Autor Wątek: Odcinek 3 - "But w Jasieńskim"  (Przeczytany 1079 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline szczutek

  • Kompanijny kolaborant bez klasy; As szkodnictwa
  • Hydraulik
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 2279
  • słoiki dżemu truskawkowego +138/-459
  • Nie zrozumiałem pytania
Odcinek 3 - "But w Jasieńskim"
« dnia: 24 Lipiec 2014, 00:06:16 »
Dzień smutny, październikowy. Z okna mieszkania rodziny Poszepszyńskich widać jedynie szarość i smutek otaczającego świata. Z oddali słychać wycie psa, pozostawionego samemu przed sklepem spożywczym "Borownik".

Dziadek Jacek: Wzięli by tego psa, psia mać, zabrali go... A nie to... <z zakłopotaniem> O czym to ja?

Maryla: Tata mówił o tym psie?

Dziadek Jacek: Jakim psie?

Maryla: Tym, który wyje cały czas.

Dziadek Jacek <zmęczonym głosem>: Marylu, dziecko, wszystkie psy wyją, skąd ja mam wiedzieć, o którym ty mówisz!

Maryla <rozdrażniona>: Mówię o psie, który hałasuje przed "Borownikiem"!

Dziadek Jacek: Aaaa... O tym psie! Co ja mówiłem? Nieważne. Maurycy wyszedł w końcu z tej swojej trumny?

Maryla: Nie, wciąż tam siedzi.

Dziadek Jacek: Odkąd się legł od tamtego roku, to on stamtąd nie wychodzi. Młody jest, powinien szaleć! Jak ja, za swoich dobrych czasów! Te tancereczki, palce lizać! Jak on tam się zasiedzi w tej trumnie, to on się tam rozłoży w końcu!

Maryla: Sama nie wiem. Odkąd musieliśmy przenieść jego trumnę z taty kwatery do nas do mieszkania, Maurycy nie zachowuje się normalnie. To musi być jakaś depresja. W dzisiejszych czasach to nie jest wcale rzadkie, tato. Młodzi ludzie, jak Maurycy, nie mają pracy, pieniędzy... Trzy miesiące temu wcisnęłam mu pod wieko trumny "Jak być szczęśliwym człowiekiem", poradnik napisany przez doktora Bukaja. Ale ja go od tamtej pory wciąż nie widziałam, żeby on z trumny wyszedł. Więc nawet nie wiem, czy on tę książkę przeczytał. A kara z biblioteki wciąż rośnie!

Dziadek Jacek: Ja sam pamiętam, jak oddałem książkę do biblioteki. Własnoręcznie!

Maryla: O czym tata mówi?

Dziadek Jacek: Co jest na obiad?

<Grzegorz wchodzi do mieszkania, słychać dźwięć otwieranych zamków>

Grzegorz: Ten pies! Zaraza!

Dziadek Jacek: Jaki pies?

Grzegorz: Ten co szczeka, papo.

Dziadek Jacek: Grzesiu, ja cię proszę, wszystkie psy szczekają.

Grzegorz: Papa, jak zwykle, ma w głowie tyle rozumu co ja mam pieniędzy po kieszeniach. Co jest na obiad, Marylu?

Maryla: Ciężko powiedzieć. Odkąd ojciec ma alergię na dżem truskawkowy...

Dziadek Jacek <przerywając>: To nieprawda! Żadna alergia! To jest uczulenie!

Maryla <kontynuując>: ...Nie możemy niczego kupić dla ojca, bo ojciec narzeka na wszystko. Ziemniaki be, pomidory be, chleb be, schabowy be...

Grzegorz: Ojciec chce zdechnąć, ojca mandżurskie prawo, ale co o mnie?

Maryla: Dla ciebie mam... Mam tutaj stary słoik dżemu ojca.

Dziadek Jacek: Mój! Mój dżem! Maurycy, ratunku!

Grzegorz: Maurycy wciaż siedzi w trumnie?

Maryla: Już od roku, jak każdego dnia.

Grzegorz: Chłopak nam się rozłoży w takim tempie! Już i tak ładnie od tego kwiatka pachnie. Gdyby nie to, że nam odłączono wodę za nieopłacane rachunki, to bym zmusił gówniarza do wzięcia kąpieli.

Dziadek Jacek: W pamiętnym roku 1904, ja i młodszy szeregowy Podsiadło...

Grzegorz: Za jakie grzechy? Co ja papie zrobiłem, że papa cały czas o tej Mandżurii gada. Ja nawet znalazłem akt urodzenia ojca, datowany na 1927 rok.

Dziadek Jacek: Ja tobie tłumaczyłem, tłumoku, że był to falsyfikat! W roku 1904 byłem za młody za wojsko, więc dla nie poznaki przedstawiłem się jako urodzony 1927 roku. Przyjęto mnie do armii z fanfarami, nie ma to tamto... Dopiero później wydano na mnie, rzecz jasna, wyrok śmierci. Powód prozaiczny, ktoś nakapował, że rok 1927 nastąpi za kolejne 23 lata. Ludzie są świnie, długie jęzory...

Maryla: Donosicielstwo, straszna zaraza.

Grzegorz: O, to, to, to! Od 1993 mam sprawę oo wynoszenie tego papieru toaletowego z zakładu. Tak jak tata mówi, ludzie są świnie.

Maryla: Grzegorzu, musisz jednak przyznać, że wtedy nieco przesadziłeś. Co innego wynosić po rolce dziennie, a co innego wywozić całą ciężarówkę papieru...

Grzegorz: Na szczęście, mój adwokat, pan Stoczybitwa, broni mnie jak niepodległości. Tak wam mówię: w 1995 roku rozpruł na sobie koszulę i krzyczał "Mój ci on! Mój ci on!". W 1998 roku to samo, koszula w szmaty, guziki lecą na ziemię, i kolejna rozpawa jest odłożona na kolejny, tego, jak mu tam... Rok.

Dziadek Jacek <podjeżdza swoim wózkiem do trumny Maurycego i póka w wieko>: Rok, rok! To już rok zszedł, jak on tam siedzi w tej trumnie.

Grzegorz: A co ja mam z nim zrobić? Na ryby on nie pójdzie, na piwo on nie pójdzie. Z dziećmi, w dziesiejszych czasach, to nie pogadasz. One cały czas milczą, bo wiedzą lepiej, niż rodzice. Za to jest odpowiedzialny rząd! I wszyscy, kurka wodna, powinni być ukarani! <Grzegorz wrzeszczy w ataku szału>

Maryla: Grzesiu! Grzesiu!

<słychać stukanie do drzwi>

Pan Włodek <wchodzi do mieszkania>: Cóż za rodzinna atmosfera!

Dziadek Jacek: A co, a pewnie! I choinkę nawet mamy. Tu, w kącie. Stoi od 2003. Kurzu jest tyle, że to wygląda jak śnieg. Rodzinnie. Co tam, panie Włodku?

<Grzegorz wciąż złożeczy w tle>

Pan Włodek: A nic, tak sobie wlazłem, co mam lepszego do roboty. Odkąd małżonkę ukłuł ten rosyjski komar, to ja życia nie mam.

Maryla: Pamiętam, jak ona odeszła. Też, jak Maurycy, w trumnie. Ludzie plotkowali, że to pan, panie Włodu, a nie komary, wie pan...

Pan WłodeK: Bo pani Marylu, plotki są głupie. Może i ukłucia komarze wyglądały jak ciosy zadane nożem rzeźniczym, który znaleziono akurat przy mnie tuż po tym, jak moja umiłowana żona zmarła... I może ten nóż był pokryty jej krwią... Ale to wszystko plotki. Pan mecenas Stoczybitwa, na moje szczęście, doskonale mnie broni. Na każdej rozprawie rozbiera się do nagusieńka i krzyczy, że Bruno Jasieński nie umarł na darmo. Jak mu humor dopisuje, to nawet krzyknie, że Jasieński nie umarł wcale!

<Grzegorz wciąż złożeczy w tle>

Pan Włodek: Maurycy wciąż nie wychodzi z trumny? W takim tempie, to on się, pani Marylu, pani rozłoży! Takiego rozpuszczonego bachora pozbierać później do kupy to jest poważne wyzwanie wychowawcze.

Grzegorz <spokojniejszym głosem>: Ja może pójdę do sklepu. <Grzegorz wychodzi>

Maryla: Może to i lepiej, że on poszedł?

Dziadek Jacek: Tak sobie teraz pomyślałem, że Maurycy potrzebuje zainteresowań. Wcisnę mu szachy do trumienki, może mu się humor poprawi...

<słychać odgłos szachownicy i pionków spadających na dno trumny)

Dziadek Jacek: Szachy są dobre na wszystko. Wiedzieliśmy o tym dobrze w Japonii, gdzie szachy były używane między innymi, do leczenia grużlicy i kataru.

Maryla <z przerażeniem>: Pies z "Borownika" atakuje Grzegorza! Grzegorz odpędza się teraz od niego kijem!

Dziadek Jacek: Jak to się mówi, bez kija nie podchodź.

Pan Włodek: Słusznie pan mówi, pani Jacku.

Dziadek Jacek: O czym?

Pan Włodek: O psie. I o kiju.

Dziadek Jacek: Jakim psie?

Pan Włodek: O tym psie, co on gryzie Grzegorza.

Dziadek Jacek: Wszystkie psy gryzą Grzegorza, skąd ja mam wiedzieć o którym pan mi mówi?
Węgiel to antracyt. Antracyt to ty. Skriabin zjadł karabin, a ciotka ma wszy.

Offline Bluesmanniak

  • ZOMOwiec
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *****
  • Wiadomości: 13786
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-3
Odp: Odcinek 3 - "But w Jasieńskim"
« Odpowiedź #1 dnia: 24 Lipiec 2014, 07:13:02 »
No, no, prawie po roku (hmmm... trumna się zacięła?) takie wejście... Ten odcinek zapewnie jest oparty na autentycznych faktach?

Offline Bruxa

  • ^,..,^
  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 21923
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-65535
  • ja tu tylko sprzątam...
Odp: Odcinek 3 - "But w Jasieńskim"
« Odpowiedź #2 dnia: 24 Lipiec 2014, 08:37:13 »
Szczutek! No jak ten wampir z trumny, pardon, jako ten feniks... ;D

Co do treści - zarysowuje się tu pewien problem. Skoro Maurycy rozkłada się (mam nadzieję, że wygodnie) w trumnie Dziadka Jacka, to gdzie sypia Dziadek? I co zrobić z Dziadkiem, w razie nagłej a niespodziewanej ewentualności, jeśli Maurycy trumny nie odda? A jak go znam, to się na to nie zanosi? Chociaż jak go ostatnio widziałam, to siedział w takim dużym słoju,  jak po dżemie.

Czy nowym znajomym Dziadka jest ten Niemiec, no ten... na A...?
Rude and not ginger

Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until you hear them speak.


Offline szczutek

  • Kompanijny kolaborant bez klasy; As szkodnictwa
  • Hydraulik
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 2279
  • słoiki dżemu truskawkowego +138/-459
  • Nie zrozumiałem pytania
Odp: Odcinek 3 - "But w Jasieńskim"
« Odpowiedź #3 dnia: 24 Lipiec 2014, 20:44:43 »
Ale wszystko sié tutaj zgadza. Dziadek Jacek wciąż ma swoją kwaterę przy miejscu spoczynku tego drania, a Maurycy - jak to on - siedzi w domu i czeka na dzień pański.

Miło być z powrotem. Powrót, siad.
Węgiel to antracyt. Antracyt to ty. Skriabin zjadł karabin, a ciotka ma wszy.

Offline Bruxa

  • ^,..,^
  • Pierdziel
  • Kombatant Wojny Rosyjsko-Japońskiej
  • *
  • Wiadomości: 21923
  • słoiki dżemu truskawkowego +65535/-65535
  • ja tu tylko sprzątam...
Odp: Odcinek 3 - "But w Jasieńskim"
« Odpowiedź #4 dnia: 24 Lipiec 2014, 21:22:49 »
Dziadek Jacek zawsze może ze swoim gnuśnym wnukiem porozmawiać jak czarodziej z czarodziejem na Niewidocznym Uniwersytecie, kiedy Śmierć wziął urlop: Nie gnij tu, Maurycy, idź się rozkładać gdzie indziej!
Ale wątpię, żeby to miało przynieść jakiś skutek.
Rude and not ginger

Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until you hear them speak.