 roku.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 28 Kwiecień 2009, 16:24:22
Pisze się Ryszard F.Dostał 3,5 roku.
Chyba w zawieszeniu (głową w dół).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 28 Kwiecień 2009, 16:25:30
Tak! I niech nauczyciele też zarabiają tyle, co fryzjerzy! Między trzy a pięć tysięcy! A co! Może od prawników lepsi? Albo gorsi?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 28 Kwiecień 2009, 20:16:46
Tak! I niech nauczyciele też zarabiają tyle, co fryzjerzy! Między trzy a pięć tysięcy! A co! Może od prawników lepsi? Albo gorsi?
Ale obejmuje to równiez nauczycieli akademickich? Bo oni to trochę na innych zasadach niż tzw. "zwykli" nauczyciele.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Maj 2009, 07:47:00
Czegoś takiego jeszcze nie było!
Wielkie dzieła! (http://www.wirtualnemedia.pl/article/2700506_Dziela_Adama_Michnika_w_Gazecie_Wyborczej.htm)
Polcam wszystkim miłośnikom (a wiem, że na tym forum jest ich sporo).
Proszę o zakup, przeczytanie oraz streszczenie.
Termin: na bieżąco
Odpowiedzialni: One same wiedzą
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 04 Maj 2009, 10:06:30
Już przygotowałem sobie półkę zaraz obok dzieł wiecznie żywego Lenina
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Maj 2009, 10:47:51
A czy jest przewidziana wersja audio? Oczywiście w interpretacji autora? I czy ludzie tyle żyją, żeby ktokolwiek zdążył tego wysłuchać?  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 04 Maj 2009, 13:16:49
A czy jest przewidziana wersja audio? Oczywiście w interpretacji autora? I czy ludzie tyle żyją, żeby ktokolwiek zdążył tego wysłuchać?  ;D
Dzieł Lenina czy Michnika? Bo jak Lenina to może być problem.
Chociaż jak pamiętam jeszcze stare hasła, to "Lenin był, Lenin jest, Lenin będzie"...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Maj 2009, 22:45:05
Stefek to niby przypadkiem, ale Michnika zawsze wyśledzi. Michnikofil, czy Michnikomikrofilm, nie pamiętam jak to szło... :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Maj 2009, 23:00:43
A czy jest przewidziana wersja audio? Oczywiście w interpretacji autora? I czy ludzie tyle żyją, żeby ktokolwiek zdążył tego wysłuchać?  ;D
Dzieł Lenina czy Michnika? Bo jak Lenina to może być problem.
Chociaż jak pamiętam jeszcze stare hasła, to "Lenin był, Lenin jest, Lenin będzie"...
Tylko nie stare! No tylko nie stare!

P.S.
Początkowo przeczytałem Adama Mickiewicza.
Nie wiem co lepsze.
Znaczy wiem, ale nie powiem...
A jak powiem to jutro.

P.S.234
Bo na maturze, to był ten starszy. Jeszcze.
Ciesz się Stefan tym co masz. 01 0>[
Dopiero jak zaczną, to dodawać do Naszego-Dziennika, to pakuj manatki i na Kajmany.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Maj 2009, 05:53:39
Naszego-Dziennika, ... Kajmany.
Co to są "Naszego Dziennika"?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Maj 2009, 07:48:31
Zygfryd, zapomniałeś, że Stefan prasy lewackiej nie czyta  ;)
@kajmany - coście się tych zwierzaków uczepili?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Maj 2009, 08:48:16
Zygfryd, zapomniałeś, że Stefan prasy lewackiej nie czyta  ;)
@kajmany - coście się tych zwierzaków uczepili?
Błąd - Stefan nie czyta żadnej prasy. U nasz w firmie zabronili używać pras, bo jednemu gościu urwło palce.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Maj 2009, 10:34:56
Po sobie, ale pisano w tym wątku już od ponad 120 dni.
Coś specjalnie dla Cezara (on wprost uwielbia kozy)
Firma Google zatrudniła kozy do koszenia trawy na terenie swojej siedziby w Mountain View. Przedstawiciele firmy tłumaczą, że chodzi o ekologię i możliwość obcowania ze zwierzyną. A może tak naprawdę jest to kolejny objaw kryzysu? Czy kozy nie są brutalnie wykorzystywane?
Kozy pracujące w Mountain View już określono jako nową usługę „Google Goat” (Google Koza). Zapewnia ona koszenie trawy i nawożenie w jednym, przy małej emisji tak dziś nielubianego CO2.

Źródło koza (http://di.com.pl/news/26631,0,Google_Koza_-_koszenie_i_nawozenie_w_jednym_wideo.html)
I co państwo na to?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 05 Maj 2009, 12:12:05
My? Zapytaj Greków. Co my mamy wspólnego z kozami?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 05 Maj 2009, 14:22:48
Zupełnie niepotrzebna komplikacja z tymi goatsami. Jakiś czas temu czytałem, że w związku z - baczność - krajzysem (spocznij) w Google skończyły się darmowe obiady czy też kolacje na które można było w dodatku zaprosić rodzinę. Czyż nie jest to dobra okazja by pójść krok dalej i rozpocząć racjonalny wypas pracowników na terenach firmowych? Nie twierdzę, że cały czas - ktoś musi wszak pracować. Ale jakiś mały redyk raz na miesiąc... Aby oderwane od monitorów geeki się nie pogubiły w real world mozna zastosować wypróbowane na kozach i owcach sposoby: dzwoneczek na szyję, fachowy nadzór pasterza i owczarka... Trzeba tylko chcieć. No a możliwość wpisania w CV: "Pracowałem jako baca w Google" - bezcenna!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 05 Maj 2009, 14:36:53
Nic z tego kolego Baader. Od czasu jak zaczęto wprowadzać kursy europejskiego bacy licencjonowanego, czy jak się to nazywa, koszty redyków ze względu na odpływ kandydatów na baców i juhasów są zbyt wysokie. Myśli się o dofinansowaniu unijnym.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 07 Maj 2009, 22:48:39
Zasłyszane
- Panie kierowniku, urlop chciałem na dziś.
- Nie da rady. No nie ma takiej możliwości.
- No ale mam ważną sprawę, proszę
- Nie!
- Ale źle się czuje, mam katar, boli mnie głowa i moja ciocia wróciła z Ameryki,
- Masz tydzień urlopu/
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 08 Maj 2009, 12:13:41
A słyszeliście nową wersję Kubusia Puchatka?
Kubuś Puchatek i Prosiaczek wędrują sobie Stumilowym Lasem. Prosiaczek myśli sobie:
- Jak to cudownie mieć takiego wspaniałego przyjaciela jak Kubuś Puchatek. Jestem naprawdę szczęśliwym Małym Zwierzątkiem...
A Kubuś myśli sobie:
- Jak ta świnia kichnie, to ją zabiję!
 >:D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 10 Maj 2009, 02:23:42
Mi się szalenie spodobał ten żart, na bazie którego powstała nazwa STGS - jego akcja też się działa w Stumilowym Lesie. Pewnie go znacie, więc go nie będę przeklejać.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Maj 2009, 11:20:16
Znamy, znamy...  ;D
http://poszepszynscy.info/zembaty/galeria/koncert6.html (http://poszepszynscy.info/zembaty/galeria/koncert6.html)

(http://poszepszynscy.info/zembaty/galeria/zdjecia/wawa_dedykacja2.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 10 Maj 2009, 16:24:14
Dorobiłem się pierwszego odebrania słoika dżemu truskawkowego! Skandal! :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Maj 2009, 16:54:06
Z tego co widzę, to nic ci nie ubyło, wręcz przeciwnie. Jak miałeś cztery słoiki tak masz. Za to przybył ci jeden słoik ujemny. To nasz największy polski wkład w matematykę od czasu Banacha i Księgi Szkockiej - plusy dodatnie i plusy ujemne  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 10 Maj 2009, 17:18:30
I znowu Lwów - aż żałuję, że żadem z moich przodeczków nie z tamtych stron :P

A dedykacja piękna!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Maj 2009, 17:59:44
Ja przepraszam, że przerwę te górnolotność, ale...
Z życia wzięte, czyli z kiosku przy torach... Myślałam, że już mnie w  życiu niewiele zdziwi, zwłaszcza po drapieżnym wacku z klasycznego horroru Tromeo & Juliet, ale to...
>Qe?<
Przepraszam za, nomen omen, gównianą jakość zdjęcia.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Maj 2009, 10:19:08
O shit!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Maj 2009, 12:12:03
O shit!!!
Po zaprezentowanych przez Państwa recenzjach, rozumiem, że oglądaliście ten film?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Maj 2009, 16:07:10
Dorobiłem się pierwszego odebrania słoika dżemu truskawkowego! Skandal!

Nie moja sprawa,ale chyba nie masz już dwóch słoików.Ktoś tu pod kolegą dołki kopie i dżemy w nie wkłada.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: rym pedadoga w 12 Maj 2009, 08:29:38
Zasłyszane
- Panie kierowniku, urlop chciałem na dziś.
- Nie da rady. No nie ma takiej możliwości.
...

Ja ostatni urlop dostałem z okazji audytu BHP. Wszyscy stwierdzili, że tak będzie lepiej dla ludzkości. Szczególnie po tym jak postanowiłem się dowiedzieć co to jest "źródło światła nie powodujące odbić" (cyt. z inistrukcji BHP).
(Poprzednim razem odpowiedziałem im precyzyjnie na pytanie "Czy tu są jakieś substancje chemiczne" nie pomijając powietrza i "składu własnego" :D )
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 12 Maj 2009, 09:15:47

Ja ostatni urlop dostałem z okazji audytu BHP. Wszyscy stwierdzili, że tak będzie lepiej dla ludzkości. Szczególnie po tym jak postanowiłem się dowiedzieć co to jest "źródło światła nie powodujące odbić" (cyt. z inistrukcji BHP).
(Poprzednim razem odpowiedziałem im precyzyjnie na pytanie "Czy tu są jakieś substancje chemiczne" nie pomijając powietrza i "składu własnego" :D )

Mam nadzieję, że nad składem własnym się nie rozwodziłeś? Chociaż, w sumie, to wszystko to mafia, przepraszam, chemia, więc nie ma się czego wstydzić.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Maj 2009, 14:52:26
Chociaż, w sumie, to wszystko to mafia, przepraszam, chemia, więc nie ma się czego wstydzić.

To Stefan jest capo di tutti capi.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Maj 2009, 16:22:14
Chociaż, w sumie, to wszystko to mafia, przepraszam, chemia, więc nie ma się czego wstydzić.

To Stefan jest capo di tutti capi.
Chyba capo di tutii chemii ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Maj 2009, 11:22:31
Cytat pochodzi ze studenckiego forum uwolnijslonia.pl, pełny link to http://www.uwolnijslonia.pl/forum/showthread.php?tid=29 (http://www.uwolnijslonia.pl/forum/showthread.php?tid=29). Temat: trafił mi się w nowym "rozdaniu" w pokoju w akademiku skrajny burak i co zrobić? Oto propozycja osoby o nicku Vampirzyca http://www.uwolnijslonia.pl/forum/member.php?action=profile&uid=416 (http://www.uwolnijslonia.pl/forum/member.php?action=profile&uid=416) - mam nadzieję że nie obrazi sie o skopiowanie, a zamieszczam bo... bo jest przezabawny :)

1. Kup komplet noży. Ostrz je każdej nocy spoglądając na współlokatora mrucząc pod nosem: "Już niedługo.... już niedługo..."

2. Pod nieobecność lokatora wyszyj na każdej parze jego majtek swoje inicjały. Potem oskarż go o ich kradzież pytając, co twoje gacie robią na jego półce.

3. Za każdym razem gdy twój wspołlokator wróci do domu krzycz "hurra, hurra, wróciłeś!" tak głośno jak potrafisz. Prez dziesięc minut skacz i tańcz dookoła pokoju. Potem usiądź. Bez przerwy zerkaj na zegarek, okazuj oznaki zniecierpliwienia i pytaj go, czy przypadkiem gdzieś sie nie wybiera.

4. Zacznij kolekcjonowac ziemniaki. Domaluj im twarze i nadaj imiona. Jednego z nich nazwij imieniem swego wspołlokatora i posadz go na widocznym miejscu. Wieczorem kładź ziemniaka w łóżku współlokatora i nie pozwalaj mu sie położyć tlumacząc, ze to miejsce jest już zajęte. Za każdym razem gdy będziesz się zwracał do współlokatora mów do ziemniaka.

5. Każdej nocy udawaj, że mówisz przez sen. Zachwycaj się ciałem współlokatora i snuj plany zdobycia go. Lunatykuj. Pchaj się do jego łóżka. Rano udawaj, że nic nie pamiętasz, ale nie zapominaj go od czasu do czasu klepnąc go po tyłku.

6. Postaw butelkę (np. po wódce) na środku pokoju. 2 razy dziennie oddawaj jej hołd, co godzinę śpiewaj piosenki na jej cześć. Nie pozwalaj współlokatorowi wejśc do pokoju w butach i oddania pokłonu butelce. Nadaj współlokatorowi nowe, głupie imię i zwracaj się nim mówiąc,ze to butelka ci nakazała. Znoś do domu wiadra gnijących liści i urządzaj procesje, rozsypując je po pokoju.

7. Rozpowiedz miejscowym pijaczkom, że twoj wspołlokator pędzi wyśmienity bimber. Dodaj, że oddaje litra za 10 kilo makulatury i odśpiewanie dowolnej piosenki Krzysztofa Krawczyka.

8. Notorycznie wyżeraj z lodówki wszystko co zostało przywiezione przez wspołlokatora.Potem głośno narzekaj i wytykaj mu, że jedzenie było nieświeże. Wyrażaj przypuszczenie, że chciał cię otruć. Jeśli będzie protestował nazwij go egoistą. Swoje jedzenie zabezpiecz w małej lodóweczce zamykanej na kłódkę.

9. Ścieraj kurze ulubionymi ubraniami współlokatora. Chwal jego gust mówiąc, że ubrania jego ulubionych marek idealnie wchłaniają kurz i brud.

10. Zacznij słuchać country. Potem zacznij grać country, pisząc piosenki o twoim współlokatorze i prosząc go o ich wysłuchanie i ocenę. Oglądaj westerny. Kup pistolet na kapiszony i strzelaj w stronę współlokatora wykorzystując element zaskoczenia. Powyrzucaj jego ulubione płyty cd tłumacząc mu, że jedynie country zasługuje na miano prawdziwej muzyki. Zwieź do domu 100 kilogramów nawozu końskiego mówiąc, że tylko otoczony takimi zapachami jesteś w stanie egzystować. Od czasu do czasu zapytaj, czy współlokator nie mógłby dla ciebie wejśc w rolę krowy, bo jeśli nie poćwiczysz rzucenia lassem to zapewne niedługo wyjdziesz z wprawy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Maj 2009, 12:14:26
Moim zdaniem nie zadziała/niezadziała.
Edit
Takie kwaitki
Japoński producent samochodów rozebrał najnowszy model Colta na części pierwsze i rozsypał je w bezkresie internetu.

Osoba, która najszybciej znajdzie wszystkie 30 części, będzie mogła zamienić wirtualny model na pełnowymiarowy, rzeczywisty samochód - dla wygody zwycięzcy złożony w całość.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 22 Maj 2009, 10:23:37
Z niezawodnego joemonster.org:

Autentyczne wypowiedzi moich uczniów:

1. Czytamy "Świteziankę":
"On był strzelcem w tutejszym borze"
Pytam - To znaczy kim był? Kim był?
Uczeń: Agentem BOR-u.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Maj 2009, 11:31:16
Może uczeń miał po prostu duże poczucie bor-u, przepraszam, humoru?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Maj 2009, 14:50:42
PO sobie, ale temat jest ważny, tym razem źródło to wielokrotnie już oceniany przez nas onet:

Elektrownia wiatrowa przetrzebiła stado kóz
Często wysuwany zarzut przeciwko elektrowniom wiatrowym głosi, że zagrażają one ptakom. Tymczasem pewien tajwański hodowca twierdzi, że zlokalizowana w pobliżu jego gospodarstwa farma wiatrowa poważnie przetrzebiła jego stado kóz - donosi internetowy serwis BBC.
Jak twierdzi Kuo Jing-shan, 450 z jego 700 kóz zdechło od momentu, gdy przed czterema laty w pobliżu jego pastwiska firma Taipower zainstalowała osiem turbin wiatrowych. Jego zdaniem, zwierzęta padły z wycieńczenia, ponieważ hałas z elektrowni wiatrowej nie dawał im spać. - Kozy były wychudzone, lecz nie chciały jeść. Pewnej nocy poszedłem do obory i kozy stały, nie spały - relacjonuje 57-letni hodowca.

Inspektor z tajwańskiego ministerstwa rolnictwa przyznał, że turbiny wiatrowe mogły rzeczywiście być przyczyną śmierci zwierząt. Natomiast spółka Taipower, choć wątpi w swoją winę, zaoferowała Kuo Jing-shanowi pomoc finansową przy relokacji fermy.


Ponieważ z niewiadomych powodów kozy cieszą sie wyjątkową popularnością na tym forum, pozwoliłem sobie wkleić powyższą smutną wiadomość. Nie są znane daty i godziny śmierci poszczególnych kóz. Ciekawe, że w Grecji, kraju, gdzie kozom okazywane jest szczególne ciepło, coś takiego się nigdy nie zdarzyło.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Maj 2009, 17:37:19
O jej!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Maj 2009, 19:29:26
O jej!!!
Jak nie o kotach i z onetu, to go nie interesuje.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Maj 2009, 20:44:19
Pewnie firma nie zamówiła ekspertyzy ekologicznej i takie tego skutki, że pobudowali wiatraki na trasie codziennego przelotu kóz z gniazd na żerowiska  i z powrotem. A jak się taka koza w wiatrak wkręci to nie ma co zbierać, najprawdopodobniej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 23 Maj 2009, 00:06:31
A jak się taka koza w wiatrak wkręci to nie ma co zbierać, najprawdopodobniej.
Z wiatraka tylko wióry...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 23 Maj 2009, 01:18:26
A jak się taka koza w wiatrak wkręci to nie ma co zbierać, najprawdopodobniej.
Z wiatraka tylko wióry...

A jeżeli koza jadła wcześniej puszki, to wtedy można nawet odłamkiem aluminium zarobić. Wiem, co mówię, bo kiedyś widziałem długobrodą kozę myjącą sobie puszki nad rzeką Amur, ale na szczęście miałem przy sobie szare mydło i...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 24 Maj 2009, 20:56:01
Nie przypominam sobie, żeby to tu było, więc:

(http://img65.imageshack.us/img65/7065/1ed28363001cacaa495e557ck9.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 25 Maj 2009, 00:42:24
Pewnej nocy poszedłem do obory i kozy stały, nie spały - relacjonuje 57-letni hodowca.

No i tu sprawa wymaga zbadania, albowiem jedno nie wyklucza drugiego, najprawdopodobniej. Ponoć koń śpi na stojąco. To może koza też? Insza inszość że mam słabe źródła bo słyszałem rozmowę lekko podchmielonych obywateli: "Jassssiu!!" "No csssośty, on śpi!!" "???" "No na ssstojąsssso, jak koń".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Maj 2009, 06:25:03
Nie przypominam sobie, żeby to tu było, więc:


Tak to mniej więcej wygląda.
Głupio.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Maj 2009, 11:19:20
Głupio, jak lis postanowił w...ać pinokia. Czy na stojaco jak koń?
Nie wiem, kolego Baader, czy nie wchodzimy w kompetencje fachowca? Studiowaliśmy kozoistykę? Nie. A on pewnie tak, przynajmniej studiował praktycznie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 25 Maj 2009, 13:05:57
Głupio, jak lis postanowił w...ać pinokia. Czy na stojaco jak koń?
Nie wiem, kolego Baader, czy nie wchodzimy w kompetencje fachowca? Studiowaliśmy kozoistykę? Nie. A on pewnie tak, przynajmniej studiował praktycznie.

Że niby, że o-o-o? Że ja niby...?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Maj 2009, 15:11:39
Uderz w stół, a szczutki, przepraszam, szczypce się odezwą.
Nie Ty, tylko ten tajwański (chiński) specjalista od kóz, któremu się kozy w wiatraki wkręcają.
Kurna, znowu te dwuznaczności!
Ale tak mnie naszło, żeby oddać głos mistrzowi z Tuwimowa, bo warto:

Figielek
Raz się komar z komarem przekomarzać zaczął,
Mówiąc, że widział raki, co się winkiem raczą.
Cietrzew się zacietrzewił, słysząc takie słowa,
Sęp zasępił się strasznie, osowiała sowa,
Kura dała drapaka, że aż się kurzyło,
Zając zajęczał smętnie, kurczę się skurczyło.
Kozioł fiknął koziołka, słoń się cały słaniał,
Baran się rozindyczył, a indyk zbaraniał.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 26 Maj 2009, 21:53:17
Przepraszam, że wtrancam, ale...
http://www.kapitalka.pl/ksiazka/Marek-Aureliusz/Rozmyslania,45148901455KS (http://www.kapitalka.pl/ksiazka/Marek-Aureliusz/Rozmyslania,45148901455KS)
Zwróćcie uwagę na wysoce oryginalny tytuł oryginalny i jakże intrygujące podsumowanie treści dzieła.
I to w księgarni, pardon le mot, naukowej...
Że zacytuję znaną mądrość Zen - o tempora, o mores...  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 26 Maj 2009, 22:39:15
Rzeczywiście, tytuł oryginalny fantastyczny.
Nie chcę wchodzić w pre(znowu to pre-)rogatywy Stefka, ale coś mi się wydaje, że ten Marek Aureliusz już nie żyje?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 28 Maj 2009, 11:12:22
K. u. K. Krakau to jest jednak dziwne miasto...

Już za miesiąc możesz dostać mandat za... zagłuszanie hejnału mariackiego - to najnowszy projekt krakowskich radnych, którzy chcą, aby na Rynku Głównym w Krakowie podczas odgrywania słynnej melodii turyści przerywali rozmowy, a właściciele restauracji wyłączali muzykę.

Trwająca blisko pięć minut cisza ma obowiązywać za każdym razem, gdy wybrzmiewać będą dźwięki hejnału, czyli o każdej równej godzinie, przez okrągłą dobę.

Najpierw upomnienie, potem mandat

W trakcie hejnału obecni na rynku będą musieli ściszyć głos, koncertujący artyści przerywać występy, a restauratorzy wyłączyć muzykę. Straż miejska ukarze każdego, kto się nie dostosuje - najpierw zwykłym upomnieniem, potem mandatem. - Myślimy o niewysokich karach w granicach 20 zł. To powinno wystarczyć - twierdzi radny klubu PO i pomysłodawca uchwały Paweł Bystrowski.


Odruchowo popatrzyłem w kalendarz, sprawdziłem uważnie, gdzie jest górna krawędź i popatrzyłem jeszcze raz. No niestety. Jak byk niebawem będzie 1.VI. a nie 1.IV.

Myślimy już ze znajomymi o wybraniu się na Rynek (dawniej Adolf Hitler Platz)  gdy ta ustawa zacznie obowiązywać i odśpiewaniu tam równolegle z hejnałem "Pierwszej Brygady". A gdy straż wiejska nas ukarze, zrobimy raban że tępi się patriotyzm. Dwudziestozłotowym mandatem. Inne pomysły mile widziane.


http://www.tvn24.pl/0,1602496,0,1,chca-dac-mandat-za-gadanie-podczas-hejnalu,wiadomosc.html (http://www.tvn24.pl/0,1602496,0,1,chca-dac-mandat-za-gadanie-podczas-hejnalu,wiadomosc.html)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Maj 2009, 11:33:43
Międzynarodówka
Marsz marsz Dąbrowski (nie bardzo pamiętam z czego to jest)
Dopóki na Wawelu
oraz
Krakowiaczek jeden

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Maj 2009, 11:44:43
Międzynarodówka
Marsz marsz Dąbrowski (nie bardzo pamiętam z czego to jest)
Dopóki na Wawelu
oraz
Krakowiaczek jeden


Oczywiście Rota z wersem: "nie będzie hejnał pluł nam w twarz i dzieci nam hejnalił..."
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Maj 2009, 13:09:48
Lepsze
Każdy klient, kupując w sklepie alkohol, ma być filmowany i nagrywany na twardy dysk. Co kupuje, ile, wszystko z dźwiękiem i w kolorze - chce tego sejmowa komisja "Przyjazne państwo"
Chodzi o to, by JEC Palikot (szef komisji) wiedział, kto NIE kupuje jego wódki.
Cezar, co ty na to?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 28 Maj 2009, 13:57:22
Każdy klient, kupując w sklepie alkohol, ma być filmowany i nagrywany na twardy dysk. Co kupuje, ile, wszystko z dźwiękiem i w kolorze - chce tego sejmowa komisja "Przyjazne państwo"

To świetnie, że z dźwiękiem. Będzie - tak myślę - mozliwość złożenia krótkiego oświadczenia, od trywialnego "Piję za swoje" poprzez luźno związane z tematem "Widzew pany!!" aż po propaństwowe zaniepokojenie wysokością akcyzy, czy też krytykę ostatniego filmu Woody Allena. Można by w ogóle utworzyć z tego specjalny kanał TV Vodka, nieporównywalnie ciekawszy od LPR1, LPR2 czy wreszcie LPR Polonia.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Maj 2009, 14:57:46
Ja na to tyle, że najprawdopodbniej nawet najstarsi forumowicze dożyją już niedługo obowiązkowego - dla naszego dobra - wczepiania chipów. Umożliwią one nie tylko stały monitoring, gdzie się znajdujemy, ale także, czy nie przekraczamy dozwolonej prędkości (pieszo, rowerem, samochodem, motorówką itp), czy chodzimy na wybory i jak często, co jemy, pijemy i palimy itp. Oczywiście będzie to skorelowane z obowiązkami - wypijasz wiecej niż (na początek, potem liczba bedzie się zmniejszać) 300g alkoholu tygodniowo, tracisz prawo do (na razie) wybranych świadczeń NFZ-u, przy zachowanym obowiązku uiszczania składek.
Jeździsz na nartach - jesteś w grupie trzymajacej się podwyższonego ryzyka. Ogladasz niewłaściwe kanały lub strony - komunikat: oj, bo się naooglądasz.
W zamian chip będzie pełnił szereg funkcji niezbędnych dla życia: budzik, stoper, powiadamianie o przekroczeniu we krwi 0,02 promila alkoholu, łatwe rozpoznawanie zwłok po naszej śmierci, monitoring bólów głowy, drżenia powiek i aktywaności seksualnej, bo przecież do tej pory nie mieliśmy o tym bladego pojecia. Będzie także można otrzymywać reklamy bezpośrednio do mózgu, bez takich beznadziejnych pośredników, jak gazety, telewizja, czy internet.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 28 Maj 2009, 21:52:36
Kanikuła ani chybi za progiem, bo absurd goni absurd, nawet się człowiek nacieszyć spokojnie nie zdąży, bo już jednego WTFaka wypiera następny...

Meine Damen und Herren, oraz wy, PT menażerio forumowa, oto... SZOPIEŻWAŁ!

Pomysł jest prosty: figurka z głową Szopena, rękami Jana Pawła II wzniesionymi w geście błogosławieństwa i korpusem Lecha Wałęsy, ze znaczkiem z Matką Boską wpiętym w klapę marynarki - Szopieżwał po prostu!

(http://bi.gazeta.pl/im/9/6653/z6653699N.jpg)

- Poszczególne elementy tej figurki są wymienne, jak ktoś woli głowę Wałęsy, proszę bardzo - mówi Michał Jońca. - To zestaw podstawowy, który można uzupełniać o kolejne elementy, np. nogę złotego strzelca Euro 2012 - dodaje Sebastian Bałut. Projektanci szukają teraz producenta, który zrealizuje pomysł.

Pytanie, czy jak się doda na przykład narty Małysza, to ta ewolucja naszego Pokemona otrzyma też odrębną nazwę, na przykład Szopieżwałysz?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 28 Maj 2009, 22:06:46
To nie jest jakaś Onionowska zwała? ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bazil w 29 Maj 2009, 00:04:34

"Myślimy już ze znajomymi o wybraniu się na Rynek (dawniej Adolf Hitler Platz)  gdy ta ustawa zacznie obowiązywać i odśpiewaniu tam równolegle z hejnałem "Pierwszej Brygady". A gdy straż wiejska nas ukarze, zrobimy raban że tępi się patriotyzm. Dwudziestozłotowym mandatem. Inne pomysły mile widziane."





Proponuje jako wyspiarz z Galicji dla równowagi "Boze chron królowá" ,a zaraz potem Austro -wegierski "Boze ochron Boze wspieraj"  ,a poslom PO POnownych równie absurdalnych POmyslów
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 29 Maj 2009, 00:51:34
Pytanie, czy jak się doda na przykład narty Małysza, to ta ewolucja naszego Pokemona otrzyma też odrębną nazwę, na przykład Szopieżwałysz?

Albo jak ktoś będzi chciał dodać narty Dody? :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 29 Maj 2009, 06:19:15
Kanikuła ani chybi za progiem, bo absurd goni absurd, nawet się człowiek nacieszyć spokojnie nie zdąży, bo już jednego WTFaka wypiera następny...

Meine Damen und Herren, oraz wy, PT menażerio forumowa, oto... SZOPIEŻWAŁ!
Kurwa -nie kumam. Może to pora, może starość nie wiem.
Może mi to ktoś objaśnić?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 29 Maj 2009, 08:10:56
Szopieżwał po prostu![/i]

Genialne, w zasadzie. Proponuję budować takie pomniki; ileż to miejsca się zaoszczędzi nie mówiąc o łatwym dostosowywaniu do bieżącej koniunktury politycznej!!

Swoją drogą niektóre współczesne pomniki mogą przyśnić się po nocach. Zastanawiam się co palili ich twórcy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 29 Maj 2009, 10:11:27
jako wyspiarz z Galicji

O proszę. Z której części, jeśli mogę spytać?

I coś jeszcze, zbieżność imion bohatera i kol. Stefana B. oczywiście przypadkowa :)

http://www.joemonster.org/art/11643/Tragedia_wuja_Stefana?utm_source=Czytnik_rss&utm_medium=link&utm_campaign=rss (http://www.joemonster.org/art/11643/Tragedia_wuja_Stefana?utm_source=Czytnik_rss&utm_medium=link&utm_campaign=rss)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 29 Maj 2009, 10:50:44
Klinkąłem bez wiary, że proxy mnie wpuści, a jednak.
Może ktoś przegapił, a może szukają haków.
Tak czy inaczej jestem wstrząśnięty lekturą (oraz życiem wujka Stefana), wstrząśnięty tym bardziej, że wiek podobny a i poglądy nieobce.
O czym to ja chciałem?
No zapomniałem.
Pomocy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 29 Maj 2009, 21:39:06
Wszyscy wiedzą jak wygląda parapetówka, jednak nie każda kończy się tak jak moja. W sumie było spokojnie aż do północy, gdy kilka dziewczyn uznało, iż pora iść do domu. Osteoporoza miał jednak inny pogląd na upływ czasu. Głównym argumentem przemawiającym, że było jeszcze wcześnie było zamknięcie drzwi wejściowych, oraz zabranie klucza. Dodatkowo zapowiedział, że złamie klucz, jak ktoś się do niego zbliży. Gdy wyraziłem powątpiewanie, w czasie krótkim niczym zaakcentowanie pytajnika na końcu sentencji "ja nie złamię?" usłyszałem chrupnięcie metalu. Oczywiście miałem zapasowe klucze leżące bezpiecznie na półce... w mieszkaniu moich rodziców. Zdobycie tego klucza stało się kluczową sprawą.

Dystans dzielący oba mieszkania nie był duży, ale pierwsze jego kilka centymetrów stanowiły solidne drzwi. Jeden z gości nieśmiało zasugerował, aby spróbować otworzyć drzwi wtykając oba kawałki klucza do zamka, jednak wobec propozycji między innymi wetknięcia mu obu kawałków klucza szybko wykluczył takie. W poszukiwaniu alternatywnego wyjścia z sytuacji otworzyliśmy okno. Przekrzykując okrzyki przerażonych panien już po kwadransie uznaliśmy, że najbezpieczniej będzie zejść na ziemię po pobliskim piorunochronie. Jeden z gości, którego znajomy zszedł tak aż z 6 piętra (i też by chciał podobnie) zgłosił się na ochotnika. Nawet owinął drut piorunochronu w kurtkę dżinsową by po niej zjechać, ale kurtka zjechała niestety bez niego. Osteoporoza postanowił, że skoro narozrabiał to zejdzie jako pierwszy. Ponieważ jednak tylko ja wiedziałem, gdzie leżą klucze uzbierała się trzyosobowa wyprawa. Prawie jak w Lord of the rings. Nieczuli na krzyki naszych dziewczyn i buszujące w naszych żyłach promile sprawca zamieszania, ja i ochotnik zeszliśmy po piorunochronie. Gdy byliśmy już na ziemi Osteoporoza uparł, się by przebiec czarnemu kotu drogę, aby przynieść mu pecha. Gdy trzy kwadranse później otwieraliśmy drzwi zdobytym kluczem uznaliśmy, że nawet dobrze nam poszło. Wszak skoro nasze damy się o nas bały to znaczy, że im na nas zależy.

Morał z tego taki: każdy kij ma dwa końce.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Psiakostka w 29 Maj 2009, 21:46:56
Niezapomnianego 23 października 2005 r. świętowaliśmy urodziny Osteoporozy na jego rodzinnych włościach. Jak to na urodzinach: tańce, hulanki, swawole, rajd autem terenowym (bez dachu) wokół stawu. Pamiętam jak dziś dwa światła pikujące z grobli w dół a później wirujące wokół siebie... Jednak dla ludzi co przeżyli niezapomniany rok 1939 r. kontakt trzeciego stopnia ze stawem mającym nad nimi wszelką przewagę to nic.

(http://img38.imageshack.us/img38/1981/64221528.th.jpg) (http://img38.imageshack.us/my.php?image=64221528.jpg)  (http://img13.imageshack.us/img13/6344/75356510.th.jpg) (http://img13.imageshack.us/my.php?image=75356510.jpg)  (http://img38.imageshack.us/img38/2563/20535103.th.jpg) (http://img38.imageshack.us/my.php?image=20535103.jpg)  (http://img16.imageshack.us/img16/5056/10629653.th.jpg) (http://img16.imageshack.us/my.php?image=10629653.jpg)
(http://img15.imageshack.us/img15/9716/57540523.th.jpg) (http://img15.imageshack.us/my.php?image=57540523.jpg)

PS Morał z tego taki: nie mów chop, jak żeś baba
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 30 Maj 2009, 09:25:07
Wszyscy wiedzą jak wygląda parapetówka, jednak nie każda kończy się tak jak moja...

Co Ci powiem,to Ci powiem ale Ci powiem.Fajnie było.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 30 Maj 2009, 14:10:25
Sądząc ze zdjęć, to prawdziwym błogosławionym zbiegiem okoliczności było, że staw, do którego wpadliście gazikiem (jak rozumiem, zjeżdżając po piorunochronie nie zabezpieczyliście tyłów, to znaczy dołów), miał kafelki i duperelki oraz prysznic z zimną wodą osobno i ciepłą osobno. Świadczy to, że trafiliście na drobnomieszczański staw.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 09 Czerwiec 2009, 10:57:28
Startujący z 9. miejsca śląskiej listy Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz zgarnie czwarty i ostatni mandat PO na Śląsku. - Przez nazwisko znanego i lubianego byłego premiera miałem być "dostarczycielem punktów", okazało się, że zdobyłem ostatni mandat do europarlamentu, naprawdę jestem mile zaskoczony. Cóż, super, dziękuję - tymi słowami Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz skomentował swój sukces. W śląskiej PO zapanowała konsternacja, potem wściekłość. Liczono, że czwarty mandat zabierze Adam Matusiewicz, wicewojewoda śląski, od lat związany z PO wpływowy działacz tej parti
Czy trzeba coś dodawać?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 09 Czerwiec 2009, 11:42:45
Startujący z 9. miejsca śląskiej listy Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz zgarnie czwarty i ostatni mandat PO na Śląsku. - Przez nazwisko znanego i lubianego byłego premiera miałem być "dostarczycielem punktów", okazało się, że zdobyłem ostatni mandat do europarlamentu, naprawdę jestem mile zaskoczony. Cóż, super, dziękuję - tymi słowami Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz skomentował swój sukces. W śląskiej PO zapanowała konsternacja, potem wściekłość. Liczono, że czwarty mandat zabierze Adam Matusiewicz, wicewojewoda śląski, od lat związany z PO wpływowy działacz tej parti
Czy trzeba coś dodawać?
Może coś od siebie? Czy startowałeś w wyborach? Z jakiej partii lub bezpartii? Jakie wrażenia? Czy głosowałeś i dlaczego na Gierka?
Tylko mnie nie pytajcie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 09 Czerwiec 2009, 11:52:22
nie prowokuj! (http://interia360.pl/polska/artykul/nie-chodzic-na-wybory-to-nie-grzech,22636)
 Mam gorsze

Toksoplazmoza, choroba pasożytnicza, którą najłatwiej można się zarazić od kota, może mieć poważny wpływ na naszą zdolność bezpiecznego prowadzenia samochodu
 Kto tak twierdzi? Oczywiście
Tak twierdzą uczeni z Uniwersytetu Karola w Pradze.
A dlaczego?
Ano Okazuje się, że osoby będące nosicielami pasożyta toksoplazmozy mają nieco zwolniony czas reakcji i w związku z tym istnieje większe prawdopodobieństwo spowodowania wypadku drogowego.
I co?
i Dupa Yaś Rękawiczki Alladyn!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Czerwiec 2009, 15:23:35
nie prowokuj! (http://interia360.pl/polska/artykul/nie-chodzic-na-wybory-to-nie-grzech,22636)

A czemu?  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 09 Czerwiec 2009, 16:37:25
A ja myślał, żem z Bre... tego, no...! Wrocławia!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 10 Czerwiec 2009, 06:11:34
A czemu?  ;D
Widzę torunskie pierniki...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 10 Czerwiec 2009, 12:59:21
A czemu?  ;D
Widzę torunskie pierniki...
Tak, bardzo wyraźne na zdjęciu, z podniesionymi kciukami. Swoją drogą, ciekawe, co taki gest oznaczał w czasach Kopernika? A jednak się kręci? Czy to nie Kopernik odkrył system eurocentrystyczny, z wyłączeniem Bydgoszczy oczywiście?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 10 Czerwiec 2009, 16:01:50
A czemu?  ;D
Widzę torunskie pierniki...
Stary piernik, ten Kopernik...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 13 Czerwiec 2009, 19:54:05
A czemu?  ;D
Widzę torunskie pierniki...
Stary piernik, ten Kopernik...
Chyba stara pierniczka... Przecież Kopernik była kobietą, mówili nawet o tym w telewizji. Coś niezorientowani jesteście, Kolego 666 ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Czerwiec 2009, 20:39:50
A czemu?  ;D
Widzę torunskie pierniki...
Stary piernik, ten Kopernik...
Chyba stara pierniczka... Przecież Kopernik była kobietą, mówili nawet o tym w telewizji. Coś niezorientowani jesteście, Kolego 666 ;)
Coś mi się wydaje, że kolega Ali to jakby z Bydzi był?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 13 Czerwiec 2009, 20:43:44
Coś mi się wydaje, że kolega Ali to jakby z Bydzi był?
Coś żyłka dedektywa się w Koledze Stefanie odezwała :) Czyżby niedawna lektura dzieł Sir Artura Conan Doyle'a wywołała zainteresowanie sztuką dedukcji?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 14 Czerwiec 2009, 11:21:24
A czemu?  ;D
Widzę torunskie pierniki...
Stary piernik, ten Kopernik...
Chyba stara pierniczka... Przecież Kopernik była kobietą, mówili nawet o tym w telewizji. Coś niezorientowani jesteście, Kolego 666 ;)
Siejecie wrogą propagandę towarzyszu - może jeszcze był(a) Niemcem?!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 19 Czerwiec 2009, 23:10:51
Chyba warto, choćby ze względu również forumową bohaterkę - kozę oraz na tekst M. Rybińskiego pod rysunkiem:

Szanowny panie redaktorze,

Z oburzeniem przyjęłam ja sama i całe nasze środowisko rysunek Andrzeja Krauzego na łamach "Rzeczpospolitej". Skandalem i podważaniem naszego dobrego imienia jest sugerowanie, że kozy pozostające w związkach partnerskich z mężczyznami mogłyby mieć skłonności homoseksualne. Takie postawienie znaku równości między gejem i kozą świadczy o niewiedzy i złej woli autora.

Czołowi seksuolodzy już dawno przesądzili, że stosunki kóz z mężczyznami, a więc związki międzygatunkowe, mają charakter heteroseksualny. Takie związki mają długą, historyczną tradycję, są wspominane w najstarszych źródłach pisanych, łącznie z Biblią. Ich wyszydzanie jest świadectwem barbarzyńskiej ciemnoty i zacofania.

Natomiast także w naszych kręgach stosunek kozła z mężczyzną jest traktowany jako odchylenie od normy, a co najmniej wyuzdana perwersja. Z tego też powodu uważamy, że mieszane małżeństwa kozio-ludzkie jako dwupłciowe są zgodne z naturą i stawianie ich na równi, a nawet poniżej małżeństw homoseksualnych jest nieodpowiedzialne i karygodne.

Pańska gazeta skompromitowała się publikacją tego wrogiego kozom rysunku. Z przykrością muszę pana poinformować, że Stowarzyszenie Kóz Wyzwolonych podjęło decyzję o zjedzeniu całego nakładu inkryminowanego numeru "Rzeczpospolitej", rezerwując sobie też możliwość wstąpienia na drogę prawną. Mamy też w tej sprawie poparcie owiec.

Bez szacunku i z przykrością

Koza Mećka z Połoniny


I pomyśleć, że w Grecji to nie do pomyślenia...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 20 Czerwiec 2009, 01:32:14
Się tych kóz czepili... Nie ma to innych zwierząt? Kolibrów, zebr? Bobrów?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Czerwiec 2009, 02:35:51
Się tych kóz czepili... Nie ma to innych zwierząt? Kolibrów, zebr? Bobrów?
Bobry, jak wiadomo z opowieści dziadka Jacka, w Mandżurii wychodzą na ziemię po deszczu.
No i boberka należy trzymać w czystości.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 20 Czerwiec 2009, 21:56:25
Się tych kóz czepili... Nie ma to innych zwierząt? Kolibrów, zebr? Bobrów?

O bobrach już też było,w szczególności bobrach damskich. S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 21 Czerwiec 2009, 01:08:52
Takie związki mają długą, historyczną tradycję, są wspominane w najstarszych źródłach pisanych, łącznie z Biblią.

Ciekawe, w zasadzie, gdzie mianowicie w Biblii jest coś takiego? Albo w innych najstarszych (jakich?) źródłach pisanych? Rysunek niezły, poczucie humoru jest rzeczą apolityczną, CBDO.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 21 Czerwiec 2009, 09:27:32
Sodoma i Gomora,tam miały miejsce wszystkie związki.Najprawdopodobniej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bazil w 21 Czerwiec 2009, 19:48:35
no a co stalo sie z Sodoma i Gomorrá? jednego dnia szast prast! panie i po wszystkim
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 21 Czerwiec 2009, 23:47:56
no a co stalo sie z Sodoma i Gomorrá? jednego dnia szast prast! panie i po wszystkim
Czy to, co się wydarzyło z Sodomą i Gomorrą nie jest aby jaskrawym dowodem na sodomo- i gomorro- fobię?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Czerwiec 2009, 07:01:56
I kto to mówi?
Wszystko odbyło się lege artis...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Czerwiec 2009, 13:25:54
Miało nie być o kozach, ale skoro to taki atrakcyjny temat, to proszę bardzo...
Załączam real skan z lokalnej gazety o jakże łatwym do wymówienia tytule Euroregio Glacensis, bo mam wrażenie, że gdybym tylko zacytowała, to powiedzielibyście, ze nieudolnie naśladuję Stefana  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 22 Czerwiec 2009, 13:30:07
A wiecie jak silny jest związek: alkohol i kozy? Jeśli ktoś chce sam zobaczyć, to proszę: http://www.zumi.pl/0,alkohol,Kozy,indeks.html
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Czerwiec 2009, 13:32:14
Piłem w Kozach nie raz, nie dwa.
Nie zaimponujesz mi.
W zasadzie nie ma miejsca w Koazach, gdzie nie piłem :)
No tak -  nie piłem w przejściu poziemnym w Kozach.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 22 Czerwiec 2009, 13:35:50
A ciągnąc temat kóz. To zboczone zwierzęta! Uwialbiają trójkąty! http://www.smog.pl/wideo/12222/koza_i_dwa_zolwie/
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Czerwiec 2009, 07:42:34
Kochani, tak sobie myślę, że koza to może i dobra na dzień powszedni. Ale na specjalne okazje...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Czerwiec 2009, 08:37:11
I tu wkraczamy nasze tereny górzyste, co skłąnia nas do stwierdzenia, że
Lepsza własna prymitywna owca niż może i lepsza, acz obca ideologicznie koza.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Czerwiec 2009, 11:56:48
I tu wkraczamy nasze tereny górzyste, co skłąnia nas do stwierdzenia, że
Lepsza własna prymitywna owca niż może i lepsza, acz obca ideologicznie koza.
Czy kozia ideologia to kozizm? Ciekawe, co mówi na temat społecznej własności pochyłych drzew.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 23 Czerwiec 2009, 22:18:51
A swoją drogą które
I tu wkraczamy nasze tereny górzyste, co skłąnia nas do stwierdzenia, że
Lepsza własna prymitywna owca niż może i lepsza, acz obca ideologicznie koza.

A swoją drogą która koza jest Ci, Stefanie, ideologicznie obca (albo ideologicznie owca):
1. zool.: ssak z rodziny krętorogich
2. pot., przest.: areszt, więzienie
3. muz.: rodzaj instrumentu muzycznego dętego; zob. też dudy
4. pot., żart., przen.: mała grudka wydzieliny z nosa
5. pot.: mały, żelazny piecyk z rurą
6. gw.: wypchana koźlęca skóra noszona przez młodzieńców w zapusty

Albo jeszcze inaczej:

koza domowa i inne ssaki z rodzaju Capra, rodziny krętorogich
- koza śruboroga (markur)
- koza bezoarowa
- koza rasy saaneńskiej
- koza burska
koza - samica sarny
koza (ryba) i inne ryby z rodziny piskorzowatych
- koza dunajska
- koza złotawa
koza – statek do przewozu zboża
koza - instrument muzyczny
Kapella (Capella, Koza) - gwiazda w gwiazdozbiorze Woźnicy
Koza - miejscowość w województwie opolskim
Stefan Koza (1913-1986) - franciszkanin, misjonarz
Koza - miasto w Kamerunie
Koza - prefektura w regionie Kara w Togo
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Czerwiec 2009, 02:57:11
Rety! Fascynujące! Jak taki przykładowy, przeciętny Grek sobie z tym wszystkim radzi?

Nik mi nie wmówi, że zwłaszcza na początku, w wieku młodzieńczo-młodzieńczym nie przytrafiają się takiemu Greku mniej lub bardziej przykre pomyłki, będące najprawdopodobniej obiektem żartów rodziców, rodzeństwa, a przede wszystkim kolegów.
Wyobraźmy sobie, jakie problemy nastręcza mu choćby pierwsze w życiu właściwe (ekhm...) spozycjonowanie kozy burskiej (niezbędna pomoc Anglika) podczas rejsu na kozie - statku do przewozu zboża płynącym do Kozy - prefektury w regionie Kara w Togo, gdy robi to równocześnie trzymając w jednym ręku kozę - rodzaj dętego (czyli naciąganego) instrumentu muzycznego, zaś drugą grzebiąc za kozami w nosie i jednocześnie poprawiając na plecach kozią skórę przygotowaną na zapusty w miejscowości Koza w Kamerunie, wypchaną instrumentami astronomicznymi niezbędnymi do obserwacji gwiazdy Capella w gwiazdozbiorze Woźnicy-Dziewicy, jednym okiem obserwującego kotłujące się za statkiem w poszukiwaniu koziego sera liczne kozy złotawe - półsieroty z rodziny piskorzowatych.
Wszystko to zaś w ogromnym stresie spowodowanym ciążącym od miłosierdzia, podejrzewającym najgorsze, wzroku koziego franciszkanina, pierwszego misjonarza wśród kóz, autora alfabetu koziego, kozyrylicy.

No to moim zdaniem, nie ma rady, żeby ten Grek od razu sobie z tym poradził. ;) ??? Musi się potknąć on lub koza.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Czerwiec 2009, 07:42:22
Dla takiego Stefana (Kozy) nie ma rzeczy niemożliwych.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Czerwiec 2009, 08:03:35
Dla takiego Stefana (Kozy) nie ma rzeczy niemożliwych.
I to mnie boli...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Czerwiec 2009, 09:51:52
Dla takiego Stefana (Kozy) nie ma rzeczy niemożliwych.
I to mnie boli...
Współczujemy Ci, ale nie zrozumiemy. Dla nas jest wiele rzeczy niemożliwych.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 24 Czerwiec 2009, 11:25:47
Dla nas jest wiele rzeczy niemożliwych.

Mi się nigdy nie udało skompilować kodu źródłowego żadnego programu pod Linuxem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Czerwiec 2009, 11:26:26
Dla takiego Stefana (Kozy) nie ma rzeczy niemożliwych.
I to mnie boli...
Współczujemy Ci, ale nie zrozumiemy. Dla nas jest wiele rzeczy niemożliwych.
Ot turek...
Boli mnie, że ja nie jestem Stefan Koza...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Czerwiec 2009, 11:33:24
Dla takiego Stefana (Kozy) nie ma rzeczy niemożliwych.
I to mnie boli...
Współczujemy Ci, ale nie zrozumiemy. Dla nas jest wiele rzeczy niemożliwych.
Ot turek...
Boli mnie, że ja nie jestem Stefan Koza...
Zastanów się, jak franciszkanin nie mógłbyś naduzywać tych wszystkich przyjemności, że o piciu nie wspomnę. Na dodatek już byś nie żył, co utrudnia pisanie na forum.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Czerwiec 2009, 11:44:30
Dla takiego Stefana (Kozy) nie ma rzeczy niemożliwych.
I to mnie boli...
Współczujemy Ci, ale nie zrozumiemy. Dla nas jest wiele rzeczy niemożliwych.
Ot turek...
Boli mnie, że ja nie jestem Stefan Koza...
Zastanów się, jak franciszkanin nie mógłbyś naduzywać tych wszystkich przyjemności, że o piciu nie wspomnę. Na dodatek już byś nie żył, co utrudnia pisanie na forum.
Sie zrobiła piramidka...
Zastanów się, jak franciszkanin nie mógłbyś naduzywać tych wszystkich przyjemności
poważnie???
że o piciu nie wspomnę.
Żartujesz chyba....
Na dodatek już byś nie żył, co utrudnia pisanie na forum.
Jedno nie przeszkadza drugiemu najprawdopodobniej...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 24 Czerwiec 2009, 12:09:49
Na przykład, taki Duch to pisze i nie wiadomo czy żyje czy tylko udaje...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Czerwiec 2009, 13:27:58
Zastanów się, jak franciszkanin nie mógłbyś naduzywać tych wszystkich przyjemności, że o piciu nie wspomnę. Na dodatek już byś nie żył, co utrudnia pisanie na forum.
Błądzisz, synu, błądzisz...  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 08 Lipiec 2009, 10:46:51
No nie mogę podzielić się TAKĄ informacją  ;D
Średnia sprzedaż zajmującej drugie miejsce "Gazety Wyborczej" (Agora) wyniosła 327 287 egz. Jest to wynik o 20 proc. słabszy niż w maju 2008 roku - to najgorszy wynik 'Gazety Wyborczej' w ostatnich latach.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 08 Lipiec 2009, 10:55:06
No nie mogę podzielić się TAKĄ informacją  ;D
Średnia sprzedaż zajmującej drugie miejsce "Gazety Wyborczej" (Agora) wyniosła 327 287 egz. Jest to wynik o 20 proc. słabszy niż w maju 2008 roku - to najgorszy wynik 'Gazety Wyborczej' w ostatnich latach.

Ła, tam. Wszystkim spada. Dziennik padł na mordę (choć udają, że wszystko jest git), Rzeczpospolita (akurat tej by było mi najmniej żal) utrzymuje się z prenumerat robionych przez kancelarie prawne (no i jest państwową gazetą, hłe, hłe - odszczekuję. Państwo ma "tylko" 49% udziałów), a Trybuna (tych mi żal mniej, bo są tak rozkosznie wsteczni, że winno się dla nich zrobić jakiś rezerwat) jedzie na oparach produkowanych ze składek członkowskich SLD. Nastały dobre czasy dla lasów, ale ciężkie dla prasy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Lipiec 2009, 17:46:02
Swego czasu Nasz Dziennik (znaczy, nie w sensie nasz, tylko Nasz czyli ich) wystosował był dramatyczny apel do wiernych czytelników, aby kupowali po dwa egzemplarze. Wzruszające... :'(
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Lipiec 2009, 19:14:04
ich
To ty też po niemiecku? ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Lipiec 2009, 19:32:54
Aber nein! Nie Der Dziennik, Nasz Dziennik.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 12 Lipiec 2009, 09:43:30
Aber nein! Nie Der Dziennik, Nasz Dziennik.
A mówiłaś że ich...
Zdecyduj się wreszcie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 12 Lipiec 2009, 17:40:00
A mówiłaś że ich...
Zdecyduj się wreszcie...

Oj tam,kobieta zmienną jest.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 13 Lipiec 2009, 01:00:55
Aber nein! Nie Der Dziennik, Nasz Dziennik.
A mówiłaś że ich...
Zdecyduj się wreszcie...
A jest Mój Dziennik? Bo to wszystko ICH i nie bardzo się odnajduję...






Jak podaje portal "Last.fm", Michael Jackson właśnie rozpoczyna serię swoich koncertów w Londyńskiej hali O2. Po prostu THRILLER...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 13 Lipiec 2009, 12:47:51
Witajcie po urlaubie. Wakacje wakacjami ale może mały (?) wysiłek umysłowy? Ściągamy obrazek:

http://vader.joemonster.org/upload/zxw/215052f00c304e100movies2.jpg (http://vader.joemonster.org/upload/zxw/215052f00c304e100movies2.jpg)

I odgadujemy 100 zakodowanych na nim filmów. Tak z 10 widać w zasadzie od razu, dalej... zresztą sami spróbujcie :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Lipiec 2009, 14:40:39
He,he,niezłe
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Lipiec 2009, 14:42:34
He,he,niezłe
Jakie niezłe - nie ma nic o kozach!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Lipiec 2009, 14:48:02
Ale jest za to żywa salami.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Lipiec 2009, 15:23:05
Chorwackie kolezanki (http://www.mm.pl/~s.boclman/foto/kici.jpg)
Queen Victory (http://www.mm.pl/~s.boclman/foto/krolowa.JPG)
Paryż nocą (http://www.mm.pl/~s.boclman/foto/noc.jpg)
 sam nie wiem co to (http://www.mm.pl/~s.boclman/foto/IMG_0819.JPG)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Lipiec 2009, 15:45:50
Pod Queen Victory i Paryż nocą wyświetla się:
Not Found
The requested URL /~s.boclman/foto/krolowai.jpg was not found on this server.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Lipiec 2009, 16:02:00
Pod Queen Victory i Paryż nocą wyświetla się:
Not Found
The requested URL /~s.boclman/foto/krolowai.jpg was not found on this server.

Już dobrze
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 13 Lipiec 2009, 17:43:27
Zara, ale co tam robi Most Świętokrzyski?  ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 13 Lipiec 2009, 20:39:48
Zara, ale co tam robi Most Świętokrzyski?  ???

I Titanic?  ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Lipiec 2009, 22:16:58
Zara, ale co tam robi Most Świętokrzyski?  ???
To on nie nazywa się Starzyńskiego?
Jak ostatnio byłem w Warszawie tj, w ten czwartek to most stał vis-a-vis stadionu narodowego w budowie.
Wydawało mi się, że pisało było tam Starzyńskiego, ale się nie upieram bom nie miejscowy.
Miejscowy to Fasiol jest.
A i informacja z ostatniej chwili -
Rocky przegrał, potem wygrał, potem 10 razy wygrał, potem przegrał i wygrał.
Co będzie dalej nie mogę się doczekać i jak oglądnę to wam opowiem.
Fajny ten gość ten Rocky...
Chciałbym pójść z nim na Sylwestra...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Lipiec 2009, 09:39:17
Zawsze to podejrzewałem, a częściowo też zaobserwowałem na przykładzie własnego kota Pingwina:

(...) Badacze z Uniwersytetu Sussex w Wielkiej Brytanii odkryli, że koty wykorzystują "nagabujące mruczenie" w stosunku do swoich właścicieli, aby zdobyć ich uwagę i jedzenie. W odróżnieniu od "normalnego" mruczenia, ten rodzaj wydawanych dźwięków zawiera "płacz", który ma podobną częstotliwość do płaczu niemowlęcia.

Badacze mówią, że koty "produkują" dźwięk, który jest bardzo trudny do zignorowania przez ludzi. Dr Karen McComb, przewodząca badaniom, mówi, że naukowcy zostali zainspirowani przez jej własnego kota, Pepo.


Więcej tu:

http://wiadomosci.onet.pl/2008071,16,item.html (http://wiadomosci.onet.pl/2008071,16,item.html)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 14 Lipiec 2009, 09:43:31
No. A ktoś już dostał granta za odkrycie, ze po ciemku gorzej widać?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Lipiec 2009, 11:05:03
Wyjątkowo < > ma rację. Mruczenie kota (szczególnie o 4 rano) ma wymiar 125 dB.
No ale wie to każdy, nawet bez granta.
Durne te amglicy, oj durne...
Sussex? A, to sorka, Myślałem że to w Anglii.

I Zagadka - gdzie nie budują tego stadionu narodowego?
(http://i.eurosport.pl/2009/07/13/533092-4551554-317-238.jpg)
Ha, ha! Pudło!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 14 Lipiec 2009, 13:48:37
I Zagadka - gdzie nie budują tego stadionu narodowego?

Wiem.33° 58' 36 '' S
        18° 25' 28 '' E
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Lipiec 2009, 13:52:09
Powinienem Cię wykluczyć z tego konkursu...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 14 Lipiec 2009, 14:09:35
Wiem.33° 58' 36 '' S
        18° 25' 28 '' E
Te stopnie to rozumiem - temperatura w dzien i w nocy, faktycznie, zrobiło sie goraco.
Ale następne liczby :-\ ... czas na 100m dowolnym?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 14 Lipiec 2009, 14:20:07
Powinienem Cię wykluczyć z tego konkursu...

Znowu się wyrwałem,przepraszam.

Te stopnie to rozumiem - temperatura w dzien i w nocy, faktycznie, zrobiło sie goraco.
Ale następne liczby :-\ ... czas na 100m dowolnym?

Na 100 m owszem,ale pieskiem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 14 Lipiec 2009, 14:30:54
Na 100 m owszem,ale pieskiem.

Pieskiem?! Pieskiem?! A nie lepiej kozą??
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Lipiec 2009, 14:33:02
Na 100 m owszem,ale pieskiem.

Pieskiem?! Pieskiem?! A nie lepiej kozą??
No!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 14 Lipiec 2009, 14:45:01
Nie lepiej,kozy specjalizują się w stylu grzbietowym.Czyli wolniejszym,a tu chodzi o czas.Przecież robotnicy zdecydowanie szybciej wybudują stadion kraulem lub pieskiem niż leżąc na plecach.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Lipiec 2009, 22:46:32
Grunt to doświadczenie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 14 Lipiec 2009, 23:22:07
Grunt to doświadczenie...

Interesujące, ale nieciekawe :) Albo na odwrót.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 15 Lipiec 2009, 09:22:18
Taka ciekawostka z netu:

http://www.youtube.com/watch?v=T4jdrPG0C94

a i podkład muzyczny może się komuś spodoba
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 15 Lipiec 2009, 15:35:47
No nie mogę podzielić się TAKĄ informacją  ;D
Średnia sprzedaż zajmującej drugie miejsce "Gazety Wyborczej" (Agora) wyniosła 327 287 egz. Jest to wynik o 20 proc. słabszy niż w maju 2008 roku - to najgorszy wynik 'Gazety Wyborczej' w ostatnich latach.
Ale i tak naj;epszy ze wszystkich dzienników, bo pozostałe też niestety lub nie, spadły.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 15 Lipiec 2009, 15:43:08
Wiem, że tu na forum są melomani, a niektórzy nawet bluesa słuchają, ale czy zdajecie sobie sprawę ile zależy od pomieszczenia odsłuchowego? Ileż tracicie, gdy jest ono nieodpowiednio przygotowane!
Polecam krótki instruktaż: http://exposed.ethanwiner.com/ate.htm

ps. dozwolone od lat 18, najlepiej z tłumaczem (lub tłumaczką)

ps2. Ważne pojęcie psycho-akustyczne: WAF = Wife Acceptance Factor 8)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 15 Lipiec 2009, 19:17:03
No no, nie poznaję kolegi...  ;D
Ale, panowie, po co wam tłumacz, wszak a picture is worth a thousand words.
No chyba, że tłumaczka. Zwłaszcza na braille'a  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Lipiec 2009, 06:28:58
No no, nie poznaję kolegi...  ;D
Ale, panowie, po co wam tłumacz, wszak a picture is worth a thousand words.
No chyba, że tłumaczka. Zwłaszcza na braille'a  ;D
Nie wiem co Buxa napisała, ale wiem jedno - obraz jest wart tysiąc słów :)

ps2. Ważne pojęcie psycho-akustyczne: WAF = Wife Acceptance Factor 8)
A czy WNAF to Wife Non-Acceptance Factor?

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 16 Lipiec 2009, 07:37:59
ps2. Ważne pojęcie psycho-akustyczne: WAF = Wife Acceptance Factor 8)
A czy WNAF to Wife Non-Acceptance Factor?
Nie wiem, tego na kursie nie przerabialim, ale czy ty musiałem to oglądać razem z małżonką?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 16 Lipiec 2009, 12:42:04
Słowniczek gwary anestezjologicznej; całość tu:

http://www.joemonster.org/art/11984/Wielki_Slownik_Gwary_Anestezjologicznej (http://www.joemonster.org/art/11984/Wielki_Slownik_Gwary_Anestezjologicznej)

A oto co celniejsze przykłady (niektóre makabryczne):

Czarna Mamba - głowica do echokardiografii przezprzełykowej
akcja "Znicz" - zwoływanie Komisji d/s śmierci pnia mózgu
idę głuszyć pacjentów - idę znieczulać
zrobić szlaczki - zrobić EKG
depesza z Damaszku - EKG
marmelada, kaszana - uraz wielonarządowy
operacja metodą Lumumby - operacja kaszany, tzw granat w brzuch
chory głosujący - splątany, pobudzony chory
wachlować klatą - przyspieszony oddech
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Lipiec 2009, 12:47:25
Od samego czytania można dostać co najmniej rozwachlowania klaty, która pewnie może doprowadzic do energicznego głosowania.
Ciekawe czy chory głosujący może zagłosować nogami, a jeżeli tak, to czy tylko w formie drgawek przedśmiertnych?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 16 Lipiec 2009, 13:23:23
mógłby głosować, ale tylko "nogami do przodu" :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Lipiec 2009, 13:24:53
Normalnie czajnik z wodą  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Lipiec 2009, 13:25:27
mógłby głosować, ale tylko "nogami do przodu" :D
I to się do prasy nadaje!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Lipiec 2009, 13:31:53
I to się do prasy nadaje!

A nie tylko kelnerzy i kelnerzy!

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Lipiec 2009, 13:55:49
O to co google znalazło pod hasłem Koza Zenobia
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Lipiec 2009, 14:14:09
Cóś zamazane trochu jakby.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Lipiec 2009, 14:35:20
To se przynieś gugla z piwnicy, odkurz i sam poszukaj (http://emoty.blox.pl/resource/detective.gif)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Lipiec 2009, 14:38:58
Nie mam siły,nażarłem się jak ... koza.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Lipiec 2009, 14:40:22
Normalnie czajnik z wodą  S:)
To pewnie ktoś z zachłystowym zapaleniem płuc lub oskrzeli?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Lipiec 2009, 14:43:08
E nie, kombinuj po emotikonie.  S:) względnie  0>[

Zapomniałam, Fasiol, że ty nie masz w piwnicy miejsca na gugla, z tyloma słoikami dżemu. Może sprawdź na pawlaczu, za trumną dziadka.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Lipiec 2009, 14:45:26
Podejrzewam że raczej to-to wala się na strychu.Pawlacza brak,niestety.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Lipiec 2009, 14:55:21
Podejrzewam że raczej to-to wala się na strychu.Pawlacza brak,niestety.
Brak Pawlaka?! Mój Boże, a co się z nim stało? Taaaki mąż stanu.
Tylko ani słowa o czytaniu ze zrozumieniem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Lipiec 2009, 14:57:59
Pawlak był tylko jeden.Kazimierz!
Żeb nie zełgać.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Lipiec 2009, 17:49:16
A Jaśko? Dżon, znaczy?

Nu, ale ja nie o tym chciała...
Odkrywcy pierwiastka 112 z Centrum Badań nad Jonami Ciężkimi w Darmstadt proponują, by nosił on nazwę kopernik (w skrócie Cp) na cześć Mikołaja Kopernika (1473-1543) - informuje serwis internetowy EurekAlert.
http://future.wp.pl/kat,111408,title,Naukowcy-proponuja-by-najnowszy-pierwiastek-nosil-nazwe-kopernik,wid,11316472,wiadomosc.html?ticaid=18651
Ot, igNobla im, durakom. To nie wiedzą, że Kopernik (co była kobietom), to już swojego pierwiastka ma, a?
To taki copper z nickiem Cu  :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Lipiec 2009, 18:42:14
I to jeszcze z małej litery!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 16 Lipiec 2009, 22:48:11
Pawlak był tylko jeden.Kazimierz!
Żeb nie zełgać.
Waldemar. Jest i będzie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 17 Lipiec 2009, 07:04:40
Waldemar. Jest i będzie.
Obyś się nie zdziwił...
Na każdego Pawlaka przypada jeden Kargul!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 17 Lipiec 2009, 08:42:52
Na każdego Pawlaka przypada jeden Kargul!

Bo Pawlakowi zamek w karabinie wylata.Inaczej bilans Pawlaków do Karguli mógłby się nie zgadzać.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Lipiec 2009, 12:00:56
Zakużona Planeta, czyli dział recenzji specjalnych Fahrenheita.
http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f56/29.html
Ten konkretny kwiatek z oślej łączki jest tak piękny, że aż oczu oderwać nie można  >:D
Długie to, co prawda, jak noc grudniowa na północnych rubieżach, za to wciąga niczym ośmiornica powiewająca mackami w bezdennej głąbi ruchomych piasków... o, pardon, zaraziłam się stylem  ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 22 Lipiec 2009, 12:42:29
Już za same "Wsie przycupnięte" autor ma gwarantowany bezpłatny etat na Szczutku Wieczornym.

edit: a tak w temacie, to mi się też zdarzyło kiedyś pisać coś podobnego (przy całej jednakże sympatii dla ofiary redakcji "F", moje opowiadanie było lepsze) kiedy miało się swoje 16 lat... Wiek durny, chmurny...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Lipiec 2009, 13:21:26
Super jest to opowiadanie, mnie powaliło "Nie bójcie się, to nie zaraza. Mam tak od zawsze..., że kaszlę jak horda dupczonych indianek". To trzeba umieć wymyślić!!

A swoją drogą... Jeśli ktoś grywał lub grywa w RPG to na 100% ma zgromadzoną (w pamięci lub nie tylko) kolekcję zbliżonych, rzuconych przypadkowo przez graczy tekstów. Cytowanie ich nie ma w większości przypadków sensu, bo kto nie brał udziału nie poczuje ogólnego klimatu. Niemniej jednak pamiętam taki dialog:

- A jak oni właściwie robią te eliksiry?
- Normalnie, jak eliksiry. Z części  zwierząt. A konkretnie w tym wypadku z wiewiórek.
- No ale jak?
- Oj dajże spokój. Rżną te wiewióry a potem robią eliksir!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Lipiec 2009, 13:38:56
Aahhh... Klimaty RPGowe  ;D

(http://asset.soup.io/asset/0280/7006_7f33_420.jpeg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 23 Lipiec 2009, 14:23:54
"Trzej najemni zabijacy owinęli się w koce i szybko zasnęli, to potrafili wybornie."

Wciąż nadziwić się kunsztowi Mistrza nie mogę. A ja żadnej sesyji RPG, mili państwo, nie zaliczyłem, proszę sobie wyobrazić - łoiło się co najwyżej w tazosy, takie krążki z paczek po chrupkach.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Lipiec 2009, 14:43:35
Z tego miejsca (to jest, z fotela przy biurku) chciałabym serdecznie podziękować anonimowemu wynalazcy Tazosów.
Jaki spokój jest na przerwach, kiedy najgorsze zakapiory siedzą w kucki w kółeczkach i w skupieniu prztykają tymi plastikowymi krążkami... Niestety, moda na Tazosy jest okresowa, na szczęście wraca regularnie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Lipiec 2009, 16:34:45
Rety, a ja nawet nie wiem, co to te tazosy. Czy na ich rzecz młodzież zarzuciła tak powszechne niegdyś czytanie książek przy paleniu papierosów w ubikacjach?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Lipiec 2009, 17:10:18
Też nie wiem co to tazos. Luka pokoleniowa czy co...

Dotykamy tu problemu roznych szkolnych mód, subkultur oraz lansu. Gdzie te czasy gdy występowaly takie szkolne gatunki jak "depesze", "pancury", "skiny", "dyskomani" i postacie z pogranicza? Ciekawe czy to jeszcze istnieje?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Lipiec 2009, 19:08:10
Ponieważ kolejny rok siedzę w podstawówce, jak pan Sułek jedyny, luki pokoleniowe mnie omijają. Łukiem. Ale jedynie w wąskim przedziale wiekowym. Już w toalecie gimnazjalnej niechybnie bym się zgubiła.

Panowie, może mi wmówicie, że czipsów nie jadacie? Tazo to ten plastikowy krążek, którym udławiliście się ostatnio oglądając mecz Wisełki. Wyglądać to mogło tak:

(http://www.julesverne.ca/images/imgjvmedal/tazo_1996_daffy-Verne.jpg)

... ale raczej przedstawiało coś pokemonopodobnego. A w zasadzie mogło przedstawiać cokolwiek, z tym, że nadal obowiązuje zasada "zbierz je wszystkie". Służy do grania, ale reguły tej zabawy pozostają dla mnie niejasne. Tyle wiem, że wali się swoim tazo w kupkę innych tazo, a potem je zabieramy, albo nam zabierają. Albo zupełnie inaczej. Mnie wystarczy wiedzieć, że banda orangutanów nie będzie łazić po ścianach/lampach/swoich głowach, tylko będą prztykać w tazo. I jest git  ;D

Następnym razem należy wyjąć z torby przed spożyciem i wręczyć pierwszemu napotkanemu dziesięciolatkowi. Jest duża szansa, że osiusia się z radości. Jeszcze większa, że zabierze wam również czipsy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 23 Lipiec 2009, 20:09:57
Za chyba pierwszej fali popularności tazosów (ok. 1995-1999), której "ofiarą" miałem mieć przyjemność być, szczególną popularnością cieszyły się te z nadrukami nawiązującymi do Mortal Kombat. Szczególną estymą cieszyły się te grube. Natomiast stosunkowo najmniej poważanymi były te ze Star Wars - właśnie te z wypustkami; niżej były już chyba tylko tekturowe, choć, o ile sobie przypominam, to przynajmniej na początku one były głównie takie.

A pierwszą modą na tego typu pierdółki, jaką pamiętam, to były "karteczki", znaczy się, różnego rodzaju kartki z małych notesików, jeśli mię pamięć nie myli. Każdy w przedszkolu miał ozdobny klaser, gdzie zbierało się takowe. Eh...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Lipiec 2009, 22:32:04
Ale świat idzie do przodu i teraz mamy na topie trading cards. Do przodu na dwa sposoby - raz, że są znacząco droższe, dwa... No cóż, mnie Magic: The Gathering dopadło po studiach, znajomych z następnego pokolenia w liceum, a teraz to już trzecioklasiści rżną w coś podobnego. Postęp. I elektryfikacja, najprawdopodobniej.

http://www.wizards.com/magic/tcg/newtomagic.aspx

I nadal obowiązuje zasada "zbierz je wszystkie"  ;D Genialny chłyt matetindowy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 23 Lipiec 2009, 23:15:00
Wisła Wisła Wisełka!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Lipiec 2009, 23:16:59
Ze wstydem, co niniejszym sobie uzsławiam, stwierdzam, że nie jadam chipsów (czasami podciągnę żonie) i o tazos dowiedziałem  od Was, dzisiaj. Zaś wstępny opis tej gry uświadamia mi, że to przecież jedynie tzw. symultana słynnej w naszych czasach, a prawdziwej gry w monetę (tylko bez przejęzyczeń proszę). To dopiero były nerwy, co tam tazos... Przecież ten, który wygrał w monetę mógłby (gdyby wówczas były) kupić tyle tazos, na ile miałby kartek i monet. A na rynku, to nawet  kartek.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Lipiec 2009, 00:08:46
I nadal obowiązuje zasada "zbierz je wszystkie"  ;D Genialny chłyt matetindowy.

Pewnie że taka zasada obowiązuje, a jaka ma obowiązywać skoro jest mowa o gatheringu? Nie grałem w to (w ogóle RPGracze na karciarzy patrzyli wilkiem a już gdy ktoś się wyrwał "czy to RPG to taka gra komputerowa?" to milczenie druzyny mogło posłużyć do zakotwiczenia lotniskowca). Miałem jednak zawsze ochotę zagrać w to:

http://www.mrocznyraj.pl/sklep/index.php?main_page=index&cPath=10

Występowały tam ciekawe postacie np niejaki Alakhai Przebiegły, którego figurka zwykle była na topie sprzedaży wysyłkowej, aż w czasopiśmie "Magia i Miecz" skwitowano to słowami: oj Alakhai, że wam się jeszcze chce...

(edit)

Jeszcze mała charakterystyka RPG. Mała acz... zadziwiająco trafna. Tym którzy nie grali ku nauce, a tym co grali / grają - o sobie czytamy, panowie bracia :)

http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/RPG

I może jeszcze nieco tej no... taksonomii

http://www.gildia.pl/rpg/humor/systematyka
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 24 Lipiec 2009, 01:11:48
Nie chcę nic mówić, ale w podstawówce grało się w Pokemony.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 24 Lipiec 2009, 01:26:57
Nie chcę nic mówić, ale w podstawówce grało się w Pokemony.

Apage!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 24 Lipiec 2009, 06:58:29
A na Potera nikt nie poszedł o północy? Widziałem, że sie błyskało nad miastem - to pewnie zło zmartwychwstało/dogorywało(właściwe podkreślić) :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Lipiec 2009, 07:16:43
Portet o północy?
Za ciężki.
Porterka można wypić późnym popołudniem. I to tylko jednego.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 24 Lipiec 2009, 08:03:27
Jakbym Cezariana słyszał...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Lipiec 2009, 08:34:57
Jakbym Cezariana słyszał...
???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Lipiec 2009, 09:15:30
Jakbym Cezariana słyszał...

??? Te błyskanie to na prawdę nie ja... Trochę się na treningu działo, ale tym razem nie aż tyle. NIestety, na Porterze także nie byłem, nie przepadam za ciemnym piwem ;)
Poza tym, jak tak dalej pójdzie, to będziecie zamiast Stefanem mną dzieci straszyć...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 24 Lipiec 2009, 09:23:13
Spryciarz ten muzyk John Porter,w tylu miastach zagrać o tej samej porze.No,no.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Lipiec 2009, 09:35:20
A Wroclove nadal podwodny, czy już wypompowali? Bo coś Zygfryda nie słychać...

http://voohan.wrzuta.pl/audio/8RBfr6CLSnQ/era_wodnika_-_podwodny_wroclove
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 24 Lipiec 2009, 09:47:42
Portet o północy?
Za ciężki.
Ciężki to ten wasz humor z rana, aż mi powieki opadają, i nie tylko...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 24 Lipiec 2009, 09:58:17
A Wroclove nadal podwodny, czy już wypompowali? Bo coś Zygfryda nie słychać...
http://voohan.wrzuta.pl/audio/8RBfr6CLSnQ/era_wodnika_-_podwodny_wroclove
A tam od razu nie słychać... Wiadomości głosowych wszak na forum nie wysyłam. ;)
A Wrocław jakby podwodny, choć nie do końca, co nie pozwala mi określić czy utonąłęm, czy wręcz przeciwnie, gdyż po pierwsze co chwila leje, mokro, a ja w odmiennych stanach świadomości się znajduję. Wieczorami mokro, a nad ranem Sahara ;)
Trochę się zapętliłem, ale jak się czyta Autostopem przez galaktykę, to...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Lipiec 2009, 10:01:03
DON'T PANIC!
  :D


Ale ja nie o tym.
Ekhm...
Redakcjo Szczutka Wieczornego! Ukorz się! Patrz i ucz  się, a i tak mistrzów z gazeta.pl nie przebijesz!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Lipiec 2009, 10:02:48
mistrzów
A bez metafor?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 24 Lipiec 2009, 10:07:38
mistrzów
A bez metafor?
miszczów
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Lipiec 2009, 10:08:23
No, miszczem cza być, żeby napisać na głównej stronie portalu takiego newsa: Bitwa pod KDT. Prof. Kołakowski nie żyje.  ;D Tylko nie napisali, czy poległ w obronie straganu z gaciami, czy wręcz przeciwnie, oberwał od tandeciarza płytą chodnikową...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 24 Lipiec 2009, 10:13:12
To pewnie jakaś przedstawicielka PSL zwraca się do swego chłopskiego elektoratu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Lipiec 2009, 10:15:36
News goni newsa...

120 pocisków przeciwlotniczych i 5 pocisków moździerzowych zabezpieczyli wczoraj saperzy na terenie powiatu krasnostawskiego. Wszystkie te niewybuchy to najprawdopodobniej pozostałości z okresu II wojny światowej i z pewnością nie ostatnie. Policjanci apelują o ostrożność.
 
Wczoraj dyżurny krasnostawskiej policji otrzymał zgłoszenie, że w miejscowości Boniewo gmina Fajsławice podczas prac remontowych przepustu, pracująca tam koparka wykopała mocno skorodowany niewybuch. Na miejsce natychmiast udali się policjanci, którzy zabezpieczyli teren do czasu przybycia saperów. Ze względów bezpieczeństwa, prace remontowe zostały czasowo wstrzymane. Łącznie zabezpieczonych zostało 5 pocisków moździerzowych.

via KWP Lublin

Gmina Fajsławice, akurat. Wszyscy wiemy, że Fajsławice nie istnieją (jak celofyzy). Ani chybi, Wojsławice.
Wędrowycz pewnie cholery dostał, jak się dowiedział, że mu arsenalik odkopali. Nu, następny news będzie pewnie o spalonym komisariacie  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Lipiec 2009, 10:22:10
No, miszczem cza być
nie o to mnie chodziło
Woda sodowa lepsza niż klozetowa
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Lipiec 2009, 11:23:17
Wędrowycz pewnie cholery dostał, jak się dowiedział, że mu arsenalik odkopali. Nu, następny news będzie pewnie o spalonym komisariacie  ;D

Z pewnością. Jest też pewna szansa, że arsenalik należał do monarchisty Semena. Choć naprawdę nie wiadomo co lepsze :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Lipiec 2009, 13:06:21
Odkopano pięć pocisków Cruise i 15 moździerzowych pocisków Stinger, jak też 120 przeciwlotniczych pocisków Strieła. Jak ustaliła policja, większośc z tych niewybuchów pochodziła z okresu II Wojny Światowej, zaś dwa , co wykazało badanie metodą węgla C14, pochodzą jeszcze z późnego plejstocenu. Dwoma ostatnimi znaleziskami zainteresował się już Wydział Historii Naturalnej Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 26 Lipiec 2009, 20:24:33
Oto relacja "mojego" Niemca po powrocie z Meksyku:
Po zwiedzeniu USA wjechaliśmy do Meksyku. Pierwszy tydzień spędziliśmy na pustyni.By uzupełnić zapasy pojechaliśmy do wioski. Widzimy ogródek i Meksykanów pijących piwo. To po hamulcach i do stolika. Podchodzi chyba właściciel i o coś pyta. Ja od razu:
- Cerweza per fawor. (drodzy bojownicy, piszę tak jak usłyszałem)
[W]łasciciel:
- >Kampunia?<
Nie wiem czego on chce bo wszystko co umiałem po hiszpańsku to już powiedziałem, więc dla spokoju mówię;
- Si.
Za chwilę podchodzi kelner w białej poplamionej marynarce, ze szkłem i piwami na tacy, i facet (koło 60-tki) zaczyna nalewać z butelek do kufli. A ręka tak mu się trzęsie, że aż żal patrzeć.Uciekam wzrokiem od tych rąk żeby faceta nie peszyć, bo przecież jakoś musi zarobić na życie. Wypiliśmy to piwo. Ciepłe i kiepskie, i zamawiamy następne.
Znowu pytanie: >Kampunia?<
Pokazuję, że nie! Myślę sobie: przyniosą inne, może lepsze?
Przychodzi ten sam kelner, niesie (niestety!!) takie samo piwo....
I nalewa do szklanek,.. a ręka mu ani drgnie!!
...i w ten sposób dowiedziałem się, że >kampunia< znaczy "z pianką"   
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bartleby w 26 Lipiec 2009, 21:10:02
Ciepłe i kiepskie

Teraz wiem do czego pił Brudny Harry mówiąc:
Harry: Kaktusów nienawidzę!

Hawk
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 26 Lipiec 2009, 22:40:41
Ciepłe i kiepskie

Teraz wiem do czego pił Brudny Harry mówiąc:
Harry: Kaktusów nienawidzę!

Hawk
Howgh, Kampunia.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 26 Lipiec 2009, 23:13:47
http://www.joemonster.org/filmy/17859/Kot_Simona_i_mucha (http://www.joemonster.org/filmy/17859/Kot_Simona_i_mucha)
I koniec dyskusji!
Link by Baader
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 26 Lipiec 2009, 23:47:27
Oj, z życia wzięte  :D

Konkurs jest. wchodzimy na stronę http://www.simonscat.com/competition.html pobieramy obrazek w wersji A4

(http://www.simonscat.com/competition/entry_400x283.png)

wycinamy, robimy Sajmonkotu odjechane zdjęcie, wysyłamy, wygrywamy książkę albo koszulkę. Albo oryginalny rysunek ręką autora uczyniony. Z autografem. Ale nie napisano, czy kot też się podpisze.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 27 Lipiec 2009, 07:04:09
http://www.joemonster.org/filmy/17859/Kot_Simona_i_mucha (http://www.joemonster.org/filmy/17859/Kot_Simona_i_mucha)
I koniec dyskusji!
Kur... ka wodna! A mi nie bangla :(
Może kto na Ala podrzuci?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Lipiec 2009, 08:26:14
http://www.joemonster.org/filmy/17859/Kot_Simona_i_mucha (http://www.joemonster.org/filmy/17859/Kot_Simona_i_mucha)
I koniec dyskusji!
Kur... ka wodna! A mi nie bangla :(
Może kto na Ala podrzuci?
mówisz i masz. Wruce na ala wszsytkie
Leci. Jak doleci to będzie
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 27 Lipiec 2009, 09:21:03
Doleciało. Bravou mucha!
Ale wersja 'orchestrated' budzenia kotem zrobiła na mnie piorunujące wrażenie - jeszcze się trzęsę ze strachu!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 27 Lipiec 2009, 11:37:31
Kurczę. Ile ja tracę nie mając kota. Jednak i ile zyskuję. To tylko świadczy, że wszystko na tym świecie ma plusy i minusy. Nawet kot.
Na szczęście wszystkie moje koty nie uganiały się za muchami. Jednak jak kot ma gdzie się wybiegać, to i w domu raczej spokój (oczywiście nie dotyczy to foteli). Jeden nawet uganiał się za psem, a w zasadzie odwrotnie, bo dodawanie jest w tym wypadku przemienne. Do tej pory pamiętam, gdzie kotka pochowaliśmy... :-\, bo niestey kotek był jeszcze mały, a pies już duży. Jak dla kotka nawet za bardzo.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bartleby w 27 Lipiec 2009, 11:48:13
A posiadanie kotka to plus dodatni czy ujemny? bo ja sie zastanawiam nad nabyciem w zasadzie
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 27 Lipiec 2009, 11:50:41
A posiadanie kotka to plus dodatni czy ujemny? bo ja sie zastanawiam nad nabyciem w zasadzie
Czy ja dobrze widzę? Bartelby? Wróciła? O joy!  ,^, Mam nadzieję, że już na stałe. KOtek tak, tylko musisz się zdecydować, czy inwestujesz w rasę mięsną, czy w wełnistą.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Lipiec 2009, 11:52:13
A posiadanie kotka to plus dodatni czy ujemny? bo ja sie zastanawiam nad nabyciem w zasadzie
Czy ja dobrze widzę? Bartelby? Wróciła? O joy!  ,^, Mam nadzieję, że już na stałe. KOtek tak, tylko musisz się zdecydować, czy inwestujesz w rasę mięsną, czy w wełnistą.
prostak, cham, prawnik ;)
wytęż wzrok i zobacz czym różnią się te wyrażenia
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 27 Lipiec 2009, 12:03:29
A posiadanie kotka to plus dodatni czy ujemny? bo ja sie zastanawiam nad nabyciem w zasadzie
Czy ja dobrze widzę? Bartelby? Wróciła? O joy!  ,^, Mam nadzieję, że już na stałe. KOtek tak, tylko musisz się zdecydować, czy inwestujesz w rasę mięsną, czy w wełnistą.
prostak, cham, prawnik ;)
wytęż wzrok i zobacz czym różnią się te wyrażenia
Wytężając wzrok mogę stwierdzić tylko jedno: zaczynasz zdania z małej litery, no wiesz...
Obraził się, bo zainwestował w kota rasy mięsnej, a teraz droższa jest wełna kocia ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 17 Sierpień 2009, 08:07:56
Te koty to są sprytne....

Pewien mieszkaniec Florydy został oskarżony o pobranie ponad 1000 zdjęć zawierających dziecięcą pornografię. Linia obrony podejrzanego jest prosta – wszystkiemu winien jest jego kot.

Keith Griffin z Jensen Beach został oskarżony o posiadanie materiałów z dziecięcą pornografią, po tym jak przedstawiciele prawa przeszukali zawartość jego komputera – podała agencja Associated Press.

Griffin tłumaczył się w dość prosty sposób – pobierał on muzykę na swój komputer, gdy musiał wyjść na chwilę do drugiego pokoju. Pod jego nieobecność na klawiaturę komputera wskoczył kot. Gdy właściciel maszyny wrócił do pokoju, zauważył, że z jego komputerem dzieją się „dziwne rzeczy”. Podejrzany zapewniał, że kot bardzo często wskakiwał na klawiaturę przy włączonym komputerze.

48-latek z Florydy znalazł się w areszcie w Martin County. Nie wiadomo natomiast, jaki los spotkał kota podejrzanego.


Wiadomość pochodzi z serwisu Hacking.pl http://www.hacking.pl/pl/news-15569-Kot_sciagal_dziecieca_pornografie.html (http://www.hacking.pl/pl/news-15569-Kot_sciagal_dziecieca_pornografie.html)

Żeby tylko kiciuś nie trafił do humanitarnego sanatorium w Guantanamo...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 17 Sierpień 2009, 15:47:12
1. Bravou
2. Dupa
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Sierpień 2009, 11:28:39
1. Bravou
2. Dupa
Kłania się pisanie ze zrozumieniem! A pisze się bravou dupa! ,^,
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 18 Sierpień 2009, 17:37:48
1. Bravou
2. Dupa
Kłania się pisanie ze zrozumieniem! A pisze się bravou dupa! ,^,
No i nie musze Cię kompromitować. Sam się kompromitujesz...
Ech, to schodzenie na łatwiznę...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 18 Sierpień 2009, 22:36:00
Ech, to schodzenie na łatwiznę...

Też szpanujesz, jakbyś miał czym. Prawdziwy twardziel, taki, co to sam sobie wali kulę w łeb, a potem rozwala (tą samą, jedną kulą) dwustu terrorystów i ratuje świat od niechybnej zagłady, napisałby to tak:

uovarB .1
apuD .2

Wspak - tak! Krzak - nie!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 19 Sierpień 2009, 10:01:33
Wspak ptak tak, ssak nie!

A można było napisać wspak krzesełkami...

Krzesełkami wspak, to pewnie nazad zad!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Sierpień 2009, 10:21:29
Ha! przypomniałem sobie - czytałem o gościu, który pobił niemców za fotografowanie swoich kóz.
Sąd go skazał, choć on tłumaczył, że jego dziadek był na wojnie z Grekami pod Awastopulos i ma na to papiery.
Może skłądeczka na dzielnego obrońce kóz?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Sierpień 2009, 11:40:30
przypomnialem sobie - kicie dyć!

Kicie! (http://stefanbolcman.neostrada.pl/kicie.mp4)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 19 Sierpień 2009, 17:00:18
A co to?Kącik wspominek?Przypomina sobie i przypomina.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 21 Sierpień 2009, 12:07:19
Szwajcarskie władze koszykówki nie zezwoliły zawodniczce irackiego pochodzenia na grę w muzułmańskiej chuście. Uzasadniono to przepisami światowej federacji (FIVB), które nie pozwalają eksponować symboli religijnych podczas meczów.
Dla mniej zorientowanych dodam, że FIVB to światowa federacja... siatkówki.
Podaję za ulubionym przez niektórych potalem (bez kropki)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 22 Sierpień 2009, 12:08:42
klancyk?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Sierpień 2009, 13:11:47
Zgadzam się ze Stefkiem, że fakt, iż koszykówka jest sportem o wiele wszechstronniejszym, ciekawszym i bardziej emocjonującym niż siatkówka, nie powinnien sam w soboie wpływać na możliwość wyznaczania reguł dyskryminacji zawodników siatkówki przez federację koszykówki. Nie FIVB robi to sama.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (wcale nie z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 27 Sierpień 2009, 10:15:18
Dla uniknięcia spamu w internetowych formularzach często umieszcza się zawikłany obrazek z którego trzeba coś tam przepisać. Zwie się to captcha. No i ostatnio w rozmowie spotkałem się ze świetną adaptacją tego słowa do języka polskiego - acz taką na której można sobie jęzor w supeł zawiązać. Cytat: "teraz przyjrzyj się captssze".

Jakieś inne propozycje? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Sierpień 2009, 10:25:28
Dla uniknięcia spamu w internetowych formularzach często umieszcza się zawikłany obrazek z którego trzeba coś tam przepisać. Zwie się to captcha. No i ostatnio w rozmowie spotkałem się ze świetną adaptacją tego słowa do języka polskiego - acz taką na której można sobie jęzor w supeł zawiązać. Cytat: "teraz przyjrzyj się captssze".

Jakieś inne propozycje? ;)
Grzegorz Brzęczyszczykiewicz?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Sierpień 2009, 13:09:41
Muszę!
Właśnie usłyszałem (w PR3 - btw, czemy pr? nie powinno być wio?) że Piotr Małachowski  dostał od Klicha złoty medal za obronność kraju za srebro w rzucie dyskiem.
Miałem wątpliwości co do zasadności, ale min. Klich powołał się na ustawę z 1966 roku (dobry rok), w której przyznawano medale za walkę o Berlin.
No i wszsytko pasi.
A mówili, że wszystkie ustawy za PRL-u były złe...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 27 Sierpień 2009, 13:26:46
Nie ma toooooooo jak w armii!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 27 Sierpień 2009, 14:23:58
Muszę!
Właśnie usłyszałem (w PR3 - btw, czemy pr? nie powinno być wio?) że Piotr Małachowski  dostał od Klicha złoty medal za obronność kraju za srebro w rzucie dyskiem.
Miałem wątpliwości co do zasadności, ale min. Klich powołał się na ustawę z 1966 roku (dobry rok), w której przyznawano medale za walkę o Berlin.
No i wszsytko pasi.
A mówili, że wszystkie ustawy za PRL-u były złe...

Zaklnij się na upadek Związku Radzieckiego, bo inaczej nie uwierzę...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 27 Sierpień 2009, 15:53:46
Nic w tym dziwnego, przecież walka o medal odbyła sie w Berlinie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Sierpień 2009, 16:22:46
Nic w tym dziwnego, przecież walka o medal odbyła sie w Berlinie?
No bravou Yasiu...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Sierpień 2009, 18:23:21
Przypominam, że dysk, podobnie jak oszczep, jest bronią miotaną. Nie rozumiem zatem zdziwienia. Jak dla mnie wszystko gra.
Starożytni Grecy w ogóle lubili praktyczne sporty: jak dogonić przeciwnika (biegi), jak mu łeb ukręcić (zapasy), jak go ogłuszyć sierpowym (boks), jak mu łeb urwać z dużej odległości (rzut dyskiem).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 27 Sierpień 2009, 18:54:26
Jesteś ojcze wielca zacna i sprawiedliwa, ale na sporcie to się nie znasz.
Do urwania głowy nie wystarczy dysk, potrzebna jest także duża przerwa.
Am I rightg or am I wrong?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Sierpień 2009, 19:37:57
Na dużej przerwie to nawet dysk nie jest potrzeby  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 27 Sierpień 2009, 21:11:58
Ciekawe, jakie praktyczne umiejętności Grecy praktykowali na dużej przerwie? I podstawowe pytanie: o której mieli dużą przerwę i ile czasu trwała? Czy duża przerwa mogła się odbyć bez kozy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Sierpień 2009, 21:49:11
Jeden drugiemu urwał głowę, to za karę/w nagrodę szedł do kozy  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 27 Sierpień 2009, 22:49:47
Jeden drugiemu urwał głowę, to za karę/w nagrodę szedł do kozy  ;D

Przebóg... Po co...

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 27 Sierpień 2009, 23:35:45
do kozy

Ciekawe, ciekawe - a ma ktoś jakieś bardziej szerokie opracowanie na temat dzielnego rolnika broniącego swoje kozy przez niemiecką napaścią?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Sierpień 2009, 06:15:42
Ciekawe, ciekawe - a ma ktoś jakieś bardziej szerokie opracowanie na temat dzielnego rolnika broniącego swoje kozy przez niemiecką napaścią?
Siedzi w kozie :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 28 Sierpień 2009, 08:09:47
Ciekawe, jakie praktyczne umiejętności Grecy praktykowali na dużej przerwie?

Lepiej się nad tym nie zastanawiać. Na pewno nie było to nasze swojskie palenie w WC :)

I podstawowe pytanie: o której mieli dużą przerwę i ile czasu trwała?

W pewnym sensie Grecy mieli Najdłuższą Przerwę; w latach 394 - 1894, chodzi oczywiście o przerwę w organizowaniu igrzysk olimpijskich. Zrobiono podczas niej parę rzeczy; w 1453 przegrano mecz u siebie z reprezentacją Turcji, ale rewanż w 1830 był już formalnością - nie ten team po prostu po stronie tureckiej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Sierpień 2009, 10:53:55
W pewnym sensie Grecy mieli Najdłuższą Przerwę; w latach 394 - 1894, chodzi oczywiście o przerwę w organizowaniu igrzysk olimpijskich. Zrobiono podczas niej parę rzeczy; w 1453 przegrano mecz u siebie z reprezentacją Turcji, ale rewanż w 1830 był już formalnością - nie ten team po prostu po stronie tureckiej.
To się tak tylko mówi, nie ten team, nie ten team. Wynik jest najważniejszy, no i oczywiście bojowe użycie kóz w walkach ulicznych oraz zdobywaniu silnie umocnionych twierdz. Nie potrafię tego w tej chwili udowodnić, ale jestem przekonany, że słowa taran i taranowanie wzięło się właśnie od bojowych kóz (kozłów) używanych przez Greków do kruszenia bram i murów zdobywanych twierdz. Kozy bojowe mają wszak tę właściwość, że można je wykorzystywać nie tylko do walki, ale także podczas przerw bitewnych. Tym bardziej, że co tu gadać, kampanie wojenne trwały wówczas długo...
Ciekawe ilu zawodników z igrzysk 394r. wytrzymało przerwę i wzięło udział w igrzyskach z 1894?
I osobne pytanie, w jakiej dysyplinie przegrali Grecy mecz w 1453r? Miotanie kulami? Floret? Zapasy uliczne w stylu wolnym? Strzelanie do rzutków?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 28 Sierpień 2009, 20:20:36
Ciekawe ilu zawodników z igrzysk 394r. wytrzymało przerwę i wzięło udział w igrzyskach z 1894?

Jeden,Gonzo.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 30 Sierpień 2009, 20:20:29
Ciekawe ilu zawodników z igrzysk 394r. wytrzymało przerwę i wzięło udział w igrzyskach z 1894?

Jeden,Gonzo.
No jasne! Teraz sobie przypominam! Wszak to Gonzo w 394r. po raz pierwszy wystąpił w pokazowym jeszcze wówczas turnieju koszykówki. Była to jedyna sytuacja, kiedy mimo, że wystąpił tylko jeden zawodnik, grający jeden na jeden na siebie, podzielono drużyny z tym zawodnikiem w składzie na dwie grupy. Gonzo wszedł z każdej grupy, pokonał siebie w półfinale i niestety przegrał sam ze sobą w finale. Fakt, że przegrał po dogrywce i po kontrowersyjnym rzucie za "trzy", które wówczas jeszcze nie obowiązywały. Na plus Gonzowi można powiedzieć, że od tego czasu, jeśli nie liczyć alkoholu, nie przegrał z nikim, aż do 1938r. w Monachium.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 30 Sierpień 2009, 21:08:47
Wszak to Gonzo w 394r. po raz pierwszy wystąpił w pokazowym jeszcze wówczas turnieju koszykówki...

Tak,w tym meczu wyjątkowo sędziów było więcej niż zawodników.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 31 Sierpień 2009, 06:19:05
Gdzieś w Internecie (na jakimś forum) przeczytałem, że Budka jest wielka.
To i przepisuje, bo się zgadzam.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 31 Sierpień 2009, 11:28:20
Gdzieś w Internecie (na jakimś forum) przeczytałem, że Budka jest wielka.
To i przepisuje, bo się zgadzam.
Źle słyszałeś. Chyba, że masz na myśli lody z Zielonej Budki, to mogą być.
http://www.zielonabudka.pl/konsumencki/
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 31 Sierpień 2009, 15:03:03
Gonzo najprawdopodobniej założył nie tylko Mielec, ale także Budkę Suflera (do podbpowiadania przepisów gry podczas gry) i zieloną (żeby się nie wyróżniała).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Wrzesień 2009, 20:11:07
Z cyklu "Nawet nie wiesz, co sieć wie o Tobie":

(http://www.vontrompka.com/blog/wp-content/uploads/2009/09/ach.gif)

Tak, Stefan, o tobie  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Wrzesień 2009, 20:18:22
Tak jak podejrzewałem,z twarzy podobny zupełnie do nikogo. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 11 Wrzesień 2009, 20:30:16
Onet, onet... czego to się z forów onetowych człowiek nie wywiedział. Zresztą, ja to mam jeszcze ciekawiej, bo mi się domyślnie onet.eu ładuje - tam to dopiero jad spływa szerokim strumieniem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Wrzesień 2009, 20:51:39
onet.eu

O, to takie zwierzę istnieje?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 11 Wrzesień 2009, 21:51:15
onet.eu

O, to takie zwierzę istnieje?

Jeżeli istnieją dziobaki, to i to pewnikiem również.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 12 Wrzesień 2009, 10:25:22
Bohatera?
Prądem?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 12 Wrzesień 2009, 13:08:19
Bohatera?
Prądem?

Ale stałym.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 13 Wrzesień 2009, 20:16:46
Bohatera?
Prądem?

A dzień dobry to kto powie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 14 Wrzesień 2009, 10:07:38
A dzień dobry to kto powie?
To chyba wpis do działu Refleksja na dziś ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 18 Wrzesień 2009, 10:47:10
Bohatera?
Prądem?

A dzień dobry to kto powie?
No to może ja... Dziń dybry!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Wrzesień 2009, 11:40:22
Bohatera?
Prądem?

A dzień dobry to kto powie?
No to może ja... Dziń dybry!
Dzień dobry, albo dobry wieczór. W końcu nie wiadomo, kiedy to pójdzie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 18 Wrzesień 2009, 15:33:32
Dzień dobry, albo dobry wieczór. W końcu nie wiadomo, kiedy to pójdzie.
No to już jakaś klika...
Fuj...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 18 Wrzesień 2009, 16:13:57
No to już jakaś klika...

No,bo tu się dość często klika.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Wrzesień 2009, 21:50:44
No to już jakaś klika...

No,bo tu się dość często klika.
I to niekiedy w kilku naraz.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 28 Wrzesień 2009, 23:50:48
Witajcie po przerwie. Oto zaobserwowany na wycieczce u braci ze wschodu (mowa o ludziach a nie politykach) znak (wieloznak) zakazu.  Osobiście najbardziej represyjny wydaje mi się zakaz jazdy na nartach. Człowiek by przypiął deski i poszusował a tu...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 29 Wrzesień 2009, 06:30:08
Dlaczemu nie wolno palić ognisk?
Wszak tam może być zimno?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 29 Wrzesień 2009, 08:33:06
I żeby nie można się było napić?I to u nich.Dziwne.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 29 Wrzesień 2009, 11:03:10
Nie macie racji. Moim zdaniem najdziwniejszy jest zakaz wyprowadzania koników na biegunach. Przecież to tradycyjny sposób spędzania czasu u miejscowych koników, zwłaszcza w pełni sezonu teatralnego.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 29 Wrzesień 2009, 16:00:13
Dobra, te łatwe to każdy może skrytykować, ale - przebóg! Co to jest to pierwsze? ? ?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 29 Wrzesień 2009, 16:14:05
Dobra, te łatwe to każdy może skrytykować, ale - przebóg! Co to jest to pierwsze? ? ?
Mam dwie koncepcje:
1. Nie wolno wchodzić pomnikom
2. Nie wolno używać symboli faszystowskich ergo Farfał won.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 29 Wrzesień 2009, 18:45:41
Należałem do TPPR, to rozczytałem: nielzia mityngować i demonstrować czyli jednak Farfał won :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 29 Wrzesień 2009, 18:57:23
Należałem do TPPR, to rozczytałem ....

Też musiałem na koniec roku przy odbiorze świadectwa stosowny znaczek kupić.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 30 Wrzesień 2009, 10:07:58
Z cyklu "Simon i jego kotek" :)

http://www.youtube.com/watch?v=uOHvZjiDANg
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 30 Wrzesień 2009, 17:32:10
Jak na Sajmona wyjątkowo nieżyciowe. Rudy się układa na klasówkach w trakcie sprawdzania, bez żadnych ceregieli. Takoż na klawiaturze podczas pisania i przed monitorem... Zaraz, przepraszam, ktoś dzwoni...



PSIK!!! ZŁAŹ NATYCHMIAST!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 30 Wrzesień 2009, 18:33:39
A może wolicie pieska ;D
http://www.youtube.com/watch?v=NQCwHluBqFc&NR=1
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 30 Wrzesień 2009, 19:27:39
But wait! Therez moar! 

http://www.amazon.co.uk/gp/reader/184767481X/ref=sib_dp_bod_ex?ie=UTF8&p=S008#reader-page

 ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 30 Wrzesień 2009, 20:19:44
... Zaraz, przepraszam, ktoś dzwoni...

Jak dwa razy to listonosz.Ten ulubiony Stefanowy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 01 Październik 2009, 06:19:22
PSIK!!! ZŁAŹ NATYCHMIAST!!!
Do lwa kurwa, do lwa???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 01 Październik 2009, 07:23:10
Nie odpiszę ci, kot mi siedzi na klawiaturze.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 01 Październik 2009, 23:46:55
Nie odpiszę ci, kot mi siedzi na klawiaturze.
To niech nie siedzi, tylko się zaloguje i coś napisze. Kotgów ci u nas dostatek, ale jeszcze jeden o imieniu na przykład Murzyn, przyda się.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 02 Październik 2009, 16:45:24
Rudy Murzynem? No nie wiem... Ja mu w rodowód nie zaglądałam, ale na abisyńskiego to on nie wygląda. Rasowy dachowiec, nawet vet w książeczkę szczepień wpisał europejski krótkowłosy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 02 Październik 2009, 18:29:05
....europejski krótkowłosy.

O,to tak jak ja.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 02 Październik 2009, 21:56:42
Często jakoś było o kozach. No to...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Październik 2009, 03:39:18
Często jakoś było o kozach. No to...
Kozie nie wyszedł skok przez rowerzystę? A koza to Grek? A może nosił wilk razy kilka, aż wpadł na brzozę i poniósł kozę?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 03 Październik 2009, 08:20:20
Na pochyłego greka to i kozy skaczą.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Październik 2009, 13:53:30
Na pochyłego greka to i kozy skaczą.
Racja! Bez wątpienia plecy cyklisty mają rysy greckie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 03 Październik 2009, 14:00:23
Oczywiście,a i nogawki podwinięte na wzór kolumny jońskiej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 03 Październik 2009, 22:50:21
Jak pasów nie zapięła, to sama sobie winna  :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 03 Październik 2009, 23:06:41
Jak pasów nie zapięła, to sama sobie winna  :P

A czy to powinny być pasy, a nie na ten przykład fotelik? W końcu nie wiadomo, ile ta koza ma lat. No i kask, gdzie jest kask dla kozy? No, ale czego spodziewać się po kraju, który był okupowany przez Brytyjczyków (patrz: rowerzysta stosuje się wyraźnie do zasad ruchu lewostronnego). Jak nic, wujka Staszka trafi szlag. Kujawiaczek, kujawiak.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 09 Październik 2009, 21:35:48
A biednych kozach nikt nie pomyślał.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Październik 2009, 21:49:11
A skąd wiesz, o czym pomyślał Bieszczad Tadeusz umieszczając sie na liście?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 09 Październik 2009, 22:29:44
A skąd wiesz, o czym pomyślał Bieszczad Tadeusz umieszczając sie na liście?
Na pewno nie o Bieszczadach.

Brzmi zresztą prawie jak lista Macierewicza, czy tego drugiego.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 10 Październik 2009, 08:59:50
A skąd wiesz, o czym pomyślał Bieszczad Tadeusz umieszczając sie na liście?

Myślę że on w ogóle nie wiele myślał. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 15 Październik 2009, 09:01:15
Dobra jest,nie ma co.

http://www.youtube.com/watch?v=CqiPjm0KJ3A
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 15 Październik 2009, 10:38:28
A skąd wiesz, o czym pomyślał Bieszczad Tadeusz umieszczając sie na liście?
Na pewno nie o Bieszczadach.

Brzmi zresztą prawie jak lista Macierewicza, czy tego drugiego.
eeeeeeeeeeeeeee
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 15 Październik 2009, 18:58:04
Chyba meeeeeeeeeeeeeeeeee...

Z innej beczki - ma ktoś ochotę na mielone?
kotek (http://bruxa.soup.io/post/31536151/YouTube-Cat-in-Supermarket)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 15 Październik 2009, 20:40:24
A skąd wiesz, o czym pomyślał Bieszczad Tadeusz umieszczając sie na liście?
Na pewno nie o Bieszczadach.

Brzmi zresztą prawie jak lista Macierewicza, czy tego drugiego.
eeeeeeeeeeeeeee
no kto wie co robi macierewicz z kozami? (albo ten drugi)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 15 Październik 2009, 20:54:10
Chyba meeeeeeeeeeeeeeeeee...

Z innej beczki - ma ktoś ochotę na mielone?
kotek (http://bruxa.soup.io/post/31536151/YouTube-Cat-in-Supermarket)
A jak myślicie - skąd oni biorą mielone? Biedny kotek...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Październik 2009, 12:36:41
Chyba meeeeeeeeeeeeeeeeee...

Z innej beczki - ma ktoś ochotę na mielone?
kotek (http://bruxa.soup.io/post/31536151/YouTube-Cat-in-Supermarket)
A jak myślicie - skąd oni biorą mielone? Biedny kotek...
Sugerujesz, że to kot kanibal?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 16 Październik 2009, 13:16:36
Chyba meeeeeeeeeeeeeeeeee...

Z innej beczki - ma ktoś ochotę na mielone?
kotek (http://bruxa.soup.io/post/31536151/YouTube-Cat-in-Supermarket)
A jak myślicie - skąd oni biorą mielone? Biedny kotek...
Sugerujesz, że to kot kanibal?
Sugeruję, że jest to chwilowo niedoinformowany kot, który ma za chwilę zadać pytanie: A po co Panu taki duuży nóż?!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Październik 2009, 15:17:34
PODSTAWOWE POJĘCIA W DEZINFORMACJI

Klient

Każda operacja dezinformacyjna ma swojego klienta, to znaczy osobę lub grupę, która na tej operacji zyskuje, podczas gdy jej przeciwnicy tracą. Najczęściej jest to firma komercyjna, państwo, partia lub frakcja polityczna, czy nawet pojedynczy polityk albo biznesmen. W historii ludzkości największym klientem operacji dezinformacyjnych był bez wątpienia Związek Sowiecki.

Klient często płaci za operacje dezinformacyjne pieniędzmi zdobytymi na tych, których zamierza oszukać – dotyczy to nie tylko polityków, którzy dochodzą do władzy w wyniku dezinformacji, lecz również np. firm komercyjnych, które zwiększają sprzedaż w wyniku utrwalenia wśród konsumentów nieprawdziwych sądów dotyczących ich produktów.

Agent

Kiedy jakieś przedsiębiorstwo pragnie zareklamować swoje produkty, udaje się do profesjonalnej agencji reklamowej. Nie inaczej jest z dezinformacją. Największą agencją dezinformacyjną w historii był Wydział A KGB, który podlegał pod dyrekcję wywiadu zagranicznego.

Agencja dezinformacyjna używa agentów, których nazywa się agentami wpływu.

Badanie rynku

Podobnie jak w kampaniach reklamowych, przed operacją dezinformacyjną należy przeprowadzić gruntowne badanie rynku. Profesjonalni agenci wpływu muszą świetnie znać realia, w których działają oraz „towar”, który zamierzają sprzedać. Inaczej przekonuje się zachodnich intelektualistów, a inaczej np. zdeklasowanych chłoporobotników z byłych PGR-ów.

Po przeprowadzeniu badania rynku należy dokonać doboru odpowiednich wsporników, które ułatwią operację.

Wsporniki

Wsporniki to główne punkty, na których opiera się kampania dezinformacyjna. Najczęściej są to doniosłe wydarzenia, niekoniecznie prawdziwe, lecz wywołujące jednoznaczne skojarzenia. W czasie wojny domowej w Hiszpanii rolę wspornika komunistycznej dezinformacji odegrało zbombardowanie Guerniki.

Obecnie wspornikami coraz częściej są szokujące zdjęcia lub filmy. W ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z serią zdjęć ukazujących sceny okrutnego traktowania irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy. Fotografie te zostały użyte do antyamerykańskiej kampanii, która od jakiegoś czasu trwa na całym świecie. Tymczasem każdy, kto przeczytał np. „Kamienie na szaniec”, szybko się zorientuje, że sceny irackiego więzienia miały mało wspólnego z prawdziwymi torturami, natomiast bardzo podobne obrazki z Parady Miłości w Berlinie od dawna przedstawiane są u nas jako przykłady europejskiej wolności i tolerancji.

Przekaźniki

Agenci wpływu starają się w operacji dezinformacyjnej używać jak największej ilości przekaźników z różnych rodzajów mediów: telewizji, prasy, radia. Im więcej pozornie lub naprawdę niezależnych przekaźników podchwyci temat przewodni operacji dezinformacyjnej, tym lepiej dla klienta.

Czasami pierwszym przekaźnikiem danej informacji jest mało popularna gazeta lub lokalna rozgłośnia radiowa. Następnie temat zostaje podchwycony przez główne media, a w wypadku niepowodzenia operacji cała wina spada na „mało doświadczonych dziennikarzy” z lokalnej prasy, którzy „wprowadzili w błąd” poważnych pracowników szanowanego tytułu.

Temat przewodni

Każda operacja dezinformacyjna musi mieć temat przewodni, im prostszy, tym lepiej.

Przykładowo przez cały okres III RP mieliśmy do czynienia z operacją dezinformacyjną, której tematem przewodnim były związki braci Kaczyńskich z aferą FOZZ-u. W jej wyniku przeciętny obywatel naszego kraju natychmiast kojarzy niesławny fundusz z środowiskiem byłego PC.

Prowadzenie tematu

Temat przewodni najlepiej prowadzić nieustannie powtarzając najprostsze slogany i implikując najprostsze skojarzenia.

Wszyscy pamiętamy słynny film pt. „Dramat w trzech aktach”, gdzie rozmaite typy bez ustanku powtarzały: „Kaczyńscy, FOZZ, Kaczyńscy, FOZZ” nie posługując się żadnymi argumentami. W tym samym czasie Olga Lipińska śpiewała w swoim kabarecie: „Jadą, jadą z forsą wory, a na nich Kaczory”.

Pudła rezonansowe

Pudła rezonansowe to zazwyczaj media nie związane z agentami wpływu, a jedynie bezmyślnie powtarzające tezy przez owych agentów wyprodukowane. Pudła (najczęściej bezwiednie) mają za zadanie wytworzyć wrażenie, że „o tym się mówi” i sprawić, by temat był jak najszerzej dyskutowany. Później jedne pudła kopiują dezinformację od drugich i tak powstaje cała orkiestra dyrygowana przez agentów wpływu.

Warto tu zauważyć, że często pudłami rezonansowymi mogą być po prostu zwykli obywatele, którzy jeden za drugim powtarzają spreparowane wcześniej dezinformacje.

Grupa docelowa

Operacje dezinformacyjne zazwyczaj mają jasno sprecyzowaną grupę docelową (np. intelektualiści, robotnicy). W wielu przypadkach grupą docelową jest całe społeczeństwo. Im mniej członkowie grupy docelowej zorientowani są w sytuacji ogólnej, tym lepiej dla agentów wpływu. Większość ludzi czerpie wiedzę o świecie głównie z telewizji, dlatego też to medium najczęściej staje się przekaźnikiem dezinformacji.

Psychoza

Udana operacja dezinformacyjna powoduje:

- niemalże jednomyślność wśród członków grupy docelowej.

- irracjonalny stan głuchoty na argumenty przeciwników klienta.

Jako przykład można podać prowadzoną od bardzo dawna kampanię „pacyfistyczną”, której celem jest ukazanie Stanów Zjednoczonych jako największego zagrożenia dla pokoju na świecie.

METODY DEZINFORMACJI

Volkoff podaje kilka głównych metod dezinformacji używając prostego przykładu: pan Dupont pobił panią Dupont. Zadaniem agenta wpływu jest obrona wizerunku pana Dupont. Może on posłużyć się następującymi metodami:

Negacja faktów

Jeżeli opinia publiczna nie jest w stanie sprawdzić, co się naprawdę stało, najłatwiej powiedzieć oczywistą nieprawdę: „Pan Dupont nie pobił pani Dupont”. Jeżeli jednak publiczność zna mniej więcej sytuację w domu państwa Dupont i kłamstwo wprost nie jest możliwe (zbrodnie reżimu Gierka łatwiej ukryć, niż zbrodnie np. Pol Pota), dezinformator może uciec się do innego sposobu:

Odwrócenie faktów

Agent wpływu może stwierdzić wprost: „To pani Dupont pobiła pana Dupont”. Powszechne uwielbienie dla ofiar, które charakteryzuje naszą epokę sprawi, że sympatia opinii publicznej odwróci się, a pan Dupont, jako „prześladowana ofiara” zostanie kompletnie oczyszczony z winy. Pani Dupont będzie się natomiast jawić jako „bezwzględny kat”.

Obecnie metoda ta, podobnie jak negacja faktów, nie jest zbyt często stosowana, gdyż dziś o wiele trudniej ukryć niektóre fakty przed opinią publiczną, niż robiono to w systemach totalitarnych. Dlatego też o wiele częściej spotyka się kolejny sposób dezinformacji:

Mieszanina prawdy i kłamstwa

Metoda ta stosowana jest w przypadku, gdy opinia publiczna jest już poinformowana o tym, co zaszło, lecz nie zna dokładnie wszystkich szczegółów. W danym przypadku agent wpływu może stwierdzić, iż rzeczywiście pan Dupont pobił panią Dupont, lecz tak naprawdę to ona zaczęła. Sytuację ułatwia fakt, że w obecnych czasach na agresora zazwyczaj spadają gromy moralnego oburzenia, natomiast napadnięty, jaki by nie był, najczęściej oczyszczany jest z wszelkiej winy.

Modyfikacja motywu

Sposób ten polega na zasugerowaniu takiego motywu działania, który nie byłby hańbiący dla pana Dupont. Jeżeli bowiem podamy suchy fakt, że pobił on swoją żonę, wyszedłby na człowieka złego i niemoralnego. Jeżeli jednak powiemy, iż scena ta miała podtekst erotyczny i pan Dupont zgodził się pobić panią Dupont, zdeklarowaną masochistkę, dopiero po długich błaganiach, wtedy uzyskamy nie tylko moralne „rozgrzeszenie” czynu pana Dupont, lecz również ukażemy go jako dobrego męża, który spełnia nawet najdziwniejsze zachcianki swojej żony.

Modyfikacja okoliczności

Jeżeli nie jest znany stosunek sił pomiędzy panem Dupont a panią Dupont, możemy łatwo doprowadzić do rozmycia sytuacji. Wystarczy wówczas powiedzieć, że pan Dupont to chuderlak, zaś jego żona jest mistrzynią boksu i na nieśmiałe próby uderzenia jej przez męża wybuchła jedynie śmiechem.

Dezinformacja tego typu często stosowana jest w czasie konfliktów zbrojnych, kiedy, w zależności od potrzeb, pomniejsza się lub powiększa zdolności bojowe jednej ze stron. Wystarczy bowiem wskazać na jeden z wielu czynników decydujących o potencjale armii, np. „społeczeństwo państwa X jest świetnie przygotowane do wojny: służbę wojskową ma za sobą każdy obywatel, w razie potrzeby władze mogą rozdać ludziom broń i przekształcić cywilów w oddziały paramilitarne lub w partyzantkę. Społeczeństwo państwa Y natomiast jest zupełnie do wojny nieprzywykłe, armia jest nieliczna i zawodowa, przeciętny obywatel nie ma żadnego pojęcia o konflikcie zbrojnym, a prawdziwą walkę zna wyłącznie z filmów klasy B”. Wówczas opinia publiczna nabiera przekonania o wyższości państwa X, nawet gdyby w rzeczywistości państwo Y dysponowało najnowszym sprzętem wojskowym, podczas gdy uzbrojenie państwa X opierało się głównie na kałasznikowach domowej roboty.

Rozmycie

Metoda ta polega na „zalaniu” głównej informacji przez masę nieistotnych dla danej sytuacji faktów. Agent wpływu może więc napisać tak: „Pan Dupont od wielu lat pracuje na osiedlowym parkingu. Uwielbia grać w brydża z kolegami oraz należy do lokalnego kółka modelarskiego. Uczestniczył w biciu rekordu Guinessa, kiedy to w naszym mieście upieczono największy tort świata. Wyjątkowo dobrze wiedzie mu się w życiu rodzinnym, choć ostatnio uderzył swą żonę w czasie sprzeczki, ma dwoje dorastających dzieci, z których jest bardzo dumny – jego synowie zdali matury na piątki z plusem. ‘Spokój i opanowanie to moja dewiza na życie’ podkreśla w rozmowie z nami pan Dupont”.

Kamuflaż

Jest to wariant rozmycia polegający na wyjątkowo drobiazgowym opisywaniu zaistniałej sytuacji po to, aby zakryć główną informację. Agent wpływu może opisać zdarzenie w domu państwa Dupont ze wszystkimi szczegółami, takimi jak pogoda za oknem czy kolor tapety w pokoju, natomiast sam akt bicia żony przez męża omówić jedynie mało konkretnym stwierdzeniem typu: „Niewykluczone, że w końcu małżonkowie zaczęli się poszturchiwać” lub „Być może w pewnym momencie dyskusja stała się dość fizyczna, lecz pani Dupont niezmiennie nie chciała zgodzić się ze zdaniem męża popartym racjonalnymi argumentami
”.
Interpretacja

Kiedy faktów nie da się zaprzeczyć, odwrócić, rozmyć lub zakamuflować, można je omówić używając odpowiednich słów, które natychmiast wywołują negatywne lub pozytywne skojarzenia u opinii publicznej.

W danym przypadku agent wpływu, występując w tej sytuacji najczęściej w roli niezależnego eksperta, może stwierdzić, iż „impulsywna, lekko niezrównoważona i często głucha na argumenty” pani Dupont została pobita przez „znanego ze swego opanowania i zwykłej, ludzkiej wrażliwości” pana Dupont. Mąż staje się w tym momencie niemalże zmuszony, wbrew swej woli, do uspokojenia łatwo tracącej rozum żony.

Określenia stosowane wobec konkretnych osób mogą niejako do nich „przylgnąć”. Często mamy do czynienia z sytuacją, gdy raz przyjęte określenie jest później powtarzane, zazwyczaj bezmyślnie, przez innych. Łatwo zauważyć, jakie nazwiska w polskiej polityce kojarzą się z „liberalizmem”, „moralnością”, „oszołomstwem” lub „wrażliwością społeczną”.

Generalizacja

Celem tej metody jest ukazanie, że pewien fakt jednostkowy, w tym przypadku pobicie żony przez męża, nie jest zjawiskiem unikalnym, że występuje często i nie jest w żadnym wypadku odstępstwem od normy. Agent wpływu może wskazywać na fakt, że w wielu kulturach bicie żon jest dozwolone, że w przeszłości zdarzało się to nagminnie, a nawet, że niektóre kobiety uważają, że takie działanie jest całkowicie usprawiedliwione w myśl przysłowia „Jak bije, to kocha”.

W Polsce ten rodzaj dezinformacji często pojawia się, gdy ktoś zwraca uwagę na demoralizację młodzieży. Wskazuje się wówczas, że i tak u nas jest lepiej niż w Ameryce, gdzie uczniowie strzelają do siebie z pistoletów, że od zawsze mówiło się „ach, ta dzisiejsza młodzież” i że nawet jeden ze staroegipskich dokumentów zawiera podobne stwierdzenia.

Ilustracja

W tym przypadku fakt jednostkowy używany jest jedynie jako ilustracja pewnego szerszego zjawiska społecznego. Agent wpływu może napisać długi elaborat dotyczący pozycji mężczyzny w rodzinie ukazując powolny wzrost znaczenia kobiety i sprowadzanie męża do roli sługi robiącej karierę zawodową żony. W końcówce agent napomknie o buncie mężczyzn przeciwko takiej sytuacji wtrącając: „Usuwani w cień mężczyźni często uciekają się do brutalnych metod, by bronić swej pozycji. Wcale nie najdrastyczniejszym przypadkiem było niedawne zdarzenie w domu państwa Dupont, kiedy to pan Dupont uderzył w afekcie swą żonę. Pani Dupont i tak miała dużo szczęścia, gdyż, w przeciwieństwie do większości ofiar tego typu agresji, nie odniosła większych obrażeń na ciele”. Istotne jest porównanie z innymi podobnymi sytuacjami, które zawsze wypada na korzyść naszego konkretnego przypadku.

Ten sposób często używany jest dla usprawiedliwienia chuligaństwa i wandalizmu. Wiele razy widzieliśmy w mediach komentarze typu: „Niedzielne zamieszki były jedynie wybuchem społecznego niezadowolenia z rządów premiera X. Desperacja ludzi sięgnęła zenitu, lecz to, co stało się u nas to i tak nic w porównaniu z wydarzeniami w kraju Z, gdzie oprócz rabowania sklepów i demolowania samochodów dochodziło do wyjątkowo krwawych walk z policją, w czasie których ginęło znacznie więcej osób niż w ostatnią niedzielę”.

Nierówna reprezentacja

W tym przypadku agent wpływu poświęci czynowi pana Dupont skromną notkę w mało eksponowanym miejscu gazety, zaś kilka stron wcześniej umieści duży artykuł sławiący pana Dupont jako wzorowego obywatela i przykład wszelkich cnót.

Ta metoda często używana jest w przypadku walki politycznej. Przeciwnikom ucina się wypowiedzi, streszcza się szerszy punkt widzenia w jednym zdaniu, przerywa w pół słowa. Przykładem stosowania metody nierównej interpretacji było zachowanie dziennikarza Piotra Gębarowskiego w czasie kampanii prezydenckiej w 2000 roku, kiedy brutalnie i po chamsku atakował Mariana Krzaklewskiego, podczas gdy innym kandydatom zadawał pytania w stylu: „Jak pan to robi, że jest pan mądry i uczciwy zarazem?”.

Metoda nierównej interpretacji jest również często używana w różnych gazetach w rubryce „Listy od czytelników”, kiedy publikuje się jedną mało przekonującą wypowiedź przeciwko jakiejś tezie i dziesięć dobrze napisanych popierających ową tezę. Nie ma przy tym znaczenia, czy są to rzeczywiste wypowiedzi czytelników, czy też są pisane przez samych redaktorów, co jak wiadomo się zdarza.

Równa reprezentacja

Metoda ta stosowana jest w ostatniej fazie kampanii dezinformacyjnej, kiedy zdecydowana większość publiczności jest już przekonana do tez lansowanych przez agentów wpływu. Wówczas należy przede wszystkim utrwalić powszechnie już obowiązującą opinię i zamknąć temat. Dezinformator publikuje wtedy równą ilość argumentacji za i przeciw tezie. Argumenty służące klientowi są jednak przedstawione w sposób o wiele bardziej przekonujący, poparte zdaniem „ekspertów” budzących zaufanie. Argumenty przeciwników podane są nieciekawie i często wygłaszają je osoby mało wiarygodne.

* * *

Przedstawione wyżej metody nie wyczerpują oczywiście całego arsenału środków dostępnych, szczególnie w obecnych czasach, dla profesjonalnej dezinformacji.

 „Tratat de dezinformare. De la Calul Troian la Internet”, ed. Antet, Bucureşti 1999
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 16 Październik 2009, 15:43:10


Absolutnie nie wiem, o co chodzi, więc strzelam: bitwa pod Korsuniem. Wygrałem?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 16 Październik 2009, 16:59:48

tl;dr - przyznaję się bez bicia. To jakiś rodzaj rumuńskiego wirusa, atakującego poprzez znużenie receptorów wzrokowych?

@ kotek
No co wy. Z kota to kisiel i ciastka, a nie mielone!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 17 Październik 2009, 12:38:59
Przeczytałem. Jestem pod zdeinformowanym wrażeniem. Wiem już teraz, że bitwę pod Korsuniem wygrał kotek bijąc się po raz pierwszy w piersi swojej żony i do tego miał rację, gdyż była to postawa moralnie nienaganna.
A tekst, cóż po raz kolejny pokazuje, jak łatwo nami manipulować,
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 19 Październik 2009, 07:45:33
Kotek jest świetny. Pewnie tak jak swego czasu Murzyn obejrzał w Słusznej TV demaskatorski film o wyzysku mas pracujących w hipermarketach, zobaczył że tylna ściana chłodni otwarta i wyciągnął wnioski...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Październik 2009, 16:28:07
@kotek
To było mielone czy karkówka?
I czemu bukwami?
A może to jednak w Brukseli było?
No bo nie w Mandżurii dyć...

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 19 Październik 2009, 18:57:27
Uwaga niecenzuralne. Oglądać po 23:00. No.

Ponoć PZPN wprowadził cenzurę prewencyjną transparentów stadionowych. I słusznie - nie ma tego i potem są efekty jak na fotce. Z drugiej strony cenzura prowadzi do błędów i wypaczeń innego rodzaju. Ktoś w stanie wojennym wysłał list ze zdaniem tyczącym się niemowlaka: "Janek już siedzi" i poprawiono mu to na "Janek został internowany" :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 19 Październik 2009, 19:37:09
Myślałam, że on może najwyżej wydymać PZPN. Ale co ja się tam znam  ;D

Na pocieszenie - najgorsza (ponoć) drużyna futbolowa, której, jednakowoż, bojkot kibiców raczej nie grozi.
NSFW, jak to mówią, więc nie wklejam. I nie klikać w pracy, bo szef też będzie chciał obejrzeć.  ;D

http://upnextinsports.com/2009/09/18/sports-pictures-worst-soccer-team/
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 19 Październik 2009, 19:51:11
A propos dymania.Autentyk.
Rok tak mniej więcej 1993,mecz Jagiellonia-Motor Lublin.Kibice śpiewają: "Jebać Motor,jebać motor!".
Za nami dwóch panów pamiętających jak Kazimierz Górski grał w RKS Lwów.
-Ty,jak można jebać motor?
-Nie wiem,może traktorem.

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 19 Październik 2009, 21:15:53
Hehe, celny w obserwowaniu tego typu zachowań jest pan Orbitowski Łukasz. Oto wyimek z opowiadania "Włócznia i nóż" ze zbioru "Wizje alternatywne - antologia polskiej fantastyki", wyd. Solaris, 2007:

(...) Przecznicę dalej na Szlaku mieściła się mordownia. Myśleliśmy, że piosenka dochodzi stamtąd. Nie umieliśmy też jej rozpoznać. Śpiewało kilka męskich głosów, z widocznym wysiłkiem, jakby jednocześnie robili pompki. Znałem te słowa. Każdy w Krakowie je znał.

Legia to stara k###a
Legia j####a jest
Legię trzeba p#######ć
Legię cwks

Wyszedłem zza rogu. Czterech facetów śpiewało, kopiąc piątego. Piąty, wyraźnie mniejszy, osłaniał jądra i głowę. Kopali go synchronicznie. Czerwony natychmiast pociągnął nas w kierunku Rynku. Nawet Żółty przestał gwizdać.

- Kibice tak mają - wyjaśnił Czerwony gdy już zobaczyliśmy Planty. Nie wiem czy to specyficzne, krakowskie, czy wszędzie tak robią.

- Nie wszędzie - odezwał się Brzeg, po raz pierwszy odkąd opuściliśmy mieszkanie. - Gdzie indziej ludzie biją i milczą.

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Październik 2009, 00:33:36
Tak kibiców cechuje (jak to przedstawicieli cechów) swoista mentalność, a jako kibic wiem co mówię.

Za nami dwóch panów pamiętających jak Kazimierz Górski grał w RKS Lwów.
Tak, pamiętam, to zdaje się z RKSem Lwów pan Kazimierz zdobył złoto i srebro olimpijskie i brązowy medal MŚ? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Październik 2009, 06:31:29
Legia to stara k###a
Legia j####a jest
Legię trzeba p#######ć
Legię cwks
A u nasz tak to leciało...
Legia to k....
Legię bić trzeba
kto bije legię
idzie do nieba!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 20 Październik 2009, 08:39:43
No to królestwo niebieskie stoi przede mną otworem.Zleliśmy Legię w tym roku już dwa razy. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Październik 2009, 10:12:55
No to królestwo niebieskie stoi przede mną otworem.Zleliśmy Legię w tym roku już dwa razy. ;D
o ho ho,,,
A Legia nie wygrywała w Mielcu przez ponad 20 lat...
I co?
I kto jest debeściak?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Październik 2009, 10:49:21
o ho ho,,,
A Legia nie wygrywała w Mielcu przez ponad 20 lat...
I co?
I kto jest debeściak?
My, bo w Mielcu nie grała, a u nas tak.
Poza tym przypominam, że Legia jest bardzo potrzebna, ba wręcz niezbedna...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Październik 2009, 12:17:18
My, bo w Mielcu nie grała, a u nas tak.
Poza tym przypominam, że Legia jest bardzo potrzebna, ba wręcz niezbedna...
To oznacza wojnę!!!
Stal wygrywała z Legią jak Jagiellonia (ha, ha Jagiellonia) myślała, że gra w kręgle...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 20 Październik 2009, 13:48:07
Stal wygrywała z Legią jak Jagiellonia (ha, ha Jagiellonia) myślała, że gra w kręgle...

E tam,dawno i nieprawda.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Październik 2009, 14:32:01
Stal wygrywała z Legią jak Jagiellonia (ha, ha Jagiellonia) myślała, że gra w kręgle...

E tam,dawno i nieprawda.
młodyś, głupiś... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 20 Październik 2009, 14:52:17
młodyś, głupiś... ;)

Nie mogę,Stefan mi komplementy prawi.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 21 Październik 2009, 00:26:15
W sumie Stal nadal żondzi. A przynajmniej Grzegorz Lato.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 22 Październik 2009, 08:54:31
Zwiększające się tempo życia powoduje, że czasem brak nam czasu na dokładne wykonywanie pracy. Wiedzą o tym prowadzący cztery rozmowy telefoniczne jednocześnie managerowie międzynarodowych korporacji, zaczynają wiedzieć nauczyciele. Niestety jak można zobaczyć na załączonym obrazku z niezawodnego Joemonster.org, zawsze znajdzie się grupa pasożytów, żerujących na tym fakcie :).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Październik 2009, 09:06:12
Wniosek jest prosty, pracę pisali: nauczyciel (na początku), manager (na końcu). Tożsamy charakter pisma to zwykły przypadek... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Październik 2009, 10:26:50
Ojej, kartki mu się skleiły a wy już manageri nauczyciel...
Kropleka - ot.co!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Październik 2009, 16:38:59
Ostatnio z jednej klasówki dowiedziałam się, że jedwab i przyprawy korzenne z Azji sprowadzały do Europy wielbłądy. Bardzo przedsiębiorcze stworzenia, jak się okazuje. Nic dziwnego, że kapral Jedziniak zaangażował się, być może nie tylko uczuciowo...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Październik 2009, 17:34:00
Ostatnio z jednej klasówki dowiedziałam się, że jedwab i przyprawy korzenne z Azji sprowadzały do Europy wielbłądy. Bardzo przedsiębiorcze stworzenia, jak się okazuje. Nic dziwnego, że kapral Jedziniak zaangażował się, być może nie tylko uczuciowo...
autor, autor!!!
źródło, źródło!!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Październik 2009, 18:37:06
Kiedy nie mogę... (http://www.bik.pl/bik/o_bik/podstawy_prawne/ustawa_o_ochronie_danych_osobowych.htm) :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 22 Październik 2009, 18:51:00
Kiedy nie mogę... (http://www.bik.pl/bik/o_bik/podstawy_prawne/ustawa_o_ochronie_danych_osobowych.htm) :P
Lesiu Knapka, pseudonim "Agrafon", tajny współpracownik od 19...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Październik 2009, 18:56:31
W 19.. to nasz utajniony autor jeszcze na muchy lapti mówił  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Październik 2009, 19:19:54
Ostatnio z jednej klasówki dowiedziałam się, że jedwab i przyprawy korzenne z Azji sprowadzały do Europy wielbłądy. Bardzo przedsiębiorcze stworzenia, jak się okazuje. Nic dziwnego, że kapral Jedziniak zaangażował się, być może nie tylko uczuciowo...
Czyżby kapral Jedziniak był nie tylko poganiaczem, ale i pociągaczem wielbłądów?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Październik 2009, 19:38:35
Kiedy nie mogę... (http://www.bik.pl/bik/o_bik/podstawy_prawne/ustawa_o_ochronie_danych_osobowych.htm) :P
Ciekawe, że tą ustawą się przejmujesz, a ustawą o ochronie praw autorskich to już nie... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Październik 2009, 23:34:41
Kiedy nie mogę... (http://www.bik.pl/bik/o_bik/podstawy_prawne/ustawa_o_ochronie_danych_osobowych.htm) :P
Ciekawe, że tą ustawą się przejmujesz, a ustawą o ochronie praw autorskich to już nie... ;)
Dlaczego miałaby się nią przejmować, skoro nie ona była jej autorem?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Październik 2009, 09:51:15
Ostatnio z jednej klasówki dowiedziałam się, że jedwab i przyprawy korzenne z Azji sprowadzały do Europy wielbłądy. Bardzo przedsiębiorcze stworzenia, jak się okazuje. Nic dziwnego, że kapral Jedziniak zaangażował się, być może nie tylko uczuciowo...

W niektóre przypadki tzw humoru zeszytów trudno uwierzyć, gdyby nie to... że sam się zetknąłem z takowymi w podstawówce i nie tylko. W kl. V był na klasówce temat "Opisz powstanie Spartakusa" i kumpel napisał coś w stylu:

"Pewnego dnia Spartakus uznał że nie pójdzie dziś do szkoły gladiatorów i zamiast tego z kolegami uciekł na Wezuwiusza".

Oczywiście gość dostosował historię do swojego zestawu pojęć - wagary itp. Niemniej dziś wyobrażam sobie koniec tej historyjki: na pełnym trupów pobojowisku zmartwiony Marcus Krassus mówi: "No Spartakus, przeginasz - czwarta uwaga w dzienniczku w tym roku, będą problemy z oceną ze sprawowania na semestr, a może i ze szkoły gladiatorów cię wyrzucą".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Październik 2009, 18:13:45
Bo będę musiał wezwać twoich rodziców!  ;D

a ustawą o ochronie praw autorskich to już nie... ;)

Żeby się tak nią przejmowali ci, co u mnie na klasówkach usiłują zaczerpnąć cytatę z pracy kolegi... Zazwyczaj nie podają źródła.
Chociaż... Był i taki, który z rozpędu nawet nazwisko sąsiada na kartkówce przepisał. To już nawet nie plagiat, to podszywanie się  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: ArcyCierń w 23 Październik 2009, 22:53:27
Albo odruch bezwarunkowy? A ślinił się przy tematach o dżemie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Październik 2009, 00:26:30
Chociaż... Był i taki, który z rozpędu nawet nazwisko sąsiada na kartkówce przepisał. To już nawet nie plagiat, to podszywanie się  ;D
Podszywał się, nie podszywał (maszynowo, czy ręcznie?), ale z ochrony własności intelektualnych, w tym praw autorskich szóstka.

Albo odruch bezwarunkowy? A ślinił się przy tematach o dżemie?
Ślinienie się po pytaniach z dżemem jest niemożliwe ze względu na prawa autorskie dziadka Jacka.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Październik 2009, 01:31:12
Chociaż... Był i taki, który z rozpędu nawet nazwisko sąsiada na kartkówce przepisał. To już nawet nie plagiat, to podszywanie się  ;D
A to ja go znam.
Nazywa się Verte!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Październik 2009, 10:17:21
Tak, nawet książkę o jego ciernistej ścieżce edukacyjnej napisali - Cierpienia młodego Vertera  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 25 Październik 2009, 11:21:22
A nie był to Sith?Lord Darth Verte.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Październik 2009, 11:37:40
On  ci to, ten sam. Tylko ty mówisz o ekranizacji, Gwiezdny Verter, Mroczne Widmo Klasówki.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 28 Październik 2009, 04:08:43
(http://i.demotywatory.pl/uploads/1256278441_by_Herod_500.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Październik 2009, 06:16:31

A ja tyle widzę
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Październik 2009, 09:46:10

A ja tyle widzę
Co chcesz? Ładny pastelowy kolorek...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Październik 2009, 10:19:57

A ja tyle widzę
Co chcesz? Ładny pastelowy kolorek...
A! to to jest pastela...
No pacz pan, nie wiedziałem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Październik 2009, 11:14:28

A ja tyle widzę
Co chcesz? Ładny pastelowy kolorek...
A! to to jest pastela...
No pacz pan, nie wiedziałem...
Ja też nie, ale co za róznica? Przecież pastelowych kolorów nie ma?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Październik 2009, 12:01:47

A ja tyle widzę
Co chcesz? Ładny pastelowy kolorek...
A! to to jest pastela...
No pacz pan, nie wiedziałem...
Ja też nie, ale co za róznica? Przecież pastelowych kolorów nie ma?
A pastelowe sukienki? Ha?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Październik 2009, 12:13:03

A ja tyle widzę
Co chcesz? Ładny pastelowy kolorek...
A! to to jest pastela...
No pacz pan, nie wiedziałem...
Ja też nie, ale co za róznica? Przecież pastelowych kolorów nie ma?
A pastelowe sukienki? Ha?
Sukienki są, ale w innych kolorach. Sam wiesz, że jest tylko kilka kolorów, a pastel do nich nie należy.
Kiedyś to były kredki pastelowe, ale w różnych kolorach.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 28 Październik 2009, 12:41:36

A ja tyle widzę
Co chcesz? Ładny pastelowy kolorek...
A! to to jest pastela...
No pacz pan, nie wiedziałem...
Ja też nie, ale co za róznica? Przecież pastelowych kolorów nie ma?
A pastelowe sukienki? Ha?
Kiedyś to były kredki pastelowe, ale w różnych kolorach.
Były. I śmierdziały. A najbardziej złota kredka.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 29 Październik 2009, 09:47:27
Były. I śmierdziały. A najbardziej złota kredka.
Smierdziały, czy nie, grunt, że w smaku to podobno ustępowały tylko chińskim gumkom pachnącym (a i to wcale nie ze względu na zapach) oraz chińskim piórnikom.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 29 Październik 2009, 10:24:07
chińskim piórnikom.
Szczególnie tym z Radomia
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 29 Październik 2009, 13:31:26
chińskim piórnikom.
Szczególnie tym z Radomia
Chyba z Bytomia? Przepraszam. z Gliwic...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 29 Październik 2009, 13:54:01
podobno

Nie udawaj, że nie pamiętasz. Ja mogę nie pamiętać*, ale ty?



_____________________________________________
*bo ja pamiętliwa nie jestem
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 31 Październik 2009, 16:43:19
Owoc żywota Twojego....

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Listopad 2009, 00:50:52
Tak, tak, ZUS jadł, je i jadł będzie...
...coraz więcej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 03 Listopad 2009, 12:19:50
Nora i Jonas nie odpowiadają na pytanie, czy ich dziecko jest chłopcem czy dziewczynką. Postanowili wychować je bez obciążeń, jakie ich zdaniem narzuca płeć.
 

Nora podjęła taką decyzję, gdy była w ciąży. „Wydawało się, że pierwsza wpadłam na ten pomysł” – opowiadała gazecie „Svenska Dagbladet”. Później jednak okazało się, że tak nie było.

Nora chce, by jej dziecko, które nazwała Pop, rozwijało się bez żadnych ograniczeń i nie było narażone na odgrywanie określonej roli, do jakiej zmuszają stereotypowe wzorce zachowań płci.

Zapewnia, że to nie jest żaden eksperyment. Dużo bardziej niebezpieczne jest jej zdaniem „wydanie dziecka na świat z etykietką na czole, na której jest napisane „różowe” lub „niebieskie”. Płeć to jej zdaniem tylko „konstrukcja społeczna”. Także Jonas mówi, że tak długo, jak to będzie możliwe, Pop nie będzie narażone na wpływ osób, które traktują inaczej dziewczynki i chłopców. – Jeżeli mogę chronić moje dziecko przed zaszufladkowaniem, to chcę to robić – podkreśla.

Nawet nie chce mi się tego komentować...
Ale już takie było. Ostatnio na MŚ w atlecyce
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Listopad 2009, 13:13:01
Oczywiście, że to już było, nie chcą wychować dziecka ani na chłopca, ani na dziewczynkę, lecz na popa.
Pojawią się wkrótce problemy praktyczne. Czy takie dziecko będzie wymagało osobnych toalet? Czy mogą to być te same toalety, które we Włoszech chcą budować dla transwestytów, czy należy im wybudować inne?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 03 Listopad 2009, 13:36:04
TO dziecko. Przecież wyraźnie rodzaj nijaki.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 03 Listopad 2009, 15:16:10
Na popa? A, to wiem. Taki facet, co chodzi w sukience. A może kobieta z brodą. Nie sprawdzałam.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Listopad 2009, 15:36:37
Na popa? A, to wiem. Taki facet, co chodzi w sukience. A może kobieta z brodą. Nie sprawdzałam.
Trzeba zajrzeć pod sukienkę lub pod brodę. ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 03 Listopad 2009, 17:31:09
Kot ninja (http://www.joemonster.org/filmy/20088/Kot_ninja_2)


 (http://i.demotywatory.pl/uploads/1257035021_by_Deval_500.jpg/url)
(http://i.demotywatory.pl/uploads/1257035021_by_Deval_500.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 03 Listopad 2009, 18:43:58
Pies ninja:
http://www.youtube.com/watch?v=HN_TDZvq0xs
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 03 Listopad 2009, 19:31:54
To jest kot ninja:
http://bruxa.soup.io/post/24229443/do-cats-eat-bats

(http://asset.soup.io/asset/0369/5812_c31e.gif)

also - don't mess with your teacher (http://bruxa.soup.io/post/18048192/dont-mess-with-your-teacher)  >:D

(http://asset.soup.io/asset/0298/7108_5389.gif)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 03 Listopad 2009, 21:10:25
Coś dla miłośników klasyki (i II b)

(http://i.demotywatory.pl/uploads/1257238969_by_dogip_500.jpg])

(http://i.demotywatory.pl/uploads/1257238969_by_dogip_500.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Listopad 2009, 10:20:53
Shakespeare? A w jakim on grał serialu o ninjach? Zmutowane żółwie ninja?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: prawo pedadoga w 04 Listopad 2009, 10:33:29
Nora i Jonas nie odpowiadają na pytanie, czy ich dziecko jest chłopcem czy dziewczynką. Postanowili wychować je bez obciążeń, jakie ich zdaniem narzuca płeć...
Nawet nie chce mi się tego komentować...
No i tu konserwatyści, a także zarówno liberałowie się rozrywają najprawdopodobniej... Interweniować czy nie interweniować...
A nie lepiej było adoptować ślimaka?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 04 Listopad 2009, 10:45:35
Nora i Jonas nie odpowiadają na pytanie, czy ich dziecko jest chłopcem czy dziewczynką. Postanowili wychować je bez obciążeń, jakie ich zdaniem narzuca płeć...
Nawet nie chce mi się tego komentować...
Czy tak właśnie rośnie pokolenie "as"-ów?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Listopad 2009, 10:55:32
Czy tak właśnie rośnie pokolenie "as"-ów?
A bez metafor?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 04 Listopad 2009, 11:49:10
as = aseksualny, czwarta orientacja...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Listopad 2009, 11:54:55
as = aseksualny, czwarta orientacja...
Bardzo dziękuję.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Listopad 2009, 15:32:52
as = aseksualny, czwarta orientacja...
Czy mogą zawierać związki partnerskie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Listopad 2009, 15:47:43
Czy mogą zawierać związki partnerskie?
Tak, na zasadzie miast partnerskich
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Listopad 2009, 17:30:04
Czyli po angielsku twin cities. To ja dziękuję, postoję.

Shakespeare? A w jakim on grał serialu o ninjach? Zmutowane żółwie ninja?

Nie, nie. To było owszem, o renesansowych, ale malarzach (Leo, Mikey, Don i Raph). Bynajmniej nie pokojowych  >:D


PS: A ślimak jest obojnakiem, ale z tego nie korzysta.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Listopad 2009, 19:53:34
Leo? Ten trener? Może trenował kilku malarzy, bynajmniej nie pokojowych. swoją drogą, czy to nie znamienne, że akurat wśród malarzy jest tak wiele osób o przekonaniach niepokojowych?

Tak, ślimaki zdecydowanie się samodzielnie nie rozmnażają, o czym uczyli nas w szkole na przykładzie Placówki. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Listopad 2009, 19:56:42
Leo? Ten trener?
Nie. Ten łysy brunet.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Listopad 2009, 20:38:56
Leo? Ten trener?
Nie. Ten łysy brunet.
Chyba siwy? Siwy łysy brunet...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczep pedadoga w 04 Listopad 2009, 22:20:18
Czyli po angielsku twin cities.
To po angielsku było miasteczko Twin Peaks.
Swoją drogą to takie miasta partnerskie tworzą bardzo złożone związki, a ponieważ ta relacja partnerstwa nie jest przechodnia, to nie tworzy klas abstrakcji... I tu się pojawia pytanie o najkrótszy ciąg miast partnerskich łączących powiedzmy Białystok z Mielcem...
Nie, nie. To było owszem, o renesansowych, ale malarzach (Leo, Mikey, Don i Raph). Bynajmniej nie pokojowych  >:D
No nie pokojowych bo to były wojownicze żółwie ninja.
PS: A ślimak jest obojnakiem, ale z tego nie korzysta.
Ja przepraszam... Jak się korzysta z bycia obojnakiem???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Listopad 2009, 06:44:16
A ślimak jest obojnakiem, ale z tego nie korzysta.
Ha ha!
A ja wiem dlaczemu ślimak niekorzysta!
(Jestem zwolennikiem pisania nie łącznie)
Zresztą wie to też ten z piwnicy (od cywila).
Chyba on, albo ktoś inny, w każdym razie był wykład na ten temat.
A jak kto zainteresowany to mogę streścic wykład.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Listopad 2009, 07:30:06
Ale Pedadoga nie interesuje dlaczego nie korzysta, tylko jak się korzysta.
Jak w tej starej anegdocie uczniowskiej:
Dziś mieliśmy w szkole apel. Najpierw wystąpił ksiądz i powiedział nam, dlaczego tego nie robić. Potem szkolny lekarz powiedział, jak tego nie robić. A na koniec wyszedł dyrektor i powiedział gdzie tego nie robić.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 05 Listopad 2009, 15:16:52
Jak w tej starej anegdocie uczniowskiej:
Dziś mieliśmy w szkole apel. Najpierw wystąpił ksiądz i powiedział nam, dlaczego tego nie robić. Potem szkolny lekarz powiedział, jak tego nie robić. A na koniec wyszedł dyrektor i powiedział gdzie tego nie robić.
Czyli pozostaje dowiedzieć się jeszcze, z kim tego nie robić. Może rodzice dopomogliby w wychowaniu dziecka i chociaż to mu powiedzieli?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 06 Listopad 2009, 06:51:45
zdaje się, jeszcze celownik i biernik pozostał do omówienia - rodziców nie starczy, może wujka zawołać? o właśnie, a co z wołaczem???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 06 Listopad 2009, 08:16:47
a co z wołaczem???
To był raczej pytajnik...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: numer pedadoga w 06 Listopad 2009, 10:26:56
O właśnie - może by wprowadzić na forum - oprócz pytajników i wykrzykników - zdziwiennik, ucisznik, następnik, namolnik, przeraźnik, ciekawnik itp... (wg wczorajszgo Reportażu penetrującego)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 06 Listopad 2009, 10:27:39
. (wg wczorajszgo Reportażu penetrującego)
No właśnie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 07 Listopad 2009, 21:59:10
http://www.onet.tv/paranormalne-zjawisko-w-czechach,5670103,1,klip.html#

Bruxa,prawda aliści to?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 08 Listopad 2009, 00:02:44
http://www.onet.tv/paranormalne-zjawisko-w-czechach,5670103,1,klip.html#

Bruxa,prawda aliści to?

No nie obejrzałem. Wyskoczyła mi reklama głośna jak trąby jerychońskie. Wyłączyłem/
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 08 Listopad 2009, 13:23:55
Nie takie rzeczy się dzieją u naszych południowych sąsiadów  ::)
Moje zdanie: jak się kradnie prąd, to trzeba zwrócić uwagę do czego się podpajęcza  ;D
Słowo od fachowca: koparka pracująca obok zwarła dwie fazy i mieli ludzie szczęście, że im się piorun kulisty nie objawił  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 09 Listopad 2009, 15:10:31
O właśnie - może by wprowadzić na forum - oprócz pytajników i wykrzykników - zdziwiennik, ucisznik, następnik, namolnik, przeraźnik, ciekawnik itp... (wg wczorajszgo Reportażu penetrującego)
Expreśnik verbalny, dupnik i comipanzrobik, a także bezmetafornik.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Listopad 2009, 17:53:36
A gdzie oftopik?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 09 Listopad 2009, 18:16:00
A gdzie oftopik?

Tutaj:
(http://static.squidoo.com/resize/squidoo_images/-1/draft_lens1504404module8201770photo_sense_large.jpeg1202791326)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Listopad 2009, 18:53:39
To ja nie mam więcej pytań...
A w zasadzie mam.
expreśnik werbalny - kogo? w co?
dupnik - gdzie?
icomipanzrobnik - i co?
bezmetafornik -  że co?
oftopik - WTF?
wołacz - Bravou Jasiu!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 09 Listopad 2009, 20:05:14
Nie, nie i jeszcze raz nie! http://wiadomosci.onet.pl/2074818,28350,wiadomosceu.html
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Listopad 2009, 21:24:36
Możesz to  spokojnie na pierwszą stronę dać. Do Szczutka Wieczornego. Bardzo tam pasuje.

PS: E, nie... To z Wołomina, tak? Jak z Wołomina, to wszystko w normie, niestety, najprawdopodobniej...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: ArcyCierń w 09 Listopad 2009, 22:38:39
Myślę, że przeraźnik już dawno Dziadek Jacek wymyślił. Czymże innym było powtarzane przez niego w odcinku "Przerażające" tytułowe słowo?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 09 Listopad 2009, 22:59:49
Możesz to  spokojnie na pierwszą stronę dać. Do Szczutka Wieczornego. Bardzo tam pasuje.

PS: E, nie... To z Wołomina, tak? Jak z Wołomina, to wszystko w normie, niestety, najprawdopodobniej...

Szczutek już od jakiegoś czasu jest Szczutkiem bezpyrzmiotnikowym ;) A takie akcje mnie po prostu rozwalają - bo co bym teraz nie wymyślił i z tym porównał, to to będzie cienizna i cienka lura. Boję się świata.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Listopad 2009, 23:14:40
Odkąd przeprowadziłam się między Wołomin a Pruszków nic mnie już nie dziwi.
A świadomość bliskiego sąsiedztwa Tworek bywa nawet kojąca  ::)

Szczutek już od jakiegoś czasu jest Szczutkiem bezpyrzmiotnikowym

Jasne. Na Twitterze czy Blipie nie znasz dnia ani godziny...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 09 Listopad 2009, 23:20:45
Odkąd przeprowadziłam się między Wołomin a Pruszków nic mnie już nie dziwi.
A świadomość bliskiego sąsiedztwa Tworek bywa nawet kojąca  ::)

Szczutek już od jakiegoś czasu jest Szczutkiem bezpyrzmiotnikowym

Jasne. Na Twitterze czy Blipie nie znasz dnia ani godziny...

Na wszelki wypadek odpowiem: nie zrozumiałem pytania. Ha!

edit: tłity zespołu redakcyjnego Faktu są więcej, jak interesujące:
"Poseł Celiński w slipach. FOTO!"
"Z cyklu najgłupsze zdjęcia posłów - Jan Dziedziczak z tarczą i mieczem"
"Zostań żoną Marcinkiewicza!"
"De Vito nie zagrał Kaczyńskiego!"
"Politycy NAGO!"
"Gdzie kończą się kozaki posłanki Muchy?"
"Ryszard Kalisz NAGO!"
"Ziemkiewicz: Powrót rzeczpospolitej kolesiów" (Wyraz na "r" z małej litery, to SKANDAL!)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 09 Listopad 2009, 23:44:40
Przy logo twittera i blipa nie ma już miejsca na przymiotniki, szczególnie tak długie jak "wieczorny". Ba, ono podstępnie włazi pod kozę Spinozę, to logo i wygląda, jakby zaraz miało ją wypchnąć...  :o
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 10 Listopad 2009, 06:06:50
Nie, nie i jeszcze raz nie! http://wiadomosci.onet.pl/2074818,28350,wiadomosceu.html
Co nie?
Bo nie zrozumiałem pytania?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 10 Listopad 2009, 09:00:54
Nie, nie i jeszcze raz nie! http://wiadomosci.onet.pl/2074818,28350,wiadomosceu.html
Co nie?
Bo nie zrozumiałem pytania?
Chyba niezrozumiennik pytajnika? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 15 Listopad 2009, 20:11:24
Oto kolejny test, który pozwoli Ci bliżej poznać siebie. Poniżej jest jedenaście zdań. Jeżeli przy chociaż jednym z nich powiesz "Tak, to prawda...", to mam dla Ciebie złą wiadomość. Jesteś alkoholikiem!

1. Spędzasz sobotni wieczór na komisariacie za wynajęcie kozy celem nierządu.

2. Na Twoim urodzinowym przyjęciu, Twoi przyjaciele stali z gaśnicami, gdy miałeś dmuchnąć w świeczki...

3. Dzięki tobie ceny akcji Polmosu skoczyły do góry o 25% od zeszłego piątku.

4. Osobiście zadzwonił do Ciebie Wladimir Putin i poprosił, abyś trochę zwolnił z piciem, bo u nich brakuje ziemniaków...

5. Za kasę jaką wydajesz na Wyborową mógłbyś kupić ostatnie wybory.

6. Sprzątaczka w pracy wita Cię: „Dzień dobry Panie Podaj-Wiadro-Stara-Krowo”.

7. Twoja wątroba ma już dosyć i chce popełnić samobójstwo. Za każdym razem, gdy smażysz cebulę, ona chce Ci wyskoczyć przez gardło i zginąć na patelni.

8. Bramkarz w klubie prosi Cię o dowód, bo chce zobaczyć ile czasu zajmie Ci przypomnienie sobie o kieszeniach w spodniach...

9. Zmartwieni przyjaciele dzwonią do Ciebie w Poniedziałek rano, aby się upewnić że oddałeś kozła do zoo.

10. Absolut chce zrobić z Tobą swoją nową reklamę. Chcą zrobić zdjęcie Twojej wątroby w kształcie butelki...



Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 15 Listopad 2009, 20:24:28
Już zrobili. Ale nie wiem z czyją, z twarzy podobna absolutnie do nikogo...

(http://www.absolutad.com/gallery/liver.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 15 Listopad 2009, 20:39:28
Ale dłoń jakby Stefanowa.Co nie znaczy że zdjęcie jego.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 15 Listopad 2009, 22:17:40
Ale dłoń jakby Stefanowa.Co nie znaczy że zdjęcie jego.
Poznałeś po liniach  papilarnych na szkle?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 15 Listopad 2009, 22:46:04
Po braku akcyzy.

Zmieniając temat na bardziej (?) poszepszyński - bardzo praktyczna porada, jak ekonomiczniej wykorzystać atuty zamieszkiwania z dziadkiem Jackiem (bo to przecież działa w obie strony):

(http://asset.soup.io/asset/0538/7329_326f.jpeg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Listopad 2009, 06:19:24
Nie wiem czemu awansowałem na tym forum na głównego menola, chcę tylko powiedzieć, żem nie godzien, boć są więksi i godniejsi na tym forum (Fasiol potwierdzi)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Listopad 2009, 08:34:32
Potwierdzam.Upijają się np meksykańską samogonką.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Listopad 2009, 09:17:21
Potwierdzam.Upijają się np meksykańską samogonką.
Choroba, kto? Ja też chcę! Po niej projektuje się podobno najlepsze trumny przegubowe do porannego wstawania.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 16 Listopad 2009, 10:57:05
Po niej projektuje się podobno najlepsze trumny przegubowe do porannego wstawania.
Chyba traumy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 16 Listopad 2009, 11:43:00
Traumatyczne przżycia trumienne.
Paradoks, to przeżyć (np. jakąś katastrofę) w trumnie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 16 Listopad 2009, 13:33:21
Potwierdzam.Upijają się np meksykańską samogonką.
Choroba, kto?

Niewiniątka różne.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 23 Listopad 2009, 15:18:45
Z tekstu:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7283617,Proces_Palikota__tasma_corka__zamiast_tasmy_matki.html

Wynika że istnieje taśma matka i taśma córka. Ale dlaczego się ograniczać? Wszak kopia taśmy córki to taśma wnuczka. Z kolei jeśli za ojca uznać urządzenie nagrywające, to z łatwością można wyobrazić sobie taśmę - siostrę. I tak dalej, aż do przedziwnych kombinacji typu "taśma świekra", czy też "taśma snecha".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Listopad 2009, 17:44:42
...gazeta.pl...
Fuj... S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Listopad 2009, 19:55:57
Baader ma rację, ale bądźmy europejczykami! Taśma matka, taśma córka, a kiedy taśma ojciec i taśma syn? Nie dyskryminujmy także szwagrów i szwagierki, zresztą idźmy na całość mówię: taśma teściowa. Kto da więcej?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 23 Listopad 2009, 22:38:09
Niewiniątka różne.

Ot, poeta.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 24 Listopad 2009, 08:30:18
Tylko głowa nie ta.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Listopad 2009, 09:13:17
Tylko głowa nie ta.
To nie pij tyle, bo znajdziesz się na taśmie matce z CBA. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 24 Listopad 2009, 13:10:45
To nie pij tyle ...

Teraz to już więcej rozlewam niż piję.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Listopad 2009, 14:17:43
Teraz to już więcej rozlewam niż piję.
Komu?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Listopad 2009, 15:00:58
Teraz to już więcej rozlewam niż piję.
Komu?
Pewnie komu się da, czyli temu, kto da sobie nalać (wlać).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 24 Listopad 2009, 15:14:02
Teraz to już więcej rozlewam niż piję.
Komu?
Komu rozlewa, temu rozlewa, ale - do kogo pije?  :o
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 24 Listopad 2009, 18:38:23
Do Kazia Tekili.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: tempora pedadoga w 25 Listopad 2009, 22:59:55
  a kiedy taśma ojciec? (...)

Ojcem to tu chyba jest sam taśmociąg...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 26 Listopad 2009, 16:36:06
  a kiedy taśma ojciec? (...)

Ojcem to tu chyba jest sam taśmociąg...
Taśmociąg? Ten od Gomułki?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 27 Listopad 2009, 16:13:49
Ponoć pan polarnik Kamiński kończy zarzucone swego czasu studia - no i zonk: brak zaliczenia z... WF. Napisał zatem pismo, czy jako swego rodzaju "projekt" z WF nie można by uznać faktu zdobycia obu biegunów. No i ...









...UWZGLĘDNILI!!! :)

A wcale to nie takie oczywiste: spokojnie mogło być "Ne ma w spisie takiej dyscypliny - zdobywanie biegunów, najbliżej jest zdobywanie trzeciego miejsca w chodzie na 1km. No widzicie że nijak da rady. Ale nic to. Zaliczamy normalnie. Skaczcie mi tu Kamiński przez konia, migusiem".
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Listopad 2009, 16:34:44
Skaczcie mi tu Kamiński przez konia, migusiem".
Ale koń, ma się rozumieć, na biegunach? Znaczy, raz skaczemy na Północnym, raz na Południowym.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 29 Listopad 2009, 09:27:36
Niby tradycja a budzi sprzeciw:

Skandal w świątyni, który woła o pomstę do nieba! W wiejskim kościółku w Dargosławiu (woj. zachodniopomorskie) na witrażach z postaciami świętych pojawiły się twarze lokalnych polityków. (...) Parafianie z wioski nie kryją oburzenia taką profanacją! Działacze samorządowi wskoczyli w aureolki, bo wyłożyli pieniądze na zakup witraży. Nic dziwnego, że w zamian liczyli na dozgonną wdzięczność mieszkańców wsi. (...) Mieszkańcy wsi byli zszokowani. Zorganizowali nagonkę na wójta i resztę towarzystwa. Za żadne skarby nie chcieli przyklękać i modlić się przed ich zacnymi obliczami.

http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/wojt-i-soltys-zastapili-apostolow_119977.html

Tak nam czasy spsiały. W średniowieczu gdyby lokalny rycerz trafił na witraż a owieczki szemrały, to kazałby zapewne prowokatorów końmi po majdanie włóczyć i szemranie szybko by ustało. Co władzom Dargosławia podaję pod rozwagę :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 29 Listopad 2009, 12:13:15
Niby tradycja a budzi sprzeciw:

Skandal w świątyni, który woła o pomstę do nieba!
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/wojt-i-soltys-zastapili-apostolow_119977.html
Zawsze mi się podoba, jak redaktorzy szmatławców przybierają pozy obrońców moralności :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 29 Listopad 2009, 12:59:03
Zawsze mi się podoba, jak redaktorzy szmatławców przybierają pozy obrońców moralności :)

Ale to jest podstawowa zasada ich działania, nie ma się czemu dziwić, mozna tylko polubić. Tytuły zwłaszcza są świetne, złożone z kilkunastu słów kluczowych. A zatem: rząd / banki / hipermarkety OKRADAJĄ, przedsiębiorcy (zw. drobni, duzi chyba się nie dają) są GNĘBIENI, Szwaby (Ruskie, Angole, Pepiki itp.) OBRAŻAJĄ PO RAZ KOLEJNY Dumny Naród Polski, no a już szczególnie prze@#$$#ne mają EMERYCI, na szczęście mogą po wysupłaniu złotóweczki czy dwóch poznać w swojej gazecie CAŁĄ PRAWDĘ! :)

Zastanawiam się czy istnieje już soft do automatycznego generowania kolejnych wydań gazet tego typu?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 29 Listopad 2009, 15:38:24
Zastanawiam się czy istnieje już soft do automatycznego generowania kolejnych wydań gazet tego typu?
Pierwsze prototypy już istnieją: http://thesurrealist.co.uk/standard.php

edit: MATKO!1wykrzynik!!!1jeden11!  >:D http://www.writingfix.com/right_brain/Serendipitous_Wacky_Tabloid1.htm
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 29 Listopad 2009, 21:00:59
Przerażające! Ale i krzepiące. Nawet najgorszy tablodzista (redaktor tabloida?) może zapobiec... czemukolwiek.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 29 Listopad 2009, 22:06:13
Six-Headed Kitten Crashes a Celebrity Wedding in a School Gym  S:)

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 29 Listopad 2009, 22:35:46
Collection of Missing Socks Meets with World Leaders in a Bag of Potato Chips

I po jakiego grzmota trwonić pieniądze na narkotyki? :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 29 Listopad 2009, 23:42:28
Prasa to opium dla mas  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 29 Listopad 2009, 23:43:30
A mnie jakoś nie szło. Co i raz się okazywało że ktoś w kraterze na Księżycu coś robił.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 30 Listopad 2009, 10:45:35
A mnie jakoś nie szło. Co i raz się okazywało że ktoś w kraterze na Księżycu coś robił.
Jeżeli coś robił, to musi zapłacić podatki.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 30 Listopad 2009, 13:59:31
A mnie jakoś nie szło. Co i raz się okazywało że ktoś w kraterze na Księżycu coś robił.
Jeżeli coś robił, to musi zapłacić podatki.
O, o, o, o, o!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 30 Listopad 2009, 14:18:35
http://www.joemonster.org/art/12891/Czemu_mnie_sie_ciagle_takie_rzeczy_przydarzaja_
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 30 Listopad 2009, 14:26:34
http://www.joemonster.org/art/12891/Czemu_mnie_sie_ciagle_takie_rzeczy_przydarzaja_
I zapomniał na koniec napisać "Trzask, prask i po wszystkim" ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 30 Listopad 2009, 14:28:51
W takim razie to nie Stefan pisał,on by dopisał. S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 30 Listopad 2009, 15:12:53
No chciał gościu wyprowadzać kota (tak się zająknął w pierwszym akapicie) to go kot wyprowadził.
Następnym razem niech lepiej zastosuje RTFM  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 30 Listopad 2009, 16:26:58
Może to i ciekawe, ale jakoś za dużo tego expressis verbis...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 01 Grudzień 2009, 14:13:14
http://www.youtube.com/watch?v=fFxdDCIAS6c - polak w USA karmi aligatora!! :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 01 Grudzień 2009, 14:16:44
Credo każdego ekologa powinno obejmować dokarmianie zwierząt nawet - o ile okaże się to niezbedne - samym sobą.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 01 Grudzień 2009, 15:06:12
Credo każdego ekologa powinno obejmować dokarmianie zwierząt nawet - o ile okaże się to niezbedne - samym sobą.
Przede wszystkim samym sobą!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 01 Grudzień 2009, 15:50:43
Amerykanom zawsze łatwiej, a nam, biednym, zawsze wiatr w oczy. Nakarmić sobą aligatora to żaden problem. A jak w taki sposób wspomóc naszą rodzimą żabę trawną czy motylka niepylaka apollo?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 01 Grudzień 2009, 22:42:26
Po sobie a bo co?

Takie cóś znalazłam: http://bruxa.soup.io/post/36476262/
No jak tak można fałszować naszą martyrologiczną historię? Ani słowa o naszych heroicznych klęskach...  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 01 Grudzień 2009, 23:07:33
Po sobie a bo co?

Takie cóś znalazłam: http://bruxa.soup.io/post/36476262/
No jak tak można fałszować naszą martyrologiczną historię? Ani słowa o naszych heroicznych klęskach...  S:)

teh win!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 01 Grudzień 2009, 23:34:27
Credo każdego ekologa powinno obejmować dokarmianie zwierząt nawet - o ile okaże się to niezbedne - samym sobą.

Słusznie. To się nazywa etyka profesji. Np. porządny informatyk wiesza się wraz ze swoim programem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 01 Grudzień 2009, 23:39:37
Credo każdego ekologa powinno obejmować dokarmianie zwierząt nawet - o ile okaże się to niezbedne - samym sobą.

Słusznie. To się nazywa etyka profesji. Np. porządny informatyk wiesza się wraz ze swoim programem.
Ale czy na tym samym haku? Bo to jest kwestia etosu, jak chirurg operujący wraz z pacjentem siebie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 02 Grudzień 2009, 06:25:29
Np. porządny informatyk wiesza się wraz ze swoim programem.
To byłby zawód wysokiego ryzyka...
Bardzo wysokiego...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 02 Grudzień 2009, 08:06:33
Takie cóś znalazłam: http://bruxa.soup.io/post/36476262/
No jak tak można fałszować naszą martyrologiczną historię? Ani słowa o naszych heroicznych klęskach...  S:)
teh win!
fuck I'm a communist  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 02 Grudzień 2009, 10:16:26
Bardzo wysokiego...
Barda Wysockiego?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 02 Grudzień 2009, 12:16:31
Bardzo wysokiego...
Barda Wysockiego?
Tak, o nazwisku Chuck Norris
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: sto pedadoga w 02 Grudzień 2009, 12:39:57
Bardzo wysokiego...
Barda Wysockiego?
Bardo jest Śląskie!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Grudzień 2009, 13:41:13
Bardzo wysokiego...
Barda Wysockiego?
Bardo jest Śląskie!
Jasne teraz, że Wysocki był Ślązakiem! Prawdopodobnie stąd u niego ten specyficzny głos...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 03 Grudzień 2009, 10:59:07
Bardzo wysokiego...
Barda Wysockiego?
Bardo jest Śląskie!
Jasne teraz, że Wysocki był Ślązakiem! Prawdopodobnie stąd u niego ten specyficzny głos...
Pewnie mieszkał na Ślęży.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 03 Grudzień 2009, 13:00:08
Bardzo wysokiego...
Barda Wysockiego?
Bardo jest Śląskie!
Jasne teraz, że Wysocki był Ślązakiem! Prawdopodobnie stąd u niego ten specyficzny głos...
Pewnie mieszkał na Ślęży.
Znaczy się, kamiennym niedźwiedziem był?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 03 Grudzień 2009, 15:45:38
Z RSS-ów Onetu:

"Wczoraj w miejscowości Kontrowers w Świętokrzyskiem doszło do wypadku samochodowego, który spowodował jadący po pijanemu mężczyzna. Po rozbiciu samochodu o drzewo porzucił on swe dzieci i zaczął uciekać, lecz został schwytany przez policję ."

Ucieszyłem się widząc swietną nazwę miejscowości ale niestety - http://wiadomosci.onet.pl/2089236,11,1,1,item.html naprawdę to Kontrewers.

Wspaniały tatuś swoją drogą. Trochę jak polecenie które ponoć w pewnym momencie padło na Titanicu: "Every man for himself!" :)

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 03 Grudzień 2009, 15:49:16
Kontrewers, gmina Mniów, herbu Panna na Niedźwiedziu? W tym Kieleckiem to już normalnych mni... miejscowości zabrakło?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Grudzień 2009, 16:26:31
Porzucił dzieci, ale nie żonę. To nie był chyba taki zły? A może obiecał, że wróci? I nie ma się co śmiać, taki McArthur też obiecał w 1941r., że wróci na Filipiny i rzeczywiście wrócił w 1944r.
Dlaczego nikt nie dał naszemu kierowcy czasu - przynajmniej zwyczajowe 2 lata - na powrót do dzieci, tylko od razu piszą, że porzucił?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 05 Grudzień 2009, 13:53:11
No i wszystko jasne.

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/tngallery?Site=KP&Date=20090619&Category=PUPILE09&Artno=479343690&Ref=PH

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Grudzień 2009, 15:25:01
No i wszystko jasne.
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/tngallery?Site=KP&Date=20090619&Category=PUPILE09&Artno=479343690&Ref=PH
Toż to jawna mistyfikacja, prowokacja, sublimacja, niesubordynacja, kremacja i sanacja.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 05 Grudzień 2009, 19:36:58
No nie wiem,no nie wiem.Zdjęcia wyglądają na autentyczne.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Grudzień 2009, 22:06:02
Mnie się wydaje, że te już bardziej:
http://kotstefan.blox.pl
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 06 Grudzień 2009, 00:51:20
A ja tak tylko powiem, że soap z dżemem, palce lizać!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Ali w 06 Grudzień 2009, 08:52:10
Mnie się wydaje, że te już bardziej:
http://kotstefan.blox.pl
Zdecydowanie lepiej, szczególnie w przemysleniach "Wszystkie metody wymyślił Metody" - to chyba w Stefana stylu ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 06 Grudzień 2009, 09:40:31
Wszystko fajnie,ale ja czekam aż Stefan (i Cezaraian) ustosunkuje się do mojego postu z wczoraj z 13:53.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 06 Grudzień 2009, 10:13:43
No i wszystko jasne.
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/tngallery?Site=KP&Date=20090619&Category=PUPILE09&Artno=479343690&Ref=PH

Wszystko fajnie,ale ja czekam aż Stefan (i Cezaraian) ustosunkuje się do mojego postu z wczoraj z 13:53.
o rzesz modra wredna....
Precz!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 06 Grudzień 2009, 11:09:12
Dziękuję. ;D
To mi wystarczy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 06 Grudzień 2009, 13:48:40
Wszystko fajnie,ale ja czekam aż Stefan (i Cezaraian) ustosunkuje się do mojego postu z wczoraj z 13:53.
Fascynująco przerażające! Chciałem przy okazji zauważyć, że zdjęcie kota Stefana  zatytułowane "tu byłem, Stefan" może pogodzić oba jego wizerunki: jako psa (dr Jekyll) i jako rzekomego kota (mr Hyde).
A może rozwiązanie leży w tym, że tu i tu są to zdjęcia Stefana, tylko jedne (pies) robione latem, a drugie (kot) robione jesienią lub zimą. Zwierzęta często zmieniają sierść na zimę, a Stefek zmienił skórę. A przy okazji wiek i rozmiar.
Tylko Stefciu, po co było to ukrywać, no po co? Przecież rodzina zrozumie (a jak postawisz, to i wybaczy) wszystko, nawet te schizofreniczne rozdwojenie osobowości. Dzięki postaciom psa i kota, w których się odnajdujesz, jesteś dla nas jeszcze bardziej ludzki. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 06 Grudzień 2009, 14:46:22
Pół-kobieta, pół-ryba = syrenka
Pół-pies, pół-kot = trabant?

Już, już, zaraz wezmę te tabletki...  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 06 Grudzień 2009, 18:41:50
Przez grzeczność (wrodzoną) nie powiem co (i kto) się ode mnie....(i jak)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 06 Grudzień 2009, 18:50:04
To ja, jak gdyby nigdy nic, udam, że nie było tematu...


http://www.joemonster.org/art/12891/Czemu_mnie_sie_ciagle_takie_rzeczy_przydarzaja_

Ja już wszystko rozumiem. Gościu normalnie na kacu był, nie takie rzeczy się w takim stanie przydarzają...

(http://asset.soup.io/asset/0418/1446_b02a_420.jpeg)

Swoją drogą, prawdziwe piekło to on dopiero pozna, jak żona wróci. Nie dość, że założył jej szlafrok, to jeszcze tak uświnił blat przy zlewie...  0>[
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 06 Grudzień 2009, 18:50:51
Przez grzeczność (wrodzoną) nie powiem co (i kto) się ode mnie....(i jak)
Nic nie musisz mówić! Znamy Twoją wrodzoną grzeczność i nie wiem, jak inni, ale ja wiem co mam robić. S:)

Chyba Bruxa źle Stefka zrozumiałaś... Zdjęcie  >Qe?<
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 06 Grudzień 2009, 21:11:41
Nie dość, że założył jej szlafrok
To jest szlafrok polsatu...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 06 Grudzień 2009, 21:21:19
Nie dość, że założył jej szlafrok
To jest szlafrok polsatu...
Czyli to jest przedstawienie z polsatowskiego programu "przygarnij kotka"?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 07 Grudzień 2009, 16:52:06
Aresztują brata Michnika? "Robił karierę po trupach"
Tytuł mi się spodobał...
Nie wiedziałem  nawet, że Michnik wstąpił do klasztoru...

dla zainteresowanych (wątpię) całość Tu (http://www.pardon.pl/artykul/10323/aresztuja_brata_michnika_robil_kariere_po_trupach)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 07 Grudzień 2009, 19:01:52
"Robił karierę po trupach"
(...)
Nie wiedziałem  nawet, że Michnik wstąpił do klasztoru...

Do trupistów  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 07 Grudzień 2009, 21:57:58
Brat owszem, ale przyrodni. Czy brat przyrodni to taki, który bardziej kocha przyrodę, czy taki, którego przyroda bardziej kocha?
Przyroda ciągnie brata w las
Tam każdy brat kocha nas
...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 08 Grudzień 2009, 12:11:03
http://www.dziennik.pl/zycienaluzie/article500006/Kaczynscy_wywodza_sie_od_Mieszka_I.html

"A ja myślałem, że jesteśmy zwykłymi łapserdakami spod Kolbuszowej" ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 08 Grudzień 2009, 12:43:43
http://www.dziennik.pl/zycienaluzie/article500006/Kaczynscy_wywodza_sie_od_Mieszka_I.html

"A ja myślałem, że jesteśmy zwykłymi łapserdakami spod Kolbuszowej" ;)

Właśnie miałem wkleić to samo :) Ciekawe czy doszukali się tego analizując różne małe sssęczki i wychodząc od króla Popiela? Mając odpowiednie środki można to spokojnie pociągnąć dalej i znaleźć np tyranozaurusa Józka 40000 pokoleń wstecz!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 08 Grudzień 2009, 13:08:58
Czyli to na braciach Kaczyńskich skończy się ród Piastów? Przykre, ale i tak kilkaset lat dłużej to trwało, niż mówili mi w szkole. Dobrze, że nie żyją za czasów królowej Bony, bo ona przy pomocy praszczura Zembatego - Zemboniego, truła na wszelki wypadek wszystkich na literę P.
Badania genealogiczne opierają się najprawdopodobniej o badania DNA Mieszka I.
Nie tyranozaurus, tylko już dawno naukowcy odkryli pierwszą kobietę, pramatkę wszystkich ludzi. Pochodziła z Afryki i, choć nie mówi się o tym głośno, podobno zadawała się nie z jedym pierwszym mężczyzną.

Jak to było w tym dowcipie?
Adam zamyślił się głęboko po pierwszej w raju nocy z Ewą. Ewa nie była dziewicą.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 08 Grudzień 2009, 14:50:58
@all
Jesteście zazdrośni, ot.co  ;D S:) 0>[
@Cezarian
Mieszko nie miał DNA, byl na to za biedny.
No i trudno żeby Ewa była/nie była dziewicą po pierwszej nocy.
No bo jak wiadomo - wtedy obowiązywało prawo pierwszej nocy.
@Baader
Nie igraj z Józkiem, bo się doigrasz
@Szczutek
Co masz do Kolbuszowej? (tak pytam, nie mam z tym miastem związku)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 08 Grudzień 2009, 15:09:17
No i trudno żeby Ewa była/nie była dziewicą po pierwszej nocy.
No bo jak wiadomo - wtedy obowiązywało prawo pierwszej nocy.
Co Pan mi sugeruje, proszę Pana? KTO miał skorzystać z prawa pierwsze nocy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 08 Grudzień 2009, 15:24:22
KTO miał skorzystać z prawa
Może nie KTO, ale jest pan blisko...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 08 Grudzień 2009, 15:35:07
Wążżżżżżżżżż ???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 08 Grudzień 2009, 16:50:22
http://www.dziennik.pl/zycienaluzie/article500006/Kaczynscy_wywodza_sie_od_Mieszka_I.html

Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina...

No i nawet dość tanio ich wyjdzie portret przodka do portfela, starczy dycha, byleby się nie rozmieniali na drobne.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 08 Grudzień 2009, 23:36:07
Wążżżżżżżżżż ???
O chroba przez duże expressis verbis, o wężu zapomniałem. S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 08 Grudzień 2009, 23:36:41
@Szczutek
Co masz do Kolbuszowej? (tak pytam, nie mam z tym miastem związku)
\

Ja? Ja? Ja nic! Tak tylko cytatem z odcinka "Drzewo genealogiczne" pojechałem. Grzegorz sypnął takim tekstem na wieść, że przodkiem dziadka Jacka miał być sam Ponaparte Leon.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 09 Grudzień 2009, 06:01:55
Bo wiesz, kto pochodzi z Kolbuszowej?
Piękny Marian
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 09 Grudzień 2009, 08:42:53
Ja? Ja? Ja nic! Tak tylko cytatem z odcinka "Drzewo genealogiczne" pojechałem. Grzegorz sypnął takim tekstem na wieść, że przodkiem dziadka Jacka miał być sam Ponaparte Leon.

Eeee... Raczej Bartolomeon Monaparte :)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 09 Grudzień 2009, 10:32:38
Bo wiesz, kto pochodzi z Kolbuszowej?
Piękny Marian
Nie żartuj ;) !
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 10 Grudzień 2009, 09:24:55
Przespaliśmy sprawę. Dziś rozstrzygnięcie konkursu na nazwę stadionu w Gdańsku - a my nie zgłosiliśmy oczywistej nazwy "Stadion im. kaprala Jedziniaka". Nazwisko tego dzielnego żołnierza dodałoby może naszym woli walki, a nie znowu trzy meczyki i do domu...

W coś trzeba wierzyć, prawda?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Grudzień 2009, 02:07:00
Nic z tego. wygrał jakiś inny kapral o inicjałach PGE...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Grudzień 2009, 14:08:16
O rzesz ..... mać!

http://wiadomosci.onet.pl/2093888,12,nadchodzi_nowa_grypa_kozia,item.html
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 11 Grudzień 2009, 14:10:03
Nic z tego. wygrał jakiś inny kapral o inicjałach PGE...
Istnieje już PGE Park Stadium w USA i grają tam głównie w bejzbola. Może i u nas budowa stadionów na Euro 2012 - właśnie takich, jak PGE w Gdańsku - poprawi kondycję polskich palantów?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 11 Grudzień 2009, 14:11:01
O rzesz ..... mać!

http://wiadomosci.onet.pl/2093888,12,nadchodzi_nowa_grypa_kozia,item.html
W pytę! Może ta odmiana oszczędza chociaż znających grekę i ich rodziny, także forumowe ;) ?

edit: tak, po sobie, ale okoliczności mię do tego zmęczyły
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 11 Grudzień 2009, 14:54:49
http://wiadomosci.onet.pl/2093888,12,nadchodzi_nowa_grypa_kozia,item.html

Qrczę, a ja stawiałem raczej na ryby!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Grudzień 2009, 16:46:09
Mnie tam w szkole uczyli, że grypa nie jest chorobą kozią, ptasią, świńską, rybią czy mrówkojadową, tylko wirusową.
Ale to dawno było, wiele się moglo od tego czasu pozmieniać.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 11 Grudzień 2009, 19:13:33
Mnie tam w szkole uczyli, że grypa nie jest chorobą kozią, ptasią, świńską, rybią czy mrówkojadową, tylko wirusową.

Może być,ja akurat wtedy chory byłem.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: pół pedadoga w 11 Grudzień 2009, 22:21:41
Walka trwa. Na Słowacji od nowego rozkładu uruchamia się pociąg pośpieszny "Aspirin" z Bratislavy z wagonami do Kijowa i Lwowa...
Co ciekawe wagony te wracają już jako "Hodina Det'om"
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 12 Grudzień 2009, 02:08:04
Jakiś humbug z tą grypą? Powinna się zacząc w Grecji? Chyba, że przez ten kryzys Greków nie stać nawet na kozią grypę? Rety, tak źle nie było od czasów końca wojny peloponeskiej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Grudzień 2009, 15:45:34
Jakiś humbug
Czy mógłbyś nie używać słów, których ja nie znam?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Grudzień 2009, 16:48:50
Nie przejmuj się, ja też nie znam, a używam.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 13 Grudzień 2009, 18:45:57
Stefan, no nie możemy wszyscy ograniczać się do "dupa"...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 13 Grudzień 2009, 21:15:04
Stefan, no nie możemy wszyscy ograniczać się do "dupa"...
To byłby ciekawy eksperyment!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Grudzień 2009, 06:24:53
Stefan, no nie możemy wszyscy ograniczać się do "dupa"...
A dlaczemu?
I czy to można nazywać ograniczeniem?
I czy studiowaliście dupologię, szczegółowi?
No.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 14 Grudzień 2009, 09:47:23
Stefan, no nie możemy wszyscy ograniczać się do "dupa"...
A dlaczemu?
I czy to można nazywać ograniczeniem?
I czy studiowaliście dupologię, szczegółowi?
No.
Hop, hop hop, kursant Stefan! Co jak co, ale z dupologii, to w zasadzie wszyscy są specjalistami, podobnie jak z piłki nożnej. Jeden skończył studia (niekoniecznie proktolog), a inny był lub nawet jest na uniwersytecie życia, którym obecnie jest każdy uniwerytet, akademia medyczna, o zgrozo (dawno nie było), nawet politechnika, że o AWF-ie nie wspomnę.
Tedy liczta sie ze słowemi, jak mówicie o dupologii... :/
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 19 Grudzień 2009, 13:01:30
Poniżej cytuję jedno z pytań, które pojawiło się na egzaminie na
wydziale Chemii NUI Maynooth (National University of Ireland)
Odpowiedź jednego ze studentów była na tyle wyjątkowa, ze profesor
podzielił się nią ze swoimi kolegami a później jej treść przedstawił w
Internecie.

Pytanie:
Czy piekło jest egzotermalne (oddaje ciepło) czy endotermalne
(absorbuje ciepło)?

Większość odpowiedzi oparta była na prawie Boylesa, które mówi, że w
stałej temperaturze objętość danej masy gazu jest odwrotnie
proporcjonalna do jego ciśnienia.

Jeden ze studentów napisał tak:
Najpierw musimy stwierdzić jak zmienia się masa piekła w czasie. Do
tego potrzebna jest liczba dusz które idą do piekła i liczba dusz
która piekło opuszcza. Moim zdaniem, można ze sporym
prawdopodobieństwem przyjąć, że Dusze, które raz trafiły do piekła
nigdy go nie opuszczają. Na pytanie : ile Dusz idzie do piekła, można
spojrzeć z punktu widzenia wielu istniejących dzisiaj religii.
Większość z nich zakłada że do piekła idzie się wtedy, gdy nie wyznaje
się tej właściwej wiary. Ponieważ religii jest więcej niż jedna i
dlatego ze nie można wyznawać kilku religii jednocześnie, można
założyć, ze wszystkie dusze idą do piekła. Patrząc na częstotliwość
narodzin i śmierci, można założyć, ze liczba dusz w piekle wzrastać
będzie logarytmicznie. Rozważmy wiec pytanie o zmieniającej się
objętości piekła. Ponieważ wg prawa Boylesa wraz ze wzrostem liczby
dusz rozszerzać się musi powierzchnia piekła tak aby temperatura i
ciśnienie w piekle pozostały stałe, istnieją dwie możliwości:

1. Jeśli piekło rozszerza się wolniej niż liczba przychodzących do
niego Dusz, temperatura i ciśnienie w piekle będzie tak długo rosło aż
piekło się rozpadnie.

2. Jeśli piekło szybciej się rozszerza niż liczba przychodzących tam
Dusz, wówczas temperatura i ciśnienie w piekle będzie spadać tak długo
aż piekło zamarznie.

Która z tych możliwości jest bardziej  realna?

Jeśli weźmiemy pod uwagę przepowiednie Sandry, która powiedziała do
mnie: "prędzej piekło zamarznie niż się z tobą prześpię", jak również
to, że wczoraj z nią spałem, możliwa jest tylko ta druga opcja.
Dlatego też jestem przekonany, ze piekło jest endotermalne i musi być
już zamarznięte.

Z uwagi na to ze piekło zamarzło, można wnioskować, ze żadna kolejna
Dusza nie może trafić do piekła, a ponieważ pozostaje jeszcze tylko
niebo dowodzi to też istnienia Osoby Boskiej, co z kolei tłumaczy
dlaczego Sandra cały wczorajszy wieczór krzyczała: "Oh God!".

Student otrzymał ocenę ' Bardzo dobry ' .
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 19 Grudzień 2009, 13:13:57
Ja bym go oblał. I to zimną wodą, na ostudzenie wyobraźni. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 19 Grudzień 2009, 15:16:50
W Irlandii to się było-zdarzyło, a to wiele tłumaczy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 19 Grudzień 2009, 23:36:12
Kot Simona ma się dobrze i życzy wszystkim wesołych świąt :)

http://www.youtube.com/watch?v=VgmXrARr6aI&feature=fvhr
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Grudzień 2009, 02:12:32
Czyli piekło, wbrew twierdzeniom zwolenników globalnego ocieplenia jest dowodem na teorię globalnego oziębienia? Kot Simon jest już chyba w piekle?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 20 Grudzień 2009, 09:17:52
Czyli chyba dobrze kombinuję,mamy teraz w Polsce piekło?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 20 Grudzień 2009, 12:26:57
To trzeba zajrzeć na termometr i porównać z poniższą tabelą:
(http://asset.soup.io/asset/0586/0721_8598_420.jpeg)

Cezarian może też sprawdzić, czy już pora na wpakowanie rąk do własnych kieszeni.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 21 Grudzień 2009, 08:33:51
choć nic z tego nie zrozumiałem, to bardzo mi sie podoba.
Dziwi mnie wiara w japońskie samochody, acz moją ulubioną temperaturą jest -114 :) (że o -80 nie wspomnę)
No i -295 - może to także szansa dla naszych nogokopaczy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 21 Grudzień 2009, 08:51:18
Bardzo mię się podoba wzmianka o fińskich siłach specjalnych ewakuujących Mikołaja. Ale stereotypy czasem mylą. Podczas ostatniego pobytu w tamtych okolicach wyekwipowałem się jak na Syberię - jesień no to zimno będzie. Pierwszego dnia rzut oka rano na termometr - +20. W dzień doszło do 26. Grrrr.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 21 Grudzień 2009, 13:19:32
Zawsze to samo. Tyle ciekawych opisów i zachowań związanych z mrozem, a wszyscy i tak zainteresowani tylko prawnikami.
Miliiicjaaaaa!
Potwierdzam, że prawnik pracuje przy minus 20. Widziałem jednego.
BTW, a co z kieszonkowcami? Kiedy kieszonkowcy zaczynają okradać własne kieszenie, bo cieplej?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 22 Grudzień 2009, 16:29:52
No to taki jeden się doigrał:

http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091222/REG30/628989518
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 22 Grudzień 2009, 18:48:55
No to taki jeden się doigrał:

http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091222/REG30/628989518
Ja z tym samym miałem właśnie wejść tutaj.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Grudzień 2009, 00:04:44
Strony nie można otworzyć?!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 23 Grudzień 2009, 00:09:31
Strony nie można otworzyć?!
Mi działa.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 23 Grudzień 2009, 00:18:32
Strony nie można otworzyć?!
Mi działa.
Mi też. Prze-ra-ża-ją-ce. Ale nie nowość...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 23 Grudzień 2009, 02:01:09
W Irlandii to się było-zdarzyło, a to wiele tłumaczy.
Nic się specjalnego nie dzieje, święta idą, więc bez dania racji i jakiegokolwiek sensu zacytuję sam siebie. I co mi pan zrobisz?!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Grudzień 2009, 10:01:09
Władze zaproponowały unieważnienie małżeństwa Alessandra Bernarolego, który stał się Alessandrą. Nie chce jednak tego ani on sam (a raczej ona sama), ani jego (jej) małżonka
I to mi się podoba.
Znaczy podoba mi się kłopot jaki sprawili władzom bo
Według włoskiego ustawodawstwa małżeństwo to jednak związek osób różnych płci. Pan Bernaroli zmienił płeć, więc państwo Bernaroli nie mogą być mężem i żoną. Ale według włoskiego prawa urząd nie może unieważnić małżeństwa bez zgody zainteresowanych.
Ale uirzędnicy się nie dają:
Bernaroli nie mogą jak dotychczas napisać w oświadczeniu podatkowym, że mieszkanie i auto są wspólne, a małżonka pozostaje na utrzymaniu męża. W związku z tym tracą wszelkie przywileje należne małżeństwom, w tym fiskalne
Oni jednak twierdzą, że:
Jesteśmy pierwszą małżeńską parą kobiet we Włoszech, choć nie jesteśmy homo – mówi Alessandra.
Ciekaw jestem opini biura prawnego prezydenta i premiera.
Ha!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Grudzień 2009, 11:06:36
Oni jednak twierdzą, że:
Jesteśmy pierwszą małżeńską parą kobiet we Włoszech, choć nie jesteśmy homo – mówi Alessandra.
Ciekaw jestem opini biura prawnego prezydenta i premiera.
Ha!
Wygląda na to, że jeżeli po zmianie płci pana Alessandro na panią Alessandro, pani Alessandro i jej żona będą nadal utrzymywać więź fizyczną w sposób heteroseksulany, a ewentualnie mieć nowe dzieci (obie panie lub którakolwiek z nich), to nie ma problemu?
Dobrze, że nie ma podatku bykowego, bo nie wiadomo, która miałaby płacić.

O! Teraz się otworzyło. Wniosek z tej historii jest taki, że należy bezwzględnie wprowadzić obowiązek posiadania gaśnicy w wypadku posiadania kota długowłosego. Nieprawdaż Stefek? ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Grudzień 2009, 11:16:32
Nieprawdaż.
Kot nie winien, winien dostawca ciepła.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Grudzień 2009, 11:31:11
Nieprawdaż.
Kot nie winien, winien dostawca ciepła.
Tak, czy siak, gaśnica jest niezbędna. Najlepszy to ponoć sposób na dostawcę ciepła dla kotów i nie tylko.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 23 Grudzień 2009, 12:44:26
Władze zaproponowały unieważnienie małżeństwa Alessandra Bernarolego, który stał się Alessandrą. Nie chce jednak tego ani on sam (a raczej ona sama), ani jego (jej) małżonka
I to mi się podoba.
Znaczy podoba mi się kłopot jaki sprawili władzom bo
Według włoskiego ustawodawstwa małżeństwo to jednak związek osób różnych płci. Pan Bernaroli zmienił płeć, więc państwo Bernaroli nie mogą być mężem i żoną. Ale według włoskiego prawa urząd nie może unieważnić małżeństwa bez zgody zainteresowanych.
Ale uirzędnicy się nie dają:
Bernaroli nie mogą jak dotychczas napisać w oświadczeniu podatkowym, że mieszkanie i auto są wspólne, a małżonka pozostaje na utrzymaniu męża. W związku z tym tracą wszelkie przywileje należne małżeństwom, w tym fiskalne
Oni jednak twierdzą, że:
Jesteśmy pierwszą małżeńską parą kobiet we Włoszech, choć nie jesteśmy homo – mówi Alessandra.
Ciekaw jestem opini biura prawnego prezydenta i premiera.
Ha!
Mistrzostwo!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Rustig w 23 Grudzień 2009, 21:54:14
Maurycy teraz jest bardzo stary i styrany życiem. Ostatnio moja kumpela piła z nim wódkę. I dziwiła się że jej zadroszczę. :o
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 23 Grudzień 2009, 23:38:47
Maurycy teraz jest bardzo stary i styrany życiem. Ostatnio moja kumpela piła z nim wódkę. I dziwiła się że jej zadroszczę. :o
Może to nie był ten Maurycy? Może to był kierowca tramwajki z Kołobrzegu? Oni ponoć tak mają.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Grudzień 2009, 00:42:35
Maurycy teraz jest bardzo stary i styrany życiem. Ostatnio moja kumpela piła z nim wódkę. I dziwiła się że jej zadroszczę. :o
Dziwiła się, że zazdrościsz jej picia wódki, czy picia z Maurycym? Jeżeli tego drugiego, to możesz się czuć, jakbyś z nim pił:

(http://www.poszepszynscy.info/forum/index.php?action=dlattach;topic=552.0;attach=342)

Oczywiście, jeżeli chodziło Ci o TEGO Maurycego.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 03 Styczeń 2010, 11:53:49
No to taki jeden się doigrał:

http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091222/REG30/628989518

Ale oczywiście wszyscy zauważyli, że autorem notki jest niejaki stef? To dużo tłumaczy...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 03 Styczeń 2010, 13:58:58
No to taki jeden się doigrał:

http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091222/REG30/628989518

Ale oczywiście wszyscy zauważyli, że autorem notki jest niejaki stef? To dużo tłumaczy...

A w zasadzie wszystko.Najprawdopodobniej.
Tytuł: Stronniczy przegląd prasy
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Styczeń 2010, 12:11:15
Prasa donosi, że Polacy oszczędzają na zdrowiu.
Większość z nas na zdrowiu oszczędzać nie musi. Mimo wszystko co czwarty Polak rezygnuje z kupowania niezbędnych leków.
Nie jest jednak tak źle, ponieważ nie wszyscy oszczędzają na lekach, bo:
Zirajewski truł się lekami
Przypomnijmy - to ten od Mazura i Papały.
I dalej prasa podaje szczegóły:
28 grudnia zatruł się lekami nasennymi. Świadek w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały zmarł w szpitalu. »
Q. is:
No to jak z tymi lekami w końcu jest?
Niestety, na to pytanie prasa nie pdpowiada.
Podnieca się natomiast sprawą, że Avatar" zarobił miliard dolarów w 17 dni
To prawie tyle, ile kosztował najwyższy hotel w Dubay, którym prasa podnieca się, ale jakby mniej.
Nas zastanawia, czy jeżeli (by) nakręcfić film o budowie hotelu w Dybay, to czy nie przyniósł (by) on większego zysku niż sam hotel?
Tym pytaniem kończymy dzisiejszy przegląd prasy i zyczymy wesołych świąt.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Styczeń 2010, 12:31:33
Czy to ten hotel, na którym planuje się zorganizować wyścigi Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim? Gonzo już trenuje..., na razie na swoim domu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Styczeń 2010, 13:01:08
A może ten hotel budowany jest z zysków z Avatara?
A bogacą się...wiadomo kto. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Styczeń 2010, 13:02:36
A bogacą się...wiadomo kto. ;D
Semici?
Ehh, żeby tak Mazurzy się wzbogacili...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Styczeń 2010, 13:10:13
A bogacą się...wiadomo kto. ;D
Semici?
Ehh, żeby tak Mazurzy się wzbogacili...
Niedoczekanie!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Styczeń 2010, 18:52:58
A może ten hotel budowany jest z zysków z Avatara?
A bogacą się...wiadomo kto. ;D
on juz jest wybudowany
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Styczeń 2010, 20:59:16
A może ten hotel budowany jest z zysków z Avatara?
A bogacą się...wiadomo kto. ;D
on juz jest wybudowany
Ja tam nie wiem, nie byłem i się nie wybieram :P ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 07 Styczeń 2010, 12:02:59
Najpierw news:

Polska może być pierwszym krajem w Europie, w którym do użytku na masową skalę wejdą bankomaty biometryczne. Czyli takie, z których pieniądze można wypłacać przykładając palec do specjalnego czytnika, zamiast wpisywać PIN na klawiaturze. Czytnik porówna wzór naczyń krwionośnych z przyłożonego palca do wzoru, który klient wcześniej zostawił na karcie. I dopiero jeśli wszystko się zgadza, wypłaci gotówkę.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7427483,Mam_gotowke_w_jednym_palcu__Juz_wiosna_w_Polsce.html

Ano właśnie. Pomysł nie jest nowy, na zbliżonej zasadzie, choć trochę inaczej realizowanej, działał Klucz ze znakomitej powieści "Limes Inferior" pana J. Zajdla. Ciekawe czy i u nas pojawią się w związku z tym nowe profesje przestępcze, podobne jak w Argolandzie, od stosunkowo mało szkodliwego wytwórcy rękawiczek papilarnych aż po takich speców jak Rękarz czy wreszcie Zdzierca...

No bo lifterów mamy aż nadto: cały system szkolny liftuje rozmaitych dresów o 2 - 3 kategorie...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 07 Styczeń 2010, 12:10:54
Ta, spróbuj wybrać gotówkę przy minus dwudziestu...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 07 Styczeń 2010, 19:13:40
Nie wiem, czy nie opowiadałem, ale kilka lat temu w pewnym "zaprzyjaźnionym" banku miało miejsce takie zdarzenie. Otóż oddział banku odnowił sobie elewację. Następnego dnia po zakończeniu robót wpadł do tegoż oddziału pewien klient z karczemną awanturą. Chodziło mu zaś o to, że odnawiając elewację robotnicy zamalowali przy bankomacie PIN, który nasz klient napisał na tynku, dla ułatwienia swobie życia.
I takie jest życie, nigdy nie wiesz, z której strony Cię kopnie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 07 Styczeń 2010, 20:40:48
broda jak rurociąg
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 08 Styczeń 2010, 15:47:15
broda jak rurociąg
To się ogol. Raz usłyszał, przez telefon i szpanuje.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Styczeń 2010, 18:01:13
Ot, osioł...

Bułgarska policja sprawdza, czy osioł, który żywił się konopiami indyjskimi jest narkomanem uzależnionym od marihuany. Zlecono w tym celu specjalną ekspertyzę - pisze dziennik "Trud".

Policja zainteresowała się 5-letnim osłem, gdy dostała informację od mieszkańca bułgarskiej wsi Czernogorowo, który twierdził, że jego sąsiad uprawia na działce konopie indyjskie.

Donos okazał się trafny. Na działce 35-letniego Petyra Mitewa rzeczywiście rosły konopie. Jego tłumaczenie zdziwiło funkcjonariuszy. Stwierdził, że uprawia je wyłącznie dla swojego osła, który nic innego nie chce jeść. Mitewa zatrzymano, a jego osioł zostanie poddany próbie: czy jest w stanie żywić się zwykłym sianem, czy też jest trwałe uzależniony od marihuany.


A my nie bądźmy osłami, napijmy się wódki  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 10 Styczeń 2010, 18:40:56
A my nie bądźmy osłami, napijmy się wódki  ;D
Ja bym tak herbatki się napił jednak.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 10 Styczeń 2010, 20:23:56
A my nie bądźmy osłami, napijmy się wódki  ;D
Ja bym tak herbatki się napił jednak.
A ja. jeżeli pan pozwoli chętnie
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 10 Styczeń 2010, 22:37:12
A my nie bądźmy osłami, napijmy się wódki  ;D
Ja bym tak herbatki się napił jednak.

Jak uczy ludowa mądrość Podhala (i nie tylko) - jedno nie przeszkadza drugiemu, najprawdopodobniej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 10 Styczeń 2010, 23:06:12
A my nie bądźmy osłami, napijmy się wódki  ;D
Ja bym tak herbatki się napił jednak.

Jak uczy ludowa mądrość Podhala (i nie tylko) - jedno nie przeszkadza drugiemu, najprawdopodobniej.
Aż da dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Swego czasu po śnieżnej wyprawie w Karkonosze wypiłem herbatę z wkładką... z herbatą w roli wkładki...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 11 Styczeń 2010, 06:35:49
Karkonosze
No tak, to wszystko tłumaczy...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Styczeń 2010, 14:48:38
Karkonosze
No tak, to wszystko tłumaczy...
Karkonosze, to te od karkówki?
Herbatniki, to - jak sama nazwa wskazuje - jadalana torebka herbatki poddana kilkudniowemu procesowi suszenia po namoczeniu. Trudno przecież, żeby się marnowała.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 11 Styczeń 2010, 14:50:16
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 11 Styczeń 2010, 22:26:41
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Trzeba korzystać z dobrych wzorców.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 12 Styczeń 2010, 06:38:21
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Wy się Bruxa nie nasmiewajcie z galicyjskiej oszczedności - dzięki temu macie metro... ,^,
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 12 Styczeń 2010, 10:07:15
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Wy się Bruxa nie nasmiewajcie z galicyjskiej oszczedności - dzięki temu macie metro... ,^,
I tunel wzdłuż rzeki ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 12 Styczeń 2010, 13:21:17
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Wy się Bruxa nie nasmiewajcie z galicyjskiej oszczedności - dzięki temu macie metro... ,^,
I tunel wzdłuż rzeki ;)
To nie tunel, to most. Zmyliło cię uderzające podobieństwo.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 12 Styczeń 2010, 18:20:54
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Wy się Bruxa nie nasmiewajcie z galicyjskiej oszczedności - dzięki temu macie metro... ,^,

To już wiem, czemu takie krótkie  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Styczeń 2010, 12:28:24
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Wy się Bruxa nie nasmiewajcie z galicyjskiej oszczedności - dzięki temu macie metro... ,^,

To już wiem, czemu takie krótkie  ;D
I ze wstydu ukryte pod ziemią.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 13 Styczeń 2010, 15:06:01
Od kiedy to na Podlasiu taka galicyjska oszczędność?
Wy się Bruxa nie nasmiewajcie z galicyjskiej oszczedności - dzięki temu macie metro... ,^,

To już wiem, czemu takie krótkie  ;D
I ze wstydu ukryte pod ziemią.
Ale z drugiej strony metro naziemne zwykle nazywane jest, nader mylnie, tramwajką.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 13 Styczeń 2010, 16:37:15
Względnie S-Bahnem, co zresztą jest mylące, bo S-Bahn od czasu do czasu schodzi pod ziemię, w odróżnieniu od U-Bahna, który wręcz przeciwnie. W Berlinie, przynajmniej.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 13 Styczeń 2010, 16:42:28
U-Bahna
Ci komuniści są wszędzie!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Styczeń 2010, 18:10:39
Względnie S-Bahnem, co zresztą jest mylące, bo S-Bahn od czasu do czasu schodzi pod ziemię, w odróżnieniu od U-Bahna, który wręcz przeciwnie. W Berlinie, przynajmniej.
i u-bota, który to spamuje pod wodą...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 13 Styczeń 2010, 19:58:05
Względnie S-Bahnem, co zresztą jest mylące, bo S-Bahn od czasu do czasu schodzi pod ziemię, w odróżnieniu od U-Bahna, który wręcz przeciwnie. W Berlinie, przynajmniej.
i u-bota, który to spamuje pod wodą...
I zgodnie z regułą przedstawioną przez Bruxę, także czasem wypływa.
A czy U-Bahny także gromadzą się w wilcze stada? Mogłyby wtedy zająć się większą liczbą ludzi...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 13 Styczeń 2010, 20:44:48
Względnie S-Bahnem, co zresztą jest mylące, bo S-Bahn od czasu do czasu schodzi pod ziemię, w odróżnieniu od U-Bahna, który wręcz przeciwnie. W Berlinie, przynajmniej.
i u-bota, który to spamuje pod wodą...
I zgodnie z regułą przedstawioną przez Bruxę, także czasem wypływa.
A czy U-Bahny także gromadzą się w wilcze stada? Mogłyby wtedy zająć się większą liczbą ludzi...
i wejść na polskie, praslowiańskie tory...
ale o tem belo cheba w innym wątku...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 13 Styczeń 2010, 20:46:04
Nie myl pojęć. Inwazję planują D-Bahny.
U-Bahnem to by się musieli najpierw podkopać...
Ale takie metro z Berlina do Warszawy, lepsze niż autostrada...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 13 Styczeń 2010, 20:47:06
Nie myl pojęć. Inwazję planują D-Bahny.
U-Bahnem to by się musieli najpierw podkopać...
Ale takie metro z Berlina do Warszawy, lepsze niż autostrada...
Solidny podkop - gwarancją sukcesu
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 14 Styczeń 2010, 06:19:52
Nie myl pojęć. Inwazję planują D-Bahny.
U-Bahnem to by się musieli najpierw podkopać...
Ale takie metro z Berlina do Warszawy, lepsze niż autostrada...
Solidny podkop - gwarancją sukcesu
Coś spółdzieolna Rezun
nam niedobry sezun...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 14 Styczeń 2010, 09:33:33
Nie będzie Radziwiłł
Panien nieszczęśliwił.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 14 Styczeń 2010, 16:01:55
Coś spółdzieolna Rezun
nam niedobry sezun...

...wyrabia kiepskie wyroby, widać są tam brakoroby :) Klasyka!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 17 Styczeń 2010, 17:09:19
ot taki list mi wpadl w ręce...

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 17 Styczeń 2010, 19:40:51
Naigrywacie się.
Ale wierzcie mi - doigracie się.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 18 Styczeń 2010, 00:05:12
Był taki kawał polityczny w latach 50-tych:

- Drogie dzieci, rozdzielamy dzisiaj transparenty i portrety towarzyszy i idziemy na pochód. Jasiu... gdzie jesteś? Masz tu portret towarzysza Rokossowskiego.
- Ale czemu proszę pana? Czemu zawsze ja? Ostatnio niosłem już towarzysza Stalina, Bieruta, ba - nawet tow. Gottwalda!
- No właśnie właśnie. Masz szczęśliwą rękę, chłopcze!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Styczeń 2010, 11:59:01
Coś mi się wydaje, że na liście należałoby umieścić wszystkich bez wyjątku polityków. A i tak trzebaby dobierać spoza poityków.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 18 Styczeń 2010, 13:12:35
Naigrywacie się.
Ale wierzcie mi - doigracie się.
Ale chodzi o PB czy PLK?
Był taki kawał polityczny w latach 50-tych:

- Drogie dzieci, rozdzielamy dzisiaj transparenty i portrety towarzyszy i idziemy na pochód. Jasiu... gdzie jesteś? Masz tu portret towarzysza Rokossowskiego.
- Ale czemu proszę pana? Czemu zawsze ja? Ostatnio niosłem już towarzysza Stalina, Bieruta, ba - nawet tow. Gottwalda!
- No właśnie właśnie. Masz szczęśliwą rękę, chłopcze!
To mi się przypomniał:
Pani pyta albo nie.
stary i wszyscy znają.
Przejdę więc do pointy/puenty
- Jak tata wróci z obozu/więzienia to wszystkich trzech powiesi.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Styczeń 2010, 23:17:24
Może i stare, ale nie mogłem się powstrzymać:
http://www.youtube.com/watch?v=yR0lWICH3rY&feature=related

I przypomina mi się autentyczna ponoć historia, jak podczas wojny o Falklandy w 1982r. Argentyńczycy zatopili brytyjski niszczyciel Sheffield. Marynarze-rozbitkowie pływający w wodzie po zatonięciu okręu oczekując na ratunek śpiewali "Always look on the bright side of life".
Swoją drogą, że też niektórzy mogą już nie pamiętać takiej fajnej wojny? Podobno dostała bardzo wysokie noty za wrażenia artystyczne - znakomity atak Ghurków w onucach na głowach i z nożami w zębach. Wysoko oceniano także układy techniczne - głównie, choć nie tylko związane z pionowymi startmi i lądowaniami brytyjskich Herierów na lotniskowcach, statkach zaopatrzenia, a nawet na wzburzonym morzu. Rekordzista podobno lądował i startował bezpośrednio z morza kilkanaście razy.

Konflikt zasłynął także tym, że brał w nim czynny udział ostatni wteran wojny rosyjsko-japońskiej z 1904-5r. starszy kapral McDziniak. Nosił podobno na cześć rzeki Amur przydomek Don. S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 19 Styczeń 2010, 00:16:02
Pionowo, to i koza wystartuje.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 19 Styczeń 2010, 21:23:45
Swoją drogą, że też niektórzy mogą już nie pamiętać takiej fajnej wojny?

Wiele ciekawych rzeczy faktycznie się podczas tej wojny zdarzyło i było jej wynikiem. Kilka przykładów:

- Jak wiemy w niezapomnianym 1982 generalnie nie budowano już okrętów z drewna. Po konflikcie falklandzkim pożegnano się też z (pozornie?) nowocześniejszymi stopami aluminium; wykonane z nich elementy okrętów paliły się niewiele gorzej niż drewniane.

- Francuskie rakiety Exocet używane przez Argentynę często nie eksplodowały po trafieniu w cel, co było spowodowane dość głupim umieszczeniem ich zapalnika / opóźniacza; potrafił się uszkodzić podczas uderzenia i opóźnić wybuch na czas nieokreślony. Niemniej resztki paliwa powodowały pożary nie do ugaszenia (vide wyżej) i w gruncie rzeczy wychodziło na to samo.

- Zatopienie krążownika General Belgrano przez HMS Conqueror było pierwszym w historii bojowym użyciem atomowego okrętu podwodnego. Z kolei ten pierwszy okręt przetrwał był swego czasu Pearl Harbor.

- Argentyńskiemu pilotowi A-4 udało się bezpośrednio trafić w barkę desantową wypływającą z doku - i tu nie pamiętam; HMS Sir Gallahad albo Sir Tristan. Wszyscy żołnierze na jej pokładzie zginęli a wśród czekających na swoją kolej wybuchła panika, którą oficerom udało się opanować dopiero groźbą użycia broni. Był to pierwszy taki przypadek od przełomu XVIII / XIX wieku! Nie mieli chyba kaprala Jedziniaka...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 19 Styczeń 2010, 22:07:02
Przypomina mi się także informacja, że zatopienie Sheffielda było wynikiem zbiegu szeregu okoliczności łącznie bodajże z chwilowym wyłaczeniem radarów obrony pplot akurat tuż przed momentem, gdy trafiła go rakieta.

Co do paniki żołnierzy na okręcie desantowym na widok samolotu. Rzeczywiście rozumiem taką panikę wśród załogi żaglowca desantowego z okresu napoleńskiego na widok nadlatującego argentyńskiego samolotu A-4  S:)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 20 Styczeń 2010, 00:35:28
Przypomina mi się także informacja, że zatopienie Sheffielda było wynikiem zbiegu szeregu okoliczności łącznie bodajże z chwilowym wyłaczeniem radarów obrony pplot akurat tuż przed momentem, gdy trafiła go rakieta.

A tak tak tak. Radar był wyłączony bo zakłócał system bezpośredniej łączności ze sztabem w Londynie, który nota bene nosił znaną z filmu "Terminator" nazwę Skynet. Jakieś pechowe te skynety są, lepiej tak nic nie nazywać ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 20 Styczeń 2010, 06:38:52
Ta, a ja pamiętam jakie problemy były podczas ówczesnych MŚ, obawiano się meczu Anglia Argentyna.
Tylko ni epamietam czy one się spotkały czy nie.
Ale pamietam jedno - że z numerem 1 występował Ardiles, który wcale nie był bramkarzem...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Styczeń 2010, 11:55:23
Ta, a ja pamiętam jakie problemy były podczas ówczesnych MŚ, obawiano się meczu Anglia Argentyna.
Tylko ni epamietam czy one się spotkały czy nie.
Ale pamietam jedno - że z numerem 1 występował Ardiles, który wcale nie był bramkarzem...
Oczywiście, że Anglia spotkała sie z Argentyną, choć wskutek błędów w przyrządach nawigacyjnych obu ekip, spotkanie miało miejsce 4 lata później w Meksyku. Ale tu hiszpański i tam hiszpański...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 20 Styczeń 2010, 12:15:34
Jak widać język wymyślony spontanicznie dla komunikacji tubylców z bwana kubwa ma się dobrze. Dziś stosuje go Wyborcza. Też chcieć odwiedzić Szanghaj ale nie mieć dollars, o biała massa redaktor! :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 20 Styczeń 2010, 14:49:10
Chyba ciemna masa. Rdzennych Afro-Amerykanów nie obrażając...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Styczeń 2010, 14:52:38
Chyba ciemna masa. Rdzennych Afro-Amerykanów nie obrażając...
Dalczego mówi sie Afroamerykain, a nie mówi Południowoamerykoamerykanin, tylko Latynos?
A jak biały obywatel USA (są jeszcze podobno tacy) ma fryzurę afro, to także jest Afroamerykaninem?
A może te określenie "Afroamerykanin" wynika z przyrodzonej murzynom tendencji do rośnięcia włosów w stylu "Afro"?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 20 Styczeń 2010, 19:36:47
http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35136,7473107,Lodzki_sad_oglosil__pies_jest_po_to__zeby_szczekac.html

- Wychodzę do ogrodu, a ten pies już tam wisi na ogrodzeniu i szczeka - relacjonowała kobieta. - Zachowywał się tak wielokrotnie wobec mnie, mojego męża, znajomych. Według mnie ten pies był niezrównoważony.


Od kiedy Stefan pisuje do Wyborczej?  ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 20 Styczeń 2010, 19:40:00
Tajnos-agentos.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 20 Styczeń 2010, 19:59:02
Tak, to zdecydowanie wygląda na dywersję i sabotaż, celem podważenia (i tak już wątpliwej) wiarygodności wrażego organu propagandy  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 20 Styczeń 2010, 20:55:55
Niemożliwe, żeby Stefek podwyższał lub obniżał wartość organu. Jego morale jest ponad to.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 21 Styczeń 2010, 08:42:27
Jego morale jest ponad to.

To Stefek ma takie cuś?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 21 Styczeń 2010, 09:25:05
Popieram także hermetyzację nauczycielek.
Obu płci.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 21 Styczeń 2010, 20:21:15
Popieram także hermetyzację nauczycielek.
Obu płci.

Znaczy - mam się zamknąć?

No kiedy nie mogę. Misja niesienia kagańca jest silniejsza ode mnie.
Na przykład - zadanie na dziś: mapę jakiego kraju przedstawia załączony obrazek? http://kula.gov.pl/
Bo mnie się wydaje, że z twarzy podobny zupełnie do nikogo...
Courtesy Ministerstwo Kultury.
I Dziedzictwa.
Narodowego, w zasadzie.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 21 Styczeń 2010, 20:39:26
http://kula.gov.pl/

nie otwiera się
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 21 Styczeń 2010, 21:05:10
Szczęściarz. Mi się niestety otwiera  :P

edit: mapę można obejrzeć też tutaj: http://chopin2010.pl/pl/events/children/id/764
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 21 Styczeń 2010, 23:17:14
Mi sie otwiera. Żeby nie Podlasie z charakterystycznym półwyspem helskim, w życiu bym nie poznał...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 22 Styczeń 2010, 11:46:09
O!
W pracy mi się otorzyło...
Ja bym stawiał na szwajcarię, tylko ten dostęp do niebieksiego mnie jakoś zmylił...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Styczeń 2010, 12:22:09
A dziadek Jacek zaleca sikorki dokarmiać! Tylko pod warunkiem, że się jest z miasta...

dziadek Jacek powiedział (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,oid,13175662,title,Nadciaga-wyz-syberyjski-bedzie--30-stopni-,wid,11881463,opinie.html)

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 22 Styczeń 2010, 12:40:17
Ja dokarmiam, ja z miasta ;D
Ale uwaga:
chleb ze smalcem bądź słoniną wywołuje u wróbli nudności, kaszanka natomiast jest odpowiedzialna za silne bóle migrenowe u bogatek czy wreszcie ziemniaki, które powodują rzadki stolec.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: siatka pedadoga w 22 Styczeń 2010, 13:39:23
Mi sie otwiera. Żeby nie Podlasie z charakterystycznym półwyspem helskim, w życiu bym nie poznał...
A tam, marudzicie - wszystko zależy od odwzorowanie, a są różne i do tego - użyteczne. Chciałem tu wkleić mapę azymutalną, na której widać, że Australia jest dokładnie na wschód od Polski (wielu nie wierzy) ale widzę, że udało mi się napisać program odporny na PrintScreen...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 22 Styczeń 2010, 14:01:48
Szczęściarz. Mi się niestety otwiera  :P

edit: mapę można obejrzeć też tutaj: http://chopin2010.pl/pl/events/children/id/764

Zaraz zaraz. Co to w zasadzie znaczy że we Małopolszcze ciągle pada? A u was to murzynów biją!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 22 Styczeń 2010, 18:10:04
Ja tam się zastanawiam, kiedy Grafschaft Glatz ogłosiło niezawisłość od niedawno przysposobionej Macierzy i czy będę musiała odkopać paszport przed wyjazdem  na ferie?
I jak im się udało w projekcie z dziedziny "pie<ev>enie o Szopenie" zapodziać Duszniki Zdrój razem z 65tym festiwalem?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Styczeń 2010, 23:27:58
Ja dokarmiam, ja z miasta ;D
Ale uwaga:
chleb ze smalcem bądź słoniną wywołuje u wróbli nudności, kaszanka natomiast jest odpowiedzialna za silne bóle migrenowe u bogatek czy wreszcie ziemniaki, które powodują rzadki stolec.

Kto to pisał? Jeszcze nie widziałem (na szczęście), żeby ptaki miały twardy stolec. Na twardym stolcu to siedział król i mocno się go trzymał (fu)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Styczeń 2010, 19:27:51
Opowieść o zakonniku, który w wojsku odnalazł piękno prawdziwie męskich relacji, a następnie krzewił naturyzm wśród rowerzystów zetesempowców, a to wszystko w obliczu Apokalipsy, której zwiastunem ma być odwołanie Mistrzostw Europy została przeniesiona na właściwe miejsce, czyli do Hall of Fame.
http://www.poszepszynscy.info/forum/index.php?topic=1102.0
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 25 Styczeń 2010, 07:41:17
Nie dość, że za oknem -20 to jeszcze mnie pozytywnie do życia ustawiają:
W tym roku najgorszy dzień wypada w poniedziałek 25 stycznia. Naukowcy są w stanie to udowodnić, nawet za pomocą wzoru matematycznego.
To na początek podwójna kawa, a potem się zobaczy  :-\
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 25 Styczeń 2010, 08:29:19
Podbijam stawkę,za oknem -25.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 25 Styczeń 2010, 09:34:39
a ja nie, ale u mnie i tak było 20 z indeksem o 4:55...
Jak na miasto na południu (pikuś że polski) to i tak nieźle.
Szkoda że nie chciało mi się sikać, bo bym sprawdził czy doleci na dół...
Fasiol?
Sprawdzisz dziś w nocy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 25 Styczeń 2010, 09:45:42
a ja nie, ale u mnie i tak było 20 z indeksem o 4:55...
Jak na miasto na południu (pikuś że polski) to i tak nieźle.
Szkoda że nie chciało mi się sikać, bo bym sprawdził czy doleci na dół...
Do -40 trzeba sprawdzać w górę. Poniżej to już można w bok albo i w dół ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 25 Styczeń 2010, 10:09:42
+3, ale atmosfera jak o 5 rano. I takowoż się czuję.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Styczeń 2010, 10:17:37
+3, ale atmosfera jak o 5 rano. I takowoż się czuję.
+3? U Was w tej WB to jednak nawet zimą nienormalnie. A po prawej stronie drogi ile?
Dzisiaj o 8.45 jeżdżąc samochodem zanotowałem -24. Jednak wiatru nie ma więc i zimno mniej odczuwalne.

(pikuś że polski)
Przepraszam, że się wtrącam, ale w sensie, że polski pikuś (pan pikuś!), czy, że pikuś z Polski?
Ja rozumiem omskniecia klawiatury, więc podnoszę wątek jedynie dla rozgrzewki.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 25 Styczeń 2010, 10:32:17
+3? U Was w tej WB to jednak nawet zimą nienormalnie. A po prawej stronie drogi ile?
Dzisiaj o 8.45 jeżdżąc samochodem zanotowałem -24. Jednak wiatru nie ma więc i zimno mniej odczuwalne.
Tyle samo, najprawdopodobniej. Mi tam taka zima odpowiada akurat, więc nie wiem, jak ja przeżyję lutową wizytę we włościach Królowej Śniegu...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 25 Styczeń 2010, 10:41:11
Dzisiaj o 8.45 jeżdżąc samochodem zanotowałem -24. Jednak wiatru nie ma więc i zimno mniej odczuwalne.
Na ropę i jedziesz przy -24? Że wiatru nie ma, to rozumiem - w samochodzie zazwyczaj słabo wieje ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Styczeń 2010, 10:48:23
Dzisiaj o 8.45 jeżdżąc samochodem zanotowałem -24. Jednak wiatru nie ma więc i zimno mniej odczuwalne.
Że wiatru nie ma, to rozumiem - w samochodzie zazwyczaj słabo wieje ;D
Jak to nie wieje? Przy pchaniu samochodu do pracy? Stefkowi łatwiej jest pchać zamarzniety rower...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 25 Styczeń 2010, 11:08:54
A to ty pożyczyłeś ten samochód od Grzegorza :o I co, ciągle na chodzie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 25 Styczeń 2010, 11:17:23
Stefkowi łatwiej jest pchać zamarzniety rower...
Przy -3 w rowerze zepsuły mi się hamulce i pękła dętka w oponie, więc drania musiałem ten kilometr tachać przez mandżurskie dwucentymetrowe śnieżne zaspy. Więc znam temat, rzekłbym, od podszewki.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Styczeń 2010, 11:49:48
Stefkowi łatwiej jest pchać zamarzniety rower...
Przy -3 w rowerze zepsuły mi się hamulce i pękła dętka w oponie, więc drania musiałem ten kilometr tachać przez mandżurskie dwucentymetrowe śnieżne zaspy. Więc znam temat, rzekłbym, od podszewki.
Chyba od dętki lub od poddętki?

A to ty pożyczyłeś ten samochód od Grzegorza :o I co, ciągle na chodzie?
A co? U was nie nabrała popularnosci dyscyplina pchania lub rozpychania samochodów? Do pracy i z pracy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Styczeń 2010, 13:41:48
+3, ale atmosfera jak o 5 rano. I takowoż się czuję.

A tam. U nas teraz tez +3.
Ale Fahrenheita  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Styczeń 2010, 14:04:01
+3, ale atmosfera jak o 5 rano. I takowoż się czuję.
Anegdotka z Londynu. Podobno na stadion zespołu Tottenham - White Heart Lane nie mogą wchodzić osoby z zaburzeniami sercowymi i układu oddychania. Wszystko przez to, że nie ma tam żadnej atmosfery.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 25 Styczeń 2010, 15:21:25
Szkoda że nie chciało mi się sikać, bo bym sprawdził czy doleci na dół...
Fasiol?
Sprawdzisz dziś w nocy?

No pewnie.Już zbieram,próba będzie dłuższa.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Styczeń 2010, 22:28:43
Jak już jesteśmy w tych rejonach... GoogleAd wrzuciło coś takiego koło maila o rozwoju mowy u dzieci:

Masz dolegliwości skóry?
To może być okrężnica. Sprawdź jak Colonex może Ci pomóc!
www.Colonix.pl



Kurczę. Zawsze mi się wydawało, że wiem, gdzie mam okrężnicę. Teraz chyba muszę sprawdzić, bo zwątpiłam  ???

edit: NIE KLIKAĆ! NIE KLIKAĆ! Bo można zwątpić nie tylko w anatomię  :o :/ 3210
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 25 Styczeń 2010, 22:49:15
Cholerka, gdyby nie nawał innych zajęć, to z przyjemnością bym sobie pobarcił.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 25 Styczeń 2010, 22:51:05
U Barta to już było, ze szczegółami, dobrze, że galerii zdjęć nie zamieścił  :P
Tyle, że nazwa mi się nie utrwaliła. Znaczy wtedy, bo teraz już tak...  
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 25 Styczeń 2010, 23:17:32
Cholerka, gdyby nie nawał innych zajęć, to z przyjemnością bym sobie pobarcił.
Pobarcił? Chodzi Ci o jakieś zabawy z miodem?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 27 Styczeń 2010, 18:36:30
Produkcja bimbru czy domowej wysokoprocentowej nalewki będzie legalna. Pod warunkiem, że wcześniej produkcję trunku zgłosimy w urzędzie skarbowym i sanepidzie - proponuje sejmowa komisja "Przyjazne Państwo".

Już widzę jak wszyscy bimbrownicy gromadnie leeeecą do fiskusa i sanepidu   ;D  S:)  :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 28 Styczeń 2010, 14:51:21
Pewnie chodzi o to, żeby US okreśłił podatek od prognozowanej ilości wyprodukowanego na własne potrzeby alkoholu, zaś Sanepid, aby kontrolował, czy się nie zatrujemy. Proponuję już w tej chwili zawiadamiać Sanepid o przygotowaniach do przyrządzania posiłku, zwłaszcza zawierającego rybę.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 01 Luty 2010, 14:53:52
Terry Pratchett apeluje o legalizację eutanazji

Brytyjski pisarz Terry Pratchett chory na Alzheimera proponuje powołanie trybunałów, które dawałyby ludziom nieuleczalnie chorym prawne zezwolenie na wspomagane samobójstwo. Ma na ten temat wygłosić wykład w poniedziałek wieczorem w Royal College of Physicians.
We fragmentach wykładu pt. "Uścisnąć dłoń śmierci" przekazanych przez światowe agencje, Pratchett twierdzi, że "nadchodzi czas", by zalegalizować wspomagane samobójstwo.


http://wiadomosci.onet.pl/2121623,12,1,1,item.html

Ciekawe czy facet machnie kolejny tom "Świata dysku" po tym wykładzie?? No i czy sam Śmierć będzie obecny (że o jego córce z której jak fani wiedzą niezła jest, by tak kolokwialnie rzec, sztuka, nie wspomnę :) ). Już widze te dialogi:

- No a co pan jako najbardziej zainteresowany myśli o kwestii eutanazji?

- REDAKTORZE, TO ŹLE POSTAWIONE PYTANIE. DLA MNIE NIE JEST TO ZADNA KWESTIA. WYKONUJĘ PO PROSTU SWOJĄ PRACĘ.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 01 Luty 2010, 16:04:05
Z eutanazją no jak? Na TY. A nawet na tak.
Od razu pojawia sie jednak kluczowy problem, przed którym nie uciekniemy: kto może wystąpić o eutanazję do tego Kolegialnego Organy Śmierci(KOŚ lub KOŚa)? Oczywistym jest przecież, że sami, ekhym... zainteresowani, nie zawsze będą w stanie to zrobić.
A więc, kto i kiedy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 01 Luty 2010, 17:49:40
Zainteresowany (jak to ładnie ujął Cezarian) z Alzheimerem musi to zrobić odpowiednio wcześniej, bo potem może zapomnieć, że TEGO chciał. To może tłumaczyć pośpiech pTerry'ego... No, ale on się w Death's Domain czuje jak u siebie w domu.

ŻE SIĘ WTRĄCĘ... JAKA CÓRKA? WNUCZKA CHYBA...

(http://images.elfwood.com/art/a/q/aqvila/t_p__death_susan.jpg)

TROCHĘ UROSŁA OSTATNIO, MALEŃKA, JAK TEN CZAS LECI...

(http://www.chode.ru/dvd/pic_f_series/Hogfather-4.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 01 Luty 2010, 23:03:36
Urosła, ale Pratchetta ma na głowie?
Widać także, że miała dobrych wychowawców, dbających o trawę. Pewnie jakiś (jakaś) kibic sportowy?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 02 Luty 2010, 07:46:41
Kibic? Co prawda, w tę grę się nigdy nie miesza...
(http://www.discworldcodex.info/images/discworld-gods-medium.jpg)
...ale raczej widziałabym GO w roli arbitra. Tego od ostatecznego gwizdka. Bez dogrywki  ::)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Luty 2010, 12:52:43
Kibic? Co prawda, w tę grę się nigdy nie miesza...
...ale raczej widziałabym GO w roli arbitra. Tego od ostatecznego gwizdka. Bez dogrywki  ::)

Zastanówmy się... A jeżeli ON jest Norwegiem lub Webbem?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 02 Luty 2010, 13:01:25
Albo webskim norwegiam?
Cwana gapa, biedny miś...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Luty 2010, 13:14:43
Cwana gapa, biedny miś...
To biedny miś był cwaną gapą?
No, no, cwana gapa...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 02 Luty 2010, 16:45:16
http://wiadomosci.onet.pl/2122325,12,niezwykle_zdolnosci_kota_-_przewiduje_smierc,item.html

Stefek też tak umie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 02 Luty 2010, 17:10:14
Stefana podejrzewałabym raczej o zdolności parapsychiczne w stylu mojego wykładowcy od teorii literatury i kulturoznawstwa. U kogokolwiek byśmy nie robili imprezy, jakkolwiek byśmy się maskowali, wiadomo było, że Richard pojawi się w momencie, kiedy odkręcimy pierwszą flaszkę  ;D

edit: i oczywiście - na sępa  ::) 
Twoje zdrowie, Rychu  01
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 02 Luty 2010, 21:38:47
Do mnie Aśćka pijesz? :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 02 Luty 2010, 23:35:37
Do mnie Aśćka pijesz? :D
To jest n tylko nie możliwe, ale i wielokrotnie sprawdzone empirycznie, że kot nie może udawać sępa! Nawet jeżeli potrafi przez chwilę w korzystnych warunkach (np. wyrzucony z 10 piętra) szybować, to na pewno nie potrafi kołować w powietrzu. 8)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 03 Luty 2010, 08:19:13
To jest n tylko nie możliwe, ale i wielokrotnie sprawdzone empirycznie, że kot nie może udawać sępa! Nawet jeżeli potrafi przez chwilę w korzystnych warunkach (np. wyrzucony z 10 piętra) szybować, to na pewno nie potrafi kołować w powietrzu. 8)
Zapominasz, że Stefan ma rower i kołowanie to pewnie dla niego bułka z dżemem :D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 03 Luty 2010, 10:47:48
Do mnie Aśćka pijesz? :D

Stefan, do ciebie bym nie wypiła? Do ciebie zawsze z przyjemnością  0=0
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 03 Luty 2010, 10:57:37
Czy ty wiesz, gołąbeczko, do kogo pijesz?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 03 Luty 2010, 11:10:30
Wiem, że ze Stefanem nie ma żartów...

(http://asset.soup.io/asset/0410/3350_9b5d_420.jpeg)

...ale ja mam profesjonalną ochronę

(http://asset.soup.io/asset/0539/2668_6b53_420.jpeg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Luty 2010, 12:28:06
Czy ty wiesz, gołąbeczko, do kogo pijesz?
Spokojnie, to fotomontaż. Stefek nigdy nie byłby zdolny do takich czynów. Przynajmniej nie za dnia i nie dałby się sfotografować.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 03 Luty 2010, 12:39:31
Wiem, że ze Stefanem nie ma żartów...



...ale ja mam profesjonalną ochronę


Tao to wygląda, a więc głupio to wygląda (w pracy, gdzie ostatnio prawie mieszkam)
a więc i napiszę głupio:
łokieć
Byc może w domu (jak dotrę) to zmienię zdanie i wypowiedź
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 03 Luty 2010, 22:56:11
łokieć
Byc może w domu (jak dotrę) to zmienię zdanie i wypowiedź

Myślał klękając do pacierza
Z łokcia nie brać się do jeża
Jednak zmienił zdanie rano
A w nim łokieć na kolano
A jak zjadł na obiad zupę
To kolano zmienił w dupę
A jak wspomniał rząd bandycki
Z dupy zaraz zrobił cycki
Tu zakończył sprawę całą
Części ciała mu nie stało.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 04 Luty 2010, 07:47:14
Ciao, ciao, bambiiiiiiiiiino!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 04 Luty 2010, 08:49:48
I to diabeł powiedział.Załamka.

http://sport.onet.pl/74318,1248685,2123452,,zenujaca_wpadka_legendy_polskiej_pilki,wiadomosc.html
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Luty 2010, 09:33:50
Eeeee, dobrze, że nie strzelił czegoś w tych eliminacjach. Na przykład samobója. Z bańki, jak to miał w zwyczaju.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 04 Luty 2010, 12:10:42
O!
Moja hala!
To i Stefan gdzieś tam powien być...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Luty 2010, 12:28:51
Z życia wzięte. (http://logosik1.cba.pl/chlopaki%20nie%20placza%20wav/bezpieczny_weekend.wav)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Luty 2010, 19:29:27
Z życia wzięte. (http://logosik1.cba.pl/chlopaki%20nie%20placza%20wav/bezpieczny_weekend.wav)

sienieściąga  :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Luty 2010, 19:37:59
Z życia wzięte. (http://logosik1.cba.pl/chlopaki%20nie%20placza%20wav/bezpieczny_weekend.wav)

sienieściąga  :P
chwile trzeba poczekać
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Luty 2010, 20:03:51
Źle się wyraziłam. Się ściąga. Natychmiastowo. Zero sekund  :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Luty 2010, 20:58:34
Zero sekund  :P
Niiczym hasło przewodniczącego komisji przesłuchującej her Tuska, Mira Sekuły do pani wielmożnej posłanki Kępy.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 04 Luty 2010, 21:24:16
Zero sekund  :P
Niiczym hasło przewodniczącego komisji przesłuchującej her Tuska, Mira Sekuły do pani wielmożnej posłanki Kępy.
Prócz pierwszego wymienionego nazwiska nie kojarzę żadnego - chyba jednak powoli normalnieję ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Luty 2010, 21:30:06
Zero sekund  :P
Niiczym hasło przewodniczącego komisji przesłuchującej her Tuska, Mira Sekuły do pani wielmożnej posłanki Kępy.
Prócz pierwszego wymienionego nazwiska nie kojarzę żadnego - chyba jednak powoli normalnieję ;)
Zazdroszczę. Ja z politologii.
Chociaż jakby tak się zastanowić kto ode mnie zna te nazwiska... ;)

A propos tematu.
NAJBARDZIEJ SZOKUJĄCY FILMIK OSTATNICH LAT CZEGOŚ TAKIEGO JESZCZE NIE WIDZIELIŚCIE:
http://www.youtube.com/watch?v=jAUcRJo3F2k
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 04 Luty 2010, 22:01:22
No to zaliczyliśmy pełne koło  :)
http://www.youtube.com/watch?v=2cUEANKv964
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 04 Luty 2010, 22:04:36
No to zaliczyliśmy pełne koło  :)
http://www.youtube.com/watch?v=2cUEANKv964
To co zamieściłem, fachowo nazywa się REMAKE. ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 04 Luty 2010, 22:08:16
A propos tematu.
NAJBARDZIEJ SZOKUJĄCY FILMIK OSTATNICH LAT CZEGOŚ TAKIEGO JESZCZE NIE WIDZIELIŚCIE:
http://www.youtube.com/watch?v=jAUcRJo3F2k

Rzeczywiście dzieje się na stacji Wrocław Główny, oj dzieje...

No to zaliczyliśmy pełne koło  :)
http://www.youtube.com/watch?v=2cUEANKv964
To ten sam pociąg? To chyba miał rekord spóźnienia. Ciekawe tylko, że wyjahał jako kolorwy, a wrócił jako czarno-biały, tfu, afroamerykańsko-biały. No i trochę go przerobili w biegu. I jeszcze można nim pewnie było, tradycyjnie, jechać jednocześnie z Moskwy do Petersburga i odwrotnie. Wot, tiechnika.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 05 Luty 2010, 08:33:26
NAJBARDZIEJ SZOKUJĄCY FILMIK OSTATNICH LAT CZEGOŚ TAKIEGO JESZCZE NIE WIDZIELIŚCIE:

To rosyjski film.U nich w każdym filmie jest pociąg.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: kolej pedadoga w 05 Luty 2010, 09:12:07
Oczywiście, że "Światowid" to szokujący film. Mogło wszak być gorzej:
http://www.youtube.com/watch?v=Bgk7XbXgn6I (http://www.youtube.com/watch?v=Bgk7XbXgn6I)

A ten drugi to słynny "Wjazd Michnikowskiego do Paryża"?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Luty 2010, 09:51:47
dupa, dupa, dupa nic nie widzę. Może nie zapomnę zobaczyć tego w domu. Dupa, dupa, dupa...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Luty 2010, 09:59:45
"Mam kobietę, przy której chcę się zestarzeć"
Zgaduj zgadula kto to powiedział???
...
Nie, nie Łapicki.
Strzelajcie dalej

Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 05 Luty 2010, 12:04:40
Strzelać, a to kryterium uliczne?
No dobra, strzelam: Ty to powiedziałeś. Mam nadzieję, że żona nie słyszała?
Googiel mówi, że to Olbryski, ale to pewnie plagiat...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 05 Luty 2010, 12:19:43
Googiel mówi
3210
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 05 Luty 2010, 12:47:56
3210

Oj,Stefek chyba zjadł nieświeży kisiel.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Luty 2010, 12:52:10
dupa, dupa, dupa nic nie widzę. Może nie zapomnę zobaczyć tego w domu. Dupa, dupa, dupa...

Wystarczy, że pojedziesz do domu koleją. Jak ustalił pan Tomek, będzie to:
szybsze,
wygodniejsze
i bezpieczniejsze

od twojego starego roweru.

Jak ja nie lubię młodych polskich kabaretów...    tak ten kawałek jest całkiem do rzeczy  :)
Mydło jest?!?  :o
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Luty 2010, 14:56:42
To jak już przy pociągach jesteśmy, to mię się przypomniał taki jeden kawałek (http://zygfryd666.wrzuta.pl/audio/91QxCxquCNh/smak_jablka_-_pociagi)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Luty 2010, 16:18:46
No ładne country  :) Za to tekst taki dość bluesowy. Całość w sam raz do śpiewania przy ognisku. Ech, gdzie te czasy...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Luty 2010, 16:43:07
No ładne country  :) Za to tekst taki dość bluesowy. Całość w sam raz do śpiewania przy ognisku. Ech, gdzie te czasy...
No właśnie, gdzie się podziały tamte ogniska? W zimie i podczas sesji, to sobie mogę w piecu napalić.
Choć może Tobie nie chodziło tylko o zimę? :P
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 05 Luty 2010, 17:24:46
O zimę.
Tyż.
 ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 05 Luty 2010, 17:28:10
(http://fuckdas.com/wp-content/uploads/2009/12/zimo-wypierdalaj-gif-223x300.jpg)<ev>
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: ucho pedadoga w 05 Luty 2010, 21:11:20
Jak ja nie lubię młodych polskich kabaretów...  
A wystarczy dobre sito :D
Tym bardziej zapraszam na www.zakfestiwal.pl (http://www.zakfestiwal.pl) - będzie m.in. Noł Nejm i będzie sobie można samemu na młode polskie kabarety głosować (albo nie).
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 15 Luty 2010, 08:55:41
Kontynuujemy nasz cykl znaków zakazu w Polsce i na świecie. Jak wynika z załączonego obrazka, można popełnić zbrodnie skumulowaną; siedząc zjeść hamburgera i nie wstając wywalić papierek.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 15 Luty 2010, 10:46:07
Dodajmy, że kłamać także nie wolno... ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 15 Luty 2010, 11:10:48
Mi się akurat wydaje, że postać na drugim obrazku ma wyrzuty sumienia - a może nawet depresję - wywołane zjedzeniem hamburgera. Czyli, żeby nie smęcić po jedzeniu.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 17 Luty 2010, 10:16:06
Cytuje z głowy, ale wiernie:
Rozrywka.
Zmarł Jerzy Turek

Ot tak mi się spodobało...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 17 Luty 2010, 11:10:45
Też wiernie:
Wódka rozwiązuje problemy polskich skoczków

(Kamil Wódka to psycholog Małysza i spółki)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 18 Luty 2010, 13:17:37
Też wiernie:
Wódka rozwiązuje problemy polskich skoczków

(Kamil Wódka to psycholog Małysza i spółki)
Czyli Wódka środkiem na depresję przedstartową?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 18 Luty 2010, 16:46:52
Też wiernie:
Wódka rozwiązuje problemy polskich skoczków

(Kamil Wódka to psycholog Małysza i spółki)
Czyli Wódka środkiem na depresje przedstartową?
Przyjechał Tajner i nie ma Wódki
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 18 Luty 2010, 17:28:07
Też wiernie:
Wódka rozwiązuje problemy polskich skoczków

(Kamil Wódka to psycholog Małysza i spółki)
Czyli Wódka środkiem na depresje przedstartową?
Przyjechał Tajner i nie ma Wódki
Tomisław??!!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 18 Luty 2010, 21:26:31
Przyjechał Tajner i nie ma Wódki
Jak to nie ma? wypili wszystko? Już???
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 18 Luty 2010, 21:33:09
Prawdziwy kataklizm, jak u Waligórskiego:

Wilkołak zjawił się na rozstaju;
Marsjanin wyjrzał zza lewatywy...
Pierwszy raz wódki zabrakło w kraju.
Dreptak zrozumiał. I padł nieżywy.

http://www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=k&nazwa=95
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 19 Luty 2010, 14:53:16
Też wiernie:
Wódka rozwiązuje problemy polskich skoczków

(Kamil Wódka to psycholog Małysza i spółki)
Czyli Wódka środkiem na depresje przedstartową?
Przyjechał Tajner i nie ma Wódki
Nie ma Wódki, nie będzie medali.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 21 Luty 2010, 11:21:01
Stefan?
http://www.youtube.com/watch?v=_LQSoMakoIU
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 21 Luty 2010, 12:29:29
Rodzina się zjechała?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 21 Luty 2010, 13:27:49
Ach, to ta miła pani z Syberii. To dużo wyjaśnia. Przy takiej ilości kotów rachunki za ogrzewanie na pewno znacząco spadają.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 21 Luty 2010, 14:40:31
Ale muzę dobrali! Palce lizać!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 21 Luty 2010, 19:20:06
Ale muzę dobrali! Palce lizać!
Prawdziwa kocia muzyka. ;)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 21 Luty 2010, 19:56:56
Stefan?
http://www.youtube.com/watch?v=_LQSoMakoIU
NIE!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 21 Luty 2010, 20:05:00
Stefan?
http://www.youtube.com/watch?v=_LQSoMakoIU
NIE!
Aha. Bo ten dwudziesty piąty z lewej taki podobny.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 21 Luty 2010, 21:38:12
Stefan?
http://www.youtube.com/watch?v=_LQSoMakoIU
NIE!
Aha. Bo ten dwudziesty piąty z lewej taki podobny.
Oczywiście, że to on! Od razu widać, że przewodnik stada!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 21 Luty 2010, 23:21:01
Muzyka łagodzi obyczaje...
(http://nicalbonic.blox.pl/resource/MLECZKO__MOZART.JPG)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 22 Luty 2010, 08:32:59
Oczywiście, że to on! Od razu widać, że przewodnik stada!

Tak to on,ma na ogonie GPS-a.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 22 Luty 2010, 16:10:53
Oczywiście, że to on! Od razu widać, że przewodnik stada!

Tak to on,ma na ogonie GPS-a.
I jest na rowerze, po którym najłatwiej GO rozpoznać. Przecież ON nawet podczas odśnieżania nie zsiada z roweru.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 22 Luty 2010, 16:20:43
Przecież ON nawet podczas odśnieżania nie zsiada z roweru.

Że o kąpieli nie wspomnę.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: szczutek w 22 Luty 2010, 19:45:53
Przecież ON nawet podczas odśnieżania nie zsiada z roweru.

Że o kąpieli nie wspomnę.
W musztardzie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 22 Luty 2010, 20:20:06
Przecież ON nawet podczas odśnieżania nie zsiada z roweru.

Że o kąpieli nie wspomnę.
W musztardzie?
Tylko borowinowa. Dla dwóch osób.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Luty 2010, 06:34:19
Pogubiłem się, o kim-że-to mówicie?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Luty 2010, 07:29:04
O Jożinie z bażin (http://cgi.ebay.de/ws/eBayISAPI.dll?ViewItem&item=310201251777&ssPageName=STRK:MEWAX:IT)  ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 23 Luty 2010, 08:26:10
Tak,mówimy o Jożinie z bażin.Z tych bażin:http://www.tmzm.mielec.pl/m3rBag.htm
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 23 Luty 2010, 09:45:31
@all
kombinujcie dalej
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Fasiol w 23 Luty 2010, 14:50:32
kombinujcie dalej

To jest Jożin!
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Luty 2010, 14:53:37
To jest Stefan wyprany w proszku Radion  :D

(http://baranski.wm.pl/wp-content/uploads/2009/09/plakat-radion-sam-pierze_4201-300x212.jpg)
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: 666 w 23 Luty 2010, 15:14:23
Nie wmówicie mi że białe jest białe, a czarne...
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 23 Luty 2010, 18:56:56
Tak,mówimy o Jożinie z bażin.Z tych bażin:http://www.tmzm.mielec.pl/m3rBag.htm
Jeżeli bagno zwyczajne to Ladum palustre , to jak po łacinie będzie Jożin z bażin?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bruxa w 23 Luty 2010, 21:22:40
Jeżeli bagno zwyczajne to Ladum palustre (...)

Nie za często ostatnio pisujemy o palestrze?
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Baader w 24 Luty 2010, 08:50:18
Dawno dawno temu rozmaici więźniowie siedząc już to w Bastylii, już to np w Cytadeli zabijali czas kopiąc łyżką tunele. Oczywiście teraz więźniowie mają TV i sztuka ta upadła, ale... nie całkiem:

"35-letnia Holenderka wydostała się z więzienia w Bredzie tunelem, który pracowicie drążyła łyżką przez wiele miesięcy - poinformowała holenderska prokuratura. Skazana za morderstwo, miała jeszcze do odsiedzenia 22 miesiące, ale postanowiła nie czekać".

I słusznie, na co czekać :)

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7593198,Holandia__spektakularna_ucieczka_z_wiezienia__Wykopala.html
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Luty 2010, 09:54:10
Każdy by się na miejscu Holenderki zdenerwował. Żeby za morderstwo dostać wiele miesięcy ciężkich robót łyżką, a do tego dodatkowo 22 miesiące do odsiedzenia po ucieczce? Mam nadzieję, że chociaż łyżką stołową, a nie do herbaty?
Swoją drogą nawet te 22 miesiące to dużo w życiu krowy holenderki.

Taki Anglik w życiu nie zdobyłby się na kopanie tunelu łyżeczką do herbaty, bo czym mieszałby w filiżance? Znajomość kultur i zachowań społecznych jest, jak się okazuje przydatna także w więziennictwie. Takiego Ghurka albo Sikha na przykład nie mozna trzymać w celach wysoko położonych, bo rozwinie turban, następnie się po nim spuści i ucieknie. Jedyna metoda, to trzymanie ich na parterze, żeby podobny pomysł nie wpadł im do głowy. Pozbawienie turbanu nie wchodzi w grę, gdyż jest to naruszenie podstawowych wolnosci obywatelskich.
Szczytem ucieczki z więzienia byłoby jednak powołanie się przez więźnia na ograniczenie jego wolności obywatelskich porzez umieszczenie go w celi i ograniczenie tym samym swobody poruszania się. Oczywiście sądy i organy więziennictwa musiałyby przestrzegając Karty Praw Człowieka i Obywatela delikwenta wypuścić.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Luty 2010, 10:16:34
a ja mam to w...
wiecie gdzie
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Bluesmanniak w 24 Luty 2010, 10:53:36
w rowerze ;D
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Cezarian w 24 Luty 2010, 11:06:22
a ja mam to w...
wiecie gdzie
To się rozpisał. Z postu wynika, a i to bardzo oględnie, że coś masz. Skoncentruj się i spróbuj napisać: co i gdzie? Najlepiej, o ile to możliwe, pełnym zdaniem... Eee, przesadziłem z tymi możliwościami. Jedynie dla Gonza niemożliwosci są możliwe.
Tytuł: Odp: Opowieść z życia wzięta (czyli z internetu)
Wiadomość wysłana przez: Stefan w 24 Luty 2010, 12:10:09
dupie